Aktualności

nasza nowa strona: http://www.TorunDlaDzieci.info/


img_4641.jpg

16.05.2008 piątek


15.05.2008 czwartek


Gaja dziś pierwszy raz ślicznie zjadła posiłek - marchewkową z ryżem. Otwierała buzię i połykała to, co było na łyżeczce. Bardzo mało ściekało z brody. Na razie wolę jak karmi Maciek, bo jak ja to robię to wszystko dookoła jest w jedzeniu. Muszę, jak z kąpaniem, dojrzeć i zabrać się za to. Teraz Gaję kąpię ja.
Gaja dziś często mówi: tatatata ta…
Jak była Marta (dziś bez Antoniego) moja dziewczynka z wielkim entuzjazmem i zaangażowaniem dzwoniła jednocześnie dzwonkami i wymachiwała grzechotką… i robiła to z takim zaangażowaniem, siłą i czym tam jeszcze, że uderzyła się w twarz… Ma teraz w okolicach ust małą ryskę.
Jak wracaliśmy z zakupów (tona groszku:) widzieli matkę kaczuchę z małymi. Naliczyliśmy ich około dziewięciu.
Gaja dziś tak się skupiała, że miała aż łzy w oczach, a o intensywnych stękach nie wspomnę. Tu też się pozmieniało, o wcześniej były charakterystyczne miny… a dziadek bezbłędnie rozpoznawał, kiedy była kupka, a kiedy bączek. Nie ma jak to praktyka.
Gajka siedzi już sama przez kilka sekund. Trenuje od kilku dni. Ostatnio też wywija smoczkiem na łańcuszku i zabawkami z większymi od nich metkami jak lassem… choć o tym chyba już pisałam.
Tak miło, ze nasz szkrab jest z nami.
Gaja mocno mnie dziś wystraszyła. Jak na mój gust zbyt długo spała w południe. Około 13:00 poszłam sprawdzić czy oddycha… akurat rozmawiałam z Maćkiem przez telefon. Dotykam jej buzi, a tu żadnej reakcji. Na kilka sekund odpłynęła mi krew. Spanikowałam i zamarłam w przestrachu… a po kilku sekundach dziecko westchnęło i poruszyło głową śpiąc dalej błogim i ciężkim snem…

To te kaczki ze spaceru.

img_4516.jpg

14.05.2008 środa


Gaja łapała bańki mydlane.
Paulina (tegoroczna maturzystka) śmigała z nią na spacerze w nosidełku i w końcu dziecko było na mojej wysokości:)… i mogłyśmy się do siebie uśmiechać.
Znowu wydawało mi się, że zapomniałam wyłączyć zupę (gotowana z okazji przyjazdu Pauliny). Spanikowana wysłałam adresatkę zupy do domu, żeby sprawdziła… na szczęście to tylko paranoja.
Gaja podczas poznawania świata z perspektywy "brzucha" zauważyła nieopodal jedzące świnki. Przez moment na ich widok zaśmiewała się głośno. Jak chwyciłam aparat, było już po:).
Mimouch Antoniego przeszedł transplantację nóg. Nowe są krótsze, ale szeleszczą i mają podwójne szwy:).
Gaja dostała marchewkową z ryżem (co to ta marchewkowa?) i jajeczkiem (żółtkiem). Fajnie, że je wcina, bo mogę się opchać resztą jajka. Oczywiście scenariusza jedzeniowy jak zwykle: po obiadku Gaja głodna (chwilkę ją przetrzymałam, żeby mnie nie upaprała po zupie:), potem mleko, za 15 minut mleko, za 20 minut mleko po mleku po 15 minutach… i tak kilka razy:).

