Aktualności 2008.04

30.04.2008 środa


Gaja podniosła rano kilka razy pupę…
Szybki spacer w towarzystwie Marysi - rówieśniczki Gai. Dziewczyny za bardzo nie miały ze sobą kontaktu, bo były senne i leżały w wózkach.
Kombinowałam i uszyłam Gai pościel w zieloną kratkę z nadrukiem żółwia, którego sama wykonałam na maszynie. Prototyp wymaga ulepszeń, ale jak na pierwszy raz to efekt mnie zaskoczył. Odkryłam nową formę wyżycia się - maszynowanie:).
Wreszcie nauczyłam się wszystkich zwrotek "Była sobie żabka mała..." Jak śpiewałam Gai to śmiała się że hej. Ta piosenka jest dobra, kiedy Gaja jest mocno płaczliwa, zmęczona i potrzeba ją na szybko uspokoić. Dziś testowałam piosenkę bez intencji.
Gaja niezwykle ekspresyjnie bawi się tym, co ma pod ręką. Wczoraj prawie podarła gazetkę ze sklepu. Jak dzwoni grzechotką to macha nią tak, że lepiej się odsunąć. Wczoraj trzymała opakowanie po paście w ręku. Jak Maciek wyjął je z jej reki wyglądało jak po ataku świnek morskich:). Wczoraj jak oglądaliśmy film a Gaja bawiła się, tak machała rękoma, że się odsunęłam, bo zderzenie z ręki z moją twarzą nie było zbyt miłe… po chwili Maciek też się odsunął, bo druga ręka miała też zbyt intensywne z nim kontakty. Swoją drogą silne są dzieci.

988565_spring_in_the_morning_3.jpg

Jestem wstrząśnięta tym, co zdarzyło się w Austrii. Zwyrodnialstwo!!!

29.04.2008 wtorek


Spacer z Antonim. Oczywiście zanim spacer doszedł do skutku dzieci wymieniały się spaniem:). Antoni od czasu do czasu posyła do mnie uśmiech. Miło mi!
Gaja skończyła ostatnią porcję moreli i ma chyba zatwardzenie. Cóż poczekamy zobaczymy.
Jesteśmy zakochani w naszej córci. Wszystko nas w niej zachwyca. Nie myślałam, że dostaniemy na jej punkcie takiego hyzia:).
Gaja w kąpieli urządziła polowanie na swoje stopy. Była sprytna, bo polowała nie tylko na te na wystające z wody, ale też na te ukryte pod pianą. Sukcesy miała niebywałe. Ciekawe, czy ściskała je tak mocno jak nas:). W ogóle Gaja ostatnio lubi zabawy nogami. Łapie się za nogawki spodni i ciągnie nogi do góry, łapie za palce. Na razie jeszcze ich nie wkłada do buzi.

28.04.2008 poniedziałek

981413_bear.jpg

Wszystko się poprzestawiało. Nie było spania o zwyczajowych porach… Gaja trenowała poduszenie nogi leżąc na brzuchu. Jakieś minimalne ruchy pupy były… ale szybko się znudziły:).
O 14.00 wyszłyśmy na spacer w towarzystwie Pauliny, goszczącej w Toruniu przed maturą. Tak chciałam ją ugościć, że zaczęłam gotować pyszną grochówkę. Skończyło się to prawie tragicznie, bo o 17.00 Maciek zanosząc zakupy do domu odkrył, że zupa zmieniła się w czarninę, smród i dym był wszędzie. Wietrzenie nie wygnało jeszcze tego smrodu… Ale jestem na siebie zła za te roztargnienie (choć jak wychodziłyśmy na spacer byłam przekonana, że wyłączyłam zupę). Biedna Paulina na szybko musiała zjeść chińską, a normalną ugotowałam w międzyczasie. Pilnowałam jej, choć musiałam trochę odskrobywać łyżkę z dna. Wydaje mi się, że dzieje się tak dlatego, że nie gotuję zbyt często, więc jak to robię, szybko o tym zapominam. Moje potrawy powinny gotować się od 5 do 7 minut, wtedy jeszcze o nich jestem w stanie pamiętać… Ale jestem zła na siebie.
Gaja kolejny raz zrobiła się głodna na spacerze i dziś karmiłam ją przy poczcie. Niedługo objemy co ciekawsze punkty miasta. "Matka spożywcza" to dobry wynalazek natury. Dziecko głodne i pokarm na zawołanie. Po posiłku na świeżym powietrzu Gaja zapadła w mocny sen na ponad 2 godziny. Nie chciało mi się jej ciągnąć do domu i budzić więc dreptaliśmy po Starówce i okolicach… co niektórym wymiękły nogi. Ja jestem zafascynowana swoją kondycja piechura i z lubością biję rekordy.
Dzisiejsze brzoskwinie błyskawicznie znikały z miseczki Gai. Ciągle mylę nazwy i permanentnie mylę brzoskwinie z morelami.
Gaja w dalszym ciągu entuzjastycznie i z uśmiechem reaguje na ludzi.
Z ciekawostek… obserwowałam pewną mamę z wózkiem w towarzystwie, mam, cioć lub babć (tylko się domyślam). Wózek zapatrzony był w ciekawą kieszonkę z boku, w której towarzystwo trzymało papierosy. Dobrze przystosowany wózek dla palaczy. Mnie osobiście drażni palenie przy dzieciach… i przy nas!!!

27.04.2008 niedziela


817941__corn_sunset__2.jpg

Spacer w siną dal… Przy mecie maratonu toruńskiego, gdzie kibice dopingowali biegaczy, Gaja rozpłakała się na smutne buu buu buu (teraz już nie płacze tylko na różne sposoby intonuje buu). Wystraszył ją zbyt duży hałas. Zawędrowaliśmy nad mało zbadany przez nas brzeg Wisły, zwiedziliśmy fontannę przy matematyce, nakarmiliśmy Gaję w pięknych okolicznościach przyrody:), poreklamowaliśmy Gaję w naszym ulubionym sklepie… a na deser idąc do domu odkryliśmy dziwne kropki na buzi Gai - wyglądały jak uczulenie. W domu mama wyszorowała ręce, umyła dziecko i kropki zniknęły.
Dziś była inauguracja brzoskwiń. Nałożyłam na miskę 3 łyżki i myk zjedzone, dołożyłam jeszcze dwie i też zniknęły w locie błyskawicy. Swoją drogą ciekawe jest to, że Gaja pluje, lecą te brzoskwinie po brodzie a wszystko zjedzone.

26.04.2008 sobota


Sobota jak co sobotę: szybkie zakupy na rynku i szwędanie się po mieście.

796144_poppy_4.jpg

Gai zrobiło się głodno i było szukanie intymnego miejsca do karmienia. Weszliśmy na dziedziniec ratusza. Cisza, spokój, inny świat… gwar z ulicy jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odpłynął w siną dal. Gai zrobiło się tak błogo, że zasnęła.

buuu-milus.jpg


Dziś testowaliśmy dwie czapki: czerwoną i kapelusik. Cały czas lądowały na oczach… a jak Gaja usnęła i celowo jedną z nich naciągnęliśmy na oczy to zjeżdżała odsłaniając je. To były chyba czapki na opak. Gaja ciągle dla wielu przypadkowych ludzi jest chłopcem.
Trenowanie buu buu buuu na różne nuty: smutna, zadowolona, opowiadającą. Cały świat i gamę uczyć można wyrazić poprzez buu buuu buu różnie intonując. My sami już zaczynamy buuu buuu booować, bo nam się to podoba.

25.04.2008 piątek


Taka ładna pogoda, że szwendałyśmy się, a potem szwendaliśmy od 13.00 do 18.30 po mieście i parkowych okolicach. Joli pokazywałyśmy nasz ulubiony park przy moście. W drodze powrotnej zahaczyłyśmy o Wydział Matematyki i Informatyki - ja poszłam się pobawić z okazji Festiwalu Nauki a Jola pilnowała wózków przy fontannie. Gaja grzecznie czekała na mój powrót uśmiechając się do Joli… a kiedy mnie zobaczyła zwinęła usta w podkówkę dając mi znak, że jest bardzoooooooooooo głodna. Ekspresowo wyszukałam miejsce na obiad: fontanna przed instytutem. Jak Gaja się najadła świat znów był piękny i kolorowy.

buuu-sierotka.jpg

Podczas spaceru w naszą stronę mknął balonik, a za nim dziecko, a za dzieckiem chyba mama. Balonik leciał pod nasze koła, więc tak jechaliśmy wózkiem, żeby go nie przebić i uratować dla biegnącej za nim dziewczynki. Dziewczynka dobiegła do wózka i wyrwała śpiącej Gai grzechotkę z ręki (Gai nie przeszkadzał sen w kurczowym trzymaniu swojej zabawki). Nim się zorientowaliśmy co się dzieje, do dziewczynki dobiegła chyba mama, wyrwała jej grzechotkę i oddała Gai. Okazało się, że balonik nie leżał w sferze zainteresowań dziecka. Wszystko trwało ułamki sekund.
Wieczorem Maciek bawił się z Gają i delikatnie ugryzł Gajusię w stopę. Dziecię na smutną nutę wołało buuu buuu buuu i tylko mama mogła naprawić to, co nabroił tata… Och te głupie zabawy…

24.04.2008 czwartek


Pierwsze zapiski Gai

nnb  g hhhhhhhhhhhh                            jjjjjjjjjhj b                                                    bv h jjh j g jmm                        nnnnnn,m  m m                              g        KUBU  .N

Gaja miała dziś ciężki dzień. Intensywnie marudny i niespokojny. Przed ciężkim snem trzy jedzenia w krótkim odstępie czasu. Dziś tylko mleko, trwa trawienie ziemniaków z dynią.

23.04.2008 środa


Galeria 2008.04.23

Nigdy nie wkurzaj babci!!!

Spotkanie w Trójkącie Bermudzkim (choć to nie groziło takimi konsekwencjami): Jola z wnuczką, Ania z synem Jasiem i ja z Gają. Synchronizacja pierwsza klasa:). Trochę pospacerowaliśmy z Anią i Jasiem. W pewnym momencie prosto na nas wyleciał olbrzymi szerszeń (skąd na betonowej Starówce?). (Zresztą Starówka jest tak osobliwa, że Gai będę musiała pokazać drzewo i trawę na obrazku, bo nie uświadczy… wiem kilka drzew się znajdzie:). Dobrze, że mam zwrotny wózek, to uciekałyśmy z Gają robiąc zawrotne kółka i owadzisko poleciało dalej.

913936_pretzel_heart.jpg

Mieliśmy śmieszną przygodę w naszym ulubionym sklepie. Maciek żartował (żarty natury prowokacyjnej) z panem Harrym o tym, że teraz musi iść do domu pobawić się z dzieckiem i zadbać o jego rozwój, nie jak co niektórzy (tu miał na myśli właśnie pana H.), którzy się dorabiają i nie wiedzą co robi jego dziecko. Zresztą pan H. wchodząc w naszą konwencję żartową, tłumaczył się że jego dziecko (dorosły chłop) gra w komputerek:). Na to jakaś klientka, kiedy już wyszliśmy ze sklepu, biorąc w obronę naszego znajomego pana H., stwierdziła, że jesteśmy nawiedzeni (a ja nawet słówkiem nie pisnęłam:). Nasz znajomy nie mógł wytrzymać ze śmiechu i szybko do nas zadzwonił… Zawiłe to, ale polonistką nie jestem…
Udało mi się nagrać 3 minutowy (to maksymalny czas nagrywania jednego filmu) śmiech Gai. W trakcie nagrywania tak się do niej śmiałam, że rozbolał mnie brzuch i pokapały mi łzy. Na filmiku Gaja może sprawiać wrażenie, że płacze, ale nie dajcie się zwieźć, to śmiech do rozpuku:).
Zauważyłam nowość w zachowaniu Gai. Jak leży na brzuchu to pewnie bawi się zabawką i manipuluje nią na wszystkie strony (wcześniej ledwie muskała ją palcami i skupiała się na trzymaniu równowagi).
Słoik dyni z ziemniakami wyjedzony do końca. Dla mnie nic nie zostało…

22.04.2008 wtorek


873297_little_bull.jpg

Artykuł - Zabawa poważna sprawa
Zdaniem Maćka Gaja ma potencjał, ale jej się nie chce - ot wytłumaczenie dlaczego Gaja po wielkim podnoszeniu pupy udaje, że nigdy tego nie robiła. Wczoraj leżała krzyżem i nie pozwoliła przybliżyć swoich rąk do ciała podczas leżenia na brzuchu. Dziś za to mnie zaskoczyła, bo nie tylko trzymała ręce blisko ciała, ale bawiła się grzechotką (manipulowała przy niej dwoma rękoma) leżąc na brzuchu.
Drugi dzień jedzenia ziemniaków z dynią. Gaja je aż uszy jej się trzęsą.
Utworzyliśmy nową kategorię w menu bocznym: Pierwsze razy
Spacer ciut przedłużony, bo Maciek został dłużej w pracy, a my czekałyśmy na niego, żeby pomógł mi wnieść wózek. Gaja w między czasie zgłodniała i robiła swoje żałosne minki z takim cienkim płaczem… terroryzm emocjonalny… Nie było opcji karmienia na dworze, bo wiało i za dużo ludzi. Krępuje mnie karmienie w otoczeniu innych. Dziecko wytrzymało i najadło się w domu.
Siedząc pod pocztą miałam okazję podsłuchać (niechcący) rozmowę mamy z dzieckiem będącym chyba w fazie pytań o otaczający świat. Zaczęło sie od truskawek na gofrze, które dziecko chciało rzucić gołębiom. Oto kilka pytań które zapamiętałam (pewnie nie w dokładnej wersji). Czemu gołębie nie jedzą truskawek? A jakie ptaki lubią truskawki? Gdzie żyją szpaki? A czemu ten telefon jest taki? A czy na jego tarczy można wybijać numery? Czemu nie można w niego stukać (telefon)? Czemu inne dzieci stukały? Czemu to brzydko? Po co są takie duże balony? Czemu słońce słabiej grzeje? Co to jest Rossmann? A ptaki mają futerko i im ciepło. Nie ptaki nie mają futerka tylko piórka. Ssaki mają futerko.… Nie siedziałam długo na tej ławeczce ze śpiącą Gają, ale padło tyle pytań i stwierdzeń, że nie wszystko udało i się zapamiętać. Kiedy tego słuchałam doszłam do przekonania, że jak Gaja wejdzie w fazę pytań będę zagrzebana w

888161_mother_nature_4.jpg

encyklopediach… i będę miała kompleksy, bo tylu rzeczy nie wiem. Mając w pamięci zalecenia Adama Słodowego na ten okres życia dziecka (ten Słodowy od Zrób to sam) muszę pamiętać o tym, że od tego jak w tym czasie potraktujemy dziecko będzie zależało to czy zachęcimy dziecko do odkrywania. Maciek od małego był prawdziwym odkrywcą. Do tylu rzeczy doszedł sam i mimo, że nie legitymuje się dyplomami znamienitych uczelni posiada dużą wiedzę o świecie i nie bynajmniej tylko książkową ale praktyczną, co jest bardzo praktyczne (celowe powtórzenie) i przydatne:).
Jedna zabawka trafiła na czarną listę. Zbyt dobrze wchodzi do buzi i Gaja lekko się zakrztusiła. Dobrze, że w mojej obecności, interwencja była natychmiastowa. Trzeba mieć oczy i uszy dokoła głowy.
Gaja ciągle entuzjastyczna i szczęśliwa. Działa jak balsam na smutki.
Skończyliśmy czytać jedną z bajek słowackich - mimo, że Gaja już spała czytałam dalej, bo byłam ciekawa jak się kończy. Swoją drogą nie jest łatwo głośno czytać.

21.04.2008 poniedziałek

990911_road_in_forest.jpg

Galeria 2008.04.21

Listonosz spytał jak się chowa moje dziecko i był zadowolony, że dobrze.
Spacer z Antonim, który jest już rocznym chłopakiem. W sobotę miał urodziny. Gaja zadaje się ze starszakami:).
Wczorajsze i dzisiejsze leżenie na brzuchu bez podnoszenia - to co udało mi się nagrać było jednorazowym, intensywnym wydarzeniem.
Dziś jemy ziemniaki z dynią… mi smakowały:). Gaja przyjęła to po raz kolejny ze zdziwieniem, a Maćkowi śmierdziało.
Wieczorny spacer połączony z kontemplacją poczty - zwrot nieudanego zakupu kuchenki… i wizytą w Klepce. Zachowanie Gajki oczywiście propagandowe - ładne uśmiechy, konwersacja, grzeczność.
Podczas czytania Bajek słowackich - a dokładnie jednej, Gaja kilka razy poturbowała mnie ręką - a jej mach to nie byle co. Kontynuując czytanie musiałam trzymać jej nadaktywną rękę. Zresztą Gaja ostatnio jest mocno przez siebie podrapana, najświeższy "drap" lśni na czole.

20.04.2008 niedziela


Hmm dziś Gaja nie ma ochoty podnosić pupy.

906110_frutos.jpg

Wyjście do Agnieszki na imieniny - długgggiii spacer:). W gościnie Gaja próbowała zasnąć w towarzystwie Królika (dziewczyna), ale skończyło się na tym, że Królik zasnął a Gaja bawiła się słoniem.
W drodze powrotnej obserwowaliśmy jadące pociągi towarowe. Ha z racji dużego apetytu i spaceru dopadł mnie nawał… ale jak to mówią człowiek się przyzwyczaja. A jaka miła ulga, kiedy dziecko cię wyje:).

19.04.2008 sobota


Galeria 2008.04.19

Gaja ponad 10 razy podniosła pupę, kiedy leżała na brzuchu… ale tylko dlatego, że nie krępowały jej ubrania. Teraz widzę ile kiedyś musiałam włożyć wysiłku, żeby nauczyć się sztuki siedzenia, chodzenia itp.
Apetyt Gai ciągle wilczy - je co 2 godziny (w nocy też).

18.04.2008 piątek


Lubię 18 :)
Bardzo wściekła znosiłam dziś wózek, bo uświadomiłam sobie, że tacham bez sensu te ciężary, bo ludzie są wobec siebie nieżyczliwi, bo nasz kraj nie jest bezpieczny, bo robimy wszystko żeby chronić się przed złodziejami, wandalami i to oni żądzą… Jak zeszłam, kupiłam chleb, to mi ulżyło. Jak wnosiłam wózek już nie myślałam o tym, co mi towarzyszyło jak go znosiłam…

975913_opportunity.jpg

Mogłam w spokoju zrobić zakupy, bo panie w sklepie zagadywały znudzoną Gaję (dziecko było szczęśliwe, bo lubi towarzystwo) i mogłam wszystkie rzeczy w spokoju popakować do torby… najczęściej ubieram się na zewnątrz…
Coś Gaja ostatnio za często ulewa, to pewnie przejedzenie, ale nie da sobie tego uregulować, bo jak na razie jest ciągle głodna… Przebieramy się dosyć często:) Na spacerze Gaja dostała moją apaszkę, bo jej została zamleczona.
Byliśmy całą rodziną u dentysty - ja z zębem, a Maciuś i Gaja do towarzystwa. Jak wchodzili kolejni interesanci, to robiło się tak przestronnie jak w maluchu. Gaja potrenowała głośne tony, z ciekawością nasłuchiwała odgłosów borowania… mnie ciarki przechodziły. Na szczęście wizyta okazała się przyjemna, bo ząb martwy i wiercenie nie bolało - ponad 45 minut trwało sklejanie mojego potłuczonego zęba… jaka jestem szczęśliwa, bo męczyłam się z nim od przedświąt:).
Gaja przekładała sobie smoczek z rąk do rąk.
Poczytałyśmy bajkę o Trzech niedźwiedziach w wersji rosyjskiej - Niedźwiedź nazywała się Iwan Iwanowicz:). Gaję interesowały ilustracje, bo były przestrzenne.
Południowe spanie okupione było wielkim, niedającym się łatwo ukoić płaczem Gai. Czasem jak jest mocno zmęczona to wpada w lekką histerię. Najlepszym lekarstwem jest tulenie na rękach i lekkie kołysanie… dziś prawie 5 razy pod rząd jak myślałam, że Gaja zasnęła i kładłam ją na łóżko zaczynała płacz… wreszcie się udało. Teraz jestem spokojniejsza, bo wiem, że to ze zmęczenia. Wcześniej panikowałam, że ja coś okropnie boli.

17.04.2008 czwartek

963794_cave_art.jpg

Mam zaburzoną percepcję, bo Maciek mówi dajemy brzoskwinie, a ja wyjęłam słoik z morelami, bo wydawało mi się, że o te prosił… Tak więc Gaja dziś testuje morele - na mój gust kwaśne. Zresztą Gaja jak dostała pierwszą łyżeczkę to trochę trwało nim wyraziła coś poza zdziwieniem:)… ale zjadła wszystko.
Trening przekręcania się na boki skończony protestem dziecka… na brzuchu nie mam kiedy jej kłaść, bo cały czas ma pełny żołądek i krzyczy, że ją gniotę na brzuchu… a i tak bez tego często ulewa, chyba z nadmiaru jedzenia w przełyku i żołądku. Trzeba przeczekać. Jak za bardzo marudzę z podaniem mleka to protest godny pikiet w Warszawie.
Ogólnie humor dopisuje, Gaja marudzi tylko kiedy jest głodna lub chce jeść. Trzeba pierw sprawdzić czy dziecko chce jeść, a potem kłaść spać:).
Zapomniałam dodać, że od jakiegoś czasu moje ulubione dziecko zaciśniętą piąstką (lewą) puka w co jej się nawinie, np. w swoją nogę, w nas. Dziwne, że nie ma siniaków, bo robi robi to z dużym zaangażowaniem. Oczywiście teraz nieodłączne jest "bbbu" i plucie. Oj jakie to słodkie.
Tak odnosimy wrażenie, że teraz zapasy Gai są wykorzystywane w rośniecie wzdłuż. Jest coraz bardziej smukła (ale bez przesady) i gibka. Jak będzie ciepło to szybko "coś" opanuje, bo widzę, że bez ubranek wymachuje rękoma, nogami… jakby miała skrzydła to by fruwała po pokoju.
Znowu jak dziś kichnęłam Gaja rozpłakała się… staram się modyfikować kichanie, ale nie wychodzi:)… a czasem na złość jak mnie złapie to kicham minimum trzy razy pod rząd…

16.04.2008 środa


Gaja obudziła mnie dziś dopiero o 10:30 - miałam więc wystrzałową promocję. Ciekawe kiedy ona obudziła się sama:). Chyba byłam mocno zmęczona, zresztą jak wstałam byłam półprzytomna. Takie nocne karmienie potrafi wybić z rytmu… ale nie narzekam.
Udało się nam po 14:00 bez snu podobnego do wczoraj wyjść na spacer w strugi deszczu. Stwierdziłam jednak, ze nie po to umordowałam się tak ze zniesieniem wózka, żeby zaraz wracać… z cukru nie jesteśmy… przetrzymałyśmy deszcz i po godzinie powitało nas bezdeszczowe niebo. Zresztą bardzo lubię do czasu do czasu taką pogodę jak dziś. Z tej radości, że świat jest taki piękny kupiłam tulipana do wazonu i wpadł w ręce Gai. Jak usiłowałam go jej wyjąć z ręki - urwał się liść Spora jego część została w dłoni Gai, która była uchachana od ucha do ucha. Kwiatek wiele przeszedł, bo przy wnoszeniu wózka też mu się dostało. Ma opadnięte dwa liście, ale trzyma się pionowo:).

976986_vibrant_peacock.jpg

15.04.2008 wtorek


Gaja jest ciągle głodna. Karmię ją już na spacerze w gościach, po karmieniu:), w dzień i w nocy. W nocy, jak koło drugiej przyssała się do mnie to odessała się koło trzeciej (nie wiem, co jej mogło już lecieć po takim czasie), potem rano, po śniadaniu kolejne, po kolejnym następne… Ja oczywiście nieprzyzwyczajona do takiej intensywności nie od razu wyczuję o co chodzi, ale kiedy krzyki i marudki są żałosne widać, że dziecko głodne:)… Przy Gai trzeba się na nowo uczyć o co jej chodzi, jak funkcjonuje…
Rozregulowanie senne trwa.
Zabawka - stwór wibrujący (wibruje jak pociągnie się go za ogon) wywołuje entuzjazm dziecka:). Tak więc nie tylko bawi się nim mama i tata:).
Zakupiliśmy kolejne dwa smoczki (dla starszaków), bo w promocji:) Może w końcu mieszkanie tak się nimi nasyci, że w newralgicznych chwilach będzie jakiś pod ręką, bo tak zawsze trwają intensywne poszukiwania… a smoczkiem można przedłużyć sen płaczącego dziecka… a bez niego w takich chwilach istnieje ryzyko rozbudzenia.
Wczoraj nie szyłam… ale za to dziś robię kartki…
Tak niedługo dzień Matki - mój pierwszy:).
Jutro w Trójce przed 10:00 będzie o tym jak z pudełka zapałek, czarnej taśmy klejącej, blaszki i innych drobiazgów zrobić aparat fotograficzny. Składniki aparatu podobno wyszczególnione są na stronie.

844376_a_lovey_cow.jpg

Gaja odkryła nogi w wannie. Chwyciła jedną i mimo oliwki (natłuszczona woda) trzymała ją zgrabnie długo. Jak Maciek cykał zdjęcia to zobaczyliśmy, że z wody wystaje różowa kulka, duży palce u nogi Gai. Fajnie wyglądał tak pośród piany. Gaja ostatnio zaczęła chwytać nogawki spodenek.
Po wczorajszej konsumpcji sporej ilości ziemniaków ze szpinakiem zapitych na wrzask (dziecko potwornie głodne) dwiema piersiami:) dziecko ulewało czymś, co przypominało ptasie mleczko, nie bynajmniej te jadalne:). Po kąpieli i trudach ubierania (Gaja jakoś nie trawi zakładania ubrań po kąpieli) były trudy rozbierania i ponownego ubierania, bo dziecię z uśmiechem na ustach się ulewało. Gaja jedzenia słoiczkowego nie traktuje jak jedzenia, bo w trakcie potrafi wrzeszczeć, że jest głodna i domaga się mleka mimo, że staramy się jej nowe jedzenie podawać nie na głodno… Wczoraj w jedzeniu przeszła samą siebie, bo po ziemniakach ze sz. wyjadła łapczywie mnie z prawa i lewa i jadła mnie tak jakbym ją głodziła mimo, że jadła dwie godziny wcześniej. Ale zauważyłam, że już tak ma, takie napady wilczego apatytu, potem się to normuje, przychodzi etap spadku apetytu i tak apiać.
Po 14:00 chciałam wyjść z Gają na spacer ale zasnęła mi jak kłoda na trzy godziny. W trzeciej godzinie spania zaczęłam gilgotać ją tą zabawką wibrujacą - zero reakcji:) Swoją droga miło jest oglądać entuzjazm dziecka, kiedy ją tym gilgoczę.
Gaja rozbudziła sie o 22:00 i leżała jak trusia obserwując wszytko dookoła z oczami jak pięciozłotówki. Takie samowystarczalne dziecko. Zresztą często spotykamy się z opiniami, że Gaja wpływa na innych bardzo pozytywnie… zwłaszcza mówią to Ci są zdystansowani do dzieci, bo te płaczą itp. Nie ma zdania, bo nie mam porównania i na swoje dziecko dziecko patrzy się jak na najcudowniejsze na świecie:).

14.04.2008 poniedziałek

372581_flower_series_1.jpg

Śniło mi się dziś, że Gaja zaczęła mówić… a pierwszą rzeczą, którą powiedziała… a raczej zaśpiewała był refren jakiejś piosenki zespołu Raz Dwa Trzy. W tym śnie z niedowierzaniem patrzyłam na Gaję, bo wydawało mi się, że mam przesłyszenia… ale po chwili Maciek też usłyszał. Gaja zniekształca to jak dziecko, które uczy się mówić, ale refren był wyraźny:).

Byliśmy dziś z Antkiem i jego mamą na placu zabaw. Gaja pierwszy raz przejechała się na karuzeli i zjeżdżała ze ślizgawki… Trudno ocenić, czy zrobiło to na niej jakieś wrażenie.

Gaja jak zwykle zasnęła u Joli, choć przed snem zrobiła małą awanturę, że jest głodna… potem zjadła jeszcze dwa razy i sen o 20:00 poszedł między bajki… dziecię gada, robi "kopki - rozkopki" i jest zainteresowane całym światem…

Kopiliśmy sobie kilka zabawek w Rossmanie:) - oczywiście trząchałam, ciągnęłam, bo byłam ciekawa co to robi… Gaja potestuje jak umyję:)

13.04.2008 niedziela


Testujemy ziemniaki ze szpinakiem. Dwie łyżeczki zjedzone i chyba smakowały Gai.
Dziecię trenuje plucie przy akompaniamencie spółgłosek.
Spacer do… Reala, bo kuchenka ledwo ciągnie. Z zakupów nici, ale spacer był niczego sobie (odległość). Wrażenia tragiczne, wolimy nasze małe sklepy… Pokój do karmienia maluszka poprzedzał długi wąski korytarz… na sam widok zrobiło mi się duszno… Karmiłam z widokiem na pomnik żołnierza:).

12.04.2008 sobota


img_2433.jpg

Galeria 2008.04.12

O szyby deszcz dzwoni wiosenny…
Odwiedziny starszego kolegi Piotrka - z rodzicami oczywiście. Piotr to wulkan energii, ale w pewnym momencie Gai nie robiło czy głośno czy cicho, zmęczona zasnęła. Zresztą ostatnio lekko się rozregulowała ze spaniem… Nie mogła zasnąć o sowich zwykłych porach, czyli co około dwie godziny… ale jak już zasnęła to spała trzy godziny. Na spacerze też sapała.
Intensywne wypowiadanie spółgłosek z pluciem. Urocze!!!
Ala zwróciła mi uwagę na właściwy sposób zakupu biustonosza - mniejszy obwód, większa miska. Jest nawet ciekawa strona/blog o tym. Zapraszam zainteresowanych, bo myślę, że wiedza o tym jest za mało popularyzowana. Stanikomania
Babcia Stasia wysłała m. in. Gai książeczki, które czytał jej tata (mój Maciuś) jak był mały. Są na nich jeszcze jego gryzmoły… niektóre z tych książeczek ja też czytałam jak byłam małym bajtlem. Znaleźliśmy też zakładkę o noszeniu świateł odblaskowych. Nasz, tamten świat był szary, ilustracje powstałe z tamtych farb drukarskich nie mają takiej soczystości… ale to wszystko dla nas ma swój urok, posmak sentymentu…
Dla oczekujących na nową galerię podam, że zdjęcia są wybrane, trzeba mieć tylko czas na ich umieszczenie… Doba jakoś cudownie się nie rozciąga…
Niedługo w Collegium Maius zakwitną magnolie, jest to niezwykłe widowisko przyrodnicze…
Julio niedługo odpiszę, obiecuję!!!

11.04.2008 piątek


974046_by_the_way.jpg

Intensywniejsze marudzenie niż zwykle. Zwalam to na szczepionkę.
Ala trenowała na Gai emisję głosu, czytała jej książkę którą przygotowała na zajęcia. Książka miała właściwości nasenne, więc kiedy Gaja miała problem z zaśnięciem poprosiłam Alę, żeby poczytała jej znowu… zasnęłam też ja:)… potem Ala:).
Nowe zachowania Gai w kąpieli - statyczna, na czworaka, żadnego pluskania

10.04.2008 czwartek


Byliśmy na szczepieniu. Na badaniach ogólnych Gaja wypadła dobrze. Pani stwierdziła, że Gaja jest silna. Nasze dziecię waży 7900 gram, więc ten przyrost wagi jest teraz ciut mniejszy. Pani na naszą prośbę obejrzała lewą rączkę Gajki, bo jest częściej zaciśnięta niż prawa, ale nie cały czas. Lekarka nie zauważyła niczego niepokojącego, stwierdziła, że obydwie dłonie mają podobne napięcie. To dobrze. W czasie badania Gaja była lekko niepewna, na granicy płaczu, choć nie rozpłakała się. Na zastrzyku (chwilę przed) tryskała zaś humorem, trochę pogaworzyła. Na zastrzyku nie płakała, ale zakwiliła chwilkę po, choć szybko wrócił jej humor. Jak zwykle chwyciła oparcie leżaczka i trochę trwało zanim go puściła. Na pożegnanie pani pielęgniarka złapała Gaję za rączkę - jak nasza dziewczynka chwyciła panią za palec, trochę to trwało zanim go puściła.
Po szczepieniu Gaja jest lekko marudna, płaczliwa. Może to ma nawet bardziej związek z pogodą.
Co Gaja dziś trenuje:

960016_basket_of_apples.jpg

abyyy + plucie
buwww + plucie
bwyfyyy z pluciem
awy
Tak zaobserwowałam dziś, że Gaja na dwie osoby reagowała inaczej niż normalnie (normalnie to uśmiech od ucha do ucha) - raz na granicy płaczu na panią doktor i płaczem na naszego znajomego (nie był pierwszy raz - pewnie nie umiał bawić się z dzieckiem grzechotkami:).
Dziś dzień ulewania i jednoczesnego przebierania, częstszego niż zwykle. Śliniak starcza na około godzinę, potem jest tak mokry, że trzeba go wyżynać… na szczęście dostałam przesyłkę od mojej siostry z nową dostawą śliniaków więc przebieramy się w nie do woli, może to psuje efekt ubrankowy, ale chyba na razie nie jest to tak ważne dla Gajusi:). Choć już widać u niej zaczątki zainteresowania ozdobami, bo jak podchodzimy do lustra to z wielkim zachwytem ogląda moją kolekcję kolczyków i trzęsie z zachwytu na ich widok. Ja chwilowo ich nie noszę, bo rączki mojej dziewczynki mają to do siebie, że mają mocny chwyt i łapią wszystko co się nawinie… Już miałam raz uszy do ziemi, więc chwilowo chcę, żeby miały swoją normalną długość:). Pisząc o kolczykach przypomniało mi się, że Gaja ponownie odkryła koleżankę z lustra. Był etap fascynacji, potem zero zainteresowania i zachwyt znowu wrócił. Śle jej takie uśmiechy, że tylko pozazdrościć zachwytu. Fajnie by było jakby całe życie lubiła siebie tak, jak teraz odbicie w lustrze.

925943_coconut.jpg

Gaja zaczyna już się uczyć na swoich doświadczeniach. Raz uderzyła się w oko grzechotką i teraz jak ma ją w okolicach twarzy, na wszelki wypadek, mruży oczy (pewnie jeszcze nie raz się uderzy, ale już czuje, że trzeba być ostrożnym). Innym razem intensywnie nawiązując kontakt z dziewczynką z lustra lekko stuknęła głową w taflę - teraz też już się tak mocno nie wychyla i sama kontroluje odległość.
Jak człowiek nie ma porównania, to wydaje mu się, że świat dookoła niego jest taki sam wszędzie jak u niego… A więc myślałam, że wszystkie dzieci są tak pogodne i uśmiechnięte jak Gaja… Tak nie jest (może to oczywiste, ale tak naiwnie myślałam)… Więc może jest nadzieja, że ta radość zostanie Gai. Trzymajcie kciuki, bo cudnie jest przebywać w towarzystwie tak promiennej i pogodnej osoby. Oj ile mam radości z niej.
Muszę się też odnieść do często słyszanych słów od innych: Ale Wam się zacznie… ( w sensie kierat itp). A nam się coś zaczęło i jest to przesympatyczne, nie umiałam sobie tego nawet wyobrazić. Nie zawsze jestem och i ach, ale jakby tak było, to chyba by mnie zemdliło. Zresztą aż tak bardzo nie zmienił się nam tryb życia. Stare i nowe życie jest równie atrakcyjne.
Nigdy nie myślałam, że będę się tak zachwycać dzieckiem jakimkolwiek… a tu łapię sie na tym, że patrzę na Gaję i wydaje mi sie taką niesamowitą istotą, taka niewinną. Mam wrażenie, że żyjącą w niesamowitej harmonii ze światem. Jak śpi jest w tym tyle spokoju… Taki maluch, ale ile mnie nauczył.
Uważam też, że do macierzyństwa trzeba dojrzeć. Może też na Gaję patrzę tak a nie inaczej, bo jej istnienie było świadomą decyzją. Sama nie wiem. Dużo rzeczy nie wiem, ale to chyba dobrze, bo jak bym wiedziała wszystko, to gdzie byłaby frajda z odkrywania… O ojcostwie nie piszę, bo to działka Maćka, ale spoko z niego tata:).
Od wczoraj mam dziwne przygody z pieluchami - jednak potrzebna mi szkoła rodzenia - zapinając pieluchę wyjęłam ją spod dziecka, założyłam tył na przód, na lewa stronę… jeszcze nic nie urwałam:)


http://www.polityka.pl/polityka/gallery.jsp?place=Gallery&gid=65462&pid=97065
http://przekroj.pl/images/stories/15_2008/raczkowski_3strona_500_15.jpg

09.04.2008 środa

423330_gerbera_1.jpg

Tak sobie myślę, że to wygodnie, że Gaja potrafi zasnąć w różnych miejscach - w drugim pokoju, u siebie i u nas na łóżko, a dziś na rękach Agnieszki… Takie małe dzieci wyglądają tak niewinnie i rozkosznie, jak patrzę na Gaję to mam wrażenie, że ogarnia ona swoim spokojem cały wszechświat.
Wieczorem jak karmiłam naszą kochaną dziewczynę stanowczo jedna pierś to było dla niej mało, odwróciła się więc ode mnie w drugą stronę i zaczęła ssać palce Macka, który spał po jej drugiej stronie:).
Rano Gaja trenowała gardłowe grrr ggrrrr rrrr… jak na lekcji niemieckiego.

08.04.2008 wtorek


Gaja skończyła 5 miesięcy!!! Duża z niej dziewczyna!!!

Tak sobie pomyślałam jakbyśmy spędziły dzień z Gają, gdyby tak jak w Szczecinie nie było dłuższy okres czasu nie było prądu… (kiedyś 5 dni nie mieliśmy wody i dostałam prawie histerii) nie zdawałam sobie sprawy ile rzeczy uzależnionych jest od prądu, to przecież nie tylko pralka, lodówka (oj nasz zamrażalnik), światło…
Antek wyrasta z niektórych swoich zabawek, a mnie naszła myśl, że podziwiam Gaję za to, że nie nudzi ją leżenie na plecach, bębnienie w grzechotki, ale to chyba kwestia zainteresowań, bo ja teraz bawię się maszyną i jak świstak szukam czegoś co by przeszyć, uszyć. Idzie jak idzie, ale trenuję:).
Mam nowe upodobania ubraniowe Gai - dziś była cały dzień w sukience, pilnuję tylko, żeby było jej wygodnie, nie za ciasno czyli luźno:) i ciepło… choć trudno nam się zgrać, jak mi zimno to ona gorąca itp. itd. W sumie to Gaja najbardziej ma zimną buzię, bo się ślini. Ale chyba jej to nie przeszkadza, bo jest cały czas uchachana. Fajnie, że jest pogodnym dzieckiem. Dziś miała taki nieokreślony stan, który zmieniał się dosłownie z sekundy na sekundę. Nie umiałam rozróżnić, kiedy kończy się płacz zaczyna śmiech, bo to następowało po sobie jak w kalejdoskopie.

4785_black-eyed_susans.jpg

Zauważyłam, że jak biorę telefon i zaczynam dzwonić Gaja uśmiecha się od ucha do ucha.
Gaja fajnie memła swoim językiem, czasem wygląda on jak płaszczka w tańcu. Cudny widok.
Sesja zdjęciowa zrobiona, długo się przyglądaliśmy jej zdjęciom i wygląd może się nie zmienił od ostatniego razu, ale dziecko wyraźnie wydłużyło się o stopę.
Ostatnio wychodzą mi gorsze zdjęcia, może to dlatego, że Gaja sie rusza:) oko fotograficzne muszę wyrobić, o ile się da. Oglądałam film o robieniu zdjęć i moje to takie szaraczki, ale przesłanie było takie, że nie ważne jak, ważna pasja więc bez kompleksów proszę:).
W czwartek lecim na szczepienie. Chyba Gaja nie ucierpi na śnie, bo budzi się ok. 7:00 porozmawia sobie ze sobą do 8:00 i idzie spać i tak co godzina półtorej jak ciśnienie niższe:).
Jabłka są dobrze tolerowane (tak mi się wydaje) więc była dziś kolejna porcja. Nie mam co wyjadać po Gai, bo sama wyjada wszystko do ostatniej łyżeczki…

07.04.2008 poniedziałek


Podczas wyjścia na spacer Gaja wpadła w histeryczny płacz i przez długi czas nie mogłam jej uspokoić. Zdarzyło się o już drugi raz podczas wyjścia… mam podejrzenie, że to z powodu zmęczenia i trudności z zaśnięciem. Jak już udało mi się po półgodzinie walki wyjść ze śpiącą Gaja byłam padnięta jak mops… a tu trzeba tle latać do powrotu Maćka z pracy (razem wnosimy wtedy wózek). Dziś wyszłam wcześniej, bo chciałam odebrać receptę na szczepionkę, nawet mimo poślizgu z powodu płaczu Gai udało mi się…
Samotne spacery są nudne i się lekko dłużą…
Na leżenie na brzuchu kładę Gaję na gołe nóżki, może sobie machać nogami i przyjemniej jej się leży.
Ciąg dalszy jabłka. Karmimy na zmianę. Gaja zjadła 4 łyżeczki.

891457_old_watermill_-_hdr.jpg

06.04.2008 niedziela


Gaja dostała całą furę przefajnych ubranek od babci Stasi, oj będziemy się stroić:). Dziękujemy!!!
Wybraliśmy się na spacer do Małej - naszej świnki morskiej, która urzęduje na Kępie Bazarowej, po drugiej stronie Wisły. Źli ludzie zorali rezerwat i nie mogliśmy znaleźć miejsca jej pochówku, nasz klon nie przetrwał… Gaja bardziej niż przyrodą interesowała się ludźmi, ogólnie jest bardzo towarzyska. Od ścieżki prowadzącej do campingu do połowy mostu Gaja trenowała aaaa, eee… Byliśmy ciekawi, czy dotrwa do końca mostu, ale zasnęła po drodze:). Zadziwia nas to, że od tego trenowania nie ma chrypki, pewnie ma dobra emisję głosu:) he, he, he…
Podjęliśmy kolejne próby ze słoiczkami. Dziś miała być gruszka, ale udało nam się kupić jabłko, więc było jabłko tylko z probiotykiem. Do karmienia wzięłam na test śliniak z ortalionu z kieszonką - bardzo się przydała jak Gaja przed jabłkiem dwa razy ulała. Raz ja do przebrania - a po śliniaku tylko ściekło i dziecko suche:). Rekord - dziś i wczoraj Gaja zasnęła po 19:00. Jak to mówią uczeni:). Nie chwal dnia przed zachodem słońca… Gaja dziś poszła owszem po 19:00 spać, ale wstała przed 20:00 i do 23:00 miała nam dużo do opowiedzenia…

05.04.2008 sobota


634270_hummingbird_picaflor_nest.jpg

Paskudny rysunek straszy, ale ma być mobilizacją do zmian:)
Była u nas Dorota z dziećmi: Igą i Olafem. Ciekawie było obserwować jaki Iga (Iga na około 3 lat) ma stosunek do Gajki. Podobały się jej jej zabawki, ciekawiło ją dziecko, ale pokazała się też mała zazdrość o mamę (Igi), która nosiła Gaję na rękach. Dorota zapewniała Igę, że nie weźmie Gai, bo ta ma swoją mamę. Iga słuchała, ale widać było, że nie rozwiały się jej wszystkie obawy. Ciekawe obserwacje poczyniła też Iga o Gai - że nie umie spać:), że chce akurat określoną zabawkę, że krzyczy, że nie mówi, itp. Mamy są jednak najważniejsze i dzieci dopominają się o uwagę:). Iga zaskoczyła nas swoją pamięcią, bo jak wyjęłam hula - hop dla Olafa (duże) Iga chciała małe i powiedziała, że chce to różowe (a jeszcze go nie wyjęłam… i nie wiedziałam nawet, że ono ma taki kolor… a Iga była ostatni raz u nas jakiś czas temu i pamiętała…). Iga też zwróciła uwagę na to, że Gaja ma lalkę (sama jej ją jakiś czas temu uszyłam) - jak była ostatnio stwierdziła, że Gaja nie ma lalek… fakt, nie miała. Czym prędzej więc ją zrobiłam:). Ciekawe jest tak poobserwować świat oczami dziecka, tyle rzeczy można zobaczyć.
Gaja w wannie była nad wyraz ospała. Ni ręką ni nogą, jak kołek… Może to po dlatego, że po 18:00 nam zasnęła i jak wstała zaczęliśmy ją kąpać… i po kąpieli poszła spać. Zmiana czasu nic nie przesunęła, Gaja zasypia około 20:00.
Na próbę kupiliśmy pieluszki na ok 7 - 18 kg… i są dobre… a mamy jeszcze 2 paczki na 6 - 9 kg…
Gaja niezmiennie budzi się z uśmiechem i gaworami na ustach. Jak tylko otworzy oczy zaczyna mówić i się uśmiecha. Pozytywnie też reaguje na ludzi, jest nimi zainteresowana i też posyła im uśmiechy.
Jak ją usypiamy trzymamy ją za rączkę… łatwiej jej się tak zasypia.
Maciek wyczytał, że Gaja je tak często w nocy, bo wtedy mleko jest tłustsze a ona ma większe zapotrzebowanie na nie:)… a ja wróciłam do wagi sprzed ciąży…

04.04.2008 piątek

963424_leaf_1.jpg

Maciek pytał mnie, ile razy karmiłam Gaję w nocy. Nie pamiętam, czasem gubię się na której powinnam spać stronie, żeby wiedzieć z której teraz piersi karmić… dziś mi nawet nie przeszkadzało to, że Gaja od 7:00 do 9:30 był aktywna i coś sobie gaworzyła… spałam na skraju świadomości, ni to rejestrując ni to nie kontaktując:).
Jak jadłam dziś obiad Gaja bardzo intensywnie przyglądała mi się i miałam wrażenie, że cmoka ustami, jakby sama coś chciała zjeść. Maciek stwierdził, że mógłby to być słoiczek o smaku pizzy.

03.04.2008 czwartek


Ciąg dalszy porządkowania drugiego pokoju, Gaja oczywiście mi towarzyszy. Leży na karimacie, żeby łatwiej było jej przewracać się na bok i i podnosić się… nie ma jednak ochoty… a ja nie naciskam, bo wiem, że kiedy sama zechce, to poleci jak burza. Już nam to pokazała kilka razy.
Wczoraj jak maciek kładł się spać po północy Gaja uznała, że jest bardzo dobra pora na trenowanie aaaaa, eeeeee itp itd. Mimo, że chciało nam się spać mieliśmy dużo radości słysząc różne modulacje.
Odwiedziła nas dziś Dorota z Martynką. Gaja zgrała się z nią kolorystycznie - obydwie miały różowe bluzki:).

968770_bench.jpg

Spacer dopiero wieczorem, bo sama, po wielkim przestawianiu mam obolałe mięśnie i wózek to za duże wyzwanie:).
Ostro szyję, choć dziś więcej zaangażowania wzbudziło we mnie zagospodarowywanie pokoju…
Gaja ostatnio je co godzinę od 3:00 nad ranem… więc może też dlatego lekko jestem mało "tomna".

02.04.2008 środa


W ramach regeneracji po wczorajszych dźwiganiach dziś dzień w domu z lekkim wietrzeniem na balkonie. W drugim pokoju zrobiło się zdecydowanie przyjemniej, więc tam urzędujemy. Dziś Gaja zdradzała objawy meteopatki - senna i mało aktywna. Nie miała ochoty podnosić pupy ani się obracać (tego jeszcze wcale nie robiła). Poczytałyśmy Puchatka, gdy odwiedził królika i potem miał kłopot żeby wyjść z norki… taki leniwy dzień, choć pod wieczór Gaja trenowała krzyki. Maciek mały urywek nagrał. Dziwimy się, że Gaja od tego nie dostaje chrypki.
Drugi dzień nauki szycia na maszynie. Poszło mi rewelacyjnie, bo uszyłam trąbę, która zakręca:). Brzmi dziwnie - szyłam dziś mimoucha testera.

01.04.2008 wtorek

963890_drops_of_love.jpg

Gaja na sucho podniosła dziś kilka razy pupę, gdy leżała na brzuchu!!! A robiła to tylko wtedy, kiedy wyciągałam głowę żółwika i ona gilgotała ją koło ucha (dziecku sprawiało to wielką przyjemność).
Jeśli ktoś ma ochotę kiedyś w przyszłości sprawić prezent Gai to podpowiem, że chcemy w jej imieniu książki: Fizia Pończoszanka i Dzieci z Bullerbyn.
W dalszym ciągu na spacerze, w domu itp Gaja trenuje wydawane różnych dźwięków. Korzystam z tego i dzwonię po babciach, żeby mogły posłuchać.
Urzędujemy w jasnym pokoju. Położyłam Gaję na karimacie (żeby było twardo), aby trenowała obroty. Wczoraj u Antka na puzzlach wykazywała taką wolę… ale dziś nici. Za to dziecko pierwszy raz zasnęło w "nowym" pokoju.
Po wczorajszej demolce drugiego pokoju (wszystko wywróciłam do góry nogami i poukładałam inaczej; w najlepszej fazie rozwalania nie było jak przejść), ale za to teraz jaki efekt:) - wszystko sama - poza przesunięciem olbrzymiej szafy… ale dziś czuję to w każdym mięśniu…
Jakaś mama na spacerze powiedziała do swojej już chodzącej córeczki, że Gaja jest chłopcem!!! Ludzie lubią patrzeć na innych przez pryzmat kolorów. Mało różowego (choć Gaja miała różowe polarowe śpiochy) i dużo zielono - biało - granatowego…
Dziś czytamy Kubusia Puchatka. Jako dziecko nie cierpiałam tej książki, bo Kubuś był taki głupi. Teraz z perspektywy Kubuś wydaje mi się bardzo sympatyczny. Chyba dopiero teraz patrzę na niego ja dziecko:). Gai dobrze się zasnęło przy tej lekturze.

972643_mountain_stream_2.jpg

Nasze ulubione radyjko obchodzi 46 urodziny.
Prima Aprilis a my dziś nikogo nie oszukaliśmy:). Może to i dobrze:).