30.12.2008 wtorek
Założyłam Gajce rękawiczki od babci. Gaja myślała, że to nowa zabawa. Nie ściągała ich zębami tylko pocierała ręka o rękę. Jak zdjęła rękawiczkę to biliśmy jej brawo. I wyciągałam rękawiczkę żeby znowu założyć, a Gaja chętnie ją zakładała. Wszystko było w warunkach domowych. A teraz niech ktoś mądry powie jak zrobić, żeby dziecko na dworze nosiło rękawiczki jak zaraz je ściąga - to zębami, to ręką.
Gaja jadła sama łyżeczką zupę. Tata skoczył po kamerę i dziecko stwierdziło, że grać w filmie nie będzie:).
29.12.2008 poniedziałek
Cały czas mam wrażenie, że jutro sobota…
Dom od rana pełen ludzi i Gaja nie wiedziała już co robić:).
Wyszalała się, że ho, ho.

Na wieczorne harce przyszła dziewczynka bliższa jej wiekiem, Iga. Gaja biegała za nią na czworaka, przewalała się na łóżku. Naśladowała prawie jak w lusterku.
Apetyt mniejszy, chyba zęby są powodem. Nic jeszcze nie wypatrzyliśmy.
Zapomniałam napisać, że jak był Miłosz (kilka dni temu) to wziął z miseczki ciasteczko i lekko się zagadał. A Gaja wyjęła mu je szybko z ręki i zjadła.
Fascynacja wchodzeniem na fotