Aktualnosci 2008 05

31.05.2008 sobota


O sklerozo, o zmęczeniu. Co dziś było?
A już wiem - wizyta Ali, szwendanie się po mieście zakończone obiadem w miejscu, gdzie pracuje Paulina:).
Gaja jadła dziś jagody z czymś tam. Ustka dzięki temu miała śliczne. Nasze dziecko jest tak pogodne, radosne i mało marudzące, że jak zaczyna marudzić to od razu bierzemy w ruch termometr i sprawdzamy czy nie ma gorączki. Nie było:).

30.05.2008 piątek


Gaja jest bardzo pogodnym dzieckiem ale wczoraj przeszła samą siebie. Była tak roześmiana i pogodna, że mi się buzia też rozjeżdżała. Do ciekawej sytuacji doszło wtedy, kiedy pod domem z Gają na rękach czekałam na Maciusia. Gaja tylko wybierała stronę, gdzie byli ludzie i wszystkich zaczepiała uśmiechem. Od mojej koleżanki z pracy, po sąsiadkę, ale najciekawszym punktem oczekiwania na tatę były trzy japońskie nastolatki (w sumie to strzelam, że te dziewczyny były z Japonii), które jak zobaczyły taką uchachaną Gaję nie mogły się oprzeć jej urokowi i przystanęły obok nas. Gaja była zachwycona, bo oto pojawiły się kolejne osoby do których można się uśmiechać. Naprzemiennie było słychać okrzyki radości entuzjazmu Gai i dziewczyn. W pewnym momencie Gaja się zapowietrzyła (robi tak często) jakby nie mogła złapać oddechu przy ataku astmy i dziewczyny zrobiły to samo, bo przeraziły się, ze Gaja się wystraszyła czymś i zaraz się rozpłacze. Na to Gaja ze śmiechem wypuściła powietrze i dziewczyny odetchnęły z ulgą i zachwytem. Słychać było wśród ich miłych szeptów (miały bardzo miłe, ciepłe głosy): beautiful powtarzane kilka razy. Bardzo miłe spotkanie.
Gaja dostała na obiad danie z cielęciną. Kiedy postawiłam obok niej miseczkę to już wiedziała, o co chodzi i wyraziła radosny entuzjazm. Jak zbliżałam do niej łyżeczkę, to buzia była już otwarta na szeroko. Zjadła wielkie, pół słoika z takim apetytem, że hej.

29.05.2008 czwartek

img_5261.jpg

Jak Maciuś chciał posadzić Gaję to tak trzymała sztywno wyprostowane nogi, że kilka prób było nieudanych. Dziecko rwało się do stania… a jeszcze nie siedzi zbyt pewnie.
6:52 pobudka… Gaja nie wie co ją czeka. Postanowiliśmy wyjść z domu i dojść na godzinę, na która dojdziemy. Doszliśmy na 8:00. Pewnie jakbyśmy sobie założyli, że mamy się wyrobić na 8:00 nie udałby się nam. A gdzie szliśmy? Do przychodni na szczepienie przeciwko WZW typu B. Gaja trochę popłakiwała podczas ogólnych badań, ale to dlatego, że trzeba było ją rozebrać i ubrać. Waga Gai: 9 kg!!!! Ogólnie wszystko ok. Spytaliśmy o lekkiego zeza u niej. Do 2 lat jest normą za sprawą jeszcze słabych mięśni. Po drugim roku życia jeśli będzie zez, to trzeba się tym zająć. Po wizycie u pediatry i pozwoleniu na szczepienie wizyta w punkcie zabiegowym. Dziecko weszło, jak to one, uśmiechnięte i zadowolone. Ale jak dostało zastrzyk, Gaja tak przeraźliwie się rozpłakała, że długo płakała na wydechu. A łzy… Trzeba było ją ratować przytuleniem, podskokami, a w poczekalni mlekiem. Zresztą jak już wychodziliśmy, to Gaja miała lepszy nastrój i pożegnała panią uśmiechem.
Po tych wszystkich traumach, wybiciu z porannej drzemki jak usnęła, to konkretnie, na ponad godzinę.
Dotarły do nas kartki pocztowe z Norwegii (cudne). Gaja na ich widok wyraziła radość całym ciałem: motorycznie, dźwiękowo i dotykowo. Nie omieszkała sprawdzić czy jadalne.
W naszym ulubionym sklepie ma swoje ulubione rzeczy i próbuje wyhaczyć je rączką. Ręka tylko otwiera się i zaciska, żeby coś złapać.

28.05.2008 środa


img_5589.jpg

Dziecko wstało wyjątkowo późno - o 8:30.
Wieczorem rodzinna wizyta u dentysty. Po ciąży mam mocno osłabione zęby. Miałam mieć dziś polerowanie tego, z którym przyszyłam poprzednio, ale trzeba było ratować ukruszoną jedynkę górną. Dobrze, że mam kolejną wizytę na nowe sprawy zębne, w razie jak wydarzy się coś niespodziewanego, to będę miała już umówionego dentystę. Ledwo zdążyliśmy na czas, bo karmienie, przebieranie itp, itd.

27.05.2008 wtorek


Dzień z takim samopoczuciem powoduje, że myśl o lżejszym wózku bardziej dominuje. Bolą mnie ramiona. Pauliny masaż (w tym zabawkami) nie rozwiązuje problemu.
Podałam Gai danie z cielęciną (jadła aż jej się uszy trzęsły). Potem dostała deser i były tego dwie dokładki. Jak na moje karmienie było wyjątkowo czysto:).
Jak jemy, nasze dziecko zawsze patrzy na nas, jakby było najgłodniejsze na świecie. Jak trafiamy łyżką do buzi, to otwiera swoją i w skupieniu wysuw język. Też by wtedy zjadła. Jak byłam mała, też taka byłam…

26.05.2008 poniedziałek


Obchodzimy dziś: Dzień Mamy i Taty

Dość rutyny - dziś meble przestawimy. Jest całkiem inaczej.
Gaja reaguje ze spóźnionym zapłonem. Szliśmy sobie starówką. Nie było marudzenia, ale słyszymy nagle wrzask Gajki. Głód!!! Biegiem szukanie miejsca do karmienia.

img_5397.jpg

Gaja w nocy obudziła się i rozpoczęła intensywną rozmowę. Smoczki z przezroczystego silikonu mają te wadę, że zlewają się z tłem i kiedy są potrzebne, nie widać ich. Kiedy łapię smoczek z zawieszką (tylko na spacery) Gaja ma świetną zabawkę - łańcuszek.
A jak minęło nasze święto? Minęło:).

25.05.2008 niedziela


Galeria 2008.05.25
Można już powiedzieć, że Gaja siedzi sama. Chwieje się jeszcze, ale łapie równowagę, podpiera się ręką, bawi się zabawkami, które trzyma w dwóch rękach. Nie można jeszcze jednak spuścić jej z oka.
Dziś Gaja pokazała nam swój charakterek choleryczki. Zanim się urodziła obstawialiśmy, że może odziedziczyć go po nas. Darła i wiła się w wózku, dopóki nie osiągnęła celu - nowe twarze i wrażenia. Musimy teraz obrać strategię jak nie dać się jej terrorowi. Maciek nie będzie miał z tym problemu.
Ja ostatnio jestem dętka. Nie wiem czy to nie ciśnienie, przerywany sen, czy ogólnie starzenie się:).
Chyba Gaja odkrywa też potrawy, których nie lubi. Ostatnio wiła się jak podawałam jej słoik z indykiem hippa (coś tam jeszcze było). A jak dostała danie jarzynowe z królikiem to dogrzewaliśmy dokładki.
Codziennie coś nowego obserwujemy - dziś było tego sporo: samodzielne, długie siedzenie bez podparcia (ale jeszcze nie siadanie); podnoszenie pupy na bambusie i próba przesunięcia nogi; wierzganie nogami na brzuchu; domaganie się swojego wrzaskiem.

24.05.2008 sobota

img_5307.jpg

Od kilku dni jestem wyczerpana. Dosłownie bez sił. Marzę o wypoczynku i relaksie…
Dziś umówiliśmy się z Dorotą na odwiedziny u niej. Najpierw przełożyłam wizytę z 15:30 na 16:00, potem umówiłyśmy się, że jak wyjdziemy z domu to damy znać. Ostateczne dotarliśmy do niej na 17:00… choć istniała groźba, że dziś nam się nie uda. Bo pierw ja musiałam się zregenerować, potem Gaja zasnęła i w sumie trudno było przewidzieć ile będzie spała 15 minut czy 3 godziny. Maciek uznał, że ruszamy więc ubraliśmy Gaję na śpiąco. Lekko się przebudziła jak zakładałam jej kurtkę, a potem zasnęła na godzinę… do chwili kiedy wnieśliśmy wózek do domu Doroty. Tam była w swoim żywiole, bo nowe twarze, wszystko ciekawe. Pod koniec wizyty zrobiła się marudna, bo nadeszła pora spania… Ale Dorota zaczęła mówić do niej: "A pójdę" (mam sklerozę, może coś przybliżonego) i robić taki gest, że za każdym razem Gaja podskakiwała przestraszona i zaśmiewała się do rozpuku. Po każdej takiej frazie Dorota udawała, że nic się nie stało i patrzyła z poważną miną przed siebie… a Gaja patrzyła na nią z oczekiwaniem licząc, że znowu Dorota zachowa się tak samo. Od trzymania Gajki i zaśmiewania się do łez rozbolała mnie szczęka. Każda wizyta u różnych osób jest polem obserwacji nowych umiejętności, zachowań Gajki. Dziś jak leżała na brzuchu wymachiwała nogami. Może nie klaskała stopami jak Antoni, ale była blisko.
Konsumpcja nóg trwa w najlepsze. Zobaczyłam nawet, że Gaja złapała w usta rajstopy (ciut przy długie) i je wyciągnęła, że zwisały jej stópki.

img_5011.jpg

23.05.2008 piątek


Szybka decyzja (mimo dnia wolnego katastrofa komputerowa u Maćka w pracy) i wyjazd cała trójką do Bydgoszczy. Gaja do Złej Wsi jadła, a w samej Bydgoszczy musieliśmy ją obudzić, bo smacznie sobie całą drogę spała. Awarię Maciek załatwił w kilka minut (jazda w jedną stronę około godziny). Za to Gaja zobaczyła, gdzie pracuje tatuś. I teraz otworzyły mi się oczy na to jaką osobą jest Gaja. Nasze dziecko najlepiej czuje się wtedy, kiedy są ludzie wokół niej. Lubi też poznawać nowe miejsca. Jak Maciuś oprowadzał Gaję po WSŚ do wszystkich się uśmiechała entuzjastycznie, z wielką radością i ochotą zwiedzała. Najlepszym lekarstwem na marudy okazuje się: nowe twarze i ciekawe miejsce.
A jakie wrażenie zrobiła na mnie Bydgoszcz? Jest to bardzo nieprzyjemne wizualnie, dźwiękowo i zapachowo miejsce do życia. szliśmy wzdłuż kanałów i było mi przykro, że takie ładne, zielone miejsca, a były tak zaniedbane. Trzeba przyznać, że Toruń z wielką dbałością podchodzi do wszystkich miejsc zielonych. Mam nadzieję, (myślę, że tak jest), że w Bydgoszczy są też śliczne, zadbane miejsca zielone i dzieci mogą podziwiać, bawić się w przytulnych miejscach.
W drodze powrotnej, podczas jazdy autobusem przed nami siedział mały chłopczyk. W pewnym momencie zainteresował się nami, Gają. A Gaja nim. To dla mnie nowość, bo dzieci raczej jej nie "leżały" i trzymała się wobec nich na dystans. Zainteresowanie Gai chłopcem polegało na tym, że usilnie łapała jego rączki. Chłopczyk nieznacznie je odsuwał, ale był zaciekawiony. Raz Gaja prawie złapała go za nos i włosy… ale tan szybko się przesunął. Im bliżej Torunia chłopczyk wszedł z nami w coraz większą interakcję. Dał mi, a potem Gai swojego pieska pluszowego. Gaja musiała sprawdzić, czy jest smaczny. Jak wysiadaliśmy zwróciliśmy pluszaka… Nie wiem jak w takich sytuacjach postąpić, zatrzymać zabawkę, czy ją oddać. Jeszcze do tego rozdziału nie doszliśmy z Gają. Chłopczyk wyglądał na zmartwionego tym, że oddaliśmy mu zabawkę. Rodzice przyjęli ją z ochotą.

img_5260.jpg

22.05.2008 czwartek


Gaja w niecodzienny sposób zrobiła siusiu. Miała pupę w górze i wszystko przelało się w trakcie zmiany pieluszki na brzuch…
Próbowaliśmy w trakcie rozmowy z babcią Stasią przybliżyć mikrofon, żeby babcia mogła posłuchać jej głosu… kiedy go przybliżaliśmy dziecko milkło i otwierało buzię, żeby połknąć mikrofon.
Gaja od dziś je nogi.
Po południu odwiedziła nas moja chrzestna z rodziną: Rafałem, Grzesiem i Justyną. Gaja jak się obudziła i zobaczyła tylu gości co zrobiła? Zaczęła się uśmiechać do wszystkich od ucha do ucha. Patrzyła ciągle na kogoś nie wiedząc na kim dłużej skupić wzrok. Każdą otrzymaną zabawkę wyuśmiechała i wybawiła.
Po obiadku w wykonaniu Maćka i degustacji jego ciasta upieczonego w mikrofali (ciasto wyszło pychotne:) ruszyliśmy w tour de Toruń. Gaja była noszona na rękach jak księżniczka. Maciek liczył czas Justynie… wytrzymała długo. Nawet 9 letni Grześ chciał nosić naszą Gajkę. A ta uśmiechała wszystko dookoła.
Przed ogrodem zoobotanicznym Gaja usnęła i przy klatce pawia (akurat rozłożył swój niesamowity ogon) na chwilę się wybudziła, bo ten zaczął wydawać jeszcze donośne dźwięki… ale potem znowu zapadła w drzemkę. Obudziła się w zasadzie jak zbieraliśmy się do wyjścia.
W drodze powrotnej Rafał kupił Justynie balona. Gaja jak go zobaczyła piała z radości i zanosiła się gromkim śmiechem. Tak więc do czasu powrotu do domu Gaja przejęła na chwil kilka balonik.
Ostatnio karmienie Gai słoiczkami jest kalpą, bo Gaja się rzuca, jęczy i marudzi. Słoik zjadam ja. Dziś może przyczyną takiego zachowania było zmęczenie. Wczoraj, nie mam pojęcia.
Mamy wreszcie rodzinne, wspólne zdjęcie.
Chyba jestem uzależniona od robienia zdjęć… a i wypadł mi aparat z kieszeni na chodnik. Wgniotła się obudowa i takie tam, na szczęście aparat przeżył. W maju do dnia dzisiejszego zrobiliśmy 1959 zdjęć. Uzależniona.

21.05.2008 środa

img_5005.jpg

Spacer dopiero późno wieczorem. Nie mam weny nosić sama wózka. Czasem musi być taka chandra energetyczna.
Gaja marudna, chyba dają jej w kość zęby.
Żucie chlebka (skórki). W parę sekund wygląda jak sponiewierane jego szczątki. Nie daj Boże, kiedy chcesz wyjąć to "coś" dziecku z ręki, z buzi. Wrzask niczego sobie.

20.05.2008 wtorek


Galeria 2008.05.20
Siadam do pisania i kompletna pustka…
Siadam drugi raz, może coś się uda…
Miałam malutkie wychodne (po bułki do sklepu:), dzięki Paulinie. Wychodne to może pół godziny… jakie to miłe uczucie iść po schodach bez wózka.
Odwiedziny pani K. Gaja została przez panią K. nakarmiona zupą (z mięskiem). Było to najczystsze karmienie jak do tej pory. Kiedy powiedzieliśmy to głośno to Gaja na potwierdzenie/zaprzeczenie tych słów wytarła buzię w naszego gościa.
Dzień rozwiązujących się sznurówek (6 razy w ciągu 10 minut sznurowałam buty), kokardek pod czapką itp. itd.
Odwiedziny Anety, Agnieszki, Królika (wymieniam w kolejności alfabetycznej). Gaja miała 1000% uwagi cioć… zabawę, że hej. Królik doświadczył miętolenia ucha i ciągnięcia za włosy:).

19.05.2008 poniedziałek


img_4690.jpg

Od kilku dni dominuje: ta, ta, ta…
Gaja już coraz dłużej utrzymuje się w pozycji siedzącej. Mam jednak wrażenie, że jeszcze nie rejestruje tego, że siedzi.
Byłam ciekawa czy u Gośki Gaja też pomknie tak jak u Martynki. Nic z tego, było tysiąc innych ciekawych rzeczy. Może minimalnie przeczołgała się do tyłu, ale ciekawsi były członkowie rodziny.
Zważyłam dziś Gaję, bo wydała mi się jakoś cięższa… waga pokazała 8,8 kg.
Gaja kilka minut po szóstej zaczęła poranne śpiewy i gawędy… ale ją zignorowałam, gdyby chodziło o jedzenie to nie ma sprawy, ale tak…
Wczoraj dostało mi się entuzjastyczną nogą, która miała wielka moc, do dziś ją czuję… Noga Gai lubi tańczyć i latać. Jak karmię Gaję to wymachuje nią na prawo i lewo. Dziś udało się jej wyhaczyć metalową rurę podtrzymującą zdjęcia na wystawie.
Ha, ha, ha moja rodzina wczoraj w konspiracji nakarmiła Gaję chlebem. My, rodzice czailiśmy się z wprowadzaniem glutenu, a tu poszło. To przez zamieszanie na imprezie komunijnej. Ja rozmawiałam z Justyną, a Maciek z Pawłem… Jak stwierdził Maciek, za dużo ludzi, żeby wszystko ogarnąć. Podobno nasze dziecko było zachwycone. Dlatego dziś dałam jej przylepkę. Kiedy wyciągałam z jej rączki to, co zrobiło się dziamdzią Gaja podniosła wrzask, że zabieram jej coś tak cudownego.
Nasze dziecko wydało z siebie pisk… i się samo go przestraszyło. Ciekawie to wyglądało. Moje kichanie ciągle na cenzurowanym. Po kichnięciu muszę szybko odwrócić jej uwagę, żeby się nie rozpłakała.

18.05.2008 niedziela


Ostróda - Toruń.
Rano podczas zabawy Gaja drapnęła się bardzo mocno w policzek. Rozpłakała się bardzo donośnie, a z rany poleciało trochę krwi. Ma teraz niezłą szramę na policzku. Sama na własnej skórze poczuła możliwości swoich paznokci. Ja non - stop jestem miętolona jej rączkami. W szczypaniu i drapaniu jest mistrzynią.
Chyba intensywność wyjazdu trochę rozregulowała Gaję, bo w pociągu jak przyssała się do cycka to nie puściła go do przez kilka stacji. W trakcie jedzenia też zasnęła i wybudziliśmy ją pod Toruniem, ale pewnie mogłaby spać dalej. Ja padłam zmęczona przed 22:00. Chyba też dużo wrażeń.

17.05.2008 sobota


img_4507.jpg

Ranny wyjazd do Ostródy. Wyjście z domy o zaplanowanym czasie z tobołkami, rzeczami, o których przypominamy sobie w ostatniej chwili to prawdziwe wyzwanie. Jedziemy na dobę, a mamy dwa plecaki… Podróż minęła przyjemnie i luźno, choć musieliśmy uciekać przed przeciągami. Ludzie otwierali okna dookoła.
W Ostródzie kolejne tour de - rodzina: na dworcu spotkanie z Klaudyną, potem do Gośki i podziwianie przygotowań do jutrzejszej Komunii Pawła (mojego siostrzeńca), moja mama - babcia (dziadek był na działce, więc został na późną kolację:), Ela z rodziną, Krzyś i Ania, potem dziadek. Dziadek Władek/mój tata zasypia około 19:00, ale ja mądra głowa uświadomiłam sobie, że wyjęłam u Ani i Krzyśka klucze i położyłam je przy zlewie… więc nie mam jak dostać się do domu. Postawiliśmy około 21:00 wszystkich na nogi… a po jakimś czasie okazało się, że klucze mam jednak w torbie. Złe zapadki w mózgu:).
Babcię zatrudniliśmy do karmienia Gajki brokułami z jajkiem. Maćka na zapach tego cuda aż odrzuciło. Babcia robi to dobrze (wiadomo praktyka) i Gaja zjadła prawie cała michę. Po brokułach koniecznie musiała zapić mlekiem.
U Ani i Krzyśka pies Amber początkowo nie wiedział, czy ma jeść z miski, czy witać gości. Latał więc od nas do miski, więc Gaja została wylizana jakimś obiadem. Pies dwoił się i troił, żeby być blisko Gai. A tej ta biegająca i niezwykle ruchliwa zabawka bardzo się podobała. Lizanie po rękach, buzi (jak nie zdążyliśmy go odciągnąć) uważała za element fajnej zabawy.
Po odwiedzeniu wszystkich zlądowaliśmy do domu na 21:00. Gaja zasnęła dopiero przed 23:00. Myślałam, że pośpi dłużej rano, ale już o 7:00 była rześka jak skowronek.

16.05.2008 piątek


img_4778.jpg

Skleroza.

15.05.2008 czwartek


Gaja dziś pierwszy raz ślicznie zjadła posiłek - marchewkową z ryżem. Otwierała buzię i połykała to, co było na łyżeczce. Bardzo mało ściekało z brody. Na razie wolę jak karmi Maciek, bo jak ja to robię to wszystko dookoła jest w jedzeniu. Muszę, jak z kąpaniem, dojrzeć i zabrać się za to. Teraz Gaję kąpię ja.
Gaja dziś często mówi: tatatata ta…
Jak była Marta (dziś bez Antoniego) moja dziewczynka z wielkim entuzjazmem i zaangażowaniem dzwoniła jednocześnie dzwonkami i wymachiwała grzechotką… i robiła to z takim zaangażowaniem, siłą i czym tam jeszcze, że uderzyła się w twarz… Ma teraz w okolicach ust małą ryskę.
Jak wracaliśmy z zakupów (tona groszku:) widzieli matkę kaczuchę z małymi. Naliczyliśmy ich około dziewięciu.
Gaja dziś tak się skupiała, że miała aż łzy w oczach, a o intensywnych stękach nie wspomnę. Tu też się pozmieniało, o wcześniej były charakterystyczne miny… a dziadek bezbłędnie rozpoznawał, kiedy była kupka, a kiedy bączek. Nie ma jak to praktyka.
Gajka siedzi już sama przez kilka sekund. Trenuje od kilku dni. Ostatnio też wywija smoczkiem na łańcuszku i zabawkami z większymi od nich metkami jak lassem… choć o tym chyba już pisałam.
Tak miło, ze nasz szkrab jest z nami.
Gaja mocno mnie dziś wystraszyła. Jak na mój gust zbyt długo spała w południe. Około 13:00 poszłam sprawdzić czy oddycha… akurat rozmawiałam z Maćkiem przez telefon. Dotykam jej buzi, a tu żadnej reakcji. Na kilka sekund odpłynęła mi krew. Spanikowałam i zamarłam w przestrachu… a po kilku sekundach dziecko westchnęło i poruszyło głową śpiąc dalej błogim i ciężkim snem…

To te kaczki ze spaceru.

img_4516.jpg

14.05.2008 środa


Gaja łapała bańki mydlane.
Paulina (tegoroczna maturzystka) śmigała z nią na spacerze w nosidełku i w końcu dziecko było na mojej wysokości:)… i mogłyśmy się do siebie uśmiechać.
Znowu wydawało mi się, że zapomniałam wyłączyć zupę (gotowana z okazji przyjazdu Pauliny). Spanikowana wysłałam adresatkę zupy do domu, żeby sprawdziła… na szczęście to tylko paranoja.
Gaja podczas poznawania świata z perspektywy "brzucha" zauważyła nieopodal jedzące świnki. Przez moment na ich widok zaśmiewała się głośno. Jak chwyciłam aparat, było już po:).
Mimouch Antoniego przeszedł transplantację nóg. Nowe są krótsze, ale szeleszczą i mają podwójne szwy:).
Gaja dostała marchewkową z ryżem (co to ta marchewkowa?) i jajeczkiem (żółtkiem). Fajnie, że je wcina, bo mogę się opchać resztą jajka. Oczywiście scenariusza jedzeniowy jak zwykle: po obiadku Gaja głodna (chwilkę ją przetrzymałam, żeby mnie nie upaprała po zupie:), potem mleko, za 15 minut mleko, za 20 minut mleko po mleku po 15 minutach… i tak kilka razy:).

13.05.2008 wtorek


Gaja "przeszła" do tyłu na brzuchu niewielki fragment dywanu. Już nie tylko przemieszcza się dookoła własnej osi.
Dzień wizytowy: Księżniczka i rodzina K. z dziećmi.
Agnieszka przyniosła Gajce różowego miśka. Jak podrzucała nim do góry Gaja zaśmiewała się do rozpuku. Po dłuższym takim intensywnym śmianiu się była padnięta. Zaobserwowałyśmy też ciekawe zachowanie Gai, kiedy Agnieszka zasłaniała miśkiem swoją twarz. Gaja próbowała się wtedy przesunąć, żeby ją zobaczyć. Pierwsze próby zabawy w chowanego.
Nie udało się nam wyjść o zwyczajowej porze na spacer, bo Gajka zasnęła i wstała około 15:00 a potem przybyli kolejni goście. Gaja

img_4434.jpg

reagowała na ludzi inaczej niż zwykle. Była lekko zaniepokojona i potrzebowała trochę czasu na oswojenie się. Były momenty, że zbierało się jej na płacz. Zauważyliśmy, że ma tak jak spotyka się z innymi dziećmi… a dziś były Aniela i Zosia. Aniela w maju skończyła 2 lata, Zosia urodziła się w styczniu. Anielka była trochę zainteresowała Gają, podobał się jej smoczek. Większość zdjęć Anielki jest poruszona, ale to oddaje charakter Anielki - nie usiedzi długo w jednym miejscu:). Przypomniało mi się - Gaja dostała miseczkę i kubek od gości. Marta (mama dziewczyn) włożyła je Gai w rączki. Gaja przez bardzo długi czas trzymała je kurczowo. Jak chciałam odłożyć je na stół, miałam problem, bo uścisk był iście żelazny. Udało się dopiero wtedy, kiedy Gai się znudziło. Hi, hi, hi - pilnuje swojego.
Spacer odbyliśmy wieczorem. Myślałam, że Gaja od nadmiaru wrażeń padnie zmęczona… ale poszła wyjątkowo późno spać… może właśnie od nadmiaru wrażeń.
Dopadło mnie małe przemeblowanko. Małe bo małe, ale zawsze jakieś:).

12.05.2008 poniedziałek


Gaja czuje się coraz bardziej pewnie w wanience w pozycji siedzącej. Dziś z wielką radością rozchlapywała wodę nogami. Ogólnie lubi chlapać.
Na spacerze dziecko robiło mi podkówki i błagalnym lamentem wołało: Głodna jestem… Za to w domu zniknęły subtelności i był wrzask, że nie domyśliłam się, że Gaja chce jeść.
Kolejny słoiczek - ziemniaki ze szpinakiem z dodatkiem połówki gotowanego żółtka. Słoika już nie dzielimy na trzy ale na dwie porcje.
Nie odpuszczam Gai:) skoro przeszła tak ładnie u Marty-Martynki to nie ma obijania (Gaja i tak robi to na co ma ochotę, więc gadać sobie mogę) i kładę ją już nie na łóżku tylko na bambusie. Nie przesunęła się do przodu lub tyłu… ale ślicznie okręciła się o 180 stopni. Pewnie nawet tego nie zauważyła, bo była zainteresowana swoimi zabawkami i tym jak smakują.

img_4165.jpg

Maciuś łapał świnki, żeby im obciąć pazurki i do Przemy powiedział: Chodź Gaja…
Ostatnio fotograficznie robię studium chmury. Ciekawe rzeczy można wypatrzeć na niebie.
Antoni woła już na widok mamy: mamama (chyba dobrze cytuję… jak nie to jutro poprawię).
Obsadzamy role dla postaci w Pigmalionie. Eliza - Jungowska; Ojciec Elizy Dolitte - Gajos; nie mamy pomysłu na Hagginsa (możliwe błędne napisanie nazwisk postaci dramatu).
Paulina miała dziś drugi ustny egzamin. Język polski 20 na 20, język angielski 19/20. Jutro czeka ją historia.
Myślimy o kupnie lżejszej spacerówki… choć inne mają wady - nie da ich się tak rozłożyć jak naszej (pozycja leżąca). Nie byłby to wózek docelowy, tylko awaryjny, na wypadek jakbym nie miała siły tachać tego, który mamy obecnie. Ciągle się wahamy i zastanawiamy.

11.05.2008 niedziela


Spacer zaczął się niezobowiązująco… szliśmy przed siebie i wyszło z tego oglądanie dawno niewidzianych miejsc, miejsc gdzie kiedyś mieszkaliśmy. Przez park przy moście doszliśmy do lasku przy Kraszewskiego, potem przez kolejny laso - park na Bielany, do nowo wybudowanego Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi, stamtąd przez Park Bydgoski do "Piątej Klepki" a z obiadu do pani B., gdzie zabawiliśmy do 20:00 z okładem. Gaja w ostatnim miejscu zaskarbiła sobie kolejną "przyszywaną" babcię.

img_4211.jpg

Na spacerze Gaja poprzez intensywne szuranie nogi o nogę wyszurała gdzieś na trasie skarpetkę. Ta, która się uchwała została przeznaczona na "czarną godzinę", na nogę naszym zdaniem bardziej wychłodzoną. Bose nóżki naszej córki wzbudzały ogólne poruszenie i były pierwszą rzeczą na jakie zwracały nasze znajome spotykane po drodze. W związku z tym do torby podróżno-spacerowej trzeba dopakować zapasowe skarpetki… i wkładki laktacyjne, bo z wrażenia zapomniałam.
Gaja zaskoczyła nas dziś porą swojej rannej pobudki, bo wstała o 10:23. Miała mały epizod ze wstawaniem około 6:00 ale wystarczył smok, głaskanie po policzku, trzymanie za rękę i nasze dziecko szybko zasnęło.
Ostatnio trudno się karmi Gaję, bo bardzo interesuje ją świat dookoła i reaguje prawie na każdy dźwięk, zmianę, ruch… więc trzeba na konkretną chwilę porzucić jedzenie, bo to "nowe" trzeba konieczne zobaczyć.

10.05.2008 sobota


Wyszedł tak rozlazły dzień, że świat poza murami naszego mieszkania kontemplowaliśmy wieczorem. Na przypadkowych zakupach kupiłam Gai bańki mydlane. Nie wzbudziły większego zainteresowania Gai. Kombinowałam z różnymi wysokościami i kontami rozpylania baniek, ale bez rezultatu.
Od rana kładę Gaję na bambusowym dywanie. Przeczołgała się minimalnie do tyłu. Bardziej zauważalne było obracanie się pod kątem 45 stopni od punktu, w którym ją położyłam. Dywan po harcach Gai był intensywnie zaśliniony. Wyglądał jak 7 nieszczęść. Gaja coraz dłużej i z entuzjazmem pozwala się kłaść na brzuchu.

09.05.2008 piątek


img_4002.jpg

Galeria 2008.05.08

Pigmalion ma bardzo satysfakcjonujące zakończenie. Brawa dla autora.
Gaja jakoś mocno podrapana po nocy.
Gai coś się pomyliło i wstała około 4:00: nie głodna ale gotowa do opowiadania, plucia i robienia bąków buzią. Wsadziłam jej smoka do buzi, głaskałam po policzku i dyskretnie pilnowałam smoka, żeby nie wypadł, kiedy akurat Gai zachciało się pluć… Nawet po jakimś czasie udało mi się uśpić dziecko…
Paulina, moja siostrzenica ma już za sobą 4 egzaminy maturalne.
Od kilku dni Gaja gaworzy na "d".
Obserwacje z kilku tygodni:
Ulubiona zabawka - opakowanie po żółwiu, w którym trzymam wszystkie grzechotki. Wywala wszystko z niego, uderza nim i potrzącha, oczywiście liże i próbuje zjeść.
Na macie przyczepiliśmy pluszaki z serii Kubuś Puchatek - Kłapouchy jest permanentnie ciągnięty za ogon, Prosiaczek ma obgryzane nogi; Myszka Miki ma poturbowany ogon.
Odwiedziła nas znajoma Ala z Warszawy. Przywiozła nam zamówione zabawki z Ikei. Wszystkie mają olbrzymie metki, czasem większe od samej zabawki… Korciło mnie, żeby je obciąć, ale dziecko ma dzięki nim dużo zabawy. Zestaw małych pluszaków doskonale wchodził do buzi, oślinione było wszystko, a najbardziej metki. Ala tylko zmieniała zabawki, mokre odkładała do suszenia i podawała suche.

08.05.2008 czwartek

990867_tree_at_the_lake.jpg

O 12:50 Gaja skończyła 6 miesięcy!!!! (Gaja też urodziła się w czwartek)

Rano położyłam na dywanie bambusowym mojego kochanego szkraba. Pomyślałam, że może tak jak wczoraj trochę popełza. Przemieściła się minimalnie. Jednak nie ma jak to śliska podłoga. Na czas leżnia na dywanie dziecko dostało do zabawy wańkę-wstańkę i zaśmiewało się na jej widok. Nigdy nie widziałam, żeby jakaś zabawka wywołała takie salwy hihów u Gai. Udało jej się nawet chwycić ją w obie dłonie… a jak uciekała i dzwoniła to Gaja szalała z uciechy.
Zaczytuję się w "Pigmalionie" George'a Bernarda Shawa - przednia zabawa. Szkoda, że taka krótka.
Gaja przeczytała swoją pierwszą gazetę. Równo darła karki i wyrywała bardzo precyzyjne małe elementy. Niejedno szkolne dziecko mogłoby jej pozazdrościć precyzji. Według gazetki "Twój maluszek" (dostaję w spamie pocztowym) Gaja ma ciężkie dzieciństwo, bo nie ma tych wszystkich rzeczy, które zdaniem autorów gazetki powinna mieć. Oj biedne to nasze dziecko… I jeszcze nie została lekomanem (w pewnym momencie zastanowiło mnie czy przypadkiem ta gazetka nie jest ulotką reklamową jakiejś apteki). Zaletą gazetki było to, że bardzo przyjemnie czytało się ją Gai. Po tym, co zrobiła z tymi kolorowymi karteczkami musimy pilnie uważać na nasze książki, żeby nie spotkał ich ten sam los…

07.05.2008 środa


995739_pinks.jpg

Wstałyśmy z Gają o 8:40… nie budziła się od nocy (jedzenia nie liczę)… choć czemu jestem rano wymemłana? Tata poszedł bez warkocza do pracy, bo go nie uczesałyśmy:).
Miasto podjęło ciekawa inicjatywę Miasto otwiera szalet dla niemowlaków… miejsca do karmienia też by się przydały… i więcej ławeczek… i podjazdy dla wózków.
Chcesz anulować karę - napisz dobrze dyktando - podoba mi się ten pomysł!!!
Skończyłam kryminał A. Christie - Zabójstwo Rogera Ackroyda - jestem pod wrażeniem.
Przed samym wyjściem na spacer Gaja najadła się po dziurki w nosie, ale jak przewidywałam na spacerze niespodziewanie/spodziewanie zgłodniała. W parku akurat wymalowali ławeczki, więc rozłożyłam kocyk i karmiłam Gaję na trawce. Byłyśmy ciekawostką turystyczną, mimo, że w miarę ustronnym miejscu. W trakcie Gaja zasnęła, a jak zasypia robi się wiotka i bezwładna…
Wieczorem byliśmy u Antoniego zjeść tort urodzinowy… i Co zrobiła Gaja? - przepełzła do tyłu, na brzuchu załóżmy, że metr (moje oczy wydłużają:) długości podłogi. Mam wielkie oczy ze zdziwienia… Dzieci były średnio zainteresowane sobą, reagowały na wydawane przez siebie dźwięki (Gaja czasem robiła podkówkę, bo się lekko wystraszyła) i interesowały się zabawkami. Antoni w pewnym momencie chwycił kółeczko od wieży, które trzymała Gaja… wywiązała się mała próba sił. Gaja nie puściła. Szkoda, że tego nie uwieczniłam na zdjęciu. Ja bawiłam się z Antonim w przeskakiwanie kółek/lwów przez płonące koło/tło cyfry 6. Antoni trzymał "płonące koło" w górze, a ja przerzucałam lwa.
Gaja na pół roczku dostała prezent od Antoniego i jego rodziców o ciekawej nazwie: wańka - wstańka:).

06.05.2008 wtorek

988519_flowers_1.jpg

Gaja zasnęła mi przed 12:00 i około 14:30 zaczęłam już odkurzać i hałasować, bo dziecko najlepszy czas spaceru mi przesypiało. Przed wyjściem z domu jak zwykle nie chciała mleka… więc znowu desperackie próby szukania dyskretnego miejsca na karmienie… Może Gaja po porostu lubi w plenerze…
W kąpieli Gaja już ostro czworakuje, jakby miała dłuższa wanienkę to by sobie gdzieś poszła… na sucho ni widu ni słychu, komu by się chciało podnosić pupę.
Gaja ostatnio tak jeździ palcami po dziąsłach, że wydaje odgłosy jakby miała jakiś metalowy przedmiot w buzi…
Nasza łowcza trenuje zgarnianie wszystkiego, co pod ręką. Ciekawi ją wszystko, zauważa rzeczy na ścianach i wyciąga do nich ręce. Oj mamy teraz ostre oglądanie świata. Marchewka zjedzona… czekamy na efekty. Oby dobre, bo mamy kilka słoiczków z dodatkiem marchewki.
Ostatnio Gajusia zasypia około 19:00/20:00 i budzi się do 21:00 żeby zasnąć około 22:00. Jak z mlekiem, co chwila coś innego…

05.05.2008 poniedziałek


Tak więc mamy Smoczycę… je i je, i końca nie widać.
Gaja wkroczyła w nowy etap zabawy. Wie jaką zabawkę chce, wyciąga po nią rękę i intensywnie potrząsa jeśli zabawka wydaje dźwięki. Czasem wali nią jak drwal siekierą… Odnoszę wrażenie że czasem przypadkiem odkrywa, że jedną rzeczą można zrobić coś drugą… np. walić jedną grzechotką w drugą i jest większy hałas.
Karmienie Gai ostatnio może narażać na lekkie kontuzje… dziecko nie lubi mieć pustych rąk więc poluje… a że z braku laku skóra też dobra, to trenuje szczypanie (wczoraj wrzasnęłam w z bólu, że dziecko się lekko wystraszyło), drapanie.
Znam się z Gają prawie jak łyse konie - nie zjadła mi przed wyjściem na spacer i wiedziałam, że na pewno będzie głodna w jego trakcie. Profilaktycznie poszłam z nią do parku i udało mi się ja nakarmić nim wpadła w złość z powodu głodnego brzuszka. W sumie dzięki mojej córci odkrywam coraz bardziej urocze zakątki mojego miasta. Poczytałyśmy sobie po kilka razy tę sama książeczkę (na razie nie jestem jeszcze biblioteką obwoźną), Gaja wytrząchała ją na wszystkie strony i głośno skomentowała to, co usłyszała… Dotarłyśmy, w oczekiwaniu na Maćka, na Piernikowe Miasteczko - tam pojeździłyśmy na karuzeli (matka latała trzymając dziecko:) i pojeździłyśmy ze zjeżdżalni, Gaja zrobiła się głodna i wiadomo co:).

807440_chinese_dragon.jpg

Oboje z Maćkiem interweniowaliśmy jak tacy mali chłopcy wszczęli między sobą bójkę, bo jeden nie chciał oddać drugiemu pożyczonego roweru… Tak obserwowałam sobie dzieciaki i bardzo podobało mi się to, że są umorusane. Świadczy to o tym, że dobrze się bawią, z wielkim zaangażowaniem… niedługo dołączy do nich Gaja. Ciekawe czy jej też sprawi taką frajdę, jak mi kiedyś, zabawa w piaskownicy i błotku…
Wracamy do testowania marchewki, na którą Gajusia za pierwszym razem zareagowała nie najlepiej. Tym razem dostała już pół słoiczka (słoik był mały, choć wcześniej rozbijaliśmy taki na 3 posiedzenia, a resztę zjadłam ja). Zjadła to w szybkim tempie, po marchewce "zajadła" mlekiem, bo co to taka marchewka? kto by się nią nasycił… a 10 minut później Gaja zgłodniała jak wilk i pochłonęła łapczywie kolejną porcję zasypiając wyjątkowo wcześnie, bo około 19.05… (ha ha pobudka o 21:00 po dwóch tankowaniach na śpiocha). Przypomina mi się historia z jednej nocy weekendu majowego… Gaja obudziła mnie o 3:07 i akurat jakiś pijak głośno… wymiotował na klatce i wszystko było słychać… brr.
Z ciekawostek: tania książka z ul. Szewskiej przeniosła się na ulice Łazienną. Księgarnia jest imponujących rozmiarów i w tylnej sali ma sufit, przez który widać niebo, coś na kształt kopuły z pleksi… Ale i tak dla zasady będę fanką mojej księgarni z Nowego Rynku. Jesteśmy przywiązani do fajnych sprzedawców:).
Maciek po wolnym zapomniał nastawić budzik do pracy, ale wstał o czasie, pomógł mu w tym sen: Jechaliśmy taksówką po mieście. Kierowca zażądał za dużo za przejazd, co zdenerwowało Maćka i powiedział, że dzwoni na policję. Tak go ta sytuacja zezłościła, że się przebudził. Miał spać dalej, czekając na dźwięk budzika, ale przypomniała sobie wtedy, że go nie nastawił… i była akurat 7:00.

W majowy weekend do naszego mieszkania wleciała jaskółka. Poleciła do pokoju, okrążyła go dwa razy, usiadła na drzwiach do kuchni (udało mi się zrobić zdjęcie) i z pomocą Maćka wyleciała.

04.05.2008 niedziela


Gaja jest dobrym dzieckiem i wie, że w weekendy trzeba wstawać później i przez ostatnie dwa dni robiła pobudki nie o 7:00, ale dziś np. o 9:20.
Czy też tak macie, że wyjście z domu zabiera Wam trochę czasu… to zmiana pieluchy, karmienie, ubieranie, pakowanie wózka… itp, schodzi się trochę na tym.

