Aktualności 2008.01

31.01.2008 czwartek

Galeria 2008.01.31

Rano poszliśmy z Gają do lekarza (Maciek nie poszedł do pracy), żeby się uspokoić, bo noc przebiegła bez problemów, więcej kupek nie było. Trafiliśmy znowu na panią Zinadię. Maciek stwierdził, że powinniśmy pani poświęcić oddzielną stronę:). Zdaniem pani przyczyną mogła być nowa dieta, czyli jakiś nowy element. Musiałam opowiedzieć, co zjadłam i wyszło, że sprawcą tego zamieszania był pomidor… i tu się zgadzam. Odetchnęłam z ulgą, że to nie jakieś paskudztwo, które mogłoby zagrozić Gai. Zresztą wszystko na szczęście wróciło do normy. Pani stwierdziła, że nie było potrzeby przychodzić, że mogła nam to samo powiedzieć przez telefon, tu akurat mam inne zdanie, wolę nachuchać niż zbagatelizować. I tak wczoraj nie wiedzieliśmy, czy dobrze zrobiliśmy, że po północy nie pojechaliśmy na pogotowie. W Internecie wszytko było tak przedstawione, że więcej niż 3 kupy dziennie u takiego dzieciaczka to poważna sprawa. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
Dziś był dzień bardzo bogaty w wrażenia. Odwiedziła mnie znajoma ze szpitala, która tego samego dnia co ja urodziła córeczkę Marysię, właśnie z Marysią. To był pierwszy kontakt Gajki ze swoją rówieśniczką, jakimkolwiek dzieckiem. Położyłyśmy dziewczyny obok siebie na macie edukacyjnej, bo Marysi bardzo podobało się dzwonie grzechotką i co zaobserwowałam:

  • Marysia przyglądała się Gajeczce
  • Gaja wyczuwała, że ktoś jest obok, ale tak usilnie się nie wpatrywała
  • obydwie uderzały w tą samą grzechotkę
  • w pewnym momencie odniosłam nawet wrażenie, że Gaja jest zazdrosna o swoją zabawkę, bo rozpychała się rączką, Marysia zresztą też, choć w działaniu Gajki było zdecydowanie więcej zaciętości i ekspresji
  • nie wiem, czy to przez towarzystwo, ale Gaja długo siedziała/leżała na macie
  • Marysia uśmiechała się do mnie, jak ją zgadywałam
  • Gaja żywo reagowała na moją znajomą posyłając kilka swoich uśmiechów
875657_blue_heart.jpg

A tak z innej beczki próbowaliśmy pączki z różnych miejsc: dawny Hortex, Sowa i okienko na przedłużeniu ul. Łaziennej w barze mlecznym. Najlepsze pączki były właśnie w tym barze mlecznym. Kupiliśmy tam ich aż 7 i Maciek zjadł je ze smakiem, a wybredny to on jest. Te od Sowy nie zaskakiwały smakiem, a te z Horteksu były takie sobie… nasze najsmakowitsze były: mięciutkie, drożdżowe, pulchne, cieplutkie, świeżutkie i rozpływały się cudownym smakiem w ustach.

Zwiedziliśmy dziś dosłownie od kuchni Klepkę. Otwarcie 6 lutego… nie każdy ma okazję dostąpić takiego zaszczytu:). Myślę, że nowa Klepka jest ładniejsza i bardziej przestrzenna. Z ciekawostek: jest tam winda na drobne rzeczy (z piwnicy do kuchni) autorstwa a raczej projektu jednej z pań prowadzących Klepkę!!!

30.01.2008 środa

Gaja czterokrotnie wydała to, co zjadła… dawno nie było tak pracowitego dania pod względem przebierania.
Położyłam Gajkę na brzuszku i pierwszy raz od czasu szpitalnego dziecko było szczęśliwe i porozmawiało sobie ze mną w swojej nieulubionej pozycji. Wyszedł z tego sympatyczny filmik, ale chwilowo brak czasu, żeby to umieścić na stronie. Cierpliwi poczekają.
Była u nas dziś znajoma i zaskoczyło mnie to, że Gaja wdała się w nią w przecudne uśmiechy i pogaduszki. Fajnie niech jest otwarta na ludzi, mam nadzieję, że jej takie uśmiechy zostaną.
Spotkałam dziś na schodach sąsiadkę z góry - ma już odchowane dzieci, które mają swoje dzieci. Porozmawiałyśmy o schodach - ona tachała sama wózek z trzeciego piętra - mój chociaż można rozebrać na czynniki pierwsze. Już wiem czemu młodzi (też się do nich zaliczam) mają dzieci, bo mają więcej siły:)
Gaja ma już swój apetyt. Dobrze!!! Bardzo sie cieszę. Swoją drogą musiała się przez ten bunt trochę przegłodzić, bo potem wszystko ślicznie nadrobiła.
Poczytałyśmy sobie książeczki: Królewnę śnieżkę i Śpiącą królewnę - bardziej kupuję jej dla siebie, bo nudzi mi się czytanie tego samego, a Gaja żywo reaguje jak czytam i interesują ją ilustracje. Ciekawe jest to, że zazwyczaj czytam jej od 2 do 3 książeczek i cały czas jest spokojna… nie przesadzajmy, że skupiona na maxa, ale coś ją tam interesuje.
Wieczorem Gajusia zrobiła piątą kupkę i doszliśmy do wniosku, że coś jest nie tak. Myśleliśmy o pogotowiu, bo trudno było nam określić czy to biegunka czy inne licho. Zmierzyliśmy temperaturę, poobserwowaliśmy dziecko i wszystko poza ilości kup było w najlepszym porządku… cd.31.01.2008

