
BYLE DO WIOSNY!!!
Oto jak zmienia się Gaja na przestrzeni 1 roku życia
GAJA w drugim roku życia

09.03.2010 wtorek
08.03.2010 poniedziałek
07.03.2010 niedziela
Wieczorem Gaja rozbroiła nas na łopatki.
Wyjęła z książki muzycznej mikro płyty CD i ułożyła je starannie na kółkach na dywanie. Potem zebrała je i wręczyła nam każąc trzymać na sercu i tańczyć. Pląsaliśmy więc we trójkę z kołkami na sercu, potem nosie, oku. W trakcie wszyscy wymyślaliśmy coraz to nowe wariacje taneczne i ze śmiechu aż łzy leciały. Były obroty, machanie dłońmi, oklaski, przysiady… a wszystkim dyrygowała Gaja - mały wodzirej:). Jak ktoś odszedł ze stada, zapędzała do kółeczka:).
Jazda pociągiem to jazda z biletem. Gaja musiała trzymać bilet całą podróż. Dawała go do skasowania konduktorowi. A spróbuj go odebrać dziecku. Na szczęście jej poczucie misji nie pozwoliło zrobić z biletem czegoś, co zmroziłoby rodziców:). Jak spadł jej na podłogę, to po 15 minutach przypomniała sobie o niem i powiedziała tacie słynne: Oddaj!!!
Warto dodać, że wczoraj oprócz pociągu zaliczyliśmy jazdę autobusem miejskim. Gaja nie przepuściła naszym biletom, dzierżyła je w dłoni całą drogę.
W drodze do domu natknęliśmy się na Manifę. Gajka szła przed protestującymi, była ciekawa, ale uciekała jak byli za blisko.
Wieczorem mniej więcej tak się bawiliśmy:)
06.03.2010 sobota
Wybraliśmy się dla odmiany pociągiem do babci i dziadka z czterema misiami. Gaja na dworcu postanowiła kupić sobie lizaczka. Podeszła do pani z kiosku i powiedziała: Pani proszę lizaka. No i kupiliśmy… a pociąg tuż tuż. Oznajmiliśmy Gai, że możne go zjeść dopiero w pociągu. Gaja w krzyk, bo chce teraz, natychmiast. Po umiarkowanej histerii, na sutek której, z lizaka zostały okruchy, Gaja uznała: w pociągu, to w pociągu. Złapała nas za rękę i kazała biec na peron. A na peron pojechała pociąg kusiciel, nie w tę stronę, w którą jechaliśmy. Gaja w krzyk, że nie wsiadamy, wyrywała się nam, żeby do niego wejść, bo lizak. Pokazaliśmy jej, że to nie nasz pociąg, dała się udobruchać jak zobaczyła, że nasz czeka na moście. I nadjechał…a sama lokomotywa. Gaja w krzyk, sfrustrowana do bólu… Żal jej nam było, ale śmialiśmy się do łez z tego jak kuszą i drażnią ją te zmyłkowe pociągi. I nadjechał nasz… i lizak w kilka sekund zniknął w żołądku i nastał spokój:).
U babci wesoło… i jak tu iść spać. Pojadło się rosołu (sama łyżką, denerwuje się jak próbuję jej pomoc: Gaja chce sama!) i pierwsze podejście do spania… drugie bardziej skuteczne:)
I zaczął się maraton wizytowy, szaleństwa i wygłupy.
Z Piną wyskakała się na kaczuchach, u Krzysia pies Amber uciekał na widok Gajki, bo nie chciał ciągania za ogon i dłubania w oczach. Gaja wpychała mu gumową kość… i stwierdzała zawiedziona: Nie chce!!!
05.03.2010 piątek

Na łosiach coraz mniej histerii. Swoją drogą jak w tym czasie co Gaja bawiła się z dziećmi latałam po mieście, to z różnych kątów docierały do mnie histeryczne płacze dzieci. I pierwsza myśl: Gaja wyszła wcześniej z zajęć… a tu się okazywało, że płakały dzieci dookoła… i chyba dzieci w tym wieku tak mają, bo zachowały się podobnie jak moje Słońce.
Przebrałam Natalce zabawki, grzechotki po Gai… i przypadkiem wśród nich znalazłam Kubusia Puchatka mini. Gaja jak go zobaczyła zaświeciły się jej oczy i zawołała Puchatek… i trzymała w kubku. Miłość do misiów jest rozrastająca,Gaja chodzi, jak uniesie, z trzema, czterema.
03.03.2010 środa
Gaja rano dostała od kwiaciarki dwa lizaki. Spojrzałam na to i zgroza mnie złapała. Pani do Gai: Nie jedz teraz, tylko jak będziesz u babci.
Gaja na to złapała i trzymała dzielnie lizaki w dłoni nie domagając się otwierania. Zdziwiona i dumna jakie to mam posłuszne dziecko, idę do babci. Gaja na jej widok zaczęła skakać z radości, tupać nóżkami i wydziwiać różne radosne harce. Myślę - o jak się cieszy na widok babci, jak się stęskniła. A Gaja podbiegła do niej i podała lizaka do odwinięcia. U babci, to u babci:).
Gotuje zupę, Gaja krząta się po kuchni i szoruje podłogę mopem. w pewnym momencie mówi do mnie: Odsuń nogi. Zaskakuje mnie tym jakie zna słowa i wie w jakim kontekście ich użyć.
Wieczorem telefon w pilnej sprawie. Biorę kartkę i ołówek żeby zapisać, a Gaja w ryk i krzyk, bo to ona właśnie też chce rysować na mojej kartce i moim ołówkiem. Próbuję usłyszeć głos w słuchawce, a dziecko jeszcze bardziej płaczliwie wiesza się prawie na mnie i woła mamusiu i inne takie…
Gaja weszła w etap, że coś jest brudne, że są robaki. Pyłki, nitki i inne takie dziwolągi posądza o to, że są robakami i przynosi mi je zdegustowana.
Ostatnio tacie na nodze usiadła wiosenna, śnięta mucha. Gaja patrzy na tego stwora, robi coraz większe oczy, jeszcze większe. Tata mówi dotknij… a Gaja wzdryga się zdegustowana. Co będzie jak się te stworzonka pobudzą?
02.03.2010 wtorek

