31.03.2008 poniedziałek
Spacer z Antkiem i jego mamą… a potem dziecięco - dorosła wizyta u Antka. Myślałam, że Gaja rozkręci się w rozmowie ze starszym kolegą, podłapie bla bla, ale nici z tego:). Dzieciaki trochę poleżały razem na puzzlach w pozycji na brzuchu (Gaja jak zwykle chciała pokazać, że robi to bez problemu:) i potem każdy zajął się sobą:). Jednak. Kiedy Gaja leżała na puzzlach i bawiła się motylkiem wydającym dźwięki, Antoni z zainteresowaniem zerkał na Gaję z wysokości krzesełka, przy którym jadł obiad. Potem powrót do domu, odebranie taty z przystanku i malutki spacerek.
Muszę się zebrać żeby napisać tym razem do Zarządu Dróg w sprawie mojego schodka przy Damroce. Nic się tam w tej sprawie nie dzieje, ciężko się schodzi, a przy hałaśliwej ulicy chodzić nie zamierzam.
Miałam znowu ciekawe przygody z czerwonymi śpiochami od mojej siostry. Postanowiłam ułatwić sobie przewijanie Gajki i nieopatrznie

rozpięłam wszystkie zatrzaski w nóżkach… tylko one się wszystkie wyrwały… albo pracownik robił to w poniedziałek, albo niedożywione chińskie dzieci nie dostały jedzenia i pracowały ponad siły…
30.03.2008 niedziela
Zmiana czasu a Gaja spała do 11:00 nowego czasu. Jak teraz znowu ustawić jej zegar spania na 20:00?
Super długi spacer - dotarliśmy aż do Parku Bydgoskiego - wiosna nadciąga.
Gaja w dalszym ciągu na spacerze głośno do siebie mówi.
Gaja w wanience próbuje czworakować. Na sucho to nie wychodzi. Z takim entuzjazmem chlapie się w wodzie, że nie mogę się na nią napatrzeć. Pewnie jakbyśmy rzucili ją na większą przestrzeń, to bez problemu pływałaby jak żabka. Nic jednak z tego nie wyjdzie, bo pobyt na basenie nie dla mnie. Może latem jakieś jeziorko…
Wieczór pod znakiem "Siódmej pieczęci" - Bergmana - ciekawy jest taniec ze śmiercią, w szachy na pewno bym przegrała…, bo kiepsko gram. Kiedyś się uczyłam, ale było to wieki temu…
Gaja to jedzeniowy nietoperz - je najchętniej kiedy jest noc i na śpiocha. Potrafi w nocy wydrzeć się, że chce jeść, ale mimo, że ten krzyk jest bardzo głośny nie budzi się… Ciekawie to wygląda. W dzień je rzadko…
Rany Julek, założyłam Gai śpiochy na 74 cm (wyprane) i piją w korpusiku. Już się gubię w tym jakie ma wymiary. Oczywiście wyniki zawyżają pieluchy, ale ubrania szybko się "kurczą"…
29.03.2008 sobota

Deszczowy spacer na rynek. Kolejny raz powtarzam Maćkowi, że kupił rewelacyjny wózek (początkowo byłam nieprzychylna temu zakupowi… i cieszę się, że mimo tego Maciek kupił ten wózek).
Chwilowo nie podajemy Gai żadnych słoików z jedzeniem, bo po ostatniej marchewce lekko się wystraszyłam. Będziemy jej podawać nowe rzeczy w tygodniu, tak by mieć w razie czego pediatrę na ratunek. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że urozmaicanie menu może być takie trudne.
Wieczór pod znakiem "Tam gdzie rosną poziomki" - Bergmana - ten film zrobił na nas kolosalne wrażenie, a ja polubiłam szwedzki. Mamy plan, żeby razem podszlifować angielski, pouczyć się hiszpańskiego, choć ja chciałabym też norweski. Dużo tego:).
Na szybką wizytę wpadła Beata, Sylwia, Tomek i mały Antek (nie od spacerów). Antek spodziewa się siostrzyczki lub braciszka. Cały czas kręcił się koło Gai z wielkim, dmuchanym mieczem i próbował ją zaczepiać. Zapytałam go czy nie pomógłby mi pozapinać zatrzaski na śpiochach. Antek zabrał się za to z ochotą i dużym zaangażowaniem, w pewnym momencie aż położył się na podłodze, żeby było mu wygodniej. Stwierdził, że będzie sam zmieniła swojej potencjalnej siostrze lub bratu pieluchy.
Pozbyliśmy się przyciasnego kombinezonu na rzecz kurtki - rękawy długie, ale zapinanie… oj oj
28.03.2008 piątek
Ładna pogoda, długi spacer z Antonim. Antoni super blabla i już wcina drożdżówkę. Zagadywał Gaję, ale chyba nie miała fazy na konwersację. Coś pogugała, ale jak na nią bardzo skromnie. W pewnym momencie dopadł ją nawet Wielki Smutek i zrobiła tą swoją rozczulającą minkę. W sumie to dużo pospała. Dziś nawet odebraliśmy tatę z autobusu.
27.03.2008 czwartek
Przełamałam się i zeszłam sama z nową spacerówką. Wszystko poszło dobrze, a ja czułam satysfakcję. Płaczu samotnego dziecka było mało.
Gaja pokonwersowała sobie z babciami i moją koleżanką. Gaworzenie sprawia jej wyraźną radość.
Byliśmy na gościnie u naszej sąsiadki kilka ulic dalej. Gaja zaczęła rączką ciągnąc obrus, trzeba uważać:). W sumie to po kilku minutach

Gaja słodko zasnęła i przespała wizytę:). Dobre dziecko.
Maciek zaobserwował nową jakość zabawy Gai grzechotkami. Robi to coraz bardziej świadomie, przygląda się kształtom, kolorom. Gaja ma taką grzechotkę - krówkę otoczoną różową obwódką. Jak poruszy się krówką okręca się wokół swojej własnej osi… Gaja trenuje poruszanie krówką.
26.03.2008 środa
Ciężki dzień - Gaja albo płacze i trudno ją uspokoić albo śpi. Trudno ustalić przyczynę, na chora nie wygląda. A sen, bo chyba meteopatka.
Nałożyłam około 5-6 łyżeczek marchewki i Gaja zjadła:). Myślę, że niedługo opanuje jedzenie łyżeczką.
Nowa jakość leżenia na brzuchu. Gaja zaczyna prostować rączki i podnosić się wysoko. Pupki nie podnosi, bo pewnie ciężko… ale jest bardzo silną kobietką - dziewczynką:)
Tak sobie wczoraj szliśmy po mieście i doszliśmy do wniosku, że kupujemy różne gadżety, bo daje nam to frajdę i w sumie ludzie bez tego się obywają… a reklama nieźle żeruje na rodzicach i wywołuje u nich lęki, że jak dziecku czegoś tam nie kupią nowoczesnego to dziecku coś uniemożliwią… głupio mi, bo czasem też się na tym łapię… ale myślę, że mimo wszystko jesteśmy świadomymi konsumentami…
25.03.2008 wtorek

Galeria 2008.03.25
Wczoraj Gaja poszła spać o 20:08 a wstała o 9:11:). Spała 13 godzin.
Dziś też pokrzykuje, ale zdecydowanie mniej. Z racji tego, że nasza pociecha poszła spać tak wcześnie, Maciek zmieniał jej w nocy pieluszkę (jak sam szedł spać - czyli ok.1:00 z okładem). Gaja wtedy lekko się przebudziła i… zaczęła głośno rozmawiać. Smoczek załatwił sprawę.
Próbowaliśmy zapisać Gaję do biblioteki dla dzieci. Panią lekko zdziwił wiek przyszłej czytelniczki, ale jest przecież tak, że Gaja lubi słuchać jak jej czytam i oglądać obrazki, więc czemu nie. Nie zapisaliśmy jej jeszcze, bo musimy mieć określone dokumenty.
Gondolkę złożyliśmy w kształt naleśnika, wywędruje w jakiś ciemny kąt:).
Gaja zmieniła ostatnio pory spania. Dziś sama z własnej inicjatywy poszła spać w okolicach 20.00.
Dziś podaliśmy Gai marchewkę. Celowo nie braliśmy nic do Ostródy, żeby mimo wszystko w razie komplikacji żołądkowych mieć kontrolę tu na miejscu. Dziecko zjadło 3-4 łyżeczki. Musi jeszcze nauczyć się połykać, tak, by to co było na łyżeczce nie lądowało poza buzią…
24.03.2008 poniedziałek
Ratunku, Gaja odkryła, że można głośno krzyczeć i ćwiczy donośny głos cały dzień - u babci, w pociągu i teraz w domu…
Dzisiaj było spotkanie całej rodziny u babci i dziadka - łącznie z dziadkami 15 osób: babcia Jasia, dziadek Władek, ciocia Ela i wujek Andrzej, ciocia Gosia Gosia i wujek Romek, ciocia Ania i wujek Krzysiek, Klaudyna, Paulina, Monika, Paweł, Sylwia, Maciek i Gaja. Jak było tyle osób, to było też gwarno, a jak było gwarno, to Gaja odkrywała, że można tak fajnie hałasować…
Z racji, że było tylu chętnych do zabaw z Gają trzeba się było ustawiać w kolejce, Gaja przechodziła z jednych rąk do drugich, z jednej zabawy w drugą, nawet nie musiałam zmieniać pieluch, bo siostry robiły to perfekcyjnie.
Ja szliśmy na dworzec na początku wózek pchała Ania, przez ulicę zawsze Maciek, potem Monika, Paweł, a kiedy czas do odjazdu pociągu

zbliżał się nieubłaganie, a my nie byliśmy jeszcze na miejscu - Maciek:). Na dworzec odprowadzili nas wszyscy poza dziadkami i Klaudyną:), tak więc pożegnanie było pełną gębą. Jak wychodziliśmy z domu na dworzec w domu panował wielki chaos, jak się z kimś zegnałam, to słyszałam, że ta osoba też z nami wychodzi… cud, że wszystko zabraliśmy, wyszliśmy - jak wychodzi jednocześnie 13 osób to można się zgubić:)
W pociągu ukrop, podróż minęła szybko, nawet z atrakcją w pieluszce, którą oczywiście zmieniliśmy w pociągu.
Ćwiczenie głosu przez Gajkę bardzo przypadło jej do gustu, z nami gorzej, bo głowy nam pękają:). Gai widocznie brak było wszystkich z Ostródy, bo wyrzekała nam, ze nie ma jej siostrzyczek, cioć, wujków, babci.
Dziś z racji intensywności doznań i totalnego braku sił położyliśmy spać Gaję o 20:00. Usnęła 0 20:08.
W użyciu były non stop śliniaki - zmiana z kilka razy dziennie. Dobrze, że Ela dała się namówić na uszycie kilku dodatkowych z ceratką, bo w zasadzie to produkt tak szybko zużywany jak pieluchy.
Od Gośki dostaliśmy śpiochy na 74 cm - mam wrażenie, że jest akurat na Gaję mimo, że ta mierzy pi razy oko 68 cm. Wszystko przez pieluchy. Paweł jak był mały też wyrastał z ubranek w tempie błyskawicznym, ale jak przestał nosić pieluchy to okazało się raptem, że są na niego dobre ubranka, z których toretycznie wyrósł - a chodzi tu o spodnie…
23.03.2008 niedziela

Maraton wizytowy. Start: śniadanie u (konotacje rodzinne opisuję z perspektywy Gai) babci, po śniadaniu i małym śnie spacer do cioci Eli (mojej siostry) i wujka Andrzeja, od Eli do Ani i Krzyśka (mojego brata), od nich do Gosi (mojej siostry) i Romka, a na koniec do babci. Wizyty trwały do 21:00 - wszyscy wróciliśmy padnięci i zadowoleni, bo wszędzie było miło.
Klaudyna i Paulina porwały nam dziecko, więc nawet nie wiedzieliśmy, co wyczynia Gaja… a była gitara, śpiewy, książeczki, zmiany pieluszek, drzemka, … pełny serwis:).
U Ani i Krzyśka wielkie zainteresowanie psa Ambera Gają. Chodził dookoła, obwąchiwał, był ciekawy, co to za małe stworzenie. Było nawet lizanie ręki. Gaja, dziewczyna na schwał, nie bała się tego nowego stworzenia. To chyba był pierwszy kontakt z psem w jej życiu. Gaja i pies tak intensywnie odebrali to, co dzieje się dookoła, że w pewnym momencie Gaja zamilkła, a pies położył się na podłodze i zbierał siły na nowe harce.
Potem u Gosi i Romka. Ich syn Paweł (8 lat) bawił się z Gają w pata taj, (Maciek chciał wziąć Gaję na ręce, więc próbował wysłać po coś Pawła, by mieć pretekst do przejęcia Gai, nie udało się, Paweł zajmował się nasza dziewczyną, że hej), śpiewał jaj piosenki…
Do domu dotarliśmy nocą, ja padnięta od wielości wrażeń. Gaja też. Spaliśmy do następnego dnia do 9.00… ja z przerwani, bo karmienie, Gaja nawet tego nie rejestrowała.
Dziś inne body… i biegunki nie ma, wszystko w porządku.
22.03.2008 sobota

Czy Gaja jest podobna do małej Klaudynki?
O 10:17 wyjazd pociągiem do Ostródy. Wyjść z tym całym majdanem z domu to nie lada wyczyn… wsiąść do pociągu i wysiąść też. W pociągu Gaja jadła, kupy robiła (pieluszka z wielką zawartością została wyrzucona w Iławie na dworcu, żeby nie zagazować współpasażerów). Dzień upłynął nam pod znakiem lekkiej biegunki. Mój tata bezbłędnie odgadł, kiedy Gaja zrobiła kupę, gdy trzymał ją na rękach. Ma się to doświadczenie. Mamy teorię, że te kupy mogą mieć związek z niebieskim body w samochodziki. Kiedy Gaja ma je na sobie zawsze są kupy i to w ilościach wyższych niż trzy…
Tak jak się spodziewałam Gaja złapała wspólny język z moim tatą, a swoim dziadkiem i rozmawiali sobie z wielkim zaangażowaniem. Oczywiście Gaja wysyłała wszystkim swoje śmiechy, chichy.
21.03.2008 piątek
Życzymy wszystkim szczęśliwych Świąt

Wypoczywajcie i cieszcie się spotkaniem z rodziną, innymi ludźmi
Podarujcie bliskim i obcym sporą część dobra, które nosicie w sobie,
Nie trzymajcie go dla siebie
Jak rozdacie to wróci do Was powiększone
Uśmiechajcie się, ucztujcie, smakujcie
Nie jedźcie pod wpływem
I dużo się uśmiechajcie
Szukajcie pozytywów
Unikajcie złych wpływów
20.03.2008 czwartek
Galeria 2008.03.20 - pierwsze, inne niż mleko, posiłki Gai
Dziś Gaja zaliczyła na spacerze swoją pierwszą zimę, z wielkimi płatkami śniegu wiosną:) i wróciła do domu z czerwonym nosem, co Maciek uwiecznił na zdjęciu.
Dostałam przesyłkę z HiPP, a w niej obiadek dla Gai i kaszka:). Dawno nic nie dostałam zaadresowanego na mnie:)… poza rachunkami… oj nie, była jeszcze kartka z Włoch od Julii.
Gaja chyba na serio zaczyna ząbkowanie, nie wiem ile czasu minie zanim wyrżnie się pierwszy jej ząb. Usypiałam ją na rękach, bo tak żałośnie płakała… trochę przytulasków, a jak pomogło. Kupiłam dziś dodatkowe śliniaki, bo mimo, że mam ich tyle od babci Gai, to ciągle są mokre:).
Gaja jest wytrwałą w trenowaniu siadania. Co tylko ją położę od razu podnosi głowę i trenuje. Kiedy Maciek przytrzymał jej nóżki to wyciągnęła się tak wysoko, że hej. Niesamowite jak jej organizm domaga się nowych pozycji i podpowiada jej, co ma robić.
Gaja podczas karmienia zagilgotała mnie rączką kilka razy:). Ale ona też ma gilgotki. Jak bawi się z tatą w gilgotanie wygina się w różne strony z nieodłącznym uśmiechem na ustach ozdobionym wysuniętym językiem.
Na noc były bajeczki - Gdzie jest mama? i Mała kaczuszka - Maciek zauważył, że są one o gubieniu się i szukaniu… W zasadzie te opowiadania, bajki są o tym samym, tylko jest to ujęte innymi słowami. Ciekawe czy Gajka będzie lubiła czytać książki. Już ma swoich ze 20, a widząc jakie są ładne nie skończy się na tylu… Pamiętam jak byłam mała, moja mama społecznie prowadziła malutką filię biblioteki w swojej właściwej pracy. Wyczytywałam jej wszystko, co się dało. Były tam dwie szafy z książkami dla dorosłych i dla dzieci. Układałam te książki po swojemu w tych szafach. A za jakieś drobne oszczędności ze skarbonki kupiłam "W klubie" (tak nazywaliśmy taki kiosk) Baltazara Gąbkę. Ciekawe czy go gdzieś jeszcze mam?
19.03.2008 środa

Gaja wczoraj pierwszy raz zasnęła nam o 21.00 i spała do rana. Dziś też zasnęła o 21.00 ale tysiąc rzeczy nie dało jej jednak spać - nie wiemy jakie, ale za każdym razem było coś innego… np. chleb, który zachciało się skubać świnkom…
Wyszliśmy na spacer, ale pod koniec mieliśmy nosy czerwone jak nie jedni stali bywalcy Starówki. Gaja była lepiej opatulona ode mnie, ja miałam ostro skostniałe ręce… ale spacer był rześki w towarzystwie Antoniego i jego mamy. Jak umawiamy się na spacer to albo śpi Gaja, albo Antek, a kiedy jedno z nich wstanie, drugie zasypia. Cud, że udaje się nam jednak razem wyjść. Z blogu Antoniego wyczytałam, że Gaja i Antoni pochichrali się do siebie. W sumie w tym czasie tachałam wózek nowatorską metoda po chodach i nie bardzo znałam kontekst głośnego entuzjazmu swojej córki. Swoją drogą jak jest bardzo zadowolona, to w charakterystyczny sposób moduluje wydawane dźwięki.
Nie mogłam się oprzeć pokusie i kupiłam kolejne 2 książeczki dla Gai. Oczywiście są już przeczytane co najmniej po dwa razy. Entuzjazm przy "Małej kaczuszce" wielki:). "Mała kaczuszka" też bardziej mi odpowiada, bo ma miłe, ciepłe ilustracje o kontrastowych barwach. Chciałam nawet wysłać maila do ilustratorki, że zrobiła ładne obrazki:).

