31.10.2008 piątek

Tata pojechał do Koszalina prosto z pracy, a my same w domu. Co się wydarzy, bo zawsze jak Maciuś jedzie są przygody.
W zastępstwie taty ściągnęliśmy Paulinę i nie poznała dziecka. Kilka miesięcy i zmiany widoczne. Najbardziej Paulinę zaszokowały szybko rosnące włosy.
Jak gotowałam zupę (teraz nie grochową, żeby nie było pożaru - co jest Paulina z tą zupą mam ogniste przygody) musiałam pokroić ziemniaki w kuchni. Zerknęłam gdzie w pokoju jest Gaja, była zajęta zabawą na łóżku. Pokroiłam jednego ziemniaka i poszłam sprawdzić co z dzieckiem - kilka sekund - a dziecko chyba przefrunęło, bo stało przy klatce świnek.
30.10.2008 czwartek
Gaja lubi otwierać sudocrem (duże opakowanie). Robi to zębami i z premedytacją. Jak tylko chwyci pudełko to nadziewa wieczko na zęby i otwiera…
Gaja wczoraj zasnęła dopiero przed 24.00. Niby spała ale płakała przez sen, że trudno było ja uspokoić. Zęby? Sami już nie wiemy… Niech już się wyrżną i będzie chwila spokoju.

Gaja w dalszym ciągu upodobała sobie klatkę świnek. I z tego upodobania tak wstała, że tylko podpierała się jedną ręką stojąc.
Dziś po południu Gaja znowu płakała tak jak wczoraj cały wieczór. Zły sen, zęby, brzuszek? Zgaduj zgadula. Na szczęście przeszło.
Byliśmy dziś na zakupach i jak wróciliśmy do domu wilk był głodny. Kaszka, jogurt, miska zupy (kolejna - czyli 3 tego dnia), wrzask jak mama odbierała telefon i był zastój w karmieniu. Tata doszedł do wniosku, że to ja kojarzę się Gai z jedzeniem i jak on ją karmi to nie ma ochoty jeść. Jak ja to robię w try miga - dno…
29.10.2008 środa
Tata przystosowuje mieszkanie do chodzenia Gai - obklejamy meble, nogi krzeseł, stołów gąbką do ocieplania rur. Mieszkanie jak w psychiatryku - trzeba chyba jeszcze wymontować klamki:).
Z racji chrztu Gajki, który w listopadzie, postanowiłam sama uszyć jej sukienkę z białego polara. Wyjdzie jak wyjdzie (chyba, że tak krzywo, że nie da się założyć), ale chce uszyć sukienkę… choć coś krzywo…:).
Gaja spała dziś tylko rano, potem chwilkę u przyszywanych dziadków jak na nią to rekordowo mało.
Gaja upodobała sobie klatkę świnek do trenowania wstawania. Wali im w klatkę, próbuje wyjadać sianko… Jest wesoło.
28.10.2008 wtorek

Tata rano myślał, że Gai coś dolega - miała lekką gorączkę i marudziła.
Jak z wizytą wpadły ciocie to Gaja dwoiła się i troiła, żeby pokazać jak lata. Jak raczkuje to stawia nogi na sztywno i próbuje wstać, tylko jakoś nie może złapać pionu.
Ciąg dalszy zachwytów nad myciem zębów.

Gaja fascynuje się świnkami, podbiera im ziarenka, wyciąga sianko… a świnki nawet ciekawie wychodzą, bo a nuż coś dostaną.
Czy są dzieci, co lubią myć głowę? Mam wrażenie, że z tego powodu Gaja szybciej wyrywa się z wanny.
Ale dzieci są różne. Antoni je zdecydowanie mniej niż Gaja… a ta po spaniu popołudniowo-przedwieczornym zjadła dwie miski zupy (musiałam lecieć po dokładkę, bo jak poszłam odnieść miskę - dziecko w ryk - a ja z czym dziecku się kojarzę? - matka nie uciekaj, dawaj JEŚĆ!!!!) i miała buzie otwartą, żeby dopieścić żołądek jabłkiem.
Po jedzonku mycie zębów - znowu dobra zabawa.
27.10.2008 poniedziałek
Uczyłam Gai myć ząbki. Widziała jak robię to ja i bardzo się jej to podobało. Potem dostała swoją szczoteczkę i nadstawiała ząbki, żebym po nich szorowała. W ręku trzymała szczoteczkę do zębów i do włosów… i tą drugą szczotką próbowała umyć moje zęby:).
26.10.2008 niedziela

a Gaja… wstała o 7.00 starego czasu. Obstawiłam bardziej piąta rano.
Na nowym miejscu inna podłoga inaczej zagospodarowana przestrzeń i Gaja podejmowała próby wstawania przy sofie. Najczęściej udane, choć myślimy o tym, czy nie przydałby się Gai teraz kask:).
Ha, ha, ha chyba pozazdrościłam tacie niedomagań, bo dopadły mnie dziś rano. Ale szybko się z nimi uporałam i mogliśmy ruszyć na klify, których z przyczyn obiektywnych nie udało się nam wczoraj zobaczyć.

Ale zanim na klify zobaczyliśmy port w Gdyni. Dziś morze było bardziej wzburzone i bardzo zafascynowało Gaję. Tak dużo falującej wody. Na pamiątkę pobytu nad morzem i oglądania ciekawych statków kupiliśmy Gai piracką flagę pod kolor wózka, którą wytarmosiła na wszystkie strony. I tu zaczął się maraton głodowy Gai. Na szybko banan i mleko. Potem wielki słoik łososia z warzywami, po łososiu jogurt, kaszka, w drodze powrotnej kanapka, owoce… Asia jak to widziała była w szoku ile Gaja możne zjeść…
Między głodkiem Gai, zmęczeniem z powodu pory spania zdobyliśmy klify. Wjechać na nie wózkiem to surwiwal, ale co my rady nie damy:)… a raczej Maciek. Jazda pod stromą górę po korzeniach drzew to pestka. To co zobaczyliśmy warte było tego trudu, choć przyznam, ze od powrotu do pracy kondycja kiepska, jakoś mniej sił na na noszenie Gai. Na szczęście były jeszcze 3 osoby do pomocy, więc się wymienialiśmy.
Byliśmy świadkiem ciekawej sceny. Jadąc z klifów nasz wózek zajmowął cała szerokość ścieżki. Przed nami była para na rowerze. Dziewczyna objechała nas rowerem w bardzo niebezpiecznym punkcie, na samej krawędzi stromego klifu. Wyraziliµsy głośno podziw, szok dla jej wyczynu… jej partner ruszył w jej ślady. Mieliśmy wrażenie, że w jego mniemaniu nie wypadało mu nie zaryzykować, skoro zrobiła to jego dziewczyna.
Na obiad do fast fooda - jakoś tak głupio wyszło… Gaja chciała jeść wszystko, co jedliśmy my. I jak tu karmić dziecko czyś takim. Wyjęliśmy awaryjnego gerbera - wielki słoik… i chwilka moment, a był pusty. Wpadliśmy na pomysł, że sieci restauracyjne mogłyby oferować w sprzedaży słoiki dla dzieci.
Wracaliśmy świeżo otwartą autostradą - monotonnie, ale szybko. 50 km przed Toruniem koniec autostrady, ale komfort jazdy nieporównywalny z drogami krajowymi. Dobrze, że była promocja cenowa - 3,70 za przejazd:).
Wyjazd bogaty w wrażenia. Szykujemy się do kolejnych.
25.10.2008 sobota

Pojechaliśmy do Spotu do Asi i Marcina. Jedzie się tam… ponad 4 godziny. Kiedyś podobno 2,5, ale z racji złego stanu torów pociąg jedzie wolniej… Ale dojechaliśmy:). Nawet dla Gai konduktor specjalnie otworzył zamknięty na kluczyk przedział. Mieliśmy nawet dywanik w środku. Podróż minęła bardzo przyjemnie, luźno. Gaja pobrykała i pospała i wstała gotowa zwiedzać Sopot.
Ale dopadła nas pech… tata się rozchorował i nie bardzo mógł ruszyć się z domu. Poszliśmy spacer do ślicznego parku, gdzie jesień wymalowała wszystkie, swoje śliczne kolory… ale tacie nie było lepiej. Więc z ciężkim sercem, ale zostawiliśmy go w domu, żeby wydobrzał i ruszyliśmy na molo.
Morze było bardzo spokojne, pogoda jak marzenie… To był pierwszy kontakt Gai z Bałtykiem.
Potem zabraliµsy już lepiej czującego się tatę do Asi i Marcina na późny obiad z kurczakiem nadziewanym butelką z wodą. Patent bardzo dobry, bo mięso było mniam, mniam… Gaja oczywiście musiała wszystkiego posmakować.
Pełni przygód i wrażeń zasnęliśmy w Sopocie czekając na zmianę czasu i obstawiając, jak wcześnie wstanie Gaja…
24.10.2008 piątek

Ha.. Gajusia u przyszywanej babci wstała o 12.30 i zgodnie ze swoim rytmem ok. 14.00 poszła spać, bo była zmęczona… Myślałam,że polatamy na spacerze a tu pora spać, bo już księżyc świeci:).
Nie można jeść na widoku Gai, bo od razu buzia rozdziawiona na szeroko… a lodów na dworze nie będę jej dawać.
Gaja ma ulubioną, a raczej fascynującą ją zabawkę - pojemnik po czosnku (wygląda jak pojemnik do przypraw) z umieszczonymi w nim ziarenkami zbóż. Grzechotka ni instrument muzyczny, lepszy niż smoczek uspokajacz.
23.10.2008 czwartek
Gaja sama wstała w naszym łóżeczku!!!! Bardzo się jej to podoba i trenuje… A u nas nie jest łatwo, bo nie ma szczebelków.
Ha, ha, ha. Gaja miała iść spać, ale uznała, że skoro potrafi wstawać, co będzie leżeć. Co usiądzie na pupę, co się pokokosi na leżąco i namarudzi przy tym, ginie kiedy wstanie, bo wtedy jest uchachana od ucha do ucha.
Gaja ostatnio jak z nią spaceruję szybko traci cierpliwość i wije się w wózku, płacze. Dziś na uspokojenie dałam jej książeczkę to ta lądowała na ulicy… Czemu dzieci tak okazują swoje zmęczenie?

Hmm cieszę się, że Gaja wstaje w łóżeczku… zastanawiam się tylko teraz nad tym, jak to będzie, kiedy zostawię ją w łóżeczku, żeby zejść po wózek…
Mammamija, ale czas leci:)
Odwiedzili nas goście i Gaja… była taka jak dawniej - cud, miód, malina. Nie żebym narzekała na nią teraz - ale dobry humor, grama marud, zaciekawienie, śliczne zabawy indywidualne. Wykorzystałam gości jak się dało i korzystałam z anielskiego dziecka:).
Wieczorem jak próbowaliśmy położyć Gaję spać i zaczął się maraton - wstaje, ląduje na ziemi:), znowu wstaje. Widać było, że dziecko ledwo widzi, zipie, a jeszcze palacz węgiel w nią sypie…
22.10.2008 środa
Widziałam jak Gaja wstaje w łóżeczku. Jeszcze nie wie jak ma to zrobić, bo pupa wysoko na wyprostowanych nogach, a głowa ryje w ziemi:) Jak wstaje, to w zasadzie od pasa w dół stoi, a reszta nie wie gdzie się podziać. Ale skoro już stoi to będzie trenować.
Gaja odstawia cyrki przy zmianie pieluchy. Trzeba anielskiej cierpliwości, bo… okupsana tak się wyrwała, że obsmarowała pupą wszystko dookoła, wrrrr!!! U Pani K. te same cyrki.
Na obiad poszliśmy do klepki. Gaja zjadła sporo klusek. W zasadzie moglibyśmy spokojnie zamawiać jej małą porcję.
Ha!! dziecko wreszcie bez marudzenia wypiło prawdziwy sok jabłkowy tatowej roboty (rozkoszujemy się smakiem) i co dziwne - całą, małą butlę mleka modyfikowanego i mały łyk kolejnej butelki oraz wodę. To rzecz niebywała, bo Gaja nie lubi za bardzo pić.
21.10.2008 wtorek

Gaja u przyszywanych dziadków wzięła kopertę z zaproszeniem w rękę. Wyjęła zawartość koperty i potem usilnie starała się włożyć kartkę z powrotem. Kombinowała na różne sposoby… i po dłuższej chwili jak jej nie wychodziło porwała ze złości kopertę na 4 części.
Dziś lepszy humorowo dzień, choć są chimerki. A zwłaszcza płacz, jak mówimy: Nie.
Wieczorem dziecko uśpiłam, ululana położyłam do łóżka i dziecko wstało po minucie jak nówka - nierdzewka. Znowu Gaja rzuciła się z nami na kukurydzę. Nie częstowaliśmy jej, tylko zobaczyła jak my jemy i nura ręką do garnka.
Dziecko coraz intensywniej próbuje wstawać. Dziś kilka razy czepiając się Maćka, idąc do chusteczek powstała. Próbuje też w łóżeczku (mamy szmaciane), dziś się podciągała klęcząc na kolanach. Nie doprowadziła tego do końca, bo ciekawiło ją to, że nas to ciekawiło:).
20.10.2008 poniedziałek
Marudy do zakichania. I u nas i przyszywanych dziadków. Dostała od nich nawet smoka, czego starają się unikać. ÓSMY ZĄB kombinuje z wyjściem. Wszystko na: nie. Zupa ble, na sam widok łyżki dziecko już wyło. Zjadło kawałek kotleta… choć deserem z owoców nie pogardziło. I bądź tu mądry czy zęby, czy niedobre, czy popyt na inne smaki.
Gaja walcząca ze spaniem, marudząca na zęby - poszła spać przed północą popłakując. Dostała nawet paracetamol, choć mam wrażenie, że mało pomógł… choć mogła też być nieprzespana noc… więc może jednak…
19.10.2008 niedziela

Doczekaliśmy się na własne oczy… Gaja sama staje. Tak się po nas wałkowała, aż reszcie opierając się o nas sama stanęła!!!Dwa razy.
Wczoraj zaczęła siadać z czworaków… ale pędzi z tym poznawaniem świata w innych pozycjach.
Dziś był dzień cichutkiej zabawy… i z czym… z sudokremem. Dziecko wie jak odkręcić kremik i pomalować sobie paluszki.
Fajna scenka rodzinna nam dziś wyszła. Wieczorem usiedliśmy do odcinka Roberta Makłowicza z garnkiem kukurydzy prażonej. Z Mackiem na zmianę sięgaliśmy po kukurydzę, a dziecko na kolanach. W pewnym momencie Gaja zapuściła rękę do garnka i wyjęła sobie kukurydzę. Sprawdziła czy da się zjeść i powtórzyła to potem kilka razy. Czyli każdy sobie dziś ręka wyciągał z garnka, co mu smakowało.
Byliśmy z wizytą u znajomych. Gaja szalała na ich łóżku bawiąc się poduszkami z owieczkami. Potem zgłodniała i urządzała sceny jak były przerwy w karmieniu. Dobrze, że wzięliśmy tyle zapasów jedzeniowych, bo byłby istny cyrk.
Wróciliśmy ze śpiącym dzieckiem, ale od wejścia do domu, do snu droga jak na Himalaje. Dziecko ledwo widzi, nie ma sił, a walczy…
Gaja cudnie mówi: takitakitakita. Chciałam nagrać to na dzwonek do komórki, ale trudne zadanie.
18.10.2008

Balonik to hicoir zabawkowy. Dziwne, że jeszcze nie pękł pod wpływem intensywnej zabawy.
Gaja zasnęła nam na powietrzu (nie pamiętam kiedy ostatnio miało to miejsce)… wykorzystaliśmy to na kolejny zakupowy - spacer (trzeba było nadrobić zapasy warzyw i owoców). Dźwięki informujące o Festiwalu Teatrów Lalek wyrwały dziecko ze snu i koniec…
A jak wróciliśmy do domu to Gaję dopadła wścieklizna głodowa. Wrzask, że hej… na szybko owoce, potem kaszka, bo zupa za gorąca, mleko, bo zupa ciągle gorąca, a dziecko głodne… po mleku wreszcie o sensownej temperaturze zupa, ale już tylko kilka łyżek, bo gdzie na nią miejsce. Maciek doszedł do wniosku, że Gaja jak przekroczy próg głodu, o którym nie sygnalizuje wcześniej to wpada we wściekliznę głodową i klapa.
Odwiedzili nas dziś Asia i Marcin. Ostatnim razem, co Marcin brał Gaję na ręce ta uderzała w płacz. Dziś po krótkim oswojeniu leciała jak w dym.
Gaja kilka razy usiadła z czworaków:) Brzmi jakbyśmy mieli folwark:). Ciekawie się to odbywa. Gaja biega po dywanie i nagle patrzymy, że siedzi. Pytania: Jak to? Pomogłeś jej? i obserwacje. A Gaja jakby robiła to od zawsze chodzi (czworakuje) i nagle siada. Oglądamy i cieszymy się.
17.10.2008 piątek

Ze względu na wizytę państwa K. u lekarza musiałam biegiem lecieć z pracy po Gaję. I jak to zwykle w bajkach bywa… autobus wlekła się jak flaki z olejem… a miałam przesiadkę na tramwaj. Z każdą flegmatyczną sekundą trwającą wieczność coraz mniej wierzyłam, że zdążę na przesiadkę… ale UDAŁO SIĘ!!! I nikt nie miała dylematów czy narazić Gaję na niepotrzebny kontakt z prądkującymi beneficjantami przychodni. Jak się okazało pani K. zatrudniła swojego syna jako wyjście awaryjne… był kilka sekund wcześniej niż ja:)… zatrudniłam go do pomocy przy wtarganiu wózka do domu.
Od dwóch dni Gaja krócej śpi w dzień. Nie 2,5 godziny, ale 45 minut. Różnica spora.
Gaja buntuje się i nie chce nic pić. Wtykam jej różne przysmaki… i tylko chce mleka.
Wieczorem, po powrocie z pracy taty spacer… np. do banku. Mimo, że panuje tam mały ruch, trzeba zarezerwować w nim tyle czasu ile w poczekalni w przychodni…
Ale Gaja w banku się nie nudziła i dostarczyła rozrywki ludziom tam przebywającym.A więc w banku był mały chłopak, nie wiem czy chodził do pierwszej klasy. Z racji tego, że hol banku był duży, chłopczyk biegał jak szalony między filarami. Gaja była szczęśliwa, bo coś migało jej przed oczyma… chłopiec potem jeszcze bardziej się rozkręcił bo miał wdzięcznego obserwatora. W pewnym momencie zaczął się bawić z Gają w chowanego. Wyskakiwał nagle z za fotela i się chował. Gaja tak piała ze śmiechu, że ludzie nie mogli czasem powstrzymać swojego śmiechu. Jak chłopiec biegł i wydawał dźwięki "plucia językiem" Gaja go naśladowała i tez pluła. Zabawa była na 100 fajerek. Na koniec Gaja dostała balonik… na dworze uciekł nam na ulicę… trzeba było niezłej kondycji, żeby go złapać.
16.10.2008 czwartek

Wybraliśmy się do Centrum Sztuki Nowoczesnej. Moje warzywka z lodówki nie wyglądają dobrze (ekspozycja). Spotkaliśmy Beatę z Antonim i Jagódką. Po zwiedzeniu wystaw, przejażdżkach windą całą ferajną poszliśmy do nas, bo Jagódka zgłodniała. Gai bardzo przypadła do gustu. Próbowała ją złapać, pociągnąć. Chciała sprawdzić, gdzie da się pogrzebać paluszkiem. Maciek musiał ją trzymać, bo cały czas wyrywała się do takiej fajnej dziewczynki - zabaweczki.
Poszłam wymienić buto - kapciuszki, bo okazało się, że jeden ma rozmiar 21 a drugi 22. Ne wiem jak je wczoraj wybierałam.
Gaja ślicznie pokazuje jak bije brawo.
15.10.2008 środa
Ciężko jest Gai jak mam na inną godzinę niż 8.00… bo potem chce jej się spać, a nie bardzo mamy kiedy wcisnąć ten sen…
Chciałyśmy przyszywanej babci Gai zrobić niespodziankę i kupić kwiatka z okazji jej imienin… ale spotkałyśmy się pod budką z kwiatami… :) Gaja dała kwiatka, ale się zezłościła, bo dałam jej go do rączki, żeby obdarowała nim panią K. a dziecko chciało nim powymachiwać…
U przyszywanych dziadków Gaja uczyła się klaskać. Uczyłam ją tego wcześniej, ale bez rezultatu… ale dziecko wpatrzone w męża pani K. jak w obrazek więc i szybko się uczyło. Wieczorem dostąpiliśmy zaszczytu podziwiania nowej umiejętności, kiedy klaskałam Gai po zjedzeniu

kaszki. Zawsze pokazuję jej pustą miseczkę po jedzeniu i biję brawo. Gaja bardzo to lubi i uśmiecha się przy tym. Tym razem zabiła ze mną brawo. Za dużo nie chciała zdradzać ile potrafi, ale to co widzieliśmy było śliczne.
Pod wieczór Gaja okropnie marudkowała i płakała. Ma lekki stan podgorączkowy. Może to ósmy ząb. Żadnych oznak przeziębienia nie widzimy.
Na szczęście po jakiejś godzinie humorek wrócił.
Tata przyniósł dziś jabłuszka z prawdziwej działkowej jabłonki. Jakoś nie byłam entuzjastycznie nastawiona do soku, bo jabłkowe kojarzą mi się z kwasotą. Jak spróbowaliśmy tego, to smak powalił nas z nóg. Nie damy się już nabrać na żadne sklepowe paskudztwa. Niech żyją naturalne soki… choć Gaja nie miała za bardzo apetytu na niego. Pociumkała z kręceniem główką.
Zewsząd słyszę skargi na brak zdjęć. Też nad tym bolejemy, robimy, co możemy, ale brak czasu i światła powodują duże braki. Postaramy się wrzucić choć te mocno zaległe.
Gajce wyskoczyły po trzy, leżące blisko siebie kropeczki/krosteczki na każdym policzku. Dojdź tu teraz do czego.
Nasze czworakujaco-pełzające Słońce podejmuje regularne ucieczki z łóżeczka. Najfajniej się ucieka jak kładą spać. Jak zabezpieczmy przed ucieczką, to chociaż głowę wystawi:), to się pośmieje, to pozaczepia. Maciek znalazł na Gaję sposób z usypianiem. Kładzie ją plecami do pokoju, wtula jej plecki w poduszkę "węża", okrywa kołderką tak, by na czas zasypiania były odkryte nóżki, żeby nie dać jej pretekstu do rozkopywania…
Galeria 2008.10.15
14.10.2008 wtorek
Gaja wstała dopiero o 5.00 rano na mleko… aż ja się obudziłam, bo wydało mi się to dziwne i na wszelki wypadek sprawdziłam, czy dziecko oddycha. Zamiast się cieszyć, to takie głupoty do głowy przychodzą.

Byłyśmy na spacerze z Antonim i jego mamą. Gaja jakby mogła to weszłaby Antoniemu do wózka. Tak piała na widok kolegi, że trudno było oderwać ją od poręczy jego wózka. Antek był średnio zainteresowany. Po jakimś czasie dzieci dostrzegły swoją obecność i doszło nawet do jakiejś interakcji - jakaś wymiana dziecięcych zdań. Kiedy to Antoni odwiedził Gaję w wózku ta zainteresowała się jego butami i rozwiązała mu sznurowadła. Wcześniej chciała złapać jego sznurki od czapki.

Gaja to Gajamobile… spytaj gdzie, w jakim kącie jej dziś w domu nie było. Ganiała świnki, mignęła jak strzała do rzeczy łazienkowych stojących w pokoju z racji zawieszonego remontu… to z łóżka, to na łóżko… Miałam dzień wolny… ale wyssano ze mnie wszystkie siły…
Wieczorem poszliśmy na spacer, dzień taki krótki… Gaja była zniecierpliwiona, kiedy nie było ludzi dookoła. Coraz bardziej wierci się w wózku.
W ramach umilania sobie dnia poszliśmy w drodze powrotnej do domu na lody. Dałam małą kropkę Gajce, a ta w płacz… Maciek próbował ją uspokoić, hopsał na rękach, dał swojego loda na posmakowanie, a Gaja dalej, jeszcze bardziej żałośnie… Do domu biegiem z cieknącymi lodami… Powód okazał się bardzo istotny. Pal licho wielkie zmęczenie, Gaja była głodna, a te kapki lodów spowodowały, że zaatakował ją wściekły wilk głodu. Zjadła kaszkę, a po niej wielką michę zupy, na to wszystko mleko. Jak się najadła to było już dobrze.
Jak zaczynam Gai mówić, żeby potańczyła i robię wygibasy ta podchwytuje i zaczyna też skakać i się wyginać.
Obserwując Gaję jak pomyka po podłodze odniosłam wrażenie, że raczkowanie jest mało ważne. Kombinowała jak podnieść pupę i nogi wysoko. Ni to próbowała wstać ni to coś innego. Dużo energii temu poświęcała.
13.10.2008 poniedziałek
Precz z poniedziałkami 13:)!!! Zdarzył się jakiś wypadek na torach tramwajowych i tramwaj nie jechał, a ja muszę tramwajem na 23:). Wzięłam taxi za tak krótki odcinek zapłaciłam 10 zł… pekaesem do pracy byłoby taniej…. I moje 23 nie jechało, aż się zjeżyłam… i wreszcie przyjechało…
Dziecko w nocy dużo jadło, ale nie gadało chociaż:)…
Wędrówek, że ho, ho… nie ma jak to odkryć, że świat jest taki ciekawy:)
Po pracy poszłam z Gają do pierogarni w miłym towarzystwie koleżanek z pracy. Gaja przechodziła z rąk do rąk… potem pomarudziła i popłakała, bo była w fazie "przed snem" czyli mocno zmęczona. Ale jak zjadła szare kluski to lekko humor się poprawił:). Tata zabrał dziecko do domu, a mama zjadła swoje pierogi:).
Przyszywani dziadkowie opowiadali, że Gaja stała około 10 minut w łóżeczku. Jak się puszczała rączką, to jej nie podtrzymywali, tylko asekurowali, żeby nauczyła się sama kontroli równowagi. Ogólnie nowa perspektywa sprawia jej dużo radości.
W jakim wieku dziecko zaczyna przesypiać całe noce ?

12.10.2008 niedziela
Mam nadzieję, że nie wejdzie to w zwyczaj Gajki - wstawanie o 3.00 rano. Nie budzi się na mleko (to może mimochodem) ale na zabawę… Usypiam ją i usypiam i kiedy wydaje mi się, że nie śpi tak całą noc, jest 8.00… To, od wyjazdu Maćka do Koszalina w piątek w nocy, druga taka noc… I z wieczornym zasypianiem coraz gorzej. Wczoraj Gaja po wielkich bojach zasnęła ok. 22.00.
W ciągu dnia kłopotów ze snem ciąg dalszy. Tata wrócił z Koszalina w czasie, kiedy dziecko od kilku chwil spało… i co tu robić? Gaja stwierdziła, że lepiej jest wstać… I tak to trwało do 20.30…
Gaję ostro nosiło. Jak próbowaliśmy obejrzeć film (pierwszy od kilku tygodni: - Maciek poprawia, że drugi) szwendała się w te i wewte i przy okazji pokazała, że potrafi wstać:)!!! Ja leżałam bokiem na łóżku, a Gaja przemieszczała się wokół mnie. Chciała złapać klawiaturę, ale przeszkadzałam jej swoją osobą, więc tak się o mnie opierała, że stanęła kilka razy. Nawet tego nie zauważyła:).
Gaja coraz śliczniej raczkuje. To już nie dwa chwiejne kroki i bum na brzuch… Zauważyliśmy, że jak Gaja upatrzyła sobie kartonik z chusteczkami to pognała do niego przez całe łóżko na czworaka bez wywrotek i chwiejnotek:) A leciała, że hej. Wiemy już, że jak ślicznie i szybko raczkuje, to do czegoś, czego nie powinna mieć w swoich rączkach:).
Byliśmy na miłym spacerze, w miłych okolicznościach przyrody. Gaja dostała śliczny jesienny liść i bawiła się nim całą drogą jak balonikiem… choć na koniec postanowiła go zjeść. Trenujemy teraz: Nie:). Ha, ha jak tata próbował zabrać jej liścia, to go ugryzła. Nie wiemy czy była głodna, czy chciała coś chapnąć… Ja ją karmię to przezywam dreszczyk emocji, bo zęby dziecko ma ostre… Mam wrażenie, że to Gaja sama odstawi się od piersi. W zasadzie teraz główne karmienie odbywa się nocą. Jeszcze nie mam patentu, co jej dać w zamian, ale może niedługo się przymierzymy a raczej zmierzymy:). Nie stanowi to dla mnie problemu. W zasadzie jak Gaja chciałaby przestać jeść moje mleko nie miałabym nic przeciwko.
Ugotowałam pyszną zupę pomidorową, z "żywego pomidora". Duża miska i w try miga zjedzona przez dziecko.
11.10.2008 sobota

Spotkałam dziś bardzo sympatyczną dziewczynę z Torunia, która zajmuje się robieniem kolczyków, biżuterii. Ma swój sklep internetowy - w ramach wspierania hand made zachęcam Was do zajrzenia do jej sklepu Koralinka
Mały spacer po chorobie… ale z nosa leci ciurkiem:(
Gdzie nie weszłam z Gają tam słyszałam: O przyszła nasza Śmieszka. Miło jest słyszeć takie słowa.
W jednym ze sklepów Gaję dopadło dwóch chłopców - gilgali ją, szeptali coś do ucha… a ta szczęśliwa zaśmiewała się do rozpuku… i usłyszałam od nich jak biegli gdzieś przed siebie: Fajne to dziecko:). Kilka razy po rundzie dookoła sklepu dopadali do Gai i szaleli ku uciesze mojej Gajki:). Cudny widok.
Dziś nie mamy szczęścia do krzesełka. Gaja obróciła się tyłem do stolika i zaklinowała się jej nóżka. Udało mi się ją wykleszczyć… ale co strachu o nią było to moje… Wszystko dobrze się skończyło…
10.10.2008 piątek

Słyszysz mnie? czyli jak nie ogłuszać dzieci ... I SIEBIE!!!
Darmowego znieczulenia przy porodzie nie będzie w Toruniu nie ma nawet płatnego…
09.10.2008 czwartek
Gaja wstała o 8.07… ale w nocy budziła się kilka razy i ucinała sobie głośne pogawędki. Jakoś Morfeusz zrobił sobie wolne na moje dziecko dziś w nocy… I wszystko ze snem się poprzestawiało. Spacer był później:)
Wpadły z wizytą ciocie Aga i Królik. Gaja pokazała, że potrafi się bawić w chowanego. Zakładałam ciociom chustki na głowę, tak, że nie było widać ich twarzy. Zadaniem Gai było odszukać ciocie. Szybko i ze śmiechem na ustach ściągała chustkę z ich głowy. Potem była kolej na Gaję. Na jej głowie wylądowała chustka i Gaja pytana: Gdzie jest dziecko? - ściągała ją sobie z głowy… a potem trzymała ją w rączkach i nakładała na głowę kontynuując zabawę. Znowu śmiechu co nie miara…
Jak kolejny raz puszczałam Gai filmik z jej skokami (dobry film na wywołanie uśmiechu) to podskakiwała:).
Uszyłam Gai czarnego kota.
08.10.2008 środa
O 12.50 Gaja skończyła 11 miesięcy!!!!
Hm duża z niej dziewczyna.
Gaja była dziś z przyszywanymi dziadkami (Państwem K.) na spacerze, bo mama chora. Podobno jak "dziadek" zaczął kaszleć Gaja, zaczęła go nasladować i z tego wszystkiego, tak ją to rozbawiło, że zaśmiewała się do rozpuku, wywołując łzy śmiechu u wszystkich.
Gaja raczkuje jak ma coś ciekawego do czego warto dojść. Nęciłam ją bączkiem, ale jak przestawał się kręcić dziecko było znudzone… cóż trzeba bardziej się wysilać:). Ciekawe jest to, że jak dziecko ma coś atrakcyjnego to leci do tego, aż się kurzy, a bez tego lenistwo i słodkie nieróbstwo:).

Nasze łóżko znajduje się na wysokości około 10 cm od podłogi. Gaja miała problem, żeby się na nie wdrapać z podłogi, bo mamy śliski bambus… tak myślałam. Poszłam na chwilę do kuchni. Zanim poszłam obejrzałam, czy wszystko ok i bezpieczne. Wracam, a dziecko na łóżku z moją komórką w ręku. Musiała ostro gnać… bo nie było mnie kilka sekund.
Tata też się rozchorował…
Gaja wieczorem dostała skaczących nóg. Nie udało się jej postawić na nóżkach, bo cały czas energicznie podskakiwała. Jak Maciek odstawił ją w pozycji do raczkowania, to podskakiwała pupą. Śmiechu było co nie miara… Nagraliśmy filmik, premiera wkrótce:).
07.10.2008 wtorek
Gaja trenuje raczkowanie. Pędzi do ołówka i zająca- bo nowe, ciekawe. Robi to tylko kiedy uzna, że to, do czego ma dojść, jest ciekawe. Najczęściej jest to, czego nie wolno:).
Mama chora, więc Gaja była na spacerze z państwem K. Jak państwo K. wnosili wózek Gaja zaśmiewała się do rozpuku. Ogólnie ma dziś śmiechowy dzień.
Gaja odkryła, że jak podnosi energicznie brzuch do góry i wali nogami, noga umieszczona na środku łóżeczka podskakuje i wydaje głośny stukot - fajna zabawa.
Rano dałam Gai z niekapka sok z jeżyn od cioci Eli. Gaja wypiła go w oka mgnieniu. Pomyślałam, że zapomniałam nałożyć taką silikonową osłonkę, żeby trudniej było pić… patrzę i widzę, że jest. To pokazało, że dziecko potrafi pić z niekapka, ale musi mieć coś smakowitego. Sok marchewkowy z czymś tam nie był już tak atrakcyjny…
Dla eksperymentu dałam Gai 90 ml mleka sztucznego. Wypiła trochę z butelki potem przelałam to do kubka i poszło wszystko, pomijając to, co na śliniaku.
06.10.2008 poniedziałek
Oficjalnie uznajemy, że Gaja zaczęła raczkować. Pokonać taki dystans do przodu nie jest łatwo… widzicie jak cel motywuje:) Można się przewrócić, upaść na nos, ale to nic, trzeba biec dalej i to, co chcemy jest na wyciągnięcie ręki. Brawa dla mojej cudnej dziewczynki!!!Mama wreszcie poszła do doktora, bo ciągle chora.

Skoro dziecko odkryło, że może poznawać świat w taki sposób, nie zasypiało gruszek w popiele. Obudziło się o 22.00 rześkie i wypoczęte i:
- wyszło z łóżeczka (zawsze jest zasunięte tak, żeby dziecko nie wypadło) wypełzło przez szparę. Jak mały wąż:).
- zaczęło "biegać: po całym łóżku
- zaczęło docierać tam, gdzie nie powinno - kabelki, zestawy do zmiany pieluszek, mamine chusteczki w pogotowiu…
Co było dalej nie pamietam, bo padłam i zasnęłam. Tata próbował okiełznać wędrujące dziecko. Podobno jak włożył je do łóżeczka, to odstawiało tam takie harce i swawole i ani myślało iść spać. Jak przełożył je do naszego łóżka, dziecko tylko przytuliło głowę do poduszki, ułożyło się na boczku i zasnęło jak grzeczna, i cicha myszka:).
Moje prądkowanie zarazą nie przechodzi bez echa, wypatrzyłam u Gai gilka. Będziemy obserwować rozwój wypadków.
05.10.2008 niedziela
Matka dalej chora więc tata poszedł z córcią na spacer.
Gaja jak czegoś chce, to tak będzie kombinować, żeby to dostać. Ostatnimi czasy uwielbia rwać chusteczki z pudełka. Jak gdzieś kartonik upatrzy w pobliżu, to tak będzie działać, że go dosięgnie. I co w związku z tym zaobserwowaliśmy: ciągnęła koc, jak nie pomogło ciągnęła kapę, jak to nie dało rezultatu, ciągnęła prześcieradło, w między czasie podciągnęła się na rękach do przodu pełzając na brzuchu. Na dwa kroki, ale zawsze. Motywacja silna. Gaja do niczego innego tak się nie rwie. Po nocy potrafi wypatrzyć taki kartonik (z racji kataru mam go w pogotowiu). Tak więc znowu widać: Nie ma potrzeby, to po co raczkować. Jak czegoś chcę, to znajdę drogę do celu:). Dziś nawet podciągała się na ręku Maćka, żeby złapać klawiaturę.

Gaja ma lekką biegunkę, a może raczej częściej kupkuje. Czyżby czaił się 8 ząb?
Ha, ha, ha Gaja wypiła 60 ml sztucznego mleka!!! Może jest nadzieja, że kiedyś będę mogła porzucić karmienie piersią. To dopiero pierwszy raz, ale nie było żadnych buntów. W zasadzie najbardziej intensywne karmienie odchodzi w nocy, a zwłaszcza nad ranem.
Ugotowałam rosołek z rybki dla siebie, ale podzieliłam się z Gają i bardzo jej podszedł.
Wczoraj kupiłam w aptece czary mary homeopatyczne, bo karmiąca nic innego nie może. Czary mary, bo żadnej ulgi nie czuję… stosuję więc domowe wudu: syrop z buraka, cebuli, herbata z cytryną, miodem, raz mleko z czosnkiem… i co? doszedł mi suchy kaszel… Mam doła. Karmić nie mam zamiaru przestać, bo jak na razie dziecko nie darowałoby mi tego.
04.10.2008 sobota
Dziecko jest genialne manualnie:). Mamy taki kartonik z chusteczkami, co się je wyciąga ciągnąc za jedną. Ku mojemu niezadowoleniu zawsze wpadają do środa i trudno je wyjąć… a dziecko myk, myk i ma w ręku całą garść. Gdyby jeszcze tego nie rwała i próbowała zjeść to zatrudniłabym ją do pomocy.
Antoni pewnie niedługo sam zacznie biegać!!!
03.10.2008 piątek
Pani K. opowiedziała mi, że gdy jej mąż się zakrztusił lub zakaszlał (nie pamietam dokładnie), ta zaczęła go naśladować i śmiać się w głos. To są efekt zbaw:), bo dziecko lubi jak ktoś chrącha gardłem i myśli, że to dobra zabawa.
Robert (syn państwa K.) trenował z Gaja chodzenie i miałam okazję zobaczyć efekty. Wzięłam ją pod paszki, a ta śmigała po pokoju.
02.10.2008 czwartek
Mamę coś położyło na łopatki. Nie może mówić, bo gardło boli, a w aptece dla karmiącej tylko homeopatia. Wściec się można.
Krótko dziś z Gają. Po pracy szybko na buziaka, a potem na konferencję. Dziecko pierwszy raz odebrał tata… a cyc był bardzo późno.

Pani K. powiedziała, że jak słyszy, że Gaja wstała (zaczyna wtedy mówić) i idzie do niej to ta już siedzi w łóżeczku. Łóżeczko szczebelkowe daje więcej możliwości? Czy robi to bez tego?
Zmęczeni i pochorowani poszliśmy na gotowy obiad do Klepki. Gaja na talerzyku dostała swoje szare kluski, kawałek pieroga (tata nie dał za dużo wyjeść) a potem dosyć kwaskowatą kapustę… buzia tylko otwierała się z przeciągiem:). Kluchy są the best:). Zaraz w domu Gaja dostała jajko, kaszkę kukurydzianą… myk i pusto:)… a mleko bez melaniny, prosto od mamy z niezliczonymi dokładkami.
Tata urządzał kąpiel, bo mama nie ma siły… chyba tylko na leżenie.
01.10.2008 środa
Jak ten czas leci… już październik.
Mam wrażenie, ze Gaja na czworaka zrobiła krok do przodu. Nasze dziecko ukochane zeszło z łóżka (nie jest położne wysoko) i popełzało na podłogę. Dotarło do radia i kabli… i tata powiedział: Nie wchodź tam… i Gaja sobie poszła. Tata się lekko zmartwił, że mamy za grzeczne dziecko:).
Gaja z tatą trenuje nakładanie na różowy "patyk" kółeczka. Raz się uda, raz nie, ale frajda jest.

Myślimy o labiryncie.