Na łosiach zdecydowanie lepiej:)
A w domu bryki i harce, że boki zrywać.
Gaja ostatnio chowa się w łazience pod ręcznikiem.
Pod krzesłem zrobiła legowisko miśkom i na koniec sama się tam usadowiła i przykryła kocykiem. Wszystkie miśki kocha całym sercem.
01.03.2010 poniedziałek
Idziemy na wieczorny spacer. Przechodzimy koło grupki meneli i jeden krzyczy do Maćka: Taki brzydki i takie dziecko ładne zrobiłeś:). Ubaw po pachy.
Gaja pije kakao i w pewnym momencie tata odkrył, że dziecko trochę za bardzo się nim pobawiło, bo utopiło w nim chusteczkę.
Z ostatniej chwili - Gaja założyła na głowę korale, na ręce bransoletki i zaśpiewała: Jestem księżniczką.
Gaja ma dzień śpiewania. Śpiewała sobie lumpy:) - lumpy w odniesieniu do Hefalumpów.
U babci: Co ma tu misiu? serduszko? (misiu miał na koszulce serduszko). Gaja Misiu ma koszulkę:).
Moje biurko sąsiaduje z Gai, czasem rozłożę na swoim książki. Gaja zdegustowana, że zabieram jej przestrzeń zbiera moje rzeczy, przynosi mi i przekazuje z sugestią, żebym nie zawalała swoimi rzeczami jej biurka.
27 luty 2010 sobota
Co się u nas dzieje? A no dużo. Jest bardzo intensywnie i przez to nie ma czasu i sił pisać:)
Tata i Gaja lata na łosiowisko dla maluchów. Nie latam już z nimi, bo Gaja wpada tam często w histerię i jest mi z tym ciężko. Ostatnio dużo myślałam o Gai, jaka ona jest i pociesza mnie fakt, że w domu funkcjonuje bardzo fajnie. Wpada w złość, jest uparta, ale jest to do opanowania. I udaje się to coraz szybciej. Na łsoiach Gaja robi co chce, a jak próbuje się ją zaciągnąć do wspólnych z dziećmi zajęć zaczynają się schody… i reagować też wtedy nie jest łatwo. Spędza i to sen z powiek, robimy co możemy, żeby jakoś funkcjonować i pomóc Gai walczyć z silnymi emocjami. Ale cóż zdarzają się ludzi, którzy mają bardzo „życzliwe” podejście do świata i innych, i kwitują nasze wysiłki słowami: „są dzieci wychowane i niewychowane”. I chyba złość na paskudnego babsztyla spowodowała, że spojrzałam na nasze zmagania z innej perspektywy i doszłam do wniosku, że Gaja jest bardzo fajną dziewczyną (wcześniej pełna histerycznych zmagań miałam różne wizje i odczucia). Zamiast wizji katastroficznych stworzyłam listę naszych sukcesów i rzeczy, które bardzo nam się podobają w Gai i wyszło tego bardzo dużo, a że w pada w histerię, to jeden z elementów jej osobowości i trudno. Jak ktoś chce widzieć tylko to, to na to już nie mam wpływu.
A co mnie w Gajce rozczula i budzi podziw?

- mówi do nas: mamusiu i tatusiu (śmieje się, że czyta po nocy przy latarce podręcznik psychologii i wie jak nas podejść)
- coraz chętniej i nawet z własnej inicjatywy sprząta swoje rzeczy
- daje nam nosy Eskimosy i szepcze na ucho: ko cię, o znaczy: kocham Cię
- kocha misie i czasami lata z wielką ich bandą, wszystkie otula kocykami, kołderkami, przytula, dba o nie jak mama misiowa
- uwielbia drapanie po pleckach
- jest coraz bardziej samodzielna w rozbieraniu i ubieraniu
- w sklepie bierze dużo rzeczy, które ją ciekawią do rąk, ale poproszona odkłada je na półkę
- krzyczy na kota z bajki, bo ciągnie dziewczynkę za włosy
- za ukochaną baję świnkę Peppę da się pokroić
- śpiewa sto lat solenizantom, nie lubi rozmawiać przez telefon, ale na 100 lat można liczyć
- uwielbia dostawać prezenty i sama zaczęła nam je robić – dostałam np. jej ukochaną podusię w środku nocy
- jest łasuchem na słodkie i na tak dobry słuch, że zajęta czymś innym jak usłyszy szelest papierka, który może być związany z czymś słodkim to jest pełna gotowości do przechwycenia słodkiego
- i podzieli się poproszona
- to oczywiście fragmencik listy… i najważniejsze, że umiemy te pozytywy dostrzegać
11.02.2010 czwartek
Kolejne wyjście na łosiowisko. Miałam mały problem, bo 15.30 Gaja śpi, a zajęcia zaczynają się od 16.15. A czeka nasz jeszcze obiad. Różne pobudki nie przyniosły skutku. Wpadłam więc na pomysł i włączyłam bajkę… Gaja wystrzeliła z łóżeczka jak z procy i nie było po niej widać śladu, że spała.

09.02.2010 wtorek
Poszliśmy na łosiowisko.
Dzieci uczyły się rozpoznawać kolory: żółty, zielony i czerwony. Pani przyniosła owoce i warzywa określonego koloru, żeby dzieci bardziej utrwaliły kolor. Były banany, cytryny, pomidory, jabłka, sałata, ogórek, szczypior. Gaja w miarę poprawnie kładła określony owoc lub warzywo na chustę, gorzej z kuleczkami. Proszona o żółtą przynosiła zieloną, o ile w ogóle przyniosła:).
Gaja była trochę rozdrażniona, jeśli coś było nie po jej myśli to w krzyk, nie słuchała nikogo:)
08.02.2010 poniedziałek
07.02.2010 niedziela
Gaja znowu nas zaskakuje, rano na spacerze doszliśmy w takie rejony, których nie odwiedzaliśmy od kiedy nastała na dobre zima.
Powiesiłam Gai na łóżeczku swoje rzeczy po prasowaniu, dziecku przeszkadzały, nie mogła ich zdjąć to… to je pogryzła…
Byliśmy u babci i dziadka na ciachu. Ze spadających okruchów udałoby się ukręcić bajaderkę. Jestem ciągle w szoku, że udaje się nam chodzić z Gają w normalnym tempie, a nie wleczemy się jak flegmatycy. Chyba czuć wiosnę na naszych barometrach.
W ramach odmiany na dobranoc obejrzeliśmy film przyrodniczy. Gaja zaśmiewała se do rozpuku na niektórych fragmentach… rzadko kiedy miało to miejsce na bajkach.

06.02.2010 sobota
Pomysł Gai na spacer - biegiem do Deichmanna na bajkę.
Wieczorny spacer szok - spacerowaliśmy około 1,5 godziny i obeszliśmy spory kawał stałej trasy spacerów, która od zimy była zakurzona.
Kupiłam z Gają kolorowankę - ma już kilka, ale ta dzisiejsza wyjątkowo przypadła jej do gustu i jest ostro eksploatowana,i widać postępy w kolorowaniu.
Gaja zna dużo nazw zwierząt:) dziś doszły hipopotamy, wielbłądy, kangury, krokodyl.
05.02.2010 piątek
Dobra wiadomość, od wtorku ruszamy na łosiowisko.
04.02.2010 czwartek
03.02.2010 środa
Mama do Gai: Powiedz - Jestem księżniczką
Gaja - Jestem księżniczką
Mama: A co noszą księżniczki na głowie?
Gaja: Kapelusz:)

02.02.2010 wtorek
Rano okazało się, że Gaja wyrosła z kapci stacjonujących u babci. Szybki bieg do sklepu po nowe - z Gają, babcią i dziadkiem. Mama szybko, bo do pracy. Gaja w płacz, że mama gdzieś sobie idzie. Mama liczy minuty do autobusu i szybka decyzja. Biegnie z dzieckiem pod sklep, gdzie Gaja dostaje krówki… I podziałało. Gaja zapomniała o istnieniu mamy, pożegnała się pośpiesznie, a smutki ręką odjął.
Wieczorem przyjechała Pina. Gaja oszalała z radości. Rozbrykała się jak koziołek i nie mogła zasnąć.
01.02.2010 poniedziałek
Gaja z tatą w domu. Wszystkim się podobało.
- Jeden, cztery, osiem, dziewięć szukam. Próbowaliśmy nagrać to na kamerę. Gaja jak widziała siebie w kamerze to szalała z radości i nic z tych rzeczy się nie nagrało.
Jak przekonać dziecko, żeby coś zjadło same? Wsypać mu rodzynki. Łyżka lata jak łopata.
Gaja bierze łyżkę, tata myśli chce miodku - Gaja bierze bierze taty kafeterkę i chce kawkę…





