30.06.2008 poniedziałek
Wyjazd do Ostródy - tylko Gaja i ja. wszystko było uzależnione do tego czy wejdę do pociągu z Gają. Maciek nie mógł mnie odprowadzić, bo w pracy.
Dojście na dworzec podzieliłam na kilka etapów: zejście ze schodów, dojście do dworca, zakup biletu, zejście przez tunel, wejście do pociągu:) - jako elementy dodatkowe: wózek (wersja mini, co na koleinach zachowuje się jak żaglówka podczas sztormu:) i plecak 60 litrowy (nie umiem spakować się w coś mniejszego -na miejscu okazało się, że nie wzięłam rzeczy zbędnych). Wszystkie etapy poza wejściem do pociągu miały skalę trudności: wysoka - ale do przejścia. Wejście do pociągu: skala trudności bardzo wysoka - gdyby w ostatniej chwili nie przechodził konduktor to pociąg odjechałaby by bez nas. Schody do przedziału były bardzo wysokie - we dwójkę mieliśmy kłopot (+ mój plecak). Na peronie było mało osób, a te które głośno prosiłam o pomoc albo nie słyszały, albo udawały, że nie słyszą. Sama podróż bardzo wygodna i miła. Choć po tym jak moja siostra dostała zapalenia mięśni twarzy od przeciągu, jechałam z duszą na ramieniu, czy nie owieje mi Gai. Wcześniej to by mnie cieszył przewiew w wagonie:). Ale się wszystko zmienia.
Wysiadka to już czysta przyjemność. Na mojej stacji wysiada dużo osób, więc jest zawsze ktoś chętny do pomocy. A na dodatek czekała na nas moja siostra Gośka więc luksus:).
Gaja bardzo szczęśliwa, bo lubi, kiedy coś się dzieje, widzi nowe twarze.
A ja jestem pełna uznania dla siebie, bo sobie poradziłam ze wszystkim.

29.06.2008 niedziela
Gaja wchodzi jednak w etap rozpoznawania swoich i obcych. Byliśmy dziś w ulubionym sklepie i nasz ulubiony sprzedawca wziął uśmiechającą się do niego Gaję na ręce i rozpłakała się. Jak się oswoiła wszystko było ok. Wyhaczała długopisy i komórkę z kieszeni.
Już coraz lepiej widać dwie białe kreski zębowe. Prawa jedynka na horyzoncie. Cieszę się jak mysz do sera.
Oglądanie naszej ulubionej fontanny. To miejsce hipnotyzuje, żal iść.
Ranna kaszka mocno zdegustowała Gaję… ale matka się nie poddaje. Dodałam do kaszki jabłka i co? Zjedzone wszystko do ostatniej łyżeczki. Niedługo będę ekspertem w mieszaniu wody z kaszką i owocami:). Fast food, więc jak mam nie umieć:).
Dzień trenowania machania i pa pa. Zdecydowana większość razy z sukcesem, ale czy to jest celowe i świadome, nie mam pojęcia.
Gaja wykazuje tendencje wywrotowe. Jak przebierałam ją, a Maciek układał pieluchy - dziecko bardzo chciało się nimi pobawić i prawie z pozycji "plecnej" przeniosło się na pozycję "brzuszną".
28.06.2008 sobota

W weekend zupełnie inny rytm spania. Gaja zwlekła nas z łóżek o 10.30. Przebudziła się w międzyczasie, ale tak rozkosznie, że bez większych przeszkód i małej przerwie na pogaduchy można było kontynuować wylegiwanie.
Ciągle podejmuję próby wprowadzania kaszek. Rano Gaja z wielkim obrzydzeniem zjadła 3 malutkie łyżeczki. Na próbę zaraz po tym dziamdzioleniu podałam jej owoce… Widać było, że owoce jej smakują, nie nadążałam z łyżką do jej buzi. Więc teoria mówiąca o tym, że Gaja może nie ma apetytu - była błędna. Maciek kibicował Gai w niejedzeniu kaszki, bo sam ma do nich uraz z dzieciństwa. Ale dziecko wieczorem zrobiło tacie numer i zjadło kaszkę - naliczyłam 20 łyżeczek. Więc możne to było przyzwyczajenie się do nowego smaku.
Odwiedzili nas Asia z Marcinem. Nie wiem czym to wytłumaczyć, ale ile razy (3 na pewno) Marcin brał Gaję na ręce, to ta uderzała w żałosny płacz. Maciek stwierdził, że możne w wchodzi w etap, kiedy musi oswajać się z nowymi twarzami. Koniec końców było tak: Gaja polubiła Marcina i spacerowała obnoszona przez niego na rękach po mieście (a nie było to krótkie spacerowanie). Jak wsadziliśmy ją do wózka (siły kiedyś opadają) to wysyłała mu zalotne uśmiechy. Więc skąd ten płacz?
Dziś próbowałam roli zaklinaczko - usypiaczki dzieci. Wymyśliłam tajemne zaklęcia znane tylko mi i Gai. Podziałało!!!
Gaja na brzuchu coraz bardziej kombinuje. Nawet na miękkim łóżku udało się jej przesunąć trochę do tyłu, że prawie weszła w koszyk z pieluchami podręcznymi.
Kończy się sezon truskawkowy. Dziś jemy do bólu… Maciek stwierdził, że najadł się na rok:).
27.06.2008 piątek

Gaja i ja usłyszałyśmy coś miłego od cioci Agi. Ciocia stwierdziła, że traktuje Gaję jak swoją przybraną córkę. Fajnie ma ta Gaja. A mi miło, że ktoś darzy mój skarb takimi ciepłymi uczuciami.
Odwiedziła nas też ciocia Króliq. Gaja była na granicy zaśnięcia… ale harce pod sufit, samoloty i karuzele odpędziły zamykające się powieki. Ale po chwili dosłownie Królig był jak zaklinaczka dzieci. Poszeptał coś do ucha i w trzy minuty (dosłownie) Gaja usnęła jej na rękach. Pod wieczór potrzebowałam takiej pomocy, bo przekroczyliśmy próg zmęczenia Gai i zasnęła dopiero przed 23.00.
Wieczorem cała trójca do dentysty. Z zębem mama, dziecko i tata do towarzystwa… ale korzystając z okazji poprosiłam dentystkę, żeby zerknęła, czy słusznie podejrzewany, że Gai wyrzyna się ząb:). Gaja pierwszy raz siedziała na fotelu dentystycznym na moich kolanach. Nie wiedziała jak się do wszystkiego ustosunkować. Pani udało się jej zajrzeć do buzi (nam do czasu wypatrzenia białego punkcika - nie), a jak Gaja zobaczyła interesującą zabawkę to można było robić cokolwiek, byle była w zasięgu wzroku:).

26.06.2008 czwartek
Galeria 2008.06.26
Zdjęcie z wizyty Gai u Antoniego można obejrzeć na jego blogu.
Gaja pojechała dziś ze mną do pracy. Pierwszy raz jechałam sama z wózkiem autobusem. Nie było to łatwe, dziecko w wózku i wciąganie całego majdanu. Gorzej z wysiadaniem, bo Gaję miałam na rękach i nie było już szans posadzić jej do wózka, bo w autobusie trochę rzucało. Gaję więc pod pachę, w drugą rękę wózek. W drodze powrotnej niezawodne były inne mamy, one zwyczajnie wiedzą jak to jest.
Gaja siedziała jak trusia, potem sobie słodko zasnęła, mogłam zająć się tym, co miałam do roboty. Nie nie będę jeździła z Gają do pracy, dziś był wyjątek.
Mocno się ostatnio rozpisuję. Ciekawe.
Byliśmy dziś na spacerze przy fontannie. Ciągnie mnie tam. Pewnie dlatego, że jest tam czysta radość. Gaja łapała wodę z zewnętrznego kręgu fontanny. Zaciekawiła sobą pewną dziewczynkę, a inna próbowała ją ochlapać. Jak zrobiliśmy drugie podejście do fontanny okazało się, że Gaja padła zmęczona. Zastygła w pozycji: a świstak siedzi i zawija. Jak zanieśliśmy ją do domu, przebraliśmy w piżamki, ledwo to zarejestrowała.
Zrobiłam Gai dziś przymiarkę sukienki, która kiedyś była na nią za ciasna - dziś była dobra więc poszła w niej na spacer.
Kaszka na pewno nie smakuje Gai rano. Pierwszą łyżeczkę zjada zdegustowana, a na kolejne zaciska usta. Wieczorem poszło lepiej, zjadła ze cztery:).
25.06.2008 środa
Podejmujemy próby z kaszkami. Z hippa zrezygnowaliśmy (bardzo słodka), wprowadzamy nestle z morelami (umiarkowanie słodka). Jak na razie to głównym konsumentem kaszek jestem ja. Wczoraj Gaja zjadła 4 łyżeczki, dziś rano zatrzasnęła buzię na głucho. Liczę na to, że nie była głodna (choć mało nie zaliczyła szczupaka w moje kanapki, jak jadłam śniadanie). Swoją droga jak wczoraj daliśmy jej ugryźć banana, to mimo braku zębów odgryzała spore kawałki. Zjedzenie tego nie nastręczyło jaj większych problemów. Jakoś czuję się zagubiona w tym, co jej dawać, a czego nie do jedzenia. Zresztą według wywalonych jak wół wskazań do 6 miesiąca powinna wcinać tylko cycka, a z tego co widzę to sami lekarze zmieniają te wytyczne… W ogóle pytam dookoła doświadczone mamy, co robiły kiedyś jak nie było kaszek smakowych (Gaja być może ich nie lubi i nie polubi) ale to co słyszę wydaje mi się tak skomplikowane do gotowania (pewnie nie jest, ale włącza mi się moja awersja kuchenna - trzeba odmierzać, schładzać, mieszać, pilnować żeby się nie zgluciło, i tysiąc innych rzeczy, które wywołują we mnie panikę - Boże jeszcze otruję Gaję jak wleję za dużo/za mało etc.).
Byliśmy dziś z wizytą u Antoniego. Powstała taka sesja fotograficzna, że hej. Gaja pierwszy raz odbyła wizytę w wersji siedzącej, choć zdarzały się jej małe upadki na boki. Ciocia jednak czuwała, a jak nie zdążyłyśmy na czas to dywan był miękki:). Jestem dziś ciut zmęczona, jutro postaram się dopracować szczegóły. Zerknę na ściągę: stronę Antoniego:).
Dzieci były bardziej zainteresowane sobą. Antoni interesował się zabawkami, którymi bawiła się Gaja, a które wcześniej nie intrygowały go tak mocno. Hitem był pociąg z bańkami. Gaja próbowała złapać otwór, z którego wylatują a Antoni był taki radosny, że za reklamę zabawki powinien dostać furę pieniędzy.
Podczas wizyty Gaja z wielkim zawzięciem gryzła piłkę, a potem cyfrę 3. Zęby dały ostro o sobie znać. Był taki moment, że Antoni i Gaja postanowili bawić się tą sama zabawką, albo raczej być jej posiadaczem. Sesja fotograficzna pokazuje, że było jak na boisku piłkarskim. Raz Antoni, raz Gaja dzierżyli zdobycz - grzechotkę. Na szczęście nie było kłótni i płaczu:). CD dziś…
W zasadzie jak wybyłyśmy z domu przed 12:00, to wróciłyśmy do niego po 16.30… ja z olbrzymim globusem:), który potem udzielił się Maćkowi. Po wizycie u Antoniego pospacerowaliśmy jeszcze całą drużyną po Starówce. Odwiedziłam moje ulubione miejsce - nowa fontannę. Antoni miał frajdę, łapał wodę z jednego z wylotów wody. Gaja te cuda przespała. Po fontannie postój na Piernikowym Miasteczku ze śpiącymi maluchami. Pogadałam sobie tam ze znajomą ze studiów. Jeśli ktoś ma coś dla dzieci do zabawy, jakieś kredki, kolorowanki to Piernikowe chętnie przyjmie, bo tego nigdy dość.
Rozmawiałam z Martą o ząbkowaniu Antoniego - miał coś białego z czarną kropką. Dziś taką kropkę zauważyłam na ledwo widocznym paseczku czegoś białego (podobno to szczyt zęba), więc to jednak będzie ząb. Odpowiednia ilość płaczu, marud to potwierdza.
Narzekałam na kaszki, ale dziś na trzecie podejście zrobiłam z 40 ml wody (w kubeczku - podpatrzyłam u Marty i wydało mi się to wygodniejsze niż w misce), nakładałam mało na łyżkę i dziecko zjadło 3/4 porcji. A wcześniej 3/4 słoiczka zupy bobowity (była dokładka) z żółtkiem i mleko. Niby ząbkowanie, a apetyt dobry.
Po wczorajszej wizycie i USG główki założyliśmy kalendarz snu Gai, żeby monitorować jak to się układa, czy ma tendencję zwyżkową.
Tak się zamartwiałam tym brakiem obrotów Gai, a ta jak na zamówienie zdjęła dziś z górnej półki przy łóżku żółwia i się obróciła na bok, potem przystawiała się do kremu. Maciek ją tak zmanipulował grzechotką, że się obróciła bez naszej ingerencji dotykowej, żeby po nią sięgnąć. Trzeba ją stymulować podstępem:).
24.06.2008 wtorek

Wizyta na patologii noworodka. Wieści dobre i lekko niepokojące, ale po kolei.
Ogólny rozwój Gai byłby ok, gdyby nie to, że nie wykazuje żadnej woli aby się obracać z pleców na brzuch itd. Nawet siedzi podobno rewelacyjnie jak na swój wiek. Tak, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku mamy się zarejestrować do poradni rehabilitacyjnej, żeby pani zerknęła czy wszystko jest ok.
USG główki pozuje, że komory w dalszym ciągu się rozszerzają. Dobrze, ze na ostatniej wizycie zdecydowaliśmy się na dzisiejszą. Kolejne USG mamy na 14 sierpnia. W zasadzie nic na ten temat nie można powiedzieć, bo rozwój Gai nie budzi zastrzeżeń, więc na razie jedynymi działaniami jest profilaktyka.
Dziś mieliśmy najlepiej pobraną krew u naszego Słońca. Brawa dla Pani. Po pierwsze nikt na nas nie burczał, nie wyrzucał z gabinetu, bo za dużo, inna pani machała jakimś stworem wydającym dźwięki przed Gają, co ją zainteresowało tak, że nie zarejestrowała ukłucia i pobierania krwi do badań. Na koniec uśmiechnęła się do pań tak ślicznie jak to ona potrafi. Wyniki były dobre - anemii nie ma. Nie będziemy się niczym martwić na zapas. Pobadamy, zobaczymy. Teraz lekko dochodzimy do sobie, bo została mocno zachwiana rutyna dnia.
Gaja powiedziała: abakie
Wieczorem przed wizytą u pani K. zrobiliśmy mały spacer. Dotarliśmy do słynnej, niedawno otwartej fontanny. Cudo. Nie chodzi o wygląd itp. Fontana została stworzona dla dzieci. Biegają między (właśnie, jak to się nazywa?) punktami, które wypluwają wodę do góry (o różnym czasie i natężeniu), wielką frajdą jest kiedy woda zamoczy je po czubki nosa. Jeden chłopak biegał w ubraniu i z pełnym plecakiem. Wyglądał jakby wpadł do wody.

Wyobrażaliśmy sobie zdziwienie rodzica, kiedy "Mokry" wchodzi do domu, a za nim powstają kałuże wody. Część dzieci jest przygotowana profesjonalnie, bo ma stroje kąpielowe. Powstała wodny plac zabaw dla dzieci. Widzieliśmy jednego malucha, który zachęcony tym, że inne dzieci tak fajnie się bawią (woda miała akurat małe natężenie i była wypluwana z jednego, głównego otworu) wszedł w środek fontanny i akurat uruchomiły się inne wypluwaczki, tak więc mały dostał sporą dawkę wodnej kąpieli. Uciekał z piskiem i płaczem.
Poprosiłam panią K., żeby sprawdziła, czy to co zobaczyliśmy u Gai to wyżynający się ząb, czy jakaś Fata Morgana. Test łyżeczki nic nie wykazał, ale licho wie co z tym zębem.
W pewnym momencie pani K. wzięła Gaję do innego pokoju. Miała lekkie obawy, czy Gaja się nie rozpłacze, bo mnie nie będzie. A ja uświadomiłam sobie, że dla niej czy jestem, czy mnie nie ma, nie ma większej różnicy. Ważne, że ktoś, kto z nią jest - wygłupia się z nią. Płacze jak jest głodna i niewyspana… a matka, ojciec to dodatki do tortu. Na wizycie Gaja z zahipnotyzowaniem gapiła się w telewizor (cieszę się, że go nie mamy, bo programy, które obejrzałam mocno podnoszą ciśnienie i są sensacyjno- żerujące). Robiliśmy nawet test, co zrobi Gaja kiedy mąż pani K. zasłoni jej widok. Czasem warczała (w sumie inaczej nie da się tego określić), ale tak kombinowała, żeby obejść przeszkodę i z innej strony pogapić się w telewizor.
23.06.2008 poniedziałek
Prawdopodobnie wyłazi pierwszy ząb. Widać pierwszą zębową kropkę.
Ha… wchodzenie tylko na aktualności jest zgubne. Od kilku dni jest filmik w galerii, ale tam nie zaglądacie. Filmik jest o tym jak można rozruszać dużych zabawkami małych.
Aga zatęskniła za Gają i było dziś wielkie spotkanie na szczycie. Gaja dostała kolejny prezent, choć jestem lekko zaniepokojona, bo jeszcze dziecko się przyzwyczai, że każdy mu coś podaruje… gadam, a sama kupiłam dziś basen z kołem i piłką plażową. Wstyd się przyznać, ale nadmuchiwać tego ustrojstwa nie potrafiłam. Trębaczem zostać nie mogę, choć poza nieumiejętnością ducia brak mi przecież słuchu muzycznego.

Z racji lub z innego powodu wyżynania się zębów Gaja rozpłakała się mocno w sklepie. Pierwszy raz to się zdarzyło. Gdyby nie pomoc Agi to walczyłabym jak wtedy z wózkiem, co się złożyć nie chciał… Jedna pani, stojąca za nami zrugała nawet inną panią, za to, że się chciała przed nami wepchnąć, zwłaszcza, że mamy płaczące dziecko. W zasadzie płacz (tylko w sklepie) i wiatr nie motywowały do dalszego spaceru więc wróciłyśmy do domu. W domu Aga i Króliq wymyślały różne sposoby na to, żeby Gajka nie płakała. Było noszenie na barana… ale największym hitem, poza podskokami były śpiewy dziewczyn. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że Gaja z zachwytem słucha jak śpiewają inni
… więc dziewczyny śpiewały co umiały, a ja oniemiałam, bo głosy mają, że ho, ho. Powalające było wykonanie Mery Christmas. Teraz wiem, że Gaja lubi to, co dobre… Zasłuchała się i walczyła ze sobą, żeby nie płakać, bo tak jej się te śpiewy podobały.
W basenie posadziłam Gaję w kole ratunkowym. Nawet jak nie będzie tam wody, to i tak będzie w nim fajna zabawa. Myślałam, że koło zamortyzuje, utrudni przewrotki na brzuch (Gaja zawsze chce sięgnąć to, co leży najdalej), skończyło się na myśleniu, choć leżące dziecko na brzuchu w kole ratunkowym ma spore możliwości do sięgania nowych rzeczy.
Gaja płacze jak się ją czesze, a robię to delikatnie. Jak oddaję jej szczotkę do ręki to jest cisza i spokój. Może zrobi sobie dredy i nie będzie musiała się czesać:).
Dziś oficjalny dzień ojca - my obchodzimy go 26 maja.
A swoją drogą - zdaje sobie sprawę, że wiele tu zdań niegramotnych, ale nie pisze tej strony dla składni, tylko aby utrwalić ulatujący dzień… Co wrażliwych proszę o wyrozumiałość.
Porody po polsku: Musi boleć? - bardzo poruszył mnie ten artykuł. Gdybym miała wtedy wybór wybrałabym opcję: proszę, żeby nie bolało.
22.06.2008 niedziela
Co by tu napisać? Zębów nie ma jeszcze:) Jeszcze pewnie to potrwa… marud mam nie tłumaczyć ząbkowaniem, co go nie ma i nie ma:)
Klaudyna, Marchewa i Paweł pojechali. Na koniec jeszcze powygłupiali się z Gają (między spaniem, jedzeniem). Jak szykuje się do spania, śpi, je - musi być cisza, bo wszystko jest przeszkodą w wykonywaniu tych rzeczy:).
Gaja jak zawsze przy spotkaniu ze swoim ulubionym sprzedawcą miała sesję uśmiechową… i to tylko zarezerwowaną dla ulubionego sprzedawcy:).
Uszyłam Gai spódniczkę - pierw była wersja mini potem maxi:). Może kiedyś ubiorę ją w to cudo.
Wczoraj wieczorem zaliczyliśmy jeszcze noc muzeów: Gaja oglądała Muzeum Podróżników i Kamienicę pod Gwiazdą. Wycieczka w nosidełku. W jednym muzeum tata w drugim mama nosili dziecię. Kręte schody w Kamienicy pod Gwiazdą były wyzwaniem. Udało nam się zejść bez wypadków. Tu dopiero trzeba by było się nakombinować, żeby zejść z wózkiem.
Gaja trenuje: ba aba ba aba i papapapa i wiele innych (nie mam słuchu muzycznego i zaraz nie pamiętam; zgubiłam nawet melodię do: Opłotkami przez ogródek idzie sobie krasnoludek). Znowu płacz na różne intonacje ba bu ba.

Ciekawostki: Pawełek, Klaudyna i Tomek grali w pociągu w państwa miasta. Pawełek miał podać miasto na "W". Wykrzyknął: "Wudpapeszt".
Posadziłam dwie pestki avocado. Jedna mknie z kiełkiem jak burza.
21.06.2008 sobota
Trudno być dzieckiem i szeptać, kiedy Gaja śpi. To spore wyzwanie dla Pawełka:).
W ramach atrakcji zabraliśmy Pawełka do Orbitarium i Planetarium. W Orbitarium był aktywny, a w Planetarium pod koniec smacznie zasnął.
W zasadzie, mnie też ogarnęła senność, ale byłam twarda. Gaja została w domu z Klaudynką i Marchewką (Paweł domagał się, żeby podać imię: z Tomkiem) na czas naszej wizyty w Planetarium. Jak wróciliśmy to się rozpłakała.
Ostatnio jesteśmy złymi lub raczej wymagającymi rodzicami. Jak Gaja przewróci się z pozycji siedzącej na leżącą, to jej nie podnosimy, tylko stymulujemy ją tak, żeby się sama obróciła. Dziecku się to nie podoba, z wielkim mistrzostwem wręcz łapie równowagę, kiedy próbujemy ją obrócić.
Klaudynka kupiła ciekawą książkę "Mała książka o kupie": P. Stalfelt. Co ciekawe jest pod patronatem: Dziecka i babyonline.pl. Bardzo intrygująca. Podobno wyszła jeszcze z tej serii książka o śmierci i przemocy.
20.06.2008 piątek

Dół energetyczny, Paulina wyjechała i jakoś tak pusto bez niej.
Chwilkę pospacerowałyśmy z Antonim. Biedakowi wyżynają się kolejne zęby i mocno go to boli. Gaja teraz była bardziej zainteresowana swoim kolegą.
Wieczorem przyjechała Pawełek, Klaudyna i Marchew:) (rodzina). Chcąc uatrakcyjnić Pawełkowi pobyt rozłożyliśmy mu wielki namiot w drugim pokoju. Ciekawa atrakcja turystyczna. Gaja nie poznała nowych/starych gości, bo wolała sen, ku naszej uciesze.
19.06.2008 czwartek
Matka zmęczona, ale coś spać nie mogła… i zgrała się z dziwnie rannym przebudzeniem dziecka.
Od kilu dni obserwujemy, że Gaja zaczyna eksperymentować z inną pozycją niż na plecach. Do tej pory nie wykazywała żadnego zainteresowana zmianą pozycji (jedynie leżenie lub siedzenie). Nasze wszelkie próby spotykały się z ostrym protestem. A teraz Gaja czasem ułoży się sama na boku i śpi lub kładzie się na boku, żeby coś sięgnąć.
Ostatnio Gaja uwielbia zabawę w masakrowanie nosa osoby z naprzeciwka. Łapie za nos, kręci nim na wszystkie strony, sprawdza, czy jest podatny na działanie paznokci. Jak czyjaś twarz zbliża się w jej kierunku wyciąga rączkę i bada to tajemnicze urządzenie. Pewnie niedługo będzie testować, czy da się wydłubać oko. Uważajcie, bo reklamacji nie przyjmujemy:).
18.06.2008 środa

Przygotowania do dzisiejszego dnia rozpoczęłam wczoraj, a nawet kilka dnie wcześniej. Odciąganie mleka, instrukcje obsługi "Gajki", poszukiwanie opiekunów do dziecka. A dziś ok. 9.30 ruszyłam do pracy, żeby pozałatwiać kilka swoich spraw, oswoić się z myślą powrotu.
Wychodząc z domu chciałam uściskać Gajkę i… przegrałam z tańczącym kwiatem, który bardziej zainteresował dziecko niż ja. Szłam na miękkich nogach, z rozedrganą każdą komórką ciała z płaczliwym nastojem. Kiedy trochę pobyłam w pracy wszystko wróciło do normy, łącznie z reakcjami ciała. Ile razy dzwoniłam do domu? Starałam się nie za często, ale wyszło tego około 5 razy, a może więcej. Potrzebny był taki dzień, bo takie rozstania będą nieuniknione. Zobaczyłam jak to jest, jak się z tym czuję.
A jak opiekunowie Gai wspominają ten dzień? Do 11:00 z Gają była Paulina. Jak wyszłam miała lekkiego stracha, bo to nie było już moje wyjście po bułki do sklepu:). Przejęła się tym, że Gaja nie wypiła mojego mleka (Paulina porównywała pojemniki z odciągniętym mlekiem, tylko zawartość w nich była różna), ale ogólnie wszystko poszło dobrze. O 11.00 Gaję przejęły dziewczyny: Aga i Króliq. Wybawiły się z Gaja, ze hej licząc na szybkie zaśnięcie… Może i by było, gdyby nie to, że my, przejęci rodzice wydzwanialiśmy co chwila (Maciuś nie mógł się dodzwonić, więc zadzwonił do mnie, a ja do dziewczyn). Biedna Aga, która usypiała Gaję miała problem z podejściem do telefonu i co uśpiła dziecko, koleje dzwonki od ciekawskich psuły całe działania. Jak przyszłam ok 12.40 nakarmiłam Gaję (mama chociaż jest dobrym jedzeniem:) i jak zasnęła ok. 13.00 to wstała tuż przed powrotem Maćka z pracy ok. 16.30. Coś mi się wydaje, że chyba odczuła różnicę w planie dzisiejszego dnia.

Serdecznie dziękuję za pomoc: PAULINIE, AGNIESZCE i KRÓLIQWI.
A ja jak się z tym wszystkim czułam? Wracałam do do domu z potężnym bólem głowy (dużo wrażeń jak na jeden dzień), wilczym głodem (chyba reakcja na stres) i lekkimi zawrotami głowy (wrażenia) i ogólnym zadowoleniem, ulgą, że spróbowałam i się wszystko udało. Zrezygnowałam nawet ze spaceru o stałej porze, bo siły gdzieś uleciały. Jak przyszedł Maciek ruszyliśmy całą grupą na podbój miasta:). Kupiliśmy z okazji urodzin Maciusia pyszny tort.
Dziewczyny myślały, że kupuje Mimouchy. Ja je szyję:).
Gaja zdrowotnie coraz lepiej. Hura!!!!
17.06.2008 wtorek
Gaja ma wielki uraz do soli fizjologicznej, bo jak wczoraj, dziś podawaliśmy jej flegaminę lub clemastinum to zaczęła wiercić głową i wierzgać się. Musieliśmy pokazać jej, że to łyżeczka. Wtedy się uspokajała. Jak posmakowała pierwsze krople i upewniła się, że to nie sól to resztę połykała chętnie. Katar jeszcze jest. W sumie miałam dylematy czy ciągać Gaję na spacer, ale moja siostra, która ma już dwójkę dzieci powiedziała, że na dworze lepiej się oddycha… i fakt, gilów wtedy nie ma.
16.06.2008 poniedziałek
Mając w pamięci rady Marii, żeby bez potrzeby nie latać po przychodniach, bo można złapać tam inne wirusy niż te, z którymi się przyszło, zadzwoniłam do pediatry w sprawie wizyty kontrolnej. Opowiedziałam co i jak. Odstawiam tylko lek na ucho, resztę mam jeszcze aplikować przez 2 - 3 dni. W razie wątpliwości mamy być w kontakcie telefonicznym. Dużo się zmieniło od czasu, kiedy ja korzystałam z poradni zdrowia dla dzieci.

Dużym udogodnieniem jest to, że można zarejestrować się telefonicznie, porozmawiać przez tel. z pediatrą.
Próbowałam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Gaja je w nocy, o której… nie wiem. Być może je i ja tego w półśnie nie rejestruję lub nie je i dlatego nie pamietam, że ją karmiłam… Czasem Maciek szturcha mnie, żebym nakarmiła dziecko… ale ja ją chyba słyszę, jednak zanim zareaguję, to przepuszczę przez sito resztki snu i jej głód, bo skąd wiadomo, czy to mi się nie śni… Podobno nie reaguję na szturchanie, ale jak usłyszę swoje imię jestem na nogach. Ciekawe. Swoją drogą mam wrażenie, że Gaja je mniej mleka.
Dziś rano podawałam jej flegaminę. Odliczone krople miałam na łyżeczce, trzeba było tylko posadzić leżące dziecko, żeby połknęło lek. Kiedy podałam jej rękę do wstania, buzia na widok łyżeczki była już rozdziawiona szeroko. Tak więc jak usiadła, łapczywie pochłonęła zawartość łyżki. Łyżka, miseczka kojarzy jej się z czymś smacznym i zawsze jest gotowa do smakowania.
Przypomniało mi się coś związane ze smakowaniem. Wczoraj wycierałam Gajce nos chusteczką i tak się na nią rzuciła, że odgryzła spory jej kawałek i trzeba było podjąć ostrą interwencję, żeby wydobyć ją z jej buzi. Wszystko to dzieje się w ułamkach sekund, trzeba trenować, żeby być szybszym od dziecka.
15.06.2008 niedziela

<- Pasarka Mimouchów:)
Giluny aktywne, a nawet bardzo aktywne za to kaszel w wersji szczątkowej, więc idziemy ku lepszemu. Jutro wizyta kontrolna.
Gaja prowadziła dziś intensywne, dziecięce kontakty towarzyskie (ze względu na giluny na odpowiedzialność rodziców:). A więc spotkaliśmy Sylwię z Diamandą (rok i 4 miesiące). Diamandy nie widziałam prawie rok, więc dziś to było spotkanie z zupełnie innym dzieckiem. Gaja była zachwycona swoją koleżanką i nawet jak dostawała od niej zabawką (wszystko pod kontrolą) to cieszyła się. Swoją drogą byłam pod wrażeniem tego, że Diamanda większość zabawek przynosiła Gai. Zresztą jak była Marta z Anielką i Zosią było podobnie.
Drugą dziewczynką, z którą spotkała się Gaja była Iga. Gaja była zaabsorbowana grzechotkami, jakie dostała i ogólnie bardzo entuzjastycznie reagowała na widok gości. Pod koniec wizyty, kiedy Iga była już tak bardzo zmęczona, że zła i głośno pokazywała, że pora spać - Gai bardzo się to spodobało i zaczęła dźwiękowo naśladować Igę.
Zrobiliśmy mały eksperyment - spotkanie Krojcweld - Gaja. Gaja była ciekawa futrzanej, ruchomej zabawki, świń morski niekoniecznie i zrozpaczony wtulił się w rękaw Maćka. Aby wynagrodzić mu straty moralne dostał truskawkę. Pomogło, bo jak go puściliśmy wolno, kręcił się koło nas licząc na więcej.
Daliśmy dziś córci kleik ryżowy z brzoskwiniami. Zjadła jedną łyżkę i pluła tym. Ewidentnie nie podszedł jej smak. Ja tam zjadłam, choć na mój gust było to za słodkie. Dorota miała podobne doświadczenia z Igą. Iga też nie przepadała za kaszkami i dostawała np. kaszkę manną wymieszaną ze słoiczkiem z deserem. Początkowo brak entuzjazmu Gajki na kaszkę zrzuciłam na chorobę, że brak apetytu itp… Jednak deser zjadła w mgnieniu oka, z obiadem (śmierdział tak obrzydliwie, że medal dla niej, że to zjadła) też nie miała problemu. Ha…jak Iga jadła jogurt, Gaja była już po jedzeniu, to patrzyła na nią tak intensywnie, oblizywała się na każdą przełkniętą przez Igę łyżeczkę…
14.06.2008 sobota

W życiu jak w kalejdoskopie. Nie wypuścili jednak babci Gai ze szpitala, więc Maciek w nocy wrócił do Torunia. Ja, że się obudziłam to wiadomo. Ale kiedy Gaja usłyszała tatę to o 2:35 w nocy była gotowa i szczęśliwa do harców z tatą. Zgotowała mu miłe powitanie, pełne radosnego uśmiechu. A jak dostała jeszcze ślimaka poduszkę, któremu tata niechcący spruł oko, bo chciał uciąć wystającą nitkę - radość była od ucha do ucha. Doszliśmy do wniosku, że Gaja "uśmiechuje i entuzjamuje" każdą nowo otrzymaną zabawkę.
Kaszel jakby prawie zniknął, jest sporadyczny i nie taki duszący. Więcej jest gilunów. Wszystkie lekarstwa są smaczne i dziecko rwie się po dokładkę z łyżki. Jedynie jest wrzask na widok soli fizjologicznej. Nie dziwię się, jakby mi ktoś to tak nieudolnie aplikowała, jak ja Gai, też bym się darła. Tata mniej się szczypie i szybciej to aplikuje. Gaja na szczęście zaraz po zaaplikowaniu ze szczęścia, że już koniec tortur, przestaje płakać, krzyczeć.
Apetyt mimo choroby jej dopisuje. Rzuca się na słoiczki z deserami i obiadem. Krzyczy i stęka ze zniecierpliwienia, jak za wolno pakuję jej łyżkę z czymś tam do buzi.
Matka, czyli ja, wybyłam nie pamietam od kiedy, do Baja Pomorskiego na "Krótki kurs piosenki aktorskiej". Dziecię zostało z Maciusiem. (Nie wiem kiedy oduczę się zdrobnień, atakują jak meteory:). Nie chciało zjeść przed moim wyjściem. W razie czego miało mrożone mleko, ale jakoś Gaja wolała poczekać na mnie, bo nie wyraziła podczas mojej nieobecności niczego, co by wskazywało, ze jest głodna. W sumie nakarmiłam ją na śpiąco i to dlatego, że mojego mleka zrobiło się za dużo. Wtedy Gaja łaskawie zjadła:). Mogłam więc spokojnie iść z dziewczynami, ale kto by przewidział taki rozwój akcji.
piątek trzynastego

Tata miała autobus do Koszalina kilka minut po 3:00 w nocy. Przebudziłam się razem z nim, ale Gaja też nie omieszkała przespać wyjazdu taty. Tak więc we dwójkę wyszykowaliśmy tatę w świat. Nikt nie miał potem problemu z zaśnięciem, choć trochę przeszkadzał nam kaszel. Brzmi okropnie, że ciarki idą.
Rano z pomocą Pauliny biegiem do przychodni. Panie w rejestracji z entuzjazmem stwierdziły, że jest jeszcze jedna dziewczynka o tym imieniu.
A co wskazało badanie? Na szczęście kaszel nie zalega jeszcze w płucach, oskrzelach. W każdym bądź razie jest to początkowa faza choroby. Pani dr zapisała Gai sporo leków (nie antybiotyki) od nosa po kaszel i ucho. Uspokojona i spocona z wrażenia jak kret ruszyłam do apteki po leki… Karta: brak autoryzacji, dobrze, że miałam gotówkę. W domu próbowałam dociec co i jak podawać. Siedziałam w ulotkach (dr rozpisała mi co i jak, ale musiałam sprawdzić, co do czego, jakie są zalecenia/wskazania, czy w jedzeniu czy inaczej) z przerażeniem jak co podać, kiedy i w czym. W pewnym momencie złapał Gaję taki kaszel, że zaczęła się autentycznie dusić, rozpłakała się wtedy bardzo mocno, co na mnie podziałało nie muszę opisywać jak. Nie umiem zachować w takich sytuacjach zimnej krwi. Próbowałam podać Gai do nosa sól fizjologiczną, wyszło nie tak jak trzeba, kropla do ucha nie wiem czy tam trafiła. Po tych zabiegach czułam się sama chora z przejęcia. Jak trochę ochłonęłam, udało mi się uspokoić Gaję, mam więcej wiary w to, że jakoś sobie poradzę… Rety, ola boga. Czemu w hormonach itp. nie dostałam odporności na takie sytuacje?
12.06.2008 czwartek

Galeria 2008.06.12
Maciek rano stwierdził, że Gaja w nocy nie kaszlała. Kiedy to powiedział, dziecko, jak na zawołanie, kaszlnęło kilka razy.
Od jakiegoś czasu Gaja wsadza do buzi np. skarpetki i trzyma dziąsłami jakby chciała zjeść. Dziś dorwała się do pościeli Pauliny.
Dałam Mackowi z okazji i bez okazji książkę: "Medre! W rzeczy samej". Czytam oprócz niej 2 inne… i jakoś tak podświadomie zawsze sięgam po Merde. Drugi tom podoba mi się bardziej niż pierwszy. Choć pierwszy nie był zły.
Aga powiedziała mi o dzieciach, które spotkała chodząc na zastrzyk. Miały tylko katar, kaszel bez gorączki i wyszło z tego zapalenie ucha, i oskrzeli. Więcej mi nie było trzeba… Na dodatek okazało się, że Maciek jedzie do Koszalina, bo wypisują babcię Gai ze szpitala. Mieliśmy już we wtorek jechać razem, żeby się nią zaopiekować, ale przedłużały się badania. Na koniec wyszło, że Gaja też się rozchorowała i zostało mało czasu na pokonanie takiej trasy. W akcie desperacji (mam fobię lekarską, mogę wziąć pająka do ręki, ale jak mam iść do lekarza w swojej lub cudzej sprawie zachowuję się irracjonalnie i panikuję) zadzwoniliśmy (z pomocą Agi - bo mnie fobia już dopadła) do prywatnego pediatry (w przychodni już nie było nikogo do dostania), żeby przyjechał zbadać Gaję. Obiecała być między 17:00 a 18:00. Przez to, że obiecała iż będzie, to nie mogę bez żalu przejść do tego, że nie pojawiła się wcale i wyłączyła nawet telefon. Mogła powiedzieć, że ma za dużo pacjentów, że nie może przyjechać. Wyglądałoby to inaczej niż takie zignorowanie. Tu już nie chodzi o kwestię tego, czy słusznie czy nie prosiłam lekarza o pomoc… A jak widziałam napady duszącego kaszlu u Gajki to nie muszę mówić, co czułam.
W między czasie odwiedziły nas Księżniczka, a potem Króliqczyca:) i chyba tyko dlatego łatwiej było mi sobie poradzić z ogarniającą paniką i przerażeniem. Swoją drogą to ciekawe, czemu akurat tak irracjonalnie reaguję na lekarzy. Zawsze jest problem z badaniem, bo tak wali mi serce, że zafałszowuje to wyniki badań. Przecież nie gryzą. Ale dość o tym. Tak mam i już i żadne słowa: weź się w garść nie są w stanie tego zmienić, bo próbowałam…

W sumie Gaja miała dosyć dobry humor mimo różnych trapiących ją dolegliwości. Bardzo podobały się jej wygłupy z dziewczynami. Zaśmiewała się, że aż brzuch jej się trząsł. Gaja od rozkochanego w niej Królika (Aga też wpadła po uszy w Gajusiowe sidła:) dostała osobliwy prezent: tańczącego i grającego kwiatka w doniczce. Z racji tego, ze muzyka w nim jest bardzo głośna dawkowaliśmy jej zabawkę na odległość, stopniowo przybliżając. Kiedy Gaja się z nią oswoiła przybliżyliśmy kwiata zupełnie blisko i kiedy zaczynał grać i wyginać się, Gaja zaczęła robić takie wygibasy jakby chciała tańczyć. Zgrała się tak z kwiatem kilka razy, że to nie był wytwór naszej wyobraźni. Jak potem chcieliśmy pokazać te sztuczki tacie, jakoś dziecko nie miało nastrojów tanecznych.
11.06.2008 środa
Hmm… nocne napady kaszlu u Gai. Nos zagilkowany. Mimo tego humor dopisuje. Babcia dalej na badaniach.
Gaja intensywnie badała twarz Pauliny. Ciekawy był nos, który z upodobaniem miętoliła do czasu, aż obiekt badań nie wytrzymał próby bólu - nie ma jak to ostre paznokcie:). Oczy też ciekawe, tylko po co je ktoś zamyka, nawet nie można sobie podłubać:).
Dział Rosnę już wzbogacony o zdjęcia rosnącego dziecięcia.
Oprócz Gai, tatę dopadło jakieś choróbsko - pije herbatę z miodkiem (herbata schodzi nam jak są goście i chorujemy:).
10.06.2008 wtorek

Jak Paulina jadła śniadanie Gaja wyrywała jej talerz, zabierała sałatę i ogórka z kanapki. Ogólnie jedzenie w towarzystwie Gai, która nabiera wtedy apetytu, jest sporym wzywaniem.
Gaja tak waliła w klawiaturę, że wyszło jej kilka literek "ń".
Jak mały pech to pech. Zatrzasnęłam klucze od mieszkania w drugim pokoju. I jak tu wyjść z domu? Zapasowe klucze były na wychodźstwie:). Z pomocą przyszła sąsiadka. Szczegółów nie zdradzę:).
Gaja znalazła ciekawą zabawę. Położyłam ją na chwilę przy macie "dukacyjnej", a ta schowała się pod nią, bawiąc się ze mną w chowanego. Nakryła się nią tak, że nie było jej widać nic prócz nóg. Kiedy zaczęłam pytać: Gdzie jest Gaja, bo była na łóżku i jej na nim nie wiedzę dziecię zdjęło matę z głowy. Myślę, że to nie była kwestia tego, że rozumiała, co do niej mówię (choć możne), ale że próbowałam nawiązać z nią kontakt słowny.
Odwiedziny babci Stasi przełożone. Babcia ma jeszcze robione badania. Ale, żeby je nie było smutno zadzwoniłam do niej wieczorem, kiedy Gaja miała dobry humor, żeby posłuchała jej śmiechu.
09.06.2008 poniedziałek
Od rana Gaja towarzyszy mi w przychodni, bo robię badania okresowe. Gdyby nie pomoc Agnieszki, nie wiem jakbym sobie poradziła. Bardzo dziękujemy! Zajęło to około 3 godzin…. potem inne robótki i wieczorem byłam wykończona. Tak, że nie chciało mi się nawet myśleć, co odpowiadać Maćkowi na pytania. Dzień jest stanowczo za krótki, a i sił nie starcza.
Oprócz Agi, dziś z Gają wygłupiała się też Króliq (Króliczyca?). Gaja ujeżdżała ją na barana, trzymając (ciągnąc) ją za włosy. Uczyła się pić z kubeczka i dostała romantyczny prezent: poduszkę z napisem: Kocham Cię. Gajusia tak intensywnie się nią bawiła, że poducha wylądowała w praniu.

Coraz bardziej trzeba uważać na Gaję, bo jak sobie coś upatrzy, to tak kombinuje, że to złapie, a my się nawet nie obejrzymy. Ostatnio w ulubionym sklepie wyjęła naszemu ulubionemu sprzedawcy nie wiadomo kiedy i jak długopis z kieszeni. Potem tak odczepiała breloczek z kartonika, ze wywaliło wszystko, co w nim było, przewróciła kartonik i na końcu dzierżyła brelok w buzi…
08.06.2008 niedziela
Gaja skończyła 7 miesiąc
Katar udziela się wszystkim, choć u Gai jest najbardziej intensywny.
Moja laktacja zwariowała, o jedno karmienie za mało:).
Przyjrzyjcie się jak Gaja ciężar ciała utrzymuje na jednym palcu u nogi. Ktoś tak potrafi?
Wieczorem Klaudynka wracała z Lednicy i ze znajomy zahaczyła o Toruń. W pewnym momencie wizyty zaczęłam wyciągać zabawki Gai, które miały jakieś ukryte funkcje do zabawy… od jednej do około dziesięciu. Każdy za zadanie miała sprawdzić możliwości zabawki. W pewnym momencie na stole był stos zabawek, każda w użytku, bo każdy gość bawił się swoją ulubioną. Gai też się coś dostało, to, co wyhaczyła ręką:).
07.06.2008 sobota

Gaja zaczyna chorować: katar, spadek apetytu, lekka gorączka. Pod wieczór katar się nasila i są problemy z oddychaniem. Profilaktyka domowa, nici ze spaceru.
Przybyła Ala z jeszcze większego miasta niż Toruń. Gaja dostała piłkę, która oszukuje. Rzucasz nią, a ona leci nie tam, gdzie myślisz. Największy entuzjazm wywołała, kiedy Maciek podrzucał piłkę do góry. Gaja tak się zaśmiewała, jak tylko ona potrafi. Szybko więc korzystając z okazji zadzwoniliśmy do babci Stasi, żeby posłuchała wnuczki. Zawsze to jakaś miła odmiana od szpitalnej rzeczywistości.
06.06.2008 piątek
Gaja od kilku dni trenuje ciosy karate w krtań. Dodatkowo wzbogaca je w szczypanie i drapanie.
Mam wrażenie, że w wielu wypadkach próbuje naśladować nasze dźwięki i gesty, np. stukanie dłońmi w stół lub w zabawkę, kiedy próbujemy ją uruchomić.
Od jakiegoś czasu Gaja robi też: bla, bla, bla i jednocześnie rusza ręką po języku. (Wiem o co mi chodzi, ale nie umiem tego precyzyjnie opisać).
Wczoraj jak wychodziłam na spacer zabrałam się ze wszystkimi i wszystkim za jednym podejściem: Gaja w nosidle, potrzebne rzeczy w plecaku, wózek pod pachą. Jestem matką wielofunkcyjną.
Wniknęły małe komplikacje z powrotem Maćka z pracy, więc skazana byłam na samodzielne wejście do domu. I tu zaczęły się schody. Miałam więcej rzeczy niż przy wychodzeniu. Wychodząc miałam złożony wózek. Wchodząc z Gają w nosidle próbowałam złożyć uparte bydlę. Pewnie gdyby nie 2 torby (nie puste) na ramieniu, to może by mi się to udało. A tak, mocowałam się jak łowczy polujący na ruchliwa muchę. Musiałam wyglądać sierotowato, bo z odsieczą ruszył mi jeden pan z pobliskiego sklepu. Wózka nie dało się złożyć, bo miałam coś w bagażniku, ale i tak nie miałam już tego, gdzie wepchnąć do którejś z toreb. Z na wpół złożonym wózkiem trzymając go za podnóżek, żeby się

nie rozłożył w trakcie wchodzenia zdobyłam moje dwa piętra idąc z wózkiem torbami i rodzynkiem na tym torcie: Gają. Udało się i nawet obyło się bez uciążliwości/zbytnich… Dodam, ze pan zaproponował wniesienie mi wózka, ale stwierdziłam, że muszę dać sobie radę sama, bo i tak kiedyś będę musiała wejść. A tak chociaż przetestuję…
05.06.2008 czwartek
Zrobiłam eksperyment z kaszką kukurydzianą… i kiedy smakowałam tego efekty (takie sobie) Gaja przerwała zabawę i intensywnie wpatrywała się w łyżkę, która nie szła do jej buzi. Oczywiście trzeba było jej zrekompensować straty moralne i dostała deser - gruszki. Na mój gust gorzkawe (nie zepsute!!!). Zjadła wszystko. Obiadowo - kolacyjny słoik - ziemniaki z królikiem hippa są lepsze jak jest w nim żółtko i żelazo. Wczorajsze jedzenie bez żółtka nie podeszło Gai.
Gaja w kąpieli postanowiła wychlapać całą wodę. W zasadzie pilnując jej wyglądałam jakbym wyszła spod prysznica. Żal mi jednak było przerywać taką fajną zabawę.
Odwiedziła nas pani G. Gaja już drugi raz usnęła na jej rękach. Ostatni Gajusia jest lekko wybita z rytmu. Zasypia, zaraz się budzi i potem jest przemęczona.
W sklepie AlmiDecor Gaja nie wiedziała na co patrzeć. Była tak szczęśliwa, że przebierała z radości rękoma i wydawała okrzyki totalnego zadowolenia.
Krótki spacer z Antonim i jego mamą. Miało być sprawdzanie czy Gaja pełza, czy nie… ale z przyczyn obiektywnych nie udało się to.

Byłam dziś świadkiem mrożącej krew w żyłach scenie. Dziewczyna zmylona tym, że na innej sygnalizacji zapaliło się zielone światło, ruszyła biegiem na czerwonym, prosto pod pędzący samochód. Samochód wyhamował tuż przed dziewczyną, która wręcz zamarła na środku ulicy. Wszyscy mieli dużo szczęścia. Ale to co widziałam spowodowało, że długo nie mogłam się pozbierać. Tak trzymałam wózek i skupiałam się na tym, by bezpiecznie dojść z Gają, że nie słyszałam żadnego z licznych telefonów.
Obojgu nam pomyliły się dni miesiąca. Dopóki nie zaczęłam edytować tej strony myślałam, że Gaja kończy jutro 7 miesięcy.
04.06.2008 środa
Gaja próbowała zjeść Paulinę:).
Spotkanie trzech dziewczyn: Gaja, Aniela, Zosia. Gaja lekko zagubiona, ale już nie tak płaczliwa. Zauważyłam, że prawie każde dziecko żywo reaguje na kota z klocków, którego Gaja dostała od mojej rodziny z Olsztyna. Iga namawiała mamę, żeby kupiła jej takiego samego, Anielka sprawdziła jak działa.

Dotarł kurierem nowy wózek - lżejsza spacerówka. Różnica wagowa jest mocno zauważalna. Nie ma co porównywać tych wózków, bo poprzedni jest o kilka klas lepszy, ale ten nowy ma jedną, nie do pobicia, zaletę - jest lżejszy. Wieczorem uczyłam się jego obsługi: składania, rozkładania, regulacji wysokości, pakowania bagażnika. Oczywiście spacer inauguracyjny już był.
03.06.2008 wtorek
Galeria 2008.06.03
Kolor firanek
02.06.2008 poniedziałek
Gaja tak pospała, że na spacer wieczorem się wybrała, tyle tego było, że po powrocie do domu szybkim snem ją zmorzyło.
Wcinamy skrobane jabłko. Czy smakuje? Miny zadziwienia.
Dotarła przesyłka od Cioci Edyty, wujka Piotra i Babci Stasi. Samo trzymanie koperty wywoływało w Gai wiele pokładów zadowolenia. A zawartość? Uśmiech od ucha do ucha. Sama, jakbym była dzieckiem (teraz też:) chciałabym taką Księżniczkę. Balon ciągle na topie, choć już nie tak intensywnie.

01.06.2008 niedziela
Dzień Gajusi, naszego dziecka i innych dzieci. Dla Wszystkich, który czują się dziećmi - MOC NAJSERDECZNIEJSZYCH ŻYCZEŃ
Dzień z mamą i z tatą. Najbardziej zachwycił Gajusię balon od Paulinki. Zabawka na cały dzień.
Spotkaliśmy Sylwię. Kiedy widziałyśmy się ostatni raz byłam w ciąży, a dziś z Gają. Ale miłe spotkanie!!!
Mam chyba uczculenie na meszki, albo ugryzło mnie coś toksycznego… więc jak widzę te robale przy Gajce to mi ciarki przechodzą.
Maciuś zrobił dziś mus truskawkowy, miałam opory, żeby zjeść, aby nie uczulić dziecka. Przekonało mnie to (szybko), że przecież trzeba pierw sprawdzić, a nie martwić się na zapas. A więc mus zjadłam… a Gaja jak się do mnie przyssała, to na bite 40 minut, a nawet dłużej. Było to moje najdłuższe karmienie, które wymagało od Gai wielkiego zaangażowania. Maciek ma teorię, że Gaja lubi truskawkowe mleko:).
Paulina podjęła się próby wymiany pieluszki z niestandardową zawartością. Nie dała rady. A jakby miała swoje dziecko? Pamiętam swoją pierwsza zmianę takiej pieluchy w szpitalu. Oj było zabawnie, nie wiedziałam jak się do tego zabrać:). Najlepsze techniki wypracowuje się metodą prób i błędów.
Zdjęcia porównawcze