13.05.2008 wtorek


Gaja "przeszła" do tyłu na brzuchu niewielki fragment dywanu. Już nie tylko przemieszcza się dookoła własnej osi.
Dzień wizytowy: Księżniczka i rodzina K. z dziećmi.
Agnieszka przyniosła Gajce różowego miśka. Jak podrzucała nim do góry Gaja zaśmiewała się do rozpuku. Po dłuższym takim intensywnym śmianiu się była padnięta. Zaobserwowałyśmy też ciekawe zachowanie Gai, kiedy Agnieszka zasłaniała miśkiem swoją twarz. Gaja próbowała się wtedy przesunąć, żeby ją zobaczyć. Pierwsze próby zabawy w chowanego.
Nie udało się nam wyjść o zwyczajowej porze na spacer, bo Gajka zasnęła i wstała około 15:00 a potem przybyli kolejni goście. Gaja

img_4434.jpg

reagowała na ludzi inaczej niż zwykle. Była lekko zaniepokojona i potrzebowała trochę czasu na oswojenie się. Były momenty, że zbierało się jej na płacz. Zauważyliśmy, że ma tak jak spotyka się z innymi dziećmi… a dziś były Aniela i Zosia. Aniela w maju skończyła 2 lata, Zosia urodziła się w styczniu. Anielka była trochę zainteresowała Gają, podobał się jej smoczek. Większość zdjęć Anielki jest poruszona, ale to oddaje charakter Anielki - nie usiedzi długo w jednym miejscu:). Przypomniało mi się - Gaja dostała miseczkę i kubek od gości. Marta (mama dziewczyn) włożyła je Gai w rączki. Gaja przez bardzo długi czas trzymała je kurczowo. Jak chciałam odłożyć je na stół, miałam problem, bo uścisk był iście żelazny. Udało się dopiero wtedy, kiedy Gai się znudziło. Hi, hi, hi - pilnuje swojego.
Spacer odbyliśmy wieczorem. Myślałam, że Gaja od nadmiaru wrażeń padnie zmęczona… ale poszła wyjątkowo późno spać… może właśnie od nadmiaru wrażeń.
Dopadło mnie małe przemeblowanko. Małe bo małe, ale zawsze jakieś:).

12.05.2008 poniedziałek


Gaja czuje się coraz bardziej pewnie w wanience w pozycji siedzącej. Dziś z wielką radością rozchlapywała wodę nogami. Ogólnie lubi chlapać.
Na spacerze dziecko robiło mi podkówki i błagalnym lamentem wołało: Głodna jestem… Za to w domu zniknęły subtelności i był wrzask, że nie domyśliłam się, że Gaja chce jeść.
Kolejny słoiczek - ziemniaki ze szpinakiem z dodatkiem połówki gotowanego żółtka. Słoika już nie dzielimy na trzy ale na dwie porcje.
Nie odpuszczam Gai:) skoro przeszła tak ładnie u Marty-Martynki to nie ma obijania (Gaja i tak robi to na co ma ochotę, więc gadać sobie mogę) i kładę ją już nie na łóżku tylko na bambusie. Nie przesunęła się do przodu lub tyłu… ale ślicznie okręciła się o 180 stopni. Pewnie nawet tego nie zauważyła, bo była zainteresowana swoimi zabawkami i tym jak smakują.

img_4165.jpg

Maciuś łapał świnki, żeby im obciąć pazurki i do Przemy powiedział: Chodź Gaja…
Ostatnio fotograficznie robię studium chmury. Ciekawe rzeczy można wypatrzeć na niebie.
Antoni woła już na widok mamy: mamama (chyba dobrze cytuję… jak nie to jutro poprawię).
Obsadzamy role dla postaci w Pigmalionie. Eliza - Jungowska; Ojciec Elizy Dolitte - Gajos; nie mamy pomysłu na Hagginsa (możliwe błędne napisanie nazwisk postaci dramatu).
Paulina miała dziś drugi ustny egzamin. Język polski 20 na 20, język angielski 19/20. Jutro czeka ją historia.
Myślimy o kupnie lżejszej spacerówki… choć inne mają wady - nie da ich się tak rozłożyć jak naszej (pozycja leżąca). Nie byłby to wózek docelowy, tylko awaryjny, na wypadek jakbym nie miała siły tachać tego, który mamy obecnie. Ciągle się wahamy i zastanawiamy.

11.05.2008 niedziela


Spacer zaczął się niezobowiązująco… szliśmy przed siebie i wyszło z tego oglądanie dawno niewidzianych miejsc, miejsc gdzie kiedyś mieszkaliśmy. Przez park przy moście doszliśmy do lasku przy Kraszewskiego, potem przez kolejny laso - park na Bielany, do nowo wybudowanego Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi, stamtąd przez Park Bydgoski do "Piątej Klepki" a z obiadu do pani B., gdzie zabawiliśmy do 20:00 z okładem. Gaja w ostatnim miejscu zaskarbiła sobie kolejną "przyszywaną" babcię.

img_4211.jpg

Na spacerze Gaja poprzez intensywne szuranie nogi o nogę wyszurała gdzieś na trasie skarpetkę. Ta, która się uchwała została przeznaczona na "czarną godzinę", na nogę naszym zdaniem bardziej wychłodzoną. Bose nóżki naszej córki wzbudzały ogólne poruszenie i były pierwszą rzeczą na jakie zwracały nasze znajome spotykane po drodze. W związku z tym do torby podróżno-spacerowej trzeba dopakować zapasowe skarpetki… i wkładki laktacyjne, bo z wrażenia zapomniałam.
Gaja zaskoczyła nas dziś porą swojej rannej pobudki, bo wstała o 10:23. Miała mały epizod ze wstawaniem około 6:00 ale wystarczył smok, głaskanie po policzku, trzymanie za rękę i nasze dziecko szybko zasnęło.
Ostatnio trudno się karmi Gaję, bo bardzo interesuje ją świat dookoła i reaguje prawie na każdy dźwięk, zmianę, ruch… więc trzeba na konkretną chwilę porzucić jedzenie, bo to "nowe" trzeba konieczne zobaczyć.

10.05.2008 sobota


Wyszedł tak rozlazły dzień, że świat poza murami naszego mieszkania kontemplowaliśmy wieczorem. Na przypadkowych zakupach kupiłam Gai bańki mydlane. Nie wzbudziły większego zainteresowania Gai. Kombinowałam z różnymi wysokościami i kontami rozpylania baniek, ale bez rezultatu.
Od rana kładę Gaję na bambusowym dywanie. Przeczołgała się minimalnie do tyłu. Bardziej zauważalne było obracanie się pod kątem 45 stopni od punktu, w którym ją położyłam. Dywan po harcach Gai był intensywnie zaśliniony. Wyglądał jak 7 nieszczęść. Gaja coraz dłużej i z entuzjazmem pozwala się kłaść na brzuchu.

09.05.2008 piątek


img_4002.jpg

Galeria 2008.05.08

Pigmalion ma bardzo satysfakcjonujące zakończenie. Brawa dla autora.
Gaja jakoś mocno podrapana po nocy.
Gai coś się pomyliło i wstała około 4:00: nie głodna ale gotowa do opowiadania, plucia i robienia bąków buzią. Wsadziłam jej smoka do buzi, głaskałam po policzku i dyskretnie pilnowałam smoka, żeby nie wypadł, kiedy akurat Gai zachciało się pluć… Nawet po jakimś czasie udało mi się uśpić dziecko…
Paulina, moja siostrzenica ma już za sobą 4 egzaminy maturalne.
Od kilku dni Gaja gaworzy na "d".
Obserwacje z kilku tygodni:
Ulubiona zabawka - opakowanie po żółwiu, w którym trzymam wszystkie grzechotki. Wywala wszystko z niego, uderza nim i potrzącha, oczywiście liże i próbuje zjeść.
Na macie przyczepiliśmy pluszaki z serii Kubuś Puchatek - Kłapouchy jest permanentnie ciągnięty za ogon, Prosiaczek ma obgryzane nogi; Myszka Miki ma poturbowany ogon.
Odwiedziła nas znajoma Ala z Warszawy. Przywiozła nam zamówione zabawki z Ikei. Wszystkie mają olbrzymie metki, czasem większe od samej zabawki… Korciło mnie, żeby je obciąć, ale dziecko ma dzięki nim dużo zabawy. Zestaw małych pluszaków doskonale wchodził do buzi, oślinione było wszystko, a najbardziej metki. Ala tylko zmieniała zabawki, mokre odkładała do suszenia i podawała suche.

08.05.2008 czwartek

990867_tree_at_the_lake.jpg

O 12:50 Gaja skończyła 6 miesięcy!!!! (Gaja też urodziła się w czwartek)

Rano położyłam na dywanie bambusowym mojego kochanego szkraba. Pomyślałam, że może tak jak wczoraj trochę popełza. Przemieściła się minimalnie. Jednak nie ma jak to śliska podłoga. Na czas leżnia na dywanie dziecko dostało do zabawy wańkę-wstańkę i zaśmiewało się na jej widok. Nigdy nie widziałam, żeby jakaś zabawka wywołała takie salwy hihów u Gai. Udało jej się nawet chwycić ją w obie dłonie… a jak uciekała i dzwoniła to Gaja szalała z uciechy.
Zaczytuję się w "Pigmalionie" George'a Bernarda Shawa - przednia zabawa. Szkoda, że taka krótka.
Gaja przeczytała swoją pierwszą gazetę. Równo darła karki i wyrywała bardzo precyzyjne małe elementy. Niejedno szkolne dziecko mogłoby jej pozazdrościć precyzji. Według gazetki "Twój maluszek" (dostaję w spamie pocztowym) Gaja ma ciężkie dzieciństwo, bo nie ma tych wszystkich rzeczy, które zdaniem autorów gazetki powinna mieć. Oj biedne to nasze dziecko… I jeszcze nie została lekomanem (w pewnym momencie zastanowiło mnie czy przypadkiem ta gazetka nie jest ulotką reklamową jakiejś apteki). Zaletą gazetki było to, że bardzo przyjemnie czytało się ją Gai. Po tym, co zrobiła z tymi kolorowymi karteczkami musimy pilnie uważać na nasze książki, żeby nie spotkał ich ten sam los…

07.05.2008 środa


995739_pinks.jpg

Wstałyśmy z Gają o 8:40… nie budziła się od nocy (jedzenia nie liczę)… choć czemu jestem rano wymemłana? Tata poszedł bez warkocza do pracy, bo go nie uczesałyśmy:).
Miasto podjęło ciekawa inicjatywę Miasto otwiera szalet dla niemowlaków… miejsca do karmienia też by się przydały… i więcej ławeczek… i podjazdy dla wózków.
Chcesz anulować karę - napisz dobrze dyktando - podoba mi się ten pomysł!!!
Skończyłam kryminał A. Christie - Zabójstwo Rogera Ackroyda - jestem pod wrażeniem.
Przed samym wyjściem na spacer Gaja najadła się po dziurki w nosie, ale jak przewidywałam na spacerze niespodziewanie/spodziewanie zgłodniała. W parku akurat wymalowali ławeczki, więc rozłożyłam kocyk i karmiłam Gaję na trawce. Byłyśmy ciekawostką turystyczną, mimo, że w miarę ustronnym miejscu. W trakcie Gaja zasnęła, a jak zasypia robi się wiotka i bezwładna…
Wieczorem byliśmy u Antoniego zjeść tort urodzinowy… i Co zrobiła Gaja? - przepełzła do tyłu, na brzuchu załóżmy, że metr (moje oczy wydłużają:) długości podłogi. Mam wielkie oczy ze zdziwienia… Dzieci były średnio zainteresowane sobą, reagowały na wydawane przez siebie dźwięki (Gaja czasem robiła podkówkę, bo się lekko wystraszyła) i interesowały się zabawkami. Antoni w pewnym momencie chwycił kółeczko od wieży, które trzymała Gaja… wywiązała się mała próba sił. Gaja nie puściła. Szkoda, że tego nie uwieczniłam na zdjęciu. Ja bawiłam się z Antonim w przeskakiwanie kółek/lwów przez płonące koło/tło cyfry 6. Antoni trzymał "płonące koło" w górze, a ja przerzucałam lwa.
Gaja na pół roczku dostała prezent od Antoniego i jego rodziców o ciekawej nazwie: wańka - wstańka:).

06.05.2008 wtorek

988519_flowers_1.jpg

Gaja zasnęła mi przed 12:00 i około 14:30 zaczęłam już odkurzać i hałasować, bo dziecko najlepszy czas spaceru mi przesypiało. Przed wyjściem z domu jak zwykle nie chciała mleka… więc znowu desperackie próby szukania dyskretnego miejsca na karmienie… Może Gaja po porostu lubi w plenerze…
W kąpieli Gaja już ostro czworakuje, jakby miała dłuższa wanienkę to by sobie gdzieś poszła… na sucho ni widu ni słychu, komu by się chciało podnosić pupę.
Gaja ostatnio tak jeździ palcami po dziąsłach, że wydaje odgłosy jakby miała jakiś metalowy przedmiot w buzi…
Nasza łowcza trenuje zgarnianie wszystkiego, co pod ręką. Ciekawi ją wszystko, zauważa rzeczy na ścianach i wyciąga do nich ręce. Oj mamy teraz ostre oglądanie świata. Marchewka zjedzona… czekamy na efekty. Oby dobre, bo mamy kilka słoiczków z dodatkiem marchewki.
Ostatnio Gajusia zasypia około 19:00/20:00 i budzi się do 21:00 żeby zasnąć około 22:00. Jak z mlekiem, co chwila coś innego…

05.05.2008 poniedziałek


Tak więc mamy Smoczycę… je i je, i końca nie widać.
Gaja wkroczyła w nowy etap zabawy. Wie jaką zabawkę chce, wyciąga po nią rękę i intensywnie potrząsa jeśli zabawka wydaje dźwięki. Czasem wali nią jak drwal siekierą… Odnoszę wrażenie że czasem przypadkiem odkrywa, że jedną rzeczą można zrobić coś drugą… np. walić jedną grzechotką w drugą i jest większy hałas.
Karmienie Gai ostatnio może narażać na lekkie kontuzje… dziecko nie lubi mieć pustych rąk więc poluje… a że z braku laku skóra też dobra, to trenuje szczypanie (wczoraj wrzasnęłam w z bólu, że dziecko się lekko wystraszyło), drapanie.
Znam się z Gają prawie jak łyse konie - nie zjadła mi przed wyjściem na spacer i wiedziałam, że na pewno będzie głodna w jego trakcie. Profilaktycznie poszłam z nią do parku i udało mi się ja nakarmić nim wpadła w złość z powodu głodnego brzuszka. W sumie dzięki mojej córci odkrywam coraz bardziej urocze zakątki mojego miasta. Poczytałyśmy sobie po kilka razy tę sama książeczkę (na razie nie jestem jeszcze biblioteką obwoźną), Gaja wytrząchała ją na wszystkie strony i głośno skomentowała to, co usłyszała… Dotarłyśmy, w oczekiwaniu na Maćka, na Piernikowe Miasteczko - tam pojeździłyśmy na karuzeli (matka latała trzymając dziecko:) i pojeździłyśmy ze zjeżdżalni, Gaja zrobiła się głodna i wiadomo co:).

807440_chinese_dragon.jpg

Oboje z Maćkiem interweniowaliśmy jak tacy mali chłopcy wszczęli między sobą bójkę, bo jeden nie chciał oddać drugiemu pożyczonego roweru… Tak obserwowałam sobie dzieciaki i bardzo podobało mi się to, że są umorusane. Świadczy to o tym, że dobrze się bawią, z wielkim zaangażowaniem… niedługo dołączy do nich Gaja. Ciekawe czy jej też sprawi taką frajdę, jak mi kiedyś, zabawa w piaskownicy i błotku…
Wracamy do testowania marchewki, na którą Gajusia za pierwszym razem zareagowała nie najlepiej. Tym razem dostała już pół słoiczka (słoik był mały, choć wcześniej rozbijaliśmy taki na 3 posiedzenia, a resztę zjadłam ja). Zjadła to w szybkim tempie, po marchewce "zajadła" mlekiem, bo co to taka marchewka? kto by się nią nasycił… a 10 minut później Gaja zgłodniała jak wilk i pochłonęła łapczywie kolejną porcję zasypiając wyjątkowo wcześnie, bo około 19.05… (ha ha pobudka o 21:00 po dwóch tankowaniach na śpiocha). Przypomina mi się historia z jednej nocy weekendu majowego… Gaja obudziła mnie o 3:07 i akurat jakiś pijak głośno… wymiotował na klatce i wszystko było słychać… brr.
Z ciekawostek: tania książka z ul. Szewskiej przeniosła się na ulice Łazienną. Księgarnia jest imponujących rozmiarów i w tylnej sali ma sufit, przez który widać niebo, coś na kształt kopuły z pleksi… Ale i tak dla zasady będę fanką mojej księgarni z Nowego Rynku. Jesteśmy przywiązani do fajnych sprzedawców:).
Maciek po wolnym zapomniał nastawić budzik do pracy, ale wstał o czasie, pomógł mu w tym sen: Jechaliśmy taksówką po mieście. Kierowca zażądał za dużo za przejazd, co zdenerwowało Maćka i powiedział, że dzwoni na policję. Tak go ta sytuacja zezłościła, że się przebudził. Miał spać dalej, czekając na dźwięk budzika, ale przypomniała sobie wtedy, że go nie nastawił… i była akurat 7:00.

W majowy weekend do naszego mieszkania wleciała jaskółka. Poleciła do pokoju, okrążyła go dwa razy, usiadła na drzwiach do kuchni (udało mi się zrobić zdjęcie) i z pomocą Maćka wyleciała.

04.05.2008 niedziela


Gaja jest dobrym dzieckiem i wie, że w weekendy trzeba wstawać później i przez ostatnie dwa dni robiła pobudki nie o 7:00, ale dziś np. o 9:20.
Czy też tak macie, że wyjście z domu zabiera Wam trochę czasu… to zmiana pieluchy, karmienie, ubieranie, pakowanie wózka… itp, schodzi się trochę na tym.

987889_grand_canyon.jpg

Wczoraj pisałam o nawale, a od dziś mamy GŁODNĄ SMOCZYCĘ. Na spacerze, po godzinie, Gaja zrobiła się potwornie głodna. Zrobiła awanturę o to, że mleko było nie podane na czas. Wiła się i darła jak próbowałam ją nakarmić, zresztą karmienie podwórkowe z kurtką jest mało komfortowe. Po ciężkich zmaganiach dziecko w końcu zjadło i zasnęło, bo głóóóóóód zbiegł się nieszczęśliwie ze zmęczeniem więc powstała mieszanka wybuchowa. Ale my nie zieloni:) radę daliśmy.
Gaja od kilku dni trenuje bujanie się na siedząco. W sumie nie wiem jak to określić precyzyjnie. Siedzi sobie na naszych kolanach i wychyla się rytmicznie do tyłu. Ostatnio wbiła Maćkowi okulary głębiej na nos. Musimy uważać, bo dokazuje jak koziołek.
Odwiedził nas znajomy w przelocie na południe Polski i dostał Gaje do pilnowania na chwilę… a że się sprawdzał i polubili się oboje trwało to dłużej. Chochlik jest jedyną osobą, która nie narzekała na to, że Gaja jest ciężka. Trzymał ją na rekach a ani razu nie zamarudził (My nigdy tyle nie wytrzymaliśmy). Jak wyraziliśmy podziw stwierdził tylko, że przecież latał z plecakiem i ze swoim synkiem po górach więc wprawę ma… I ma, potwierdzamy.
Gaja bawiła się dziś karuzelką (dawno jej nie uruchamialiśmy, bo na dźwięk melodyjki dostajemy dreszczy). Tym razem nie leżała w łóżeczku tylko patrzyła na nią na wyciągniecie ręki w pozycji siedzącej. Bardzo podobało jej się łapanie przywieszonych zabawek… ale wydzierała się ze złości, kiedy mimo, że trzymała je w ręku wyrywały się jej z rączek… i musiała łapać koleją.

03.05.2008 sobota


Galeria 2008.05.03
Od kilku dni mam nawał pokarmu, co świadczy o tym, że Gai spadł apetyt.
Dzień spacerowy… pełen wrażeń, bo w Toruniu dużo się dzieje.

02.05.2008 piątek

989981_horseshoe_bend.jpg

Odwiedziła nas siostra Ela z mężem Andrzejem. Gaja na ich widok uśmiechnięta od ucha do ucha i gadająca, że hej. Moja siostra zrobiła Gajusi na szydełku śliczną czapę, ale za mała… złożyłyśmy zamówienie na ciut większą. Zazdroszczę mojej siostrze umiejętności szydełkowania. Mogłabym się nauczyć, ale czy mam cierpliwość.
Dziś wędrówek ciąg dalszy… Gaja dalej dużo śpi na spacerze. Wieczorem gorzej. Słońce padło około 22:00. Tyle wrażeń, że gdzie tu spać.
Kupiliśmy sobie książkę dla dzieci: Alicja w obrazkach. Zobaczyliśmy ją na wystawie. Ala miała fajny kartoflany nos. Weszliśmy do księgarni i reszta obrazków powaliła nas na kolana. Bez mrugnięcia okiem kupiliśmy. Maciek zaczytywał się w niej z zachwytem… pani w księgarni powiedziała, że rodzice często kupują książki dla siebie… w sumie kupiliśmy ją ku swojej uciesze. Może spodoba się Gai.
Ulubione zajęcie Gajusi: łapanie nóg i trzymanie ich w górze.

01.05.2008 czwartek


Wypróbuję sposób Martynki i jak nie będę pamiętała, co się wydarzyło zajrzę do zdjęć (codziennie jakieś robimy).

997180_through_the_trees.jpg

Jest majowy weekend. Wolne, więc cała trójka razem. Bardzo dobrze!!!
Odwiedzili nas znajomi ze stolycy i mieliśmy okazję pochwalić się naszym ulubionym Toruniem. Lubię ludzi, którzy są tu pierwszy raz, bo można im tyle pokazać. A prawo pierwszych odwiedzin jest jedyne w swoim rodzaju. Zaczęliśmy od zamku Dybowskiego, żeby pokazać to co jest tylko nadmienianie w przewodnikach. Starówkę zawsze można obejść, a tam się wybrać to już nie jest taka oczywistość. Gaja spała nam na spacerze bardzo długie godziny… i siała propagandę o tym jakim jest spokojnym, wesołym i kochanym dzieckiem.
Z racji 1 maja zorganizowano pochód Pierwszo Majowy:) oglądaliśmy go sobie z balkonu z Gają. Gaja była w czapce bez skarpet (ciekawa jakby wyglądała czapka ze skarpetami). Sąsiadka zauważyła brak skarpet i wyraził troskę czy Gaja nie zmarznie. Dziecko miało nogi w akuratnej temperaturze… a ja idąc za przykładem mojej siostry hartuję naszą pociechę. Paweł jak był mały latał na bose stópki i nie chorował. Ale jak idziemy na spacer to głupieję i za bardzo nie wiem jak ubrać Gaję, więc jest bardziej okutana. Jak mijamy na spacerach Antoniego zawsze mam wątpliwości czy Gaja znowu nie jest ubrana za grubo:).
Gaja dostała w prezencie gruuuuuubą księgę bajeczek. Za jednym posiedzeniem nie damy rady, więc rozłożymy to na raty:).
Daliśmy Gai sok z butelki ze smoczkiem… nie dało się pić, bo dziurka za mała… więcej soku było na ubraniu niż w buzi. Ustaliliśmy, że Gaję będziemy poić wodą mineralną, soków ze sklepu nie damy (wykończymy tylko te dwa co mamy). Będziemy wyciskać swoje. Czemu takie ruchy? Ostatnio badacze na potrzeby Świata Konsumenta badali zawartość cukru w różnych napojach… i wpadłam w przerażenie ile tego tam jest, np.:

Coca - cola 1 litr 38 łyżeczek cukru
Kubuś - sok marchewkowo - brzoskwioniowo - jakbłkowy - 330 ml 13,5 łyżeczek cukru
Bobo Fruit nektar jabłkowo - malinowo - winogronowy 300 ml 10 łyżeczek cukru
Deser - brzoskwinie z owocami egzotycznymi - 130 g 16 łyżeczek cukru
980871_spring_flowers.jpg

Archiwum aktualności

Listopad 2007
Grudzień 2007


Styczeń 2008
Luty 2008
Marzec 2008
Kwiecień 2008