29.01.2008 wtorek

Bunt Gai pokazuje jej nieprzewidywalność, choć może w tym szaleństwie jest metoda…:) Gajka czasem przymuszona, czasem z własnej chęci wyjadała, co było do wyjedzenia. Przymus bezpośredni polegał na tym, że zaczajaliśmy się na nią kiedy ssała palce tak, że widać jak jej głód w kiszkach marsza gra… dziecko bunt: krzyk, szuflada, płacz, śmiech, wywalony język, przekręcanie się z prawą na lewą… by po chwili zatopić się w mleku i ssać je do utraty tchu… bądź tu mądrym. Ciągle mam chyba jeszcze zapalenie jakiegoś kanalika, ale już tak potwornie nie boli, ból jest ale do zniesienia… więc i humor lepszy. Takie są więc czasem moje uroki karmienia.
Gaja już śmiga w pieluchach o rozmiarze 3, wydają się być duże, ale z każdymi było tak na początku… kolejny pajac już trzeszczy w szwach…
Dziś spacer ale w nosidełku, trzeba sobie urozmaicać wyjścia z domu: szybkie ale mączące w trakcie albo guzdrzące się z dużym wydatkiem energii…
Widziałam już trzy ciężarne dziś:).
Pochwalę się, że ładnie obcięłam paznokcie Gai, nie żadnymi nożyczkami tylko cążkami do paznokci. Jest to wyczyn, bo Gajka usilnie przebiera paluszkami… udało mi się to zrobić bez żadnych przykrości dla dziecka, nawet tego nie zauważyło. Swoją drogą głowię się nad tym jak ludzie radzą sobie z nożyczkami. Jak mawiają filozofowie: jest szkoła lwowska i krakowska obcinania paznokci:). Tak piszę z podziwem dla siebie o obcinaniu paznokci i innych rzeczach, bo mimo, że są to oczywiste rzeczy w pielęgnacji dziecka to nie są one łatwe i

small.jpg

wymagają wiele wprawy. Jestem ciekawa ile osób pomyślało o tym jak np. dała sobie radę konkretna kobieta z wózkiem wychodząc z domu: czy miała dużo schodów do pokonania, czy jej ktoś pomógł, itp., na którym piętrze może mieszkać, czy poszło jej to gładko. Będąc w ciąży widziałam drobną kobietę z wózkiem dla bliźniaków (dzieci oczywiście były w wózku). Z Maćkiem podziwialiśmy jej muskuły. Niejeden mężczyzna mógłby jej pozazdrościć.
Czy zauważył ktoś, prócz matek z wózkami, że do 99% sklepów są schody niedostosowane dla wózków… To nie marudzenie, ale tyle się w Polsce mówi o polityce prorodzinnej, ale o tych kwestiach się nie myśli, rzadko ustępuje się miejsca ciężarnej w kolejce, itp… są chlubne wyjątki, ale przydało by się więcej…

Wieczorem poszliśmy na pokaz slajdów tytuł chyba "Przyrodą zauroczeni". Ja dotarłam później, bo zawróciłam do domu po smoczek więc nie widziałam zainteresowania przybyłych Gają. Tym razem Gaja na początku pokazu była niespokojna, cały czas robiła szufladki próbując isię rozpłakać, ale tak to z nią jest, że zanim wyda dźwięk poprzedza to spory czas min bez udziału fonii… Maciek więc skutecznie ją zabawiał i dziecko nie miało kiedy dodać dźwięku do minek:) Wyglądało to przezabawnie. Potem dziecku się odmieniło i trochę pospało:).

28.01.2008 poniedziałek

Spotkanie kulturowe. Jestem po stronie matki - Polki Hiszpański beton w szkołach
II dzień strajku Gajki. Jak ja to znoszę? Fatalnie!!!
Wiadomość z ostatniej chwili - jest ciut lepiej, Gaja choć trochę współpracuje… w półśnie. "Na świadomą" za każdym razem, gdy próbuję ja nakarmić odwraca głowę, zaciska usta, wywala języczek, śmieje się i czasem pluje:)… nie spodziewałam się takich świadomych i konkretnych reakcji po niespełna trzy miesięcznym dziecku. Mimo, że przez tę sytuację cierpię fizyczne katusze - ciekawie się to obserwuje. Czuję się trochę jak gołąbek (nie ptak), bo chodzę obłożona kapustą. Wydaje mi się, że przynosi ulgę, bo mogę się ruszać, wczoraj z bólu było to niemożliwe. Korzystając z poprawy swojego funkcjonowania wzięłam wózek na plecy i myk na spacer:)
Oto moje spostrzeżenia:
- dwa spotkania z różnymi bliźniakami - widziałam dwa wózki w różnej konfiguracji: dzieci obok siebie, dzieci jedno za drugim. Ciekawe który układ jest lepszy?
- małe dziecko (w wózku) jedzące hamburgera, nie żałuję mu… ale współczuję
- tylko jedna widoczna ciężarna (w czerwonej kurtce)
- idealny czarny ptak, na idealnej gałęzi, idealnego drzewa
- brak ławek (kiedyś były w tych miejscach, do których zaszłam)
- multum ulotkarzy oferujących kredyty
- pan na dachu banku PKO , gdzie mieszka pustułka, przyklejony do jego spadu - musiał mieć cudny widok na wszystko
- potargany ptak na drzewku, który całe szczęście, przed moim wózkiem zrobił kupę…
- cudne słońce poza murami Starówki, na jej terenie tylko marna jego namiastka
- dzień czyścicieli szyb na Chełmińskiej
- matka pchająca wózek spacerowy ubrana tylko w sweterek z dekoltem (spodnie i inne bajery tez miała, brakowało jej kurtki:). Celowo spojrzałam, czy mężczyzna, który szedł obok, by podobnie (tzn. cienko ubrany), miał kurtkę, więc nie była to szybka wyprawa z samochodu np. do sklepu
- samotna/e porzucone czapki (jedna włożona w drugą) pod pomnikiem Kopernika

27.01.2008 niedziela

Dziecko przespało całą noc, ale czy się cieszę? Nie!!!!! Dlaczego? Bo kto wyje to mleko, co go jest tyle, co dla pułku wojska? Nad ranem prawie oszalałam z bólu, chwyciłam za laktator i dziecię ok.7.30 zlitowało sie nade mną i trochę zjadło. Od tamtej pory bunt. Cóż prawie cała Polska strajkuje czemu więc i Gaja ma tego nie robić/ Nie wiem tylko jakie ma żądania:). Na razie nie podwyższymy jej kieszonkowego:). Czuję się totalną mniejszością laktacyjną, nie znam nikogo, kto by miała takie mleczne cyrki jak ja. Może jednak jest ktoś taki i pokrzepi dobrym słowem:).

Mleczny bunt Gai!!!

Ratunku!!!:)

26.01.2008 sobota

Gaja weszła dziś w nowy etap - bardzo głośno się śmieje i wyraża zachwyt. Cudo!!!
Wieczorem bunt jedzeniowy, dziecko nawet zacisnęło usta przystawione do piersi i nie zapłakało… ale palce ssie:)
Z karmieniem czekamy aż wstanie po krótkiej drzemce…
Rano jak wyszłam na miasto, a Maciek siedział z Gają, dziecko ok. 20 minut bawiło się w uderzanie grzechotki na "macie edukacyjnej".
Zauważyliśmy, że Gaja zafascynowana oglądała sekwencje filmu… trzeba uważać:) Ciekawe jak my rozwijaliśmy się -dzieści lat temu?

