31.07.2008 czwartek

Witamy wszystkich fanów Gajusi!!!
Co u niej? Dwa zęby dolne pną się w górę. Już można wypatrzyć je bez trudu. Mamy wrażenie, ze wykluwa się kolejny, bo są ataki wścieklizny zębowej, choć jeszcze nie zlokalizowaliśmy gdzie.
Obroty wykonuje samodzielnie, zwłaszcza jak idzie pora spania. Wczoraj dziecko samodzielnie obróciło się z brzucha na plecy… pewnie zanim to zrobi ponownie minie sporo czasu, ale chociaż wiem, że potrafi.
Mówi: tata (ale nie używa tego słowa do tego, co ono oznacza), wychodzi jej prawie słowo: Edyta. Mówi: baba. Jak uczą ją wszyscy dookoła mówić mama, Gaja woła: tatata:).
Gaja z wielkim zafascynowaniem ogląda jak babcia Stasia puszcza w szklance bańki przez słomkę.
Dziś wuj Piotr prowadził z Gają wózek po mieście i dopytywał, czy jest do niego podobna.
Gaja niesamowicie adaptuje się do nowych warunków. Wszędzie czuje się jak u siebie.
Ciekawych przygód Gai zapraszamy wkrótce.
30.07.2008 środa
Gaja ma swój klucz do różnych rzeczy, nieznany mam. Dziś np. wstała o 7.30
29.07.2008 wtorek
Rano pojechałam z Gają po bułki do Biedronki. Przy wjeździe do sklepu, przy wąskim przejeździe dla wózków stał kosz na śmieci, z którego na zewnątrz wiatr wydmuchała worek… i co oczywiście wiedziałam, że zrobi i zrobiła Gaja - wyciągnęła po niego swoje ciekawskie rączki i byłyśmy upaprane nim we dwie, ona bo się bawiła, ja bo pozbawiałam jej tak urokliwej zabawki.
Rodzinny wypad nad rzeczkę Dzierżęcinkę i kaczuchy. Spacer długi, że ho, ho. Gaja wreszcie może się napatrzeć na ludzi. Przekręcanie się na brzuch jak zwykle przed snem i tylko w jedną stronę. Kombinacje i stymulacje, żeby szło to też w drugim kierunku, bez efektów.
Zrezygnowałam z dodatkowego gotowania warzyw Gajce, bo nie miała na nie apetytu. Żywimy się fast foodem słoikowym.
28.07.2008 poniedziałek
27.07.2008 niedziela
26.07.2008 sobota
25.07.2008 piątek
Spacer w towarzystwie Michała (w wózku) i jego opiekunki Mai z Filipin. Wysiłek intelektualny ogromny, bo trzeba odkurzyć w głowie angielskie słowa. Mimo, że okropnie kaleczyłam język dogadywałyśmy się. Nie miałam oporów, że niegramotnie itp. Bardzo miły spacer.
24.07.2008 czwartek
Gaja nas "zdradziła". Dawno, dawno temu kupiliśmy jej kubek niekapek… i z trudem szło jej picie a łatwiej nie picie z niego. W związku z czym zarzuciliśmy używanie go. A tu dziś, ciocia Edyta kupiła Gai na potrzeby koszalińskie inny- zielony z silikonowym, miękkim ustnikiem. I co dziecko na to? Piło, ze się kurzyło. Zamiast być solidarne z rodzicami…:) A my dowiedzieliśmy się, że są inne ustniki.
23.07.2008 środa
22.07.2008 wtorek
21.07.2008 poniedziałek
20.07.2008 niedziela
Nowe miejsce - nowa pora wstawania - 4:00 rano. Gaja zjadła i postanowiła pobrykać. Matka nie w ciemię bita znalazła patent na dziecko - smok… ale co ma podziałać na rozbudzoną matkę? Ta już usnąć nie dała rady.
Dziś nowe smaki - mięsko z obiadu "dużych".
Gaja ma tu bardzo dobry apetyt i sen.
19.07.2008 sobota
Wyjazd cała ferajną do Koszalina. Spakować się na dwa tygodnie, w dwa plecak,i na trzy osoby, to wyzwanie. Co jest ważne, a co mniej ważne? To pierwsza nasza taka długa wyprawa.
Jazda z dzieckiem pociągiem, ze wszystkimi tobołami, to wyzwanie, zwłaszcza w sezonie wakacyjnym. Mieliśmy szczęście, bo mimo weekendu udało się nam znaleźć miejsca siedzące. Gaja w czasie podróży zaskarbiła sobie zainteresowanie współpasażerów, co przekładało się na zabawy z paniami w wieku babć. Każda z tych pań była atrakcyjna dla Gai, bo miała bransoletki, które nasza córcia usilnie starała się wyrwać urywając rękę. Na szczęście panie nie były masochistkami:). Gaja usiłowała wyrwać różne ozdoby paniom z wielką determinacją i zaangażowaniem. W przerwach miedzy zapędami małej sroczki, która próbuje chwycić wszystko to, co się świeci, dziecko spało ślicznym, sprawiedliwym, pociągowym snem. Wiec podróż bajka.
W Koszalinie wszytko było dla Gai atrakcyjne, bo nowe inne. Ciekawy był wuj Piotr, jego samochód, fotelik dziecięcy, jego zapięcie.
Ale nie zapomnijmy o celu podróży - spotkanie z wytęsknioną za wnuczką babcią Stasią. Gaja pokazała babci, co potrafi, pochwaliła się ślicznym zębulem, swoim apetytem rozbudziła apetyt babci, ku uciesze wszystkich. Dużą atrakcja dla Gai były zachęty przez babcię, do grania na języku przez Gaję. Kiedy babcia próbowała pokazać, o co jej chodzi, wywoływało to wielki entuzjazm i uśmiech na ustach wnuczki.
Były też przymiarki do zjadania ogródkowych poziomek. Miny strojone przy tym były godne pojedynku na miny z Ferdydurke Gombrowicza. Gaja kilka poziomek zmasakrowała w rękach, tworząc ciekawe ciapy ręczne.
Było też spotkanie pierwszego stopnia z psiuńcią Michaliną. Psiuńcia na wszelki wypadek trzymała się z daleka. Perski kot (cudo jakich mało) dał się bez protestów złapać za nos i na dodatek otarł się o nas kilka razy prezentując swój prześliczny syjamski ogon.
Moc wrażeń spowodowała, że po mleku, które Gaja postanowiła wyjeść dopiero wieczorem, Gaja usnęła natychmiast.
Było jeszcze wiele innych atrakcji, ale nie sposób wszystkie spamiętać.
18.07.2008 piątek
Musze zmienić recepturę, bo ewidentnie to, co gotuję nie smakuje Gajce. Może sukcesem pierwszych dań był smak marchewki. Tamta była słodka…
Lekkie marudy.
17.07.2008 czwartek
Oglądaliśmy film Kusturicy "Czas Cyganów" - w zasadzie był o tym, co ten artykuł, choć akcja rozgrywała się we Włoszech. Dzieci sprzedane na żebry
Gaja była na spacerze z Antonim. Antoni ma na palcu opatrunek. Gaja bardzo silnie starała się go złapać. Antoni nawet jej to ułatwiał, bo też wyciągał ku niej rączkę. W pewnym momencie ich dłonie wyglądały jak z fresku na Kaplicy Sykstyńskiej

Stworzenie Adama. Pod piekarnia Antoni i Gaja ostro konwersowali używając zwrotów typu: iiiy, wyy, itp. itd. Pewnie obgadywali rodziców, więc posługiwali się tajnym kodem. Gaja i Antoni są coraz bardziej interaktywni.
Zabawką dnia zostały wstążki po prezencie dla Anety, która obchodzi dziś imieniny i kartonik po prezencie. Jeszcze raz moc najserdeczniejszych życzeń. Ciasto autorstwa Agi było pyszne. Gaja dostała okruszek, ale nie potrafiła jeszcze odkryć bogactwa smaku. A… Gaja i okruszki to ciekawa sprawa. Jak matka, wypatrzy wszędzie i próbuje chwycić je, z powodzeniem w paluszki. Muszę też pochwalić moją córcię, bo ładnie idzie jej chwytanie zamka i rozsuwanie, i zasuwanie go. Wie, że kiedy mama ma fajny różowy, chmurzasty szlafrok to będzie zabawa zamkowa.
Tuż przed snem zęby dały Gai ostro w kość. Na uśmierzenie bólu podaliśmy jej paracetamol. Nawet jeśli nie pomoże, to był bardzo ciekawym doznaniem smakowym. Dziecko radośnie po nim się rozgadało, a pięć minut później zasnęło snem sprawiedliwego.
Nasze przygody z nocnikiem są bardzo owocne i co najważniejsze pozytywne dla Gai. Nie ma protestów jak na nim siedzi, chyba, że mama nie da tego, co dziecko chce. Jak dziecko siedzi za długo i bez efektów schodzimy z nocnika, żeby nam się nie znudził. Kiedy zagra melodyjka Gaja jest pełna oczekiwania z nieśmiałym uśmiechem na brawo.
Gaja poszła na mały kompromis i przewróciła się na brzuch sama, żeby pomiętolić mój kryminał… moje sztuczki bez efektu. Jeden raz sama i na dziś starczy:).

16.07.2008 środa
Dziś lenistwo obrotowe. Za to pod wieczór apetyt gigant: dwie piersi, resztki obiadu, deser z dodatkowym bananem, kaszka z bananem (już słabiej wchodziła) i potem znowu dwie piersi…
Dzień na nie spaniu. Myślałam, że będą nici ze spaceru, bo Gaja uśnie, ale tak brykała, że wybrałyśmy się w świat. Na spacerze spała może z 20 minut. Jak to przy zmęczeniu - głupawka śmiechowa gigant. Dziś ludzie mieli problem z robieniem zakupów w ulubiony sklepie, bo Gaja ich rozpraszała swoimi zaczepkami.
15.07.2008 wtorek
Artykuł Ona zrobi ci dziecko
Gaja obróciła się sama na brzuch podczas zmiany pieluszki. Próbowała złapać koszyk z pieluchami i takim sposobem wylądowała na brzuchu. Maciek twierdzi, że wyszło jej przypadkiem, ale od przypadku do działania:).
Do godziny 12:00 Gaja zrobiła samodzielnie trzy obroty z pleców na brzuch. Zmotywowały ją rzeczy nie do zabawy dla dzieci - koszyk z pieluchami i sudocrem. Na zabawki nie reaguje.
Gaja podczas wymiany uwag z ulubionym sprzedawcą miała taki głos jak gwiazda rocka z estradową chrypką. Wyraźnie bardzo przypadło jej to do gustu, bo bawiła się swoim głosem.
Maciuś produkuje jogurt domowej roboty. Aby mieć ciągłość produkcji poszliśmy do sklepu z Biedronką:) i kupiliśmy mleko, tzn. ja stałam pod sklepem z dzieckiem. Dziecko, żeby się nie nudzić zaczepiło dziewczynkę, też czekająca na kogoś ze sklepu. Dziewczynka była dla Gai kimś tak przefajnym, że co rusz zaśmiewała się w głos, aż jej gardło chodziło. Nie było bata zaśmiewałam się z dziewczynką, która wymyślała miny, zaczepki. W sumie to Gaja organizuje mi rozrywki, a nie ja jej.
Ha… nasza córcia wchodzi w etap wymuszania płaczem, który jest wymieszany ze wścieklizną zębową. Jak czegoś nie dostanie (np. sprzączki od paska, telefonu), uderza w ryk, a potem dostaje ataku wściekłych dziąseł.

Tak pooglądaliśmy sobie dziś scenki wymuszeń ze strony innych dzieci - babcia biegała za wnuczkiem, który miał gdzieś jej nawoływania, inne dziecko szarpało babcię za torbę, wręcz ciągnęło babcię do tyłu - dobrze, że ta miała jaką masę, bo mogłaby nawet się przewrócić… A więc pooglądaliśmy i stwierdziliśmy, że się nie damy:). W każdym razie będziemy próbować. Gaja potencjał ma, więc nudzić się nie będziemy.
sposób na zęby ->
14.07.2008 poniedziałek
Gaja w dzień spała 15 minut. Po kąpieli i karmieniu jak wkładałam ją do łóżeczka, zasnęła w trakcie umieszczania jej w łóżeczku. Po wieczór miała już tak cudowną głupawkę śmiechową, że wystarczyło cokolwiek, żeby się śmiała.
Rano wypad w sprawie spraw, których załatwić się nie da. Fajną odmianą jest taki ranny spacer. I fontanna inaczej pluła wodą. Gaja była pełna zachwytu i zainteresowania innymi dziećmi.
Pierwszy raz chwycił mnie ząb Gai. W zasadzie sama się o to prosiłam… efekt bolesny, z widocznym wgnieceniem na ręce. Ciekawe, czy ugryzła się sama, bo ostatnio intensywnie pcha palce u nóg do buzi.
Dolny siekacz już niedługo powita powierzchnię ziemi. Wdać czarna kropkę i białe prześwity.
Dziecko nie docenia ostatnio moich starań kulinarnych i nie zje tego, co ugotuję jeśli nie wymieszam tego ze słoiczkiem. W kaszkach producenci wkładają straszne ilości cukru. Ostatnio nieświadomie kupiliśmy okropnie słodki ulep. Jak ma nie być otyłości na świecie. Wolałabym kaszkę bez cukru, który dawkowałabym według uznania.

->Gaja z oderwanym ślicznym kwiatkiem, który pewnie dobrze smakuje.
13.07.2008 niedziela
Kolejny dzień pod znakiem zębowym. Gaja jest dzielna. Czasem poleci łezka, podenerwuje się chwilę, bo swędzą dziąsła, ale poza tym wszystko ok. Apetyt dobry, sen bez zarzutu, jedynie lekkie marudzenie. Maciek wypatrzył już drugi ząb - kła i dziś dolny siekacz. Kieł przebił jedną kropkę, siekacz czai się do wyjścia.
12.07.2008 sobota
Gaja wstała dziś o 8.00. Dziecko wie, kiedy weekend i trzeba dać pospać.
Ulubione zabawy: kołem ratunkowym, ściąganie skarpetek. Pod koniec spaceru nie ma już żadnej na nodze.
Wyżynanie zębów daje w kość. Kieł to pewniak.
Trzeba uważać też na rzeczy w sklepie, które są w zasięgu rąk, bo fajnie jest łapać to co się da:).
Ubrałam Gajce sukienkę z nie wiedzieć czemu z klejonymi kwiatkami (producenci odwalili tandetę). Gaja tak skubała, że wyrwała. Żeby nie było przykrych niespodzianek wyrwałam wszystkie. Sama je przyszyję. A w sukience i tak nie wyszłyśmy, bo ulała na marchewkowo:).
W ulubionym sklepie był pojedynek na miny. Ulubiony sprzedawca piszczał usta układając w "o". Gaja za nim. Początkowo myśleliśmy, że chyba ma huśtawkę nastrojów od śmiechu do płaczu. Ale doszliśmy do winsoku, że ewidentnie naśladowała i prowokowała.

11.07.2008 piątek
Wścieklizna zębowa. Nawet została niedojedzona porcja kaszki. Jak na razie Gaja jest na nie: nie obrotom, nie jedzeniu, nie nocnikowi. Nie dziwię się jej. Z Maćkiem (M. wcześniej) wypatrzyliśmy, że na górnej szczęce w okolicach "zęba wampira" przebiła się przez dziąsło biała kropka.
Ugotowałam znowu Gajce obiad, ale pluła, bo nie takie, bo za rzadkie. Odsączyłam nadmiar wody, dodałam słoik i co? Zjadła wszystko. Może na razie dam sobie spokój z kuchnią pełną niespodzianek, bo wychodzą już gnioty. Podałam też córci banana pokrojonego w duże kostki. Jadła aż się kurzyło. Nieźle radzi sobie z gryzieniem. Pół bochenka chleba wymemłane w buzi to pikuś:). Na szczęście udało się Maćkowi coś odkroić dla siebie.
Jak Gaja zrobi siusiu na nocnik, to biję jej brawo w akompaniamencie melodyjki. Jest wtedy bardzo zadowolona. Kilka dni temu nie zdążyła zrobić siusiu, bo już czekała na nią kąpiel. Zdjęłam ją z nocnika i przez przypadek potrąciłam żyrafę, która zagrała. Gaja była w siódmym niebie.
Spotkaliśmy Beatę z Antonim. Antoni niedługo skończy 5 lat. Biegał w różne strony, ciekawy, co się dzieje dookoła. Gaja była już mocno zmęczona i śpiąca… kiedy jednak Anek przybiegał do mamy, wynajdowała nie wiadomo skąd pokłady szaleńczego entuzjazmu. A już wielką radochę miała, kiedy udało się jej potarmosić go za włosy.
Dzień harców i hulanek z ciocią Agą.

10.07.2008 czwartek
Od jakiegoś czasu powróciłam do ciężkiego ale solidnego wózka. Jak to miło, kiedy nie straszna na nim kostka brukowa, krawężniki, rozkopy.
Spacerowaliśmy w towarzystwie Antoniego i jego mamy. Gaję bardzo ciekawiły nogi Antka. Co rusz je łapała, co nie szczególnie zachwycało Antoniego, ale pozwalał na takie zabawy. Na dokładkę jak przybliżyłam ją do wózka Antoniego zainteresowała ją podkładka na buty i próbowała wejść do jego wózka.
Szukając informacji na temat tego, kiedy dziecko może jeść buraki (nie widziałam ich w żadnych słoikach) natrafiłam na artykuł o tym, że każdy kraj ustala indywidualny schemat żywienia i trzeba mieć swój zdrowy rozsądek. Tak więc ugotowałam Gai ziemniaki, marchewkę, brokuły i buraki (na mój gust pychota). Wyszło tego tyle co słoik, podałam jej w dwóch ratach. Pierwszą przed spacerem, który trwał 4 godziny - nie domagała się jedzenia w jego trakcie. Więc może to jest patent na podwórkowe jedzenie:). Na dokładkę kupiłam Gajce małą bułkę, żeby sobki ją skubała na spacerze. Jadła w Ostródzie i nic jej ie było, więc co mam jej żałować. Znajoma krzyknęła: a gluten! A ja na to gluten nie gluten, jeśli nic jej nie jest, to co przejmować się glutenem. Wózek do prania, ale co tam:). Dodatkowa korzyść z bułki miały gołębie. choć przy naszej rozmiękłej bułce nie było tylu fanów, co przy ludziach z innym pokarmem:).
Na spacerze poszliśmy tez do fontanny. Zawsze to jakaś okazja do poznania nowych dzieci. Gaja wyciąga do nich rączki i próbuje stukać, podać dłoń. Niby ją wyciąga, ale jak jakieś dziecko próbuje ją dotknąć zabiera rękę, żeby za chwilę znowu wystawić.
Zęby dokuczają. Gaja kilka razy wpakowała do buzi smoczek - gryzak. Wygląda jak ortopedyczny, dla masochistów:).
Trenowanie przewrotów. Znowu tylko nasza inicjatywa.
09.07.2008 środa

<- wózek do transportu dywanów
Rano pojechaliśmy z Gają do Ośrodka Rehabilitacji. Jakie wrażenia? Maciek się śmiał, że moglibyśmy zadzwonić do pani Zinadii i powiedziałaby nam wszystko przez telefon. Pani długo wypełniała jakieś papiery, potem poprosiła o udostępnienie danych Gai o WYLEWIE!!! na potrzeby doktoratu, który pisze. Słowo jakiego użyła wywołało we mnie drgania. Na patologii temat ujmowano inaczej, a tu jakbym odstała obuchem w głowę. Miałam podpisać jakieś zgody na wykorzystanie anonimowe danych Gai… i kiedy zaczęłam czytać to, co miałam podpisać, pani (takie miałam wrażenie) była niezadowolona i skwitowała, że mam tylko podpisać. Ale spoko.
Pani obejrzała Gaję, stwierdziła, że wszystko jest ok. Jej niechęć do obrotów wynika ze strachu. Pokazała nam jak jak ją stymulować i za miesiąc mam iść na kolejną wizytę.
Ugotowałam Gai danie z brokułami. Wyszło tego tyle ile w średnim słoiku z obiadkiem. Gaja zjadła wszystko. Chociaż dziecko docenia moje starania kulinarne:).
Ostatnio Gai chyba wyżynają się inne zęby, ale są jeszcze niewidoczne. Tak jej dają we znaki, że ni z gruszki ni z pietruszki, wpada w totalną wściekłość - zaczyna wrzeszczeć i próbuje zagryźć to, co ma pod ręką. Po chwili wraca do równowagi. A ząb jest bardzo ostry, choć na razie nie mam problemów z karmieniem. Dziecko dba o mamę:).

Przechodziliśmy koło sklepu zoologicznego i Gajkę zafascynowały ptaki. Wpatrywała się w nie jak urzeczona… a ja się zastanawiałam, czy jakaś inspekcja kontroluje sklepy zoologiczne, bo jak na mój gust w jednej klatce było przeptasienie. Z ciekawostek: w promocji były myszoskoczki (karteczka była ostro wymemłana). Maciek zastanawiał się jakby wyglądały, gdyby były po przecenie… Ogólnie szkoda mi zwierząt z takich miejsc.
Gaja zrobiła sobie dzień rozpasania:). Kiedy wracaliśmy po wyprawie na Rubinkowo pieszo do domu z dywanem na wózku (wózki red castle whizz doskonale nadają się do transportu dywanów - przewieźliśmy na nim już 3 dywany:) Gaja zdjęła skarpetki (zawsze ściąga), czapkę (ostatnio ulubiona zabawa), obydwie nogi oparła o barierkę wózka i wymachiwała kubkiem niekapakiem przerobionym na butlę ze smoczkiem na wszystkie strony, mając dodatkowo radochę z foli przeciwdeszczowej, w którą można stukać do woli.
Trenujemy przewroty - idą rewelacyjnie. Na razie z naszej inicjatywy.
08.07.2008 wtorek
Gaja o 12:50 skończyła 8 miesięcy!!!
Matka wywlekła wołami ojca do salonu optycznego (ładna nazwa - salon:). Niech dziecko ma mocniejszą zabawkę do zabawy, a nie takie klekoty. Fart chciał, że była pani dr i zrobiono od razu komputerowe badanie wzroku. I dobrze, bo oczka też zmieniły parametry rozmazania świata. W oczekiwaniu na Maćka, pani z salonu opowiedziała nam o swojej wnuczce (niewiele starszej od Gai) i wzięła moje Słońce na ręce. Gaja pilnie poszukiwała łańcuszka, guzików, żeby móc to poskubać… ale pech, nie było:). Dziecko lubi precyzję. Na topie są zamki.

07.07.2008 poniedziałek
Galeria 2008.07.07
Mieliśmy multum smoczków. Ostatnio w tajemniczych okolicznościach poginęły. Ale zanikniecie tego nocnego to już zagadka dla detektywa. Gaja miała go w buzi. Szła spać. Usnęła. Przebudziła się… i trzeba zatyczki, żeby się nie rozbudziła, a po smoczku ani śladu. Obszukaliśmy całe jej posłanie i nici. Czyżby zjadła lub krasnoludki uprowadziły? Śpiące dziecko poszło między bajki… Coś ta nasza Gaja zasypia około 20/21, ale budzi się przed 23.00 lub północą.
Korzystanie z nocnika sprawia Gajce frajdę… choć albo mamy krzywą podłogę, albo źle jest umieszczony mechanizm melodyjki, bo zdecydowanie częściej nie gra. Wyjaśnijmy sobie - Gaja nie woła, że chce siusiu (kupkę potrafię rozpoznać po stękaniu:). Wysadzam ją według uznania, sadzam przed lustrem w otoczeniu zabawek… i czekam:). Nasze Słońce nie ma jeszcze świadomości, że jak złapie coś przed sobą i mocno wychyli się z nocnika, to złapie zająca ryjąc nosem o podłogę… na szczęście byliśmy szybsi i nie upolowała nic na obiad.
Ugotowałam Gai ziemniaki, marchewkę i kalafior (wersja mini). Nie widziałam w słoikach nigdzie kalafiora, ale jadła go w Ostródzie i było ok. Jak gotowałam to "coś" co chwila przypominało mi się, że postawiałam garnek na ogniu. Muszę mieć minutnik, żebym pamiętała o tym, że bawię się w kucharkę.
Martwię się o babcie i dziadków. Coś zdrowie im nie dopisuje.
06.07.2008 niedziela

Jakiś zagubiony okruch szkła, którego wczoraj nie zauważyliśmy wbił mi się w nogę. Ze stopy wystawał mały okruch, a w środku około pół centymetra szkiełka. Maciuś wydobył to coś pęsetą… byłam pod wrażaniem, ile tego wyszło… Natychmiast ponowne odkurzanie…
Nie wiem czy to po deserku z jogurtem, ale Gaja ma lekką biegunkę. Na wszelki wypadek dziś go nie dostała. Po południu wszystko się unormowało. Organizm może nie jest przyzwyczajony. Spróbujemy ponownie za jakiś czas.
Jak byliśmy z Alą w Orientalnej, Maciek ze swojego talerza dał Gai kilka ziarenek ryżu. Zrobiła taką minę, że szkoda, że nie było aparatu pod ręką. Zdegustowanie, zaciekawienie, złość???
Włączyłam dziś Gai na chwil kilka tańczącego kwiata. Jak skończył swoją sesję, Gaja zaczęła nim potrząsać, żeby zagrał i zatańczył ponownie. Udało jej się i próbowała dalej… Maciek na wszelki wpadek wyłączył go:).
05.07.2008 sobota
Dziecię wstało dziś o 8.20. Obudziło się wprawdzie na krótko, niby z głodu, ale jeść nie chciało… a po smoczku jakoś cichutko usnęło.
Maciek stwierdził, że nie ma sensu kupować Gai gryzaków, bo te co ma, rzuca w kąt i masuje swędzące zęby np. konewką. Zresztą po co

zabawki - wystarczy skarpeta do gryzienia, czapka do rozciągania, a jak nie ma szmatek na podorędziu wystarczą nogi… choć najfajniejsze są telefony komórkowe. Czasem w jej obecności nie można porozmawiać, bo wyrywa go z ręki.
Paulina, Monika i Paweł pojechali już do Ostródy.
Gaja stłukła swoją pierwsza filiżankę. Siedziała z Maćkiem przy stole i w pewnym momencie coś huknęło na ziemię i rozsypało się w drobny mak.
← Gaja z moimi przefajnymi siostrami Elą i Gosią. Jesteśmy do siebie podobne?
04.07.2008 piątek
Gaja wstała o 8.00. Musiała chyba odespać wrażenia.
Dokonałam nowych spostrzeżeń podczas zabawy Gai: próbowała kręcić tarczą telefonu grzechotki, poruszała kwiatkami na dwóch innych zabawkach. Teraz w jej zabawie dominuje pukanie przedmiotów o siebie i kombinowanie, co można zrobić z zabawką oprócz oblizywania i dzwonienia.

Gaja roztacza niezwykłą aurę. Jest siewczynią dobrego nastroju. Jak byłyśmy dziś na rynku (Gaja jedzie do mnie plecami), to po minach ludzi widziałam co może robić teraz Gaja - ludzie śmiali/uśmiechali się na jej widok. Skojarzyło mi się to trochę z tym jak słońce rozświetla ponurą łąkę.
Kupiliśmy Gai nocnik z melodyjką. Posadziliśmy ją przed lustrem i była w siódmym niebie. Po jakimś czasie (było nas sześcioro) zaczęło coś grać takim rzępoleniem. Stwierdziliśmy, że komuś telefon szwankuje i kazaliśmy mu szybko odebrać… Ale jakoś nikt się do niego nie przyznawał. Potem doszliśmy, że to nocnik…
Gaja paradowała w fajnej peruce.
03.07.2008 czwartek
Dziś rano nie miałam owoców do kaszki, a Gaja stwierdziła, że takiego paskudztwa nie zje. Na szczęście była banan, którego niezwłocznie rozciapałam do kaszki. I jaki efekt? Wszystko zjedzone.
U Gośki Gaja pełniła wartę przy klatce świnki (syn naszego Krojcwelda). Udało jej się kilka razy chwycić świnkę i dotknąć jej nosa.
Powrót do Torunia z całą ferajną: Gają, Pauliną, Moniką i Pawełkiem. Gaja przespała podróż, dbając o swój rytm spania. Mi też przydałaby się mała drzemka.
Gaja pierwszy raz od poniedziałku zobaczyła tatę, akurat wypadło tak, że była po popołudniowym śnie. Spojrzała na niego zaniepokojona, nie rozpłakała się jednak. Potem jak się oswoiła była najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem.
Maciek stwierdził, że Gaja wróciła jakaś inna, bardziej "kumata".
02.07.2008 środa

Maraton rodzinny:). Około 11:00 - 12:00 umówiłam się z Gośką na spacer. Skończyło się na tym, że Gaja spała do 13:00 i ruszyłyśmy na podbój Ostródy prawie dwie godziny po umówionej godzinie. Bardzo ciekawiły ją łabędzie (w Toruniu dawno nie widziałam żadnego łabędzia). Obejrzałyśmy rzeźby ustawione na nabrzeżu, wyszalałyśmy się na placu zbaw - Gośka śmigała z Gają na zjeżdżalni aż zabrakło jej sił. Porobiłyśmy zakupy w sklepikach z duża ilością towaru made in China.
Gaja miała dziś dzień WIELKIEGO EKSPERYMENTU JEDZENIOWEGO. Co bardziej doświadczone mamy mogą się dziwić jak karmimy Gaję, ale wynika to z tego co nawkładały nam do głowy broszurki, pediatrzy i w sumie czuję się zagubiona w tym, co już może jeść a czego nie. Tak więc ugotowałam Gai warzywa (nawet wyszło, co mnie zaskoczyło): ziemniaka, kalafior, marchewkę i liść pietruszki i zgniotłam to widelcem (na mój gust bez smaku). Dziecko jadło to bez entuzjazmu, ale wymieszałam to z małą ilością gerberka i zjadła aż się kurzyło. Muszę potrenować z doprawieniem (bez soli:). Potem dostałą loda do polizania (to od dłuższego czasu jest wielkim hitem) i nie wiadomo kiedy porwała Gośce kawałek ciasteczkowego wafelka, który zniknął w czeluściach buzi. Na dokładkę Gaja wgryzała się w policzki mojej drugiej siostry Eli. Potem doszłyśmy, że chce mleka:).
Zaobserwowałyśmy, że Gaję fascynują mężczyźni. Co któregoś spotkała, nie mogła oderwać wzroku, śledziła każdy jego ruch, a o entuzjazmie nie wspomnę.
Śmiganie do tyłu na brzuchu coraz wyraźniejsze i Gaja jest świadoma tego, że gdzieś "idzie". Pupkę podnosi coraz wyżej, ale kiedy pupa w górze nosem ryje po kocu:). Równowaga musi być.
cdn
01.07.2008 wtorek

będzie tu coś dopisane:)
Jak to zwykle bywa w Ostródzie dzień wizytowy - udaje się tylko odwiedzić siostry i braci.
U Eli Gaja doświadczyła pierwszych eksperymentów kulinarnych. Domowe ziemniaki, banany (część lądowała u szwagra w kapciach), okruszynka kotleta. Dodatkowo granie abażurami w piłkę, przymiarka i smakowanie biżuterii… Czas tak szybko leciał i nadszedł czas na kolejne wizyty. Dotarłyśmy do Ani i Krzyśka. Ich pies był tak rozentuzjazmowany, że nie mógł znaleźć sobie miejsca. Usiłował wylizać Gaję, bo była bardzo apetyczna, a potem poczuł się lekko zazdrosny i wskakiwał Krzyśkowi na kolana, żeby tulił go jak Gaję. A ta nasza dziewczyna miała dużą frajdę próbując złapać psa a nos. Trzeba uważać, żeby nie bawiła się tak z każdym.