987889_grand_canyon.jpg

Wczoraj pisałam o nawale, a od dziś mamy GŁODNĄ SMOCZYCĘ. Na spacerze, po godzinie, Gaja zrobiła się potwornie głodna. Zrobiła awanturę o to, że mleko było nie podane na czas. Wiła się i darła jak próbowałam ją nakarmić, zresztą karmienie podwórkowe z kurtką jest mało komfortowe. Po ciężkich zmaganiach dziecko w końcu zjadło i zasnęło, bo głóóóóóód zbiegł się nieszczęśliwie ze zmęczeniem więc powstała mieszanka wybuchowa. Ale my nie zieloni:) radę daliśmy.
Gaja od kilku dni trenuje bujanie się na siedząco. W sumie nie wiem jak to określić precyzyjnie. Siedzi sobie na naszych kolanach i wychyla się rytmicznie do tyłu. Ostatnio wbiła Maćkowi okulary głębiej na nos. Musimy uważać, bo dokazuje jak koziołek.
Odwiedził nas znajomy w przelocie na południe Polski i dostał Gaje do pilnowania na chwilę… a że się sprawdzał i polubili się oboje trwało to dłużej. Chochlik jest jedyną osobą, która nie narzekała na to, że Gaja jest ciężka. Trzymał ją na rekach a ani razu nie zamarudził (My nigdy tyle nie wytrzymaliśmy). Jak wyraziliśmy podziw stwierdził tylko, że przecież latał z plecakiem i ze swoim synkiem po górach więc wprawę ma… I ma, potwierdzamy.
Gaja bawiła się dziś karuzelką (dawno jej nie uruchamialiśmy, bo na dźwięk melodyjki dostajemy dreszczy). Tym razem nie leżała w łóżeczku tylko patrzyła na nią na wyciągniecie ręki w pozycji siedzącej. Bardzo podobało jej się łapanie przywieszonych zabawek… ale wydzierała się ze złości, kiedy mimo, że trzymała je w ręku wyrywały się jej z rączek… i musiała łapać koleją.

03.05.2008 sobota


Galeria 2008.05.03
Od kilku dni mam nawał pokarmu, co świadczy o tym, że Gai spadł apetyt.
Dzień spacerowy… pełen wrażeń, bo w Toruniu dużo się dzieje.

02.05.2008 piątek

989981_horseshoe_bend.jpg

Odwiedziła nas siostra Ela z mężem Andrzejem. Gaja na ich widok uśmiechnięta od ucha do ucha i gadająca, że hej. Moja siostra zrobiła Gajusi na szydełku śliczną czapę, ale za mała… złożyłyśmy zamówienie na ciut większą. Zazdroszczę mojej siostrze umiejętności szydełkowania. Mogłabym się nauczyć, ale czy mam cierpliwość.
Dziś wędrówek ciąg dalszy… Gaja dalej dużo śpi na spacerze. Wieczorem gorzej. Słońce padło około 22:00. Tyle wrażeń, że gdzie tu spać.
Kupiliśmy sobie książkę dla dzieci: Alicja w obrazkach. Zobaczyliśmy ją na wystawie. Ala miała fajny kartoflany nos. Weszliśmy do księgarni i reszta obrazków powaliła nas na kolana. Bez mrugnięcia okiem kupiliśmy. Maciek zaczytywał się w niej z zachwytem… pani w księgarni powiedziała, że rodzice często kupują książki dla siebie… w sumie kupiliśmy ją ku swojej uciesze. Może spodoba się Gai.
Ulubione zajęcie Gajusi: łapanie nóg i trzymanie ich w górze.

01.05.2008 czwartek


Wypróbuję sposób Martynki i jak nie będę pamiętała, co się wydarzyło zajrzę do zdjęć (codziennie jakieś robimy).

997180_through_the_trees.jpg

Jest majowy weekend. Wolne, więc cała trójka razem. Bardzo dobrze!!!
Odwiedzili nas znajomi ze stolycy i mieliśmy okazję pochwalić się naszym ulubionym Toruniem. Lubię ludzi, którzy są tu pierwszy raz, bo można im tyle pokazać. A prawo pierwszych odwiedzin jest jedyne w swoim rodzaju. Zaczęliśmy od zamku Dybowskiego, żeby pokazać to co jest tylko nadmienianie w przewodnikach. Starówkę zawsze można obejść, a tam się wybrać to już nie jest taka oczywistość. Gaja spała nam na spacerze bardzo długie godziny… i siała propagandę o tym jakim jest spokojnym, wesołym i kochanym dzieckiem.
Z racji 1 maja zorganizowano pochód Pierwszo Majowy:) oglądaliśmy go sobie z balkonu z Gają. Gaja była w czapce bez skarpet (ciekawa jakby wyglądała czapka ze skarpetami). Sąsiadka zauważyła brak skarpet i wyraził troskę czy Gaja nie zmarznie. Dziecko miało nogi w akuratnej temperaturze… a ja idąc za przykładem mojej siostry hartuję naszą pociechę. Paweł jak był mały latał na bose stópki i nie chorował. Ale jak idziemy na spacer to głupieję i za bardzo nie wiem jak ubrać Gaję, więc jest bardziej okutana. Jak mijamy na spacerach Antoniego zawsze mam wątpliwości czy Gaja znowu nie jest ubrana za grubo:).
Gaja dostała w prezencie gruuuuuubą księgę bajeczek. Za jednym posiedzeniem nie damy rady, więc rozłożymy to na raty:).
Daliśmy Gai sok z butelki ze smoczkiem… nie dało się pić, bo dziurka za mała… więcej soku było na ubraniu niż w buzi. Ustaliliśmy, że Gaję będziemy poić wodą mineralną, soków ze sklepu nie damy (wykończymy tylko te dwa co mamy). Będziemy wyciskać swoje. Czemu takie ruchy? Ostatnio badacze na potrzeby Świata Konsumenta badali zawartość cukru w różnych napojach… i wpadłam w przerażenie ile tego tam jest, np.:

Coca - cola 1 litr 38 łyżeczek cukru
Kubuś - sok marchewkowo - brzoskwioniowo - jakbłkowy - 330 ml 13,5 łyżeczek cukru
Bobo Fruit nektar jabłkowo - malinowo - winogronowy 300 ml 10 łyżeczek cukru
Deser - brzoskwinie z owocami egzotycznymi - 130 g 16 łyżeczek cukru
980871_spring_flowers.jpg