25.01.2008 piątek

Wstałam jakoś wyjątkowo w dobrym humorze, to chyba pogoda, bo jakoś tak jaśniej.
Może ktoś kto to czyta zjawi się na moich schodach… i pomoże mi znieść wózek na spacer:) Kiedyś miałam promocję - zaangażowałam cały tabun ludzi do pomocy, ale jakoś ostatnio ludzie jak słyszą, że wybieram się na spacer chowają się w ciemne kąty:)
Gai wczoraj wieczorem znowu się coś poprzestawiało, po marudnym ranku, do wieczora wyjadła mnie doszczętnie, jadła i jadła aż mi noga i ręka ścierpła:)

Moja znajoma przysłała zdjęcia z oddziału położniczego i porodówki w UK (cieszę się z takiego zaangażowania w pomoc w tworzeniu mojej podstrony). Wygląda to diametralnie inaczej niż to czego ja doświadczyłam w Toruniu, choć jakbym miała leżeć tydzień na takiej przestrzeni na położniczym, jak leżałam z Gają, to chyba dostałabym klaustrofobii. Ale ad rem - całą nic śniło mi się, że byłam na tym położniczym ze zdjęć i wysypał mi się cukier za łóżko (normalnie nie używam) i bałam się, że zalęgną się tam mrówki faraonki:). Męczący był ten sen.
Gaja robi się coraz bardziej "kumata". Ostatnio wsadziłam jej w rękę grzechotkę - udało mi się nakręcić ponad 4 minutowy filmik (tak długo ją trzymała) - próbowała ją zjeść, ale nie weszła do buzi. Potem dla eksperymentu położyłam ją na "macie edukacyjnej" (nie lubię określeń rzeczy dla dzieci sugerujących, że coś jest edukacyjne, bo kojarzy mi się to z kieratem w jaki zaprzęgnięte jest dziecko, by dla uciechy rodziców zdobyło wiedzę całego świata kosztem swojego szczęścia i beztroskiej zabawy) i prawą ręką waliła w grzechotkę. Myślałam, że to tak odruchowo, ale jak położyliśmy ją na "macie" znowu patrzyła w tamtą stronę i dosyć często uderzała.

Gaja powróciła do drapania siebie - ma czasem pokaleczony nosek, który w mgnieniu oka się goi… ale odkryłam, że ja mam podrapane przez nią ręce do krwi:), jak zagłębi swoje paluszki w mojej skórze, to ostro szoruje swoimi paznokciami.

24.01.2008 czwartek

Pani Mazurkiewicz na pokazie slajdów "Ganges, śladem świętej rzeki" opowiedziała dwie ciekawe i bardzo mądre historie. Oto one:
Była z mężem i resztą załogi w miejscu medytacji, przeznaczonym dla pielgrzymów. Stali sobie nad brzegiem Gangesu i jej mąż zapalił papierosa. W pewnym momencie podszedł do nich sadhu (człowiek, który jest wolny, wędruję wzdłuż świętej rzeki ze swoim majątkiem w postaci garnka i ubrania…) i zwrócił uwagę, że tu nie wolno palić. Na to pani Mazurkiewicz zaczęła łajać męża, że jak może itp. itd. Na to ów człowiek: "W czym problem, przecież pani mąż nie zrobił nic złego, nie wiedział, że nie można tu palić. Teraz już wie i tego nie robi. Nie róbmy z tego afery…" (cytat dowolnie zapamiętany:)
II opowieść. To samo małżeństwo idzie ulicą gdzieś w Indiach i żebracy wyciągają do nich ręce po pieniądze. Przy 10 osobie zirytowana pani M. krzyczy: "Ty mi coś daj!" Na to ktoś puka ją w plecy. Odwraca się i widzi sadhu. Podaje jej 100 rupii i mówi: "Nie masz to weź." Głupio zrobiło się pani M. zaczęła się tłumaczyć, że to nie tak, że tylu ludzi prosi o pieniądze. Na to on: "Chcesz to daj, nie chcesz to nie dawaj!, ale się nie denerwuj"

23.01.2008 środa

Wytachałam wózek z Gają na spacer. Wczoraj jak ważyłam Gaję w ubranku i z pieluszką wyszło tego 6,5 kg.
Gaja cudnie spała w objęciach Anety a potem Księżniczki.
Wybraliśmy się wieczorem na pokaz slajdów prowadzony przez małżeństwo Mazurkiewiczów. Gaja była spokojna, w drugiej godzinie seansu dostała knebel w postaci smoczka i znowu swoją wytrwałością pobiła wielu dorosłych. Tym razem komentarz do slajdów był pełen przygody, lubimy kiedy pani Mazurkiewicz opowiada. W trakcie spotkania Gaja strzelała głośnymi bączkami, bo szykowała się na kilka nocnych kup. Dobrze wyczułam, że jak już zamierza je robić, to nie jedną w krótkim odstępie czasu. Na wieczór włączyły się jej płaczliwe marudy i awersja do cycka mimo, że jest głodna. Taki to już jej urok.

Wieczór pod znakiem parszywego kojota:) Jak maciek szedł do łazienki wylać wodę z wanienki (Gaję kąpiemy w pokoju) zapolował na niego biustonosz wiszący na sznurku w pokoju i wplątał mu się w włosy odciągając go od drzwi. Maciek probował wyswobodzić się z jego zdradzieckich haftek zamaszyście wyrywając go z włosów… ale moment nieuwagi i cała woda z wanienki wylądowała na podłodze w pokoju. W akompaniamencie wrzasków Gai, której nie wiedzieliśmy o co chodzi, ratowaliśmy sufit sąsiadów przed zalaniem… mnie co chwila ogarniał upiorny śmiech, bo nie wiadomo, czy w obliczu tego, co się wydarzyło śmiać się czy płakać…:) Przygoda jak u Tony Halika w dżungli:). To też trzeba uważać na niebezpieczne, czyhające na człowieka zwierzęta…
A jak nakarmiliśmy głodną, drącą się na widok cycka Gaję? Gaja dostała smoczek (nie mogąc już znieść wrzasków, bezskutecznie próbując innych metod), poszła spać na około 20 minut… i jak się obudziła zjadła wszystko ślicznie.

22.01.2008 wtorek

Położyliśmy Gaję koło północy, leży cicho, ale i tak idzie spać przed pierwszą, bo musi się najeść. Już przyzwyczaiłam się do tych pór.
Czasem Gaja śmieje się głośno przez sen.

Krojcweld przegryzł mi na dwie części kabel do ładowarki… małpiszon jeden, dobrze, że zdążyłam naładować wcześniej telefon…

Wczoraj skończyłam czytać książkę "Psie pole" - to po ciąży moja 3 i 1/2 książki - 2 blondynki - jedna na Kubie druga w Dżungli, do tego Nararentum (jestem w trakcie) i Tony Halik (ciut dalej niż początek)… i książeczki Gai:).

21.01.2008 poniedziałek

Galeria 2008.01.20

Gaja poskładała babciom życzenia…
Dziecko jest permanentnie głodne… Podobno jak ja byłam mała to jadłam jak smok…

Apel do kierowców - jak jeździcie to myślcie o innych na drogach, lepiej dojechać później niż komuś, sobie zrobić krzywdę…

Gaja zmieniła nawyki żywieniowe, dziś je o 50% mniej niż wczoraj i jak widzi pierś to się drze, trzeba ją karmić sposobem…
Spacer w nosidełku, znowu dyskretna lustracja ludzi.

Kupiłam Gai książeczkę, "Gdzie jest mama?" o kotku który szukał mamy. Jak jej czytałam piała z uśmiechu i coś komentowała.

20.01.2008 niedziela

To nie powinna być strona Gajki… ale głodu. Dziecko cały dzień je, ssie paluszki. Powinna być opcja, kliknij Gajkę w brzuszek, to się naje… Wymiękam:)
Proszę mi to wytłumaczyć, jak matka może wrócić do pracy zostawiając 5 mc dziecko w domu (z kim?) lub zostać w domu na wychowawczym bez grosza (zostaje wypłata taty na 3 osoby) i z głodowymi składkami emerytalnymi… Niech się wypowie "któś móndry", bo ja się w tym gubię i zaczynam mieć stresa…

19.01.2008 sobota

Tak jak myślałam, po takim jedzeniu Gai jak wczoraj wieczór, mam rano taki nawał mleka, że z utęsknieniem czekam na jej głodek. Gaja w nocy była tak najedzona, że tylko trochę ciumknęłą mleka…
Wybraliśmy się "Na plantację" na kawę, z Gają w nosidełku. Wszystko było tak jak chciałam, kawa pyszna, bita śmietana… i Gaja, która sobie smacznie spała.
Wyszła dziś też przesympatyczna sytuacja, bo odwiedzili nas dziś różni goście i kiedy rozmawiałam z jednym z nich, trzymając Gaję na rękach, moja cudna dziewczyna, włączyła się do rozmowy zagadując gościa i uśmiechając się do niego od ucha do ucha.
Od Maćka dostałam w prezencie karmnik dla ptaków i po opowieści Maćka siostry o przylatujących do niej sikorkach… marzą mi się sikorki… ciekawe co się skusi na nasze dokarmianie (karmik jest celowo mały, żeby nie były to gołębie, bo one ostre dokarmianie mają w centrum).

18.01.2008 piątek

Se rozmawiamy z Gają:)
Jesteśmy przesłodzone tortem… nie wiem czy Gai z tego powodu tak smakowało mleko, ale od ok. 20:00 do 1:00 co chwila jadała. Co ją odstawiłam od jedzenia to za chwilę było ssanie paluszków i na 100% takich sygnałów - 98% było dotyczących jedzenia.
Moja znajoma Marta z wysp zdradziła mi kilka szczegółów z wrażeń porodowych w UK (jest bardzo na świeżo), cieszę się, bo specjalnie dla mnie zrobiła zdjęcia ze szpitala, które jak otrzymam, niezwłocznie umieszczę na stronie wraz z opisem. Ale tak na szybko, co zapamiętałam:

  • dziecka nie myją po porodzie, swoją córkę dostała oblepianą tym z czym się urodziła
  • to pacjentka decyduje o tym, kiedy chce wyjść ze szpitala - może nawet po 6 godzinach od porodu:)
  • pacjentka na długiej liście menu wskazuje co chce zjeść następnego dnia, wybór ma taki, że trudno się na coś zdecydować
  • świeżo upieczone matki w pokoju dziennym w szpitalu oglądają film o karmieniu piersią (wiele matek jest zdezorientowanych i podaje razem z cyckiem mleko z butelki)
  • środki znieczulające są podawane wziewnie
  • położna uczy jak kąpać, w szpitalu pielęgniarki co chwila chodzą do młodych matek i sprawdzają czy wszystko jest w porządku
  • dzieci dostają witaminę K, ale nie D.
  • łóżka podnoszone elektrycznie:), cała pościel
  • salowe kilka razy dziennie dopytują czy zmienić pościel
  • sala poporodowa składa się z sześciu łóżek oddzielonych parawanikami

Jakby taką Angielkę, co urodziła pierwsze dziecko w UK, wysłać na urodzenie drugiego do Polski, np. do Torunia to przeżyłaby szok :) i miała murowaną depresję poporodową:). Jak człowiek nie ma porównania, to mu lżej…

17.01.2008 czwartek

Od rana rozlega się charakterystyczny dźwięk mówiący o tym, że Gaja jest głodna… kiedy chcę ją nakarmić woli swoje paluszki…:)

Witaliśmy Zosię, ale trzeba też powitać Mateusza. Oboje są ze stycznia (lubię ten miesiąc:).

Zapraszam do działu: pielęgnacja dziecka w różnych państwach: Niemcy - zamieściłam tam nowe informacje dzięki pomocy znajomej.

Nie chciało nam się, ale jak to określił Maciek, żeby nie zardzewieć poszliśmy na pokaz slajdów z Peru prowadzonym przez Preisnera w Ratuszu. Liczyłam na mało ludzi i… zarazków, ale ludzi była obfitość, a zarazków przynajmniej nie słyszałam:). Maciek wziął Gaję w nosidełku. Gaja wytrzymała cały pokaz, choć nie ukrywam, że liczyłam dzięki niej na ewakuację… bo nie lubię opowieści podróżniczych, gdzie mam informacje książkowe, ładne zdjęcia bez osobistych informacji podróżnika. Pan nie przytoczył żadnej przygody, w sumie pokaz mógł poprowadzić każdy dysponując jego zdjęciami… oczekiwałam relacji z podróży… Ale dość marudzenia. Ciekawsze było oglądanie Gai… i byłam zazdrosna, że Maciek tyle czasu miał ją przy sobie…:) … a potem w domu padłam zmęczona i zasnęłam.

16.01.2008 środa

Na 14:20 poszliśmy na usg bioderek. Gaja przy tych maluchach w poczekalni wyglądała jak olbrzym. Aż trudno mi było uwierzyć, że dzieci mogą być tak małe, jedno musiało chyba być wcześniaczkiem, bo wyglądało jakby się dopiero urodziło, jego smoczek był nieproporcjonalnie duży względem buźki.
Wczoraj obejrzałam pierwsze, najmniejsze śpioszki Gai, aż trudno wierzyć, że w nie weszła - były nawet trochę przy duże jak ją w nie ubierałam w szpitalu… a teraz ledwo zakrywały brzuszek:)
Gaja mocno się rozpłakała na badaniach, nie wiedziałam, że można tak wyginać nogi (Gaja tego sama nie robiła). Bioderko powoli się reperuje:), jeszcze mamy nosić pieluszkę, ale kolejne badanie kontrolne nie jest potrzebne. W poczekalni było dziecko, które miało specjalne coś na bioderka - ale musiało się męczyć biedne. Po badaniu na otarcie łez i zaspokojenie głodu było karmienie gigant. Nasze wyjście z przychodni przez to się mocno wydłużyło, zniknęli wszyscy z poczekalni… ale pogawędziliśmy sobie z lekarzem od bioderek. Ciekawe spostrzeżenie - pani był wysoki, postawny, ale jak stał przy chudym Maćku, to był od niego o głowę niższy. Maciek wydał mi się bardzo długi. Czego się dowiedzieliśmy od lekarza: tunel pod naszą przychodnią biegnący pod ulicą jest własnością jakiejś firmy, która ma na terenie wokół przychodni postawić hotel. Nie wiadomo więc jak długo tunel będzie otwarty, więc warto się tam udać, żeby zobaczyć:) Po drugie: nasza przychodnia na remont dostała trochę dotacji od konserwatora zabytków, a resztę od MON… Ogólnie to lekarz był sprawny jak wojskowy (byłam kiedyś na wręczeniu nagród dla absolwentów szkoły wojskowej i tam był rozpisany program: 10:03 przemówienie kogoś tam; 10:07 coś tam… wszystko rozpisane co do minuty… i realizowane zgodnie z harmonogramem, byłam pod wrażeniem, że tak można), bo o 14:20 było przed nami 3-4 rodziców w dziećmi, a po wizycie byliśmy już ok. 14:40.

Dostałam zamówioną kurtkę z bonprixu… jak ją zobaczyłam, to piorun we mnie strzelił… wielkie monstrum, z badziewnego materiału, niepodobne do tego, co widziałam w katalogu… na poprawę humoru przelecieliśmy się z rodzinką (ale to brzmi:) po sklepach w poszukiwaniu kurtki… nic mnie nie zachwyciło, każda kurtka miała wady:) - to za brzydka, to za mała, to z futrem, to nie ten kolor, to nie… Maruda mi się włączyła.

Kolejnym etapem wędrówek rodzinnych były lody, ale praktykująca pani poskąpiła nam wypasionych gałek (lubimy jeść lody jak jest zimno, idziemy wtedy ulicą i wywołujemy dreszcze zimna u przechodniów - zresztą zima to najlepsza pora na lody, a nie lato), po lodach pierwsza od porodu knajpka z obiadami:). Poszliśmy do restauracji orientalnej, po odrzuceniu kilku niewzdymających warzyw obiad był niczego sobie… Gaja nie miała żadnych rewolucji żołądkowych… na noc była głodna jak wilk.

Jeśli ktoś chce porozmawiać z Gają, to radzę nauczyć się kilku słów w jej języku: guga, guigi, gu…. Jeśli będzie miała nastrój do rozmowy (dziś miała cały dzień) to można się od niej tyle dowiedzieć, dostać promienne uśmiechy, że można się rozpłynąć. Cudo taki gadający niemowlak.

Jestem mocno rozkojarzona, boję się, że niedługo zapomnę jak się nazywam. Cały dzień to mały zbiór, małych katastrof tym spowodowanych…

15.01.2008 wtorek

Dziś na świat przyszła córka naszych znajomych - Zosia. Witamy na świecie!!!

Gaja cały czas wydaje dźwięki, że chce jeść (patrz video z ostatniej galerii zdjęć), co 2 podejście to jedzenie.
Byłyśmy na spacerze w nosidełku… ludzie są… nie wiem jak to określić… ale patrzą jak na ufo. Jest to bardzo niefajne… Ogólnie to niewygodnie chodzi się z nosidełkiem, bo trudno coś zobaczyć przed sobą, wyjąć coś z torby, itp… ale ma to też swoje plusy - cały czas widzę Gaję, a jest to widok przyjemny, nie tacham ciężkiego, 20 kg (wraz z dzieckiem) wózka po schodach.
Jak widzę dziewczyny w ciąży to mam jedna myśl… ale je jeszcze czeka praca…

Ciekawy artykuł Czy dzieci to ludzie?

14.01.2008 poniedziałek

Ważny artykuł, poruszający trudny problem depresji okołoporodowej Smutna radość opublikowany w Polityce

Odwiedziły nas znajome Aneta i Agnieszka. Agnieszka trzymała Gaję na rękach… a dziecię przywarło w pewnym momencie do jej piersi, śliniąc jej bluzkę.
Gaja cały dzień śpi… najlepiej przytulona do kogoś.

Ciekawostki wagowe:
Koleżanka, która urodziła tego samego dnia co ja, ma też 6 kg dziecko o długości 68 cm (Gaja jest krótsza)
II koleżanka z Anglii na dziecko z maja 2006 roku - waży niecałe 10 kg.
III koleżanka ma siostrzenicę - 2 lata - dziecko waży 10 kg:)

13.01.2008 niedziela

Gratuluję sama sobie - odważyłam się wykąpać Gaję - poradziłam sobie.

Chyba wczoraj wyglądaliśmy nędznie z nosidełkiem, bo kwestujący nas nie zaczepiali (stwierdzili, że skoro nie mamy wózka, to co możemy dać:), aż Maciek żartował że trzeba pokazać firmowe metki naszego nosidełko, aby nas ktoś zauważył:).

Gaja od kilku dni jest niespokojna, rozdrażniona. Wróciliśmy do infacolu, bo może to z powodu kolek. Dziecko przez 2 godz. darło się wniebogłosy i nic poza smoczkiem mu nie ulżyło.

12.01.2008 sobota

Medyczne mity - kity
Podobno drugą dawkę szczepionki dziecko znosi źle (gorączka, poddenerwowanie) doszliśmy do wniosku, że Maciek weźmie z tej okazji 2 dni wolnego, bo może być nieprzespana i intensywna noc. Po pierwszej dawce Gaja była bardziej marudna i płaczliwa, ale było to do opanowania.
Nasza koleżanka Kasia ma trzeciego chłopaka. Gratulujemy!!!
Marata jeszcze czeka, moja wróżba, że urodzi 9-10.01.08 nie sprawdziła się.

Komentarze pacjentek o porodzie w szpitalu w Ostródzie: (z fundacji Rodzić po ludzku)

Data: 2007-12-28 10:17:13 Wystawił: Małgosia Data porodu: 02.11.2007
Opieka na oddziale jest fantastyczna.Bardzo fachowa. Żadne pytanie nie jest pozostawione bez odpowiedzi i nie jest traktowane jak ''głupie''.
Położna, która towarzyszyła mi przy porodzie bardzo mi pomagała, za co bardzo jej dziękuję:) W ogóle położne na oddziale są fantastyczne, bardzo miłe i przyjazne. Na noworodkach siostry też są bardzo miłe i pomocne.
Mąż mógł być przy porodzie cały czas, również po porodzie mógł zostać tak długo jak chcieliśmy.
Bardzo polecam rodzenie w Ostródzie.
Jesteśmy z mężem bardzo zadowoleni.
Szczególnie bardzo dziękujmy za pomoc w przyjściu na świat naszej córeczki Magdusi położnej p. Ewie Jacyno:)

Data: 2007-06-14 12:44:47 Wystawił: Iwona Data porodu: 03.11.2006
Opieka na oddziale jest bardzo miła i fachowa. Żadne zadane pytanie nie jest traktowane jako głupie. Ja mogę porównać dwa szpitale: Miejski w Olsztynie i Ostródę. Opieka i warunki niczym się nie różnią w czasie porodu. Partner może być na sali porodowej od samego początku do końca. To ja decydowałam czy chcę aby był, czy żeby wyszedł. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Położne nawet, gdy pacjentka jest mało sympatyczne z bólu nie krzyczą i nie podnoszą głosu. Są spokojne, cierpliwe i bardzo pomocne. Po porodzie w Ostródzie była większa pomoc ze strony personelu: położne pomogły wstać i wziąć pierwszy prysznic, pomagały przy dziecku, gdy było bardzo marudne przez dłuższy czas zabierały na krótki okres, żeby mama mogła odpocząć. Obecnie wszystkim znajomym polecam z czystym sercem OSTRÓDĘ!!!!
Dziękuję bardzo za opiekę i pomoc w przyjściu na świat mojego drugiego Słoneczka.

11.01.2008 piątek

Gaja wczoraj/dziś poszła spać o 12:00 w nocy, to jak na razie jest najwcześniejsza pora jej spania:) Zgodnie z zaleceniem lekarki, kiedy sama przebudziłam się w nocy na śpiocha karmiłam Gaję, żeby rano nie mieć nawału pokarmu. Pamiętam, że karmiłam ją ok. 2:00, ale reszta to czarna dziura, nic nie pamiętam:). Ostatnio to bardzo mnie charakteryzuje, można by mi powierzać tajemnice państwowe i po ich usłyszeniu nikomu bym ich nie powtórzyła, bo zwyczajnie nie pamiętałabym co:).

10.01.2008 czwartek

Galeria 2008.01.10

Dzień walki.
Pobudka o 6:38 żeby dojść do siebie i wyjść z nakarmionym, przebranym dzieckiem o 7:45. Pierwsza myśl po wstaniu, ale o co chodzi, potem ogólna złość, bo niewyspanie daje ostro popalić.
Plan się powiódł wyszliśmy z dzieckiem o 7:45 na szczepienie. Z tegoż szczepienia wróciliśmy po 9:00. Przed nami była tylko jedna osoba. Znowu trafiliśmy na panią dr z ukraińskim zaśpiewem. Maciek lekko zdenerwował panią, gdy zakwestionował jej uwagi na temat przyrostu wagi Gai - 600 gram na miesiąc. Maciek twierdził, że dwa razy tyle. Pani upierała się przy swoim. Okazało się, że to Maciek ma rację, bo pani datę urodzin Gai przyspieszyła o 2 miesiące (pani wstała o 4:00 rano, więc co się dziwić). Gaja na dziś waży 5940 gram, czyli prawie 6 kg. Dostała 2 zastrzyki w nogi. Nie mogłam na to patrzeć, Maciek ją trzymał na chyboczącym się (okazało się, że bez jednego kółka) leżaczku, który na dodatek sięgał mi do pach. Rozumiem, trwa remont, ale to coś mogli wziąć całe, lub nawet coś podłożyć, żeby się nie gibało. Wszędzie schody, jakbym szła tam sama to wymiękłabym w przebiegach, zważywszy, że od wczoraj boli mnie kolano.
Czy Gaja płakała? - owszem, bardzo przejmująco, z łezkami. Taki wrażenia to dla ludzi o mocnych nerwach.

Po szczepieniach 1 godz. oddechu, więc ja myk do piekarni po chleb. Jak pani zobaczyła Maćka z wózkiem przed sklepem, stwierdziła: Jaki dzielny tata…

Potem 10:35 wyjście na taksówkę do patologii noworodka. Kierowca mnie wkurzył, bo jak wkładał do bagażnika stelaż wózka to się ubrudził i niewybrednie klął. Bałam się, że ten… spowoduje wypadek, bo ubrudził mu się bagażnik. Dosięgła go kara, bo o włączeniu taksometru przypomniał sobie koło skansenu:).
Na patologii Gaję jeszcze raz zbadała pani dr, która czasem miała obchody na oddziale położniczym, bardzo sympatyczna. Stwierdziła, że to dobrze, że Gaja za wysoko nie podnosi główki, bo jakby tak robiła zbytnio by forsowała układ jakiś tam. Dla mnie ważne, że dobrze.
Po wizycie (trochę czekaliśmy w kolejce) powędrowaliśmy na morfologię. Babeczka widząc Gaję stwierdziła, że na dziś ma dosyć dzieci:). Na fotelu kazała mi z Gają przyjąć pozycję do karmienia i trzymać rączkę Gai, jak to usłyszałam uciekłam z fotela i kazałam Maćkowi trzymać Gaję. Jeszcze bym dziecku krzywdę zrobiła mdlejąc lun drżąc nerwowo. Krzyk Gai był równie przejmując jak przy szczepieniu…

Po morfologii na USG główki, kolejka z tymi samymi rodzicami, też zaliczali mały, wielki maraton. Na usg Gaja spała, więc podczas badania miałam ją na rękach, nawet się nie obudziła. Widać różnicę między komorami, mimo, że jest to w granicach normy to trzeba kontrolować - kolejne usg za 2 miesiące.
Po usg bieg po wyniki i powrót na patologię z wynikami. Kolejka długa. Ja czekałam z Gają na korytarzu, w międzyczasie było publiczne karmienie:). Gaja dostała zalecenie wcinania kolejnej porcji leków: żelazo, witamina B (trudno wyczytać z recepty). Powrót do domu koło 13:00 z zaleceniem badania kontrolnego na patologii za miesiąc.
Do nogi doszedł bolący nadgarstek… taksówka powrotna wyniosła 11 zł, (najdroższa).
Żeby latać po lekarzach trzeba mieć kondycję (w szpitalu jest tysiące korytarzyków, można stracić orientacje w terenie) i końskie zdrowie.

Co dr z ukraińskim zaśpiewem o witaminie K? Niepotrzebna, może wyrządzić więcej szkody niż pożytku, ona swoim pacjentom nie zaleca. Nie ma tego w ogólnej liście leków zaleconych dla dzieci.
Bądź tu mądrym.

Po powrocie do domu jesteśmy dętkami, łącznie z Gają.

Co dr poleciła na mój nawał po nocy?: budzić się częściej w nocy na karminie. Nie wiem co lepsze, spać choć trochę dłużej czy odczuwać mniejszy ból. Oto jest pytanie:)

9.01.2008 środa

Gaja ślicznie zasnęła przed pierwszą… i ma radosne poranki, takie zalotne uśmiechy mi posyła, żałujcie, że nie widzicie.
Wczoraj miałam udany dzień pod względem pomocowym. Sąsiada z góry wręcz przymusiłam DO ZNIESIENIA STELAŻA (spieszył się do pracy), wetknęłam mu go w rękę. Fotograf z dołu, z własnej inicjatywy, rozłożył mi ten stelaż i pomógł wpiąć gondolę. Pan wchodzący do sklepu przytrzymał mi drzwi, pracownicy piekarni wybiegli aby pomóc mi wtachać wózek, ale byłam szybsza:), Aga pomogła mi wnieść stelaż na górę. Byłam, jestem przeszczęśliwa. Jak szłam Szeroką minęła nas kobieta z bliźniakami w wózku. Kiedyś chciałam mieć bliźniaki, ale pewnie już bym z nimi nie ruszyła się z domu. Ludzie jak możecie i macie siłę pomagajcie matkom z wózkami… i przepuszczajcie ciężarne w kolejce.

8.01.2008 wtorek

GAJA O 12:50 SKOŃCZY 2 MIESIĄCE

Gaja zaliczyła dziś dwie kąpiele, bo zrobiła taką kupę po ciśnieniem, po kąpieli, że wszystko przeleciało przez pieluchę i przykleiło się jej body do pleców, nie było wyjścia:) Wczoraj było podobnie, tylko przed kąpielą.

O chłopcu co nie chciał iść do szkoły i wpadł na niecodzienny pomysł

Gaja od rana w dobrym humorze, uśmiecha się do mnie od ucha do ucha… i głośno wyraża zachwyt.

JAK BYŁAM Z GAJĄ W SZPITALU ZROBIONO JEJ BADANIE PRZESIEWOWE SŁUCHU NA SPRZĘCIE ZAKUPIONYM PRZEZ WIELKĄ ORKIESTRĘ ŚWIĄTECZNEJ POMOCY. NIE MAM WĄTPLIWOŚCI CZY DOŁOŻYĆ DO TEGO SWOJĄ CEGIEŁKĘ. W SZPITALACH SPRZĘT JEST CZĘSTO PRZESTARZAŁY, AWARYJNY, JEŚLI MOGĘ TAK PRZYCZYNIĆ SIĘ DO TEGO, ABY BYŁO GO WIĘCEJ, TO CZEMU TEGO NIE ZROBIĆ. KAŻDY ZROBI JAK ZECHCE, ALE INWESTYCJE ORKIESTRY WIDAĆ. SAMA JAKBYM MIAŁA DUŻO PIENIĘDZY KUPIŁABYM NOWE INKUBATORY I INNY SPRZĘT DO SZPITALA. JAK BYŁAM TYDZIEŃ W SZPITALU W KAŻDEJ NIEMAL SALI STAŁ INKUBATOR… SPRZĘT JEST POTRZEBY DLA NASZYCH SZKRABÓW.

7.01.2008 poniedziałek

Prawie udało nam się zrealizować plan dnia, wszystko się udało i nawet z małym poślizgiem minutowym (ludzie… obejrzeliśmy film - do wykrzyknika jedną ręką mam daleko).
Myślimy, żeby 10.01.2008 iść na pokaz slajdów z Gają (zakładamy szybkie wyjście, ale chcemy spróbować). Miejsce dobre: ratusz - duża przestrzeń, przychodzi mało ludzi potencjalnych kaszlących i łatwiej się ewakuować niż z Artusa. Zobaczymy czy się zdecydujemy. Gaja będzie miała przed sobą trudny dzień.
Gaja gotowa do szczepień, szczepionka kupiona (108 zł - w aptece internetowej taniej, normalna cena 130 zł)). W czwartek dzień lekarski: szczepienie, morfologia pod katem żółtaczki, usg główki.
Przestawiłam - choina stoi w innym miejscu. Bardziej podoba mi się nowy układ, pewnie dlatego, że nowy:)

5-6.01.2008 sobota - niedziela

Gaja ma na sobie drugi fajny pajacyk w jednego już robalka:). Multas robalas czeka na pranie, jednas robalas sfotografowany, może będzie niedługo w galerii.
Gajka nie lubi choćby chwilki spędzać sama… czekam więc na nosidełko, żeby być bardziej mobilną.
W miarę stale/z rzadka zasady funkcjonowania Gai:

  • 1:00 - 2:00 może zaśnie
  • być może w nocy pobudka na jedzenie ok. 3-5
  • wstawanie na ranne jedzenie od 6:50:)
  • lekka aktywność do ok. 9:00
  • potem my w kimono jak się da
  • potem totalne nieprzewidywalne (może spać lub nie)
  • jak czasem mam ochotę wieczorem zrobić wypad na zakupy Gaja jest zawsze głodna:) czyli między 17:00 - 18:00:)
  • wieczór nieprzewidywalny, bardzo aktywny:) do 1:00 - 2:00

dlatego proszę o niekontaktowanie się ze mną przed 11:30:)

4.01.2008 piątek

Franciszek Pieczka, mój ulubiony uduchowiony aktor urodził się dokładnie 50 lat przede mną. Fajnie. Rozmowa z aktorem Franciszkiem Pieczką Sylwia znowu przypomina o swoich urodzinach (datę można wywnioskować z daty urodzin w/w Pieczki) więc czytelnicy tej strony proszę się przygotować :> Maciek

W Biedronie są fajne body (2 sztuki w zestawie).

Miasto proponuje cmentarz dla zwierzątek… za wysypiskiem śmieci. Idea fajna. ciekawe jakie zapachy i jak tam daleko?

Zainstalowaliśmy Gai karuzelkę… i jaki efekt. Dziecko przez ponad 20 minut zafascynowane patrzyło na latające motylki czy inne tam stworki, do niektórych nawet zagaworzyła. To był rekord samodzielnego, beztowarzyskiego leżnia. Podoba mi się ta karuzelka.

3.01.2008 czwartek

Od rana usiłuję dodzwonić się do pediatry, żeby wypisał receptę na szczepionkę. Na razie bez rezultatu. Udało się to Maćkowi dosyć pokrętną drogą.
Za chwil kilka nieokreślonych mam urodziny i postanowiłam z tej okazji zrobić prezent mojej mamie, bo dla niej to nie był łatwy dzień, musiała się dużo napracować. Zachęcam wszystkich na spojrzenie na swoje urodziny pod tym właśnie kątem, w ten dzień co najmniej dwie osoby powinny świętować. Tylko proszę bez pytań o datę moich urodzin, bo nie piszę tego dla przypomnienia:) i nie mam kompleksów dotyczących liczby lat.
Jak się spędza czas z Gają uroczo się uśmiecha. Można się w tym rozpływać.
Zrobiłyśmy sobie spacer do II pokoju - ale słońce, Gaja aż mrużyła oczy, na razie zamiast nowych doznań woli mleko.
Jestem strasznie niewyspana, aż pieką mnie oczy, to pewnie przesilenie i zbiór nocek - nie-nocek z ostatniego czasu.
Gaja gulga: heel, gaj, a,b,e…

2.01.2008 środa

Kiedy pan w radio śpiewał "Więc śmiejmy serdecznie się, bez uśmiechu źle…" Gaja przez sen uśmiechnęła się jak ZetaDżons - to nie on, ale uśmiecha się podobnie.
Gaja chyba jest meteopatką, bo spała wczoraj cały dzień z przerwami na jedzenie. Istniała realna obawa, że noc będzie nocą Sylwestrową, czyli dziecko się wyśpi i będzie buszować do 4:30. Ze snu Gajkę wybudzały tylko dokuczliwe bączki, które po naszych zabiegach pozwalały spać jej dalej. Za pierwszym razem uśpiłam ją wydając dźwięki rodem z afrykańskiego plemienia.

31.12.2007 poniedziałek -1.01.2008 wtorek

Nasze świętowanie Nowego Roku trwało do 4:30 dzięki Gajce, która postanowiła nie uronić jego każdej chwilki, ku naszemu…:)
To chyba było jej najdłuższe niespanie…

Tak sobie rozważaliśmy co będziemy robić na stare lata (jak dożyjemy). Ja będę palić cygara lub papierosy w cygaretce (choć nie wiem, bo podobno ostro podrożeją), ale co tam zaszaleję i sprowadzę sobie kilka z samej Kuby lub pojadę po nie osobiście, żeby sobie też zakosztować dźwięków Buena Visty Social Clubu, pewnie już nie w oryginale… Może zrobię sobie dredy (jak będę miała włosy), nauczę się grać w karty i będą grała w domową ruletkę - he, he, he. Maciek może założy garnitur:)… Fajnie tak sobie pofantazjować. O już wiem, będę gotować wnuczętom różne potrawy i będę miała radochę jak będą wiły się jak piskorze, aby mnie nie urazić i delikatnie się tego jedzonka pozbyć:) … choć nie demonizujmy, może coś mi się uda i Maciek to zje - he, he, he. Ciekawe po kim Gaja będzie miała zainteresowania kulinarne - po szalonej matce kucharce, czy pedantycznym tacie kucharzu… no jeszcze są dziadkowie.

Maciek kupił na allegro Gai karuzelkę, ale kiedy licytował powiedział mocne słowa: "Co za świnia licytuje moją karulezlkę". Taki ten tata, byle do celu. Czeka nas jeszcze nosidełko:).

Zaczynamy oddziczać świnki. Zgodnie z akcją - czytaj dziecku 20 minut dziennie codziennie, my przytulamy prosiaki 5 minut dziennie prawie codziennie:). Swoją drogą jak ostatnio podniosłam Krojcwelda wydał mi się zagłodzony, bo był taki lekki w stosunku do Gai.

Ciekawe jest to, że Gaja przestała drapać się po buzi. Ma ostre paznokcie, ale wbija je w nasze ciałka… wyrywa włosy. Ja mam dobrze, bo mam krótkie.
Fajny artykuł Jak kląć, czyli rodzice pomóżcie tłumaczowi Podoba mi się przekleństwo: psia skrętka

Moja znajoma z Irlandii Północnej doniosła, że kolejną formą wspierania rodziców/dzieci przez państwo jest to, że przyjeżdża do niej do domu firma która montuje bramki na schody i zabezpieczenie na kominek dla bezpieczeństwa dziecka, mierzą i robią to za darmo. Jak Maciek zebrał te formy opieki do kupy stwierdził, że u nas wygląda to tak, jakby rodziców pozostawiono samych sobie.