"Stefek Burczymucha" ujdzie.
Ciekawe czy dobrze myślimy, że Gaja zaczyna ząbkować. Dziś przyssała się ostro do palca Maćka i prawie go pogryzła. Maciek stwierdził, że gdyby miała zęby, to mogłoby to mocno boleć.
Gaja rwie się do siadania. W zasadzie sama trenuje podnoszenie głowy i widzę, że podpiera się już na jednym przedramieniu. Mam też wrażenie, że leżenie na brzuchu jest bardziej stabilne i ręce są bardziej mobilne. Atrakcyjną zabawką stał się dla Gajki żółwik wielofunkcyjny. Tak nim potrząsała, że wydawał charakterystyczny dźwięk… ale kiedy nie udało się jej go uzyskać, mocno się złościła. Ja powoli zaczynam postrzegać świat oczami dziecka. Jak Gaja dostaje jakąś nową zabawkę, to sama sprawdzam, co się wyjmuje, co szeleści, co można wcisnąć, co dzwoni… he, he, he…
Niesamowite jest to, że nasze dziecko w jednej chwili ma wielkie łzy, minkę bardzo cierpiącą i po chwili śmieje się promiennie jak mały pirat swoim szelmowskim uśmiechem. Po chwili znowu zaczyna robić podkówkę, wysuwać dolną wargę do przodu i takim żałosnym tonem obwieszcza, że ma Wielkiego Smutka… czasem nie wiemy w pierwszej chwili, czy Gaja płacze czy się śmieje… ale generalnie śmieje się, uśmiecha bardzo dużo. Niezawodne do rozweselanie jest "pierdzenie buzią:)". Tak więc można często nas przyłapać jak to robimy, bo uwielbiamy uśmiechy i chichy Gajki.

Akcja "Luźna gumka" w spodenkach Gai w rozkwicie. Kupiłam dziś nowe gumki, ale jakoś są twarde i mało rozciągliwe, nie wiem jak je kupowałam. Latałam więc po domu i szukałam jakiś zapasów z miękką gumą. Coś tam wyszperałam, bo nie mogłam doczekać się efektu końcowego mojej żmudnej pracy. Zauważyłam, że mam fascynacje różnymi ubrankami. Na początku uznawałam tylko pajace, potem śpiochy, a teraz spodenki…
Próbuję skończyć "Grona gniewu", ale są takie smutne, że nie czuję do tego dystansu i ten nastrój mi się udziela, muszę trochę spasować. Szukałam jakiejś kontrastowej książki, ale te, co mam, jeszcze pamiętam:) Brak mi szkolnej biblioteki.
Znalazłam angielską stronę z Ulicą Sezamkową. Posłuchałyśmy sobie razem piosenek w wersji angielskiej połączonych z wizją. Gaja urzeczona:).
Zrobiłam mały test tego, czy inny stwór niż różowy potwór nadaje się do zasypiania. Wypróbowałam zająca. Wszytko, co nie jest różowym potworem nie nadaje się. Gaja musi go wymiętolić, by ostatecznie na czas snu wylądował jej na głowie i dopiero wtedy zasypia, oczywiście przy dźwiękach pozytywki i ze smoczkiem.
Nie pochwaliłam się, że Maciek zrobił dla Gai sznureczki do ciągania. Są one przymocowane do dzwoneczków (kupione podczas niesamowitego wyjazdu do Srebrnej Góry w listopadzie dawno temu), które są rozciągnięte od jednego brzegu do drugiego łóżeczka. Jak Gaja leży w łóżeczku, to ma sznurki przed sobą i teraz musi je złapać, żeby dzwoneczki dzwoniły. Sznurki są po to, żeby nie było zbyt łatwo… ale łatwo jest bo nasza śmiechowa dziewczynka ciągnie je, że aż świszczy i słychać dzwoneczki… Karuzelki nie możemy już słuchać… nawet nasze dziecko jej nie toleruje, bo po kilku tonach protestuje…
18.03.2008 wtorek

Pogoda jaka jest każdy widzi, więc siedzimy w domu. Książeczki przeczytane, na brzuchu leżenie było, trenowanie przewrotów z boku na brzuch lub plecy było, zabawy grzechotkami, wędrówki po pokoju…
Gaja chyba źle znosi brokuła, choć to dziwne, bo jadła go wczoraj i przedwczoraj a dziś by wyszło? Na wszelki wypadek nie odstała i obserwujemy rozwój akcji. Może to przejedzenia mlekiem… Już podobne historie mieliśmy…
Akcja wypruwania gumek ze spodenek Gai trwa. Teraz obrabiam to, co rozprute, aby wpuścić luźniejszą gumkę. Pracy ręcznej sporo…
Gaja ma mniejszy apetyt, nie jadła już tak często, choć z przyzwyczajenia ja się budziłam:)
17.03.2008 poniedziałek
Mam trudne senne chwile - dziś też Gaja od 5 rano wstawała co godzinę na jedzenie, a raczej inaczej - dawała znać, że chce jeść, ale mimo, że mlaskała, kręciła się, a nawet czasem płakała, ani razu się nie obudziła. Ja tylko przekładałam się z jej prawej lub lewej strony. Tak od 5:00 do 10:00:) jestem zombi:). W dzień też apetyt niczego sobie…
Nie widzieliśmy żadnej wysypki, więc dziś też podałam brokuły… przed jedzeniem. Ale to nie było dobre posunięcie, bo głodne dziecko chciało mleko a nie jakąś zieloną papę, oczywiście Gaja coś zjadła, ale rzuciła się na mleko jak smok, zresztą w trakcie jedzenia brokuł wyraziła zniecierpliwienie, że nie ma jeszcze mleka…
Kupiliśmy kolejny słoik marchewki, będzie czekał w pogotowiu. W Rossmanie jest promocja owoców w słoikach (my po jednym kupiliśmy w sobotę), jak byliśmy dziś - puste pułki:). W sumie w Toruniu dużo dzieci do wykarmienia.
Maciek zrobił dziś kawowe zakupy… dziecko słoiczki my kawę:). Mimo, że ceny rzeczy dla dzieci przyprawiają o zawrót głowy (pojedynczo może jest to do przełkniecie, ale jak się to zsumuje, to można się zdziwić:) to kupowanie rzeczy dla Gajki daje nam dużo frajdy. Musimy jednak uważać, żeby nie przesadzić, bo jak ma się czegoś za dużo to może zdemoralizować…
Gaja przyglądała się dziś swoim stopom w wanience. Nawet niemi plusnęła z ciekawości. Ciekawe kiedy będzie je łapć tak jak Antoni. Jeśli chodzi o Antoniego to pierwszy raz samodzielnie usiadł (siedzi już, ale dziś to zrobił sam!!!). Uwielbiam ją kąpać, pluszcze się jak żabka. Cudny widok. Dziś w ramach akcji: Smok przyssała się do mojej reki podczas kąpieli:).
Gaja wchodzi w nowy etap zabawy grzechotkami. Coraz częściej chwyta je dwoma rękoma.

Trzyma je teraz krótko i rzuca w dal (nie wiem jednak czy świadomie). Próby przewracania na z boku na brzuch lub plecy na razie nie zachwycają dziecka i nie poddaje się temu spontanicznie. Może to nie jej pora. Jak zauważyła mama Antka - jej syn uczy się szybko tego czego chce, a to co go nie interesuje trenuje nawet miesiącami… więc tu może nie było jeszcze chęci…
Dziś dzień rodzinny, bo Maciek miał jeden dzień wolnego. Lubię, kiedy jesteśmy razem:).
Kiedy w słuchawce słyszę wzruszenie cioci Edyty, kiedy jest mowa o Gai, to mi się też to udziela…
16.03.2008 niedziela
Naszej znajomej zakwitł bananowiec hodowany w domu. Warto to cudo obejrzeć
Wczoraj zrobiliśmy dziecięce zakupy: słoiczki z owocami, smoczek, linka do smoczka, miseczka, łyżeczki… a dziś był test łyżeczek termicznych i brokuł. Na nową miseczkę wrzuciłam dwie łyżki brokuł, Maciek karmił. Gaja zjadła dwie łyżeczki warzyw o konsystencji błotka, choć w trakcie zielona papa była na całej powierzchni buzi. Gaja miała niesamowite miny, miałam wrażenie, że się nawet krzywi, choć nie było płaczu, wypluwania, że niedobre… w sumie zjadła wszystko, ale czy jej to smakuje, nie umiem powiedzieć. Łyżeczka (były trzy różnej wielkości w zestawie) zdała egzamin.

15.03.2008 sobota
To już drugi dzień, kiedy Gaja je o 3:00, 5:00, 6:00, 7:00, 8:00 i czasem 9:00 - ja jestem jak wykopane z ziemi zombi, zmęczone jak nie wiem co. Pod wieczór nie mam siły ruszyć ręką i nogą, dobrze, że Maciek angażuje się mocno w życie Gajki i jest Klaudyna, bo nie wiem, co by było. Warto też dodać, że Gaja od 2-3 dni nie śpi do 10/11 tylko do 8:00.
Maciek dokonał rozprucia pozytywki, wyjął serce z melodyjką Panie Janie i NAPRAWIŁ!!!, teraz muszę tylko zszyć, więc niedługo idziemy do sklepu po żółte nici. Nici z żółtych nici:-)
Zrobiliśmy zapasy owoców w słoiczkach, bo była promocja w Rossmanie. W naszej okolicy jest tylko jeden sklep dla dzieci (zrobiliśmy tour de Toruń i klapa) i potwornie drogi. Już prawie kupiłam śpiochy, bo Gaja wyrasta mi szybko z ubrań, ale ceny takie, że poszukamy promocji w hipermarketach… Ogólnie dziecięcy biznes to niezła żyła złota…
Pojechała Klaudyna, szkoda bo tak fajnie zajmowała się Gają… Dobrze, że mam uczynne siostrzenice, które chętnie się nią opiekują, szkoda tylko, że mieszkają w pewnym oddaleniu.
14.03.2008 piątek

Trzecia runda marchewkowa. Karmienia Gai idzie mi nieporadnie, bo zanim dostała coś do buzi, zawartość łyżeczki spadła mi na jej śpiochy, ciekawskie paluszki wylądowały w słoiczku i wszystko wymazały, ślinik nie dawał sobie rady z pomarańczową papą, nawet pielucha tetrowa pod brodą. Gaja wywalała języczek i zlizywała marchewkę z łyżeczki jak piesek. Włożenie łyżeczki do buzi to nie lada wyzwanie. W zasadzie jej mina nie dawała odpowiedzi, czy jej to smakuje czy nie. Jutro test brokułów. Maciek kupił je w Bydgoszczy…
Tragedia - zepsuło się słoneczko pozytywka - nieodzowny element usypiania Gai. Klaudynka pociągnęła za sznurek, a on już nie wrócił na swoje miejsce…
Słów kilka o Klaudynce. Jej wizyta dała mi trochę oddechu, bo chętnie zabawiała Gaję i miałam czas na inne rzeczy. A Gaja bardzo lubi jej towarzystwo, więc każdy jest zadowolony. Fajnie mieć taką pomoc od czasu do czasu. Kilka dni wcześniej Paulina, teraz Klaudyna.
Wanienka jest za krótka na wodne harce, bo nasze dziecko lubi pluskać się jak żabka. Ciekawe czy umiałaby pływać… W Ostródzie wypróbujemy dużą wannę. Ciekawe czy spodoba się naszemu dziecku.
Spacery nową spacerówką. Za pomoc przy wyekspediowaniu się z domu mam tak, że towarzysz wyprawy chce wozić wózek, a ja idę obok…:)
Opracowałam nowy sposób wciągania wózka (pustego) po schodach. Wciągam wózek po schodkach - schodek za schodkiem. Trochę trudno na zakrętach, bo wózek jest za długi, ale jak się zawezmę to pójdzie.
Znowu Haggisy przepuściły, to czego nie powinny. Przez to Gaja wstała rano, bo jak tu się nie obudzić, kiedy mama rozbiera do rosołu, żeby założyć suche ubranko…
13.03.2008 czwartek

Gaja cały dzień ma wywalony języczek. Wygląda to przeuroczo. Intensywnie zmieniamy śliniaki, prawie tak często jak pieluszki. Ślini się to nasze kochane dziecko.
Przyjechała Klaudyna więc zatrudniłam ją do niańczenia - bajeczki, grzechotki, pieluszki, i inne… została nawet ulana mlekiem… co chrzest bojowy musi przejść. Trzeba się jeszcze zaczaić na Paulinę z mlekiem, żeby było po równo.
Ciekawostki z bajeczek:
Kot w butach karmił króliki grochem i łapał kuropatwy w kurniku…
Księżniczka musiała zamieszkać z żabą, którą w książeczce określono gadem…
Ośla skórka - ojciec chciał poślubić córkę - brzmi to jak ciężki thriller…
Miałam dziś promocję i mogłam wyjść z domu żeby na chwilkę załatwić swoje sprawy (a już się martwiałam, że nie zdążę ze wszystkim), bo Klaudyna szczęśliwym trafem przyjechała wcześniej do Torunia…
Drugi dzień z marchewką, taka sama reakcja jak wczoraj, prawie cała była mielona w buzi i wypływała na brodę:) a dziecko było zdezorientowane i nie wiedziało o co chodzi.
Jednak rodzic zna swoje dziecko najlepiej. Zawsze bezbłędnie wiemy kiedy Gaja robi kupę (nie po zapachu:), ale po określonej minie, odgłosie… czemu o tym piszę? Klaudyna przegapiła ten moment i kiedy przejęłam Gaję od Klaudyny kupka dojrzewała w pieluszce intensywnie woniejąc… Klaudyna pomyliła ją z bączkami:)
12.03.2008 środa

Gaja miała problemy z zaśnięciem i nie dziwota, bo o 0:00 zrobiła kolejną kupkę:-). Wstała też wcześniej bo o 9:00, ale po 10:00 poszła spać, bo była zmęczona. W zasadzie godzinę, dwie po nocnym spaniu zalicza drzemkę przed lub południową.
Nie jestem zadowolona pieluszek Haggisów, bo przeciekają bokiem. Zdarzyło się to wczoraj, przedwczoraj, przed przedwczoraj i dziś…
Chyba źle działa na nas pogoda, bo jakieś smutne i marudne jesteśmy.
Nie wiem, co się dzieje, ale moje mleko wariuje, zaraz drugi raz będę odciągać pokarm, a Gaja nie zrobiła głodówki, tylko ma swój minimalnie, umiarkowany apetyt, zresztą odciągnięty zjadła z butli, bo się akurat obudziła godna i uznała, że to właśnie akurat najlepsza pora.
Inauguracja marchewki. Kiedy Gaja jadła marchewkę mieliśmy wrażenie, że nie wiedziała o co chodzi. Przeważała zdziwiona mina.
11.03.2008 wtorek
Maciek wieczorem zapytał mnie, o której w nocy wstaje Gajka żeby coś zjeść. Odpowiedziałam mu, że albo o 3:00 lub o 5:00. A co na to Gaja wstała wyjątkowo o 3:00 i 5:00 :-).
Spacer z Antkiem i jego mamą oczywiście. Gdyby nie pomoc Martynki to trudno byłoby mi wyjść z nową spacerówką. Nie mogę się do niej przyzwyczaić. Wygodnie się jeździe, jest lekka, ale Gajkę mam placami do siebie i jej nie widzę. Bardzo mi to przeszkadza. Maciek twierdzi, że to pierwsze zrywanie pępowiny. Być może. Chyba jest mi trudno, bo dużo czasu spędzam z Gają.Zobaczymy jak to będzie jak minie trochę czasu, czy to jak odpieram jazdę wózkiem unormuje się po jakimś czasie.
Zwiedziłyśmy Piernikowe Miasteczko - bardzo przyjemne i zaciszne. Antoni pierwszy raz jechał na karuzeli. Mimo, że daleko miał do pałąka, gdzie dla wygody trzyma się ręce - wyciągnął się mocno, żeby go złapać i złapał go. Nie ma jak to chcieć to móc:-).

O 18.30 poszliśmy całą trójką na pokaz slajdów o krainie moich marzeń - Norwegii. Istniało duże prawdopodobieństwo, że nie uda nam się wyjście, bo Gaja jest teraz coraz bardziej interaktywna i trudno jest jej siedzieć cicho i spać w czasie, kiedy nam wygodnie. Ja dodatkowo miałam obawy, bo Norwegia w mojej wyobraźni urosła do rangi takiego nierzeczywistego miejsca i bałam się, że slajdy zburzą te wizje, rozczaruję się rzeczywistością. Wszystko przeszło moje najśmielsze oczekiwania. To co zobaczyłam było tak niesamowite, że w pewnym momencie pomyślałam, czemu mnie tam jeszcze nie ma. Wierzę, że wyjazd tam, żeby to zobaczyć, nawet z Gają jest możliwy. Jak się czegoś chce, to nie ma rzeczy niemożliwych… ale właśnie, mam blokady w głowie…
Gaja na pokazie była spokojna, nawet zasnęła na jakiś czas, potem zachciało jej się głośno komentować więc Maciek trzymał jej smoczek, żeby nie wypluła, bo miała na to wyraźną ochotę. Na pokazie było jeszcze jedno dziecko w wieku zbliżonym do Gai, siedziało już w spacerówce. Zdarzyło mu się kilka razy głośno krzyknąć, ale wysiedziało bardzo spokojnie. Jakieś panie, gdy wychodziliśmy, stwierdziły, że: "To ten maluszek tak głośno krzyczał" - pokazując na Gaję. Na to tata dbający o dobrą opinię naszej córki stanowczo odparł te pomówienia:-).
Jeśli ktoś ma ochotę zerknąć na to czym uraczył nas na pokazie Konrad Konieczny to zapraszam na stronę http://norwegofil.pl/
Jutro ruszymy z marchewką, bo Gaja swoimi kupkami pokazała, że jest ok, więc jak uczuli ją marchewka będziemy mieli pewność, że to to ona, a nie coś innego.
10.03.2008 poniedziałek

Spacerów bez liku, bo tak ładnie. Ale po spacerach nie mogę ruszyć ręką ani nogą… bo choć na raty wyszło ponad 5 godzin spacerowania. Gaja wszystko intensywnie obserwowała. Widać było jak śledzi oczyma lot gołębi.
Gajka ma czas intensywnego, głośnego śmiania się. Rozbawiają ją różne odgłosy "paszczowe", śmieje się wtedy w głos. Czasem jest tak śmiesznie, że na przemian płacze, marudzi i śmieje się. Trudno wtedy w pierwszej chwili określić czemu przypisać dany dźwięk.
Gaja dziś wstała ok. 10.45. Zaobserwowałam też, że do 10.00 Gaja je często, a potem ma pass, je zdecydowanie rzadziej.
Rano Maciek zapomniał nastawić budzik do pracy, bo czwartek i piątek miała wolny. Zazwyczaj wstaje o 7.15. Ale Gai zachciało się jeść dokładnie o 7.15 i dzięki temu nie było spóźnienia.
Maciek masuje dziąsła Gajce gryzakiem. Poddaje się temu z ciekawością. Już pod palcami czuć żeby, choć jeszcze się nie przebiły.
Świnki wzgardziły świeżą trawką i z kwiatków na Dzień Kobiet rozwinął się tylko jeden:-)
Ale czuć wiosnę. Pustułki na kościele Św. Jakuba latają jak oszalałe. Warto iść pooglądać.
09.03.2008 niedziela

Jak zmieniamy pieluszkę Gajki trzeba jej wsadzić coś w ręce, bo chwyta wszystko, co ma pod ręką, w tym ceratkę, na której jest przebierana.
W dalszym ciągu nasza fajna dziewczynka wstaje z uśmiechem na buzi. Dziś spała do 10.30. Od 6 rano jadła co godzina… (na śpiocha oczywiście).
Czekamy na przyjazd Pauliny. Już przyjechała. Kolejna osoba, z którą Gaja może się pobawić i nagadać. Paulina przeszła test pieluszki:).
Gaja zasnęła o 22.00. Obudziła się ok.23.00, ale tylko na jedzenie.
Nasi znajomi z UK mieli ciężki ostatni tydzień, bo ich dzieci złapały retrowirusy. W całej tej historii najgorsze jest to, że angielska opieka zdrowotna bagatelizowała stan ich dzieci, nie podawali żadnych leków, lekarze niechętnie podejmowali się jakichkolwiek działań. Na wszystko zalecali angielski odpowiednik paracetamolu i podawanie picia (a dzieci miały torsje…). Koszmar. Nie było mowy o szpitalu, pediatrzy twierdzili, że tak ma być…, nie było szans na prywatnego pediatrę, lekarza, bo tam nie ma prywatnej praktyki lekarskiej. Na szczęście dzieciaki wracają do zdrowia. I tego im i rodzicom życzę. Wychodzi na to, że trzeba przyjechać do Polski, żeby zrobić gruntowne badania. A… w UK nie robią chyba USG główki, w Toruniu bynajmniej jest to badanie powszechne.
08.03.2008 sobota
Gaja skończyła 4 miesiące

Z okazji Dnia Kobiet Gaja i ja dostałyśmy od Maćka żonkile. Były to pierwsze kwiatki Gai, więc włożyłam je jej do rąk, żeby zobaczyła jak wyglądają. Nie zdążyłam nawet zareagować, bo Gaja w ułamkach sekund kwiatki, które trzymała w rękach wsadziła do buzi. Zapoznała się z nimi paszczowo:-). Żałujcie, że nie widzieliście pierwszego spotkania Gai z kwiatkami, bo było to niezwykle urocze.
Z okazji wkroczenia Gajki w piąty miesiąc i ładnej pogody była inauguracja spacerówki. Dziecko bardzo intensywnie oglądało świat w pozycji prawie leżącej. Wózek jest lżejszy (bo bez gondoli), ale nieporęczny do noszenia po schodach. Teraz już nie ma tak, że zostawiam Gaję na korytarzu w gondoli i znoszę części wózka, Gaja będzie musiała czekać na wyjście w domu.
Gaja ostatnio jest drapieżna:) nos mam ostro pokancerowany mimo, że paznokcie ma obcinane regularnie.
07.03.2008 piątek
Wyruszyliśmy na poszukiwanie marchewek i brokuł dla Gajki. Brokuł nie dostaliśmy, ale Maciek zakupił zakupił ziemniaki ze szpinakiem. Na mój gust z dwoma składnikami jeszcze trzeba poczekać.
Dziś fajny dzień i Maciek w domu (ma wolne), więc był wspólny spacer dodatkowo z Antkiem i jego mamą. Standardowo Antek śpi, Gaja czuwa i odwrotnie.
06.03.2008 czwartek

Byliśmy na wizycie kontrolnej na oddziele patologii noworodka. I co wyszło? Mamy kolejne badanie kontrolne. Niby wszystko w normie, ale nie do końca, więc kontrola:-). Pediatra zalecił wprowadzić przetarte warzywa jak dla dzieci karmionych butelką. Z tego względu, żeby żelazo podawane w płynie powoli zastępować tymi warzywami. W 6 miesiącu Gaja ma mieć już nawet wprowadzone mięsko. I tak wygląda zalecane nie karmienie dziecka na piersi niczym innym do 6 miesiąca. Ma też co drugi dzień dostawać pół żółtka (Maciek pamięta czy od 6 miesiąca). Nie ukrywam, że mam większe zaufanie do pediatrów z "patologii", bo na co dzień stykają się z różnymi trudnymi przypadkami i mają większa praktykę. Czy słusznie rozumuję nie wiem, ale w obliczu tylu różnych informacji czegoś muszę się chwycić.
Dostaliśmy inną ulotkę o karmieniu i tym, co dziecko powinno umieć w poszczególnych miesiącach. Według tej nowej ulotki Gaja wszystko potrafi, a nawet więcej, bo podają tam, że dziecko nie potrafi bawić się dwoma grzechotkami na raz… a Gaja robi to już od dłuższego czasu:-). Tak więc co ulotka to inne wytyczne (nieliczne się pokrywają). Ta mi się podoba, bo Gaja wszystko umie:-). Nie przewraca się z boku na bok, ale to jest zarezerwowane dla 5 miesiąca:-) więc zaczniemy trenować - hi, hi, hi.
Pediatra pochwaliła postawę Gajki, jak podnosi główkę leżąc na brzuchu i siada kiedy się ją podciąga za ręce. Ale miło się tego słuchało:-), z tego względu, że chyba każdego rodzica cieszy to, jak rozwój dziecka przebiega bez komplikacji.
Już byliśmy wprawieni w tym, gdzie USG główki, gdzie pobiera się materiał do badań. Podczas kłucia Maciek trzymał Gaję. Ja trochę zerkałam, ale jak widziałam krew lejącą się z palca mojej dziewczyny to tak mi się niefajnie zrobiło… Gai zresztą też. Ale dzielna była.
Tym razem na USG główki Gaja płakała, bo akurat przed badaniem obudziła się. Pani wyżelowała jej głowę i jeździła czymś tam więc dziecko nie wiedziało co się dzieje. Pani stwierdziła, że na obrazie widzi inne rzeczy niż ostatnim razem, jednym słowem jest inaczej. Powiększone obie komory, na pograniczu normy. Można by sobie dać spokój z dalszymi badaniami, ale na wszelki wypadek mamy wizytę na 24 czerwca.
W czasie czekania na badania spotkałam jedną mamę z mojej pracy - ma bliźniaki - chłopca i dziewczynkę.
Gaja ma dziś dzień intensywnie trawienny. Bądź tu mądry, co jest jeszcze ok, a co już może niepokoić. Pediatrą nie jestem.

Ciekawa rzecz jak mówiłam pediatrom o swoich problemach z nadmiarem mleka każdy dawał rady typu: odciągać, przystawiać dziecko do piersi (a co kiedy nie che jeść?), tak ma być itp. A ginekolog polecił tabletki (nawet nie wiedziałam, że takie są). Sprawdzają się one kiedy chce się zaprzestać karmienia, mogą zmniejszyć ilość pokarmu. Dobrze widzieć, że ma się jakąś alternatywę, wobec innych nieskutecznych pomysłów. Mam pecha, bo u mnie laktacja się nie unormowała, tylko wariuje jak kompas na biegunie magnetycznym:-). Ot choćby ostatnie dni. Gaja ma normalny apetyt, a ja cierpię z bólu i niewyjedzenia.
Kupiłam dziś Gajce Kota w butach z błyszczącymi ilustracjami. Książeczki czytamy teraz na leżąco. Ja leżę obok Gai, trzymam książeczkę w górze, tak aby widziała ilustrację, litery. Moja fajna dziewczyna wtedy z ciekawością ogląda obrazki i komentuje po swojemu to, co przeczytałam. Ostatnio hitem, dla nas rodziców jest "Lota z ulicy Awanturników". Jakbym czytała o sobie, kiedy byłam mała:-). Astrid Lingdren niesamowicie oddała psychikę dziecka.
Może trudno w to uwierzyć, ale Gaja próbuje ze mną ćwiczyć i naśladować moje wymachy nogami. Dziś jak czytałam Kota… podnosiłam raz lewą raz prawa nogę do góry. Gaja, która leżała rozpłaszczona na łóżku w pewnym momencie zaczęła się przyglądać moim nogom i lekko zaczęła podnosić swoje. Jak zaczęłam ją dopingować był moment, że podniosła je dosyć wysoko. Będę obserwowała czy to był zbieg okoliczności czy próba naśladownictwa.
04.03.2008 wtorek

Gaja lubi coraz dłużej siedzieć w wannie i coraz częściej ja ją kąpię, choć wolę jak Maciek ją przenosi z wanienki na ręcznik, bo jest ślizga i taka rozbiegana w różne strony. Nie chcę jej upuścić. Wczoraj np. sama bez mojej pomocy siedziała w wanience opierając się na przedramionach. Oczywiście ją asekurowałam, ale utrzymywała się pierwsza klasa. Głowa wysoko jak u komandosa. Widać było, że sprawia jej to frajdę. Jeszcze nie rozchlapuje wody.
Gaja wstała o 11.00.
Wieczorem poszliśmy z Gają do znajomej rodziny. Oczywiście została gwiazdą wieczoru. Nie zapłakała na wejściu, tylko każdą nowo spotkaną twarz obdarzyła uśmiechem, mieszkanie obejrzała z zainteresowaniem, zwłaszcza telewizor… oj ciągnie te dzieciaki do tego pudła:-), dała się wziąć na ręce, nawiązywała takie kontakty towarzyskie, że patrzyłam jak urzeczona. Oj jak bym chciała, żeby została jej taka pogoda ducha. Nie zapłakała, a jak zwykle umyłam smoczek, ale… został na stole w pokoju.
"Na gościnie" zauważyłam, że Gaja drugi raz przełożyła grzechotkę z jednej ręki do drugiej. Najlepsza do tego jest okrągła (jak tamburyno), bo daje możliwość złapania z kilku stron. Oczywiście posypały się miłe słowa pod adresem Gajki. Mama Eli stwierdziła, że Gaja jest bardzo silna… zresztą na jej rękach rwała się do siadania aż huczało.
W pewnym momencie Gaja będąc na rękach mojej znajomej-Eli patrzyła na świat mętnymi oczami i co rusz spuszczała głowę, bo zasypiała:). Pospała potem na moich rękach i obudziła się po jakimś czasie znów gotowa do zabawy i kontaktów:). Moja teoria o jej misji, zarażania innych chęcią do posiadania takich słodkich maluchów znowu się potwierdziła. Nie wiem jakie zamiary mają ludzie, którzy mają kontakt z Gają, ale propaganda, reklama jest pierwsza klasa:-).
Wieczorem była maruda jedzeniowa, widać było, że Gaja była głodna, ale nie chciała mleka. Odciągnęłam więc pokarm, bo znowu mam nadmiar. Podchodzę do tego już mniej emocjonalnie. Jak nie chce to nie je, a ja odciągam jak już wiem, że nie ma innej rady… Trzy pojemniki już zamrożone.
03.03.2008 poniedziałek

Galeria 2008.03.03
Totalnie pomyliły mi się daty, myślałam, że dziś 1 marca…
Ciągle myślę, co dalej, wychowawczy? babcie i ciocie? żłobek? inna opcja… ? Od tego boli mnie żołądek, podejmowanie decyzji może wykończyć…
Próbowałam dodzwonić się do żłobka, ale miałam pecha, Maćkowi się powiodło. W sumie zadał za mało pytań, o cenę, co z dziećmi niezameldowanymi w Toruniu, pocieszające jest to, że na dzień dzisiejszy miejsca były, ale co jutro?
Gaja bardzo dużo spała w dzień, za to jak wieczorem (bardzo późnym) kładliśmy ją spać, bo przysnęła już na rękach snem nocnym, nagle się ożywiła i zaczęła nas zagadywać, uśmiechać się od ucha do ucha. Rozwaliła nas zupełnie na +.
Nie chcę wyjść na matkę, co usilnie doszukuję się w swoim dziecku ochów i achów, ale miałam wrażenie podczas wykonywania ćwiczeń, że Gaja próbuje tak jak ja podnosić nogi do góry. Wykonywałam bowiem naprzemienne wymachy nóg leżąc przy Gajce. Ona przyglądała mi się z zainteresowaniem i widziałam, że próbuje podnosić swoje nóżki. Zbieg okoliczności czy faktycnzie próby naśladowania. Ucieszyło mnie to, bo może będzie chciała ze mną ćwiczyć.
Re... rema... w każdym razie trudne słowo.
Lepmy bałwany
02.03. 2008 niedziela
Nie wiało tak mocno więc był wypad na spacer.
Dzień pod znakiem przestrogi: Mowa jest srebrem, milczenie złotem… źle wybraliśmy i bigos mamy…
1.03.2008 sobota

Mocno zaangażowałam się w tworzenie nowej strony.
Gaja na przemian ma apetyt i go traci, jest radosna i marudna. Może pogoda?
Wczoraj odwiedzili nas Asia i Marcin - Gaja zachowywała się jak modelowe dziecko. Mamy teorię, że jej misją jest zachęcanie ludzi do posiadania potomstwa:).
Przymierzyłam jej dwie sukienki na lato (jeszcze są za długie… ale już za wąskie).
Jestem japońskim turystą - Gaja od chwili narodzin ma już łącznie 4465 na godzinę 18:17. Luty pobił rekord… a myślałam, że po jakimś czasie znudzi nam (mi) się robienie zdjęć… Ostatnio coraz więcej poruszonych, bo wiadomo dziecko w większym ruchu…
Prawie kończę III tom Sapkowskiego - z jednej strony nie mogę się doczekać, z drugiej szkoda, że już zbliżam się do końca…
Jak ktoś kupuje smoczki canpolu niech zwróci uwagę na obrazek, bo nam na niebieskim smoczku cały się starł… (żółty ok.) pal licho obrazek, jak ja zdarłam paznokciem, to co mówić o dziecku. A wiadomo z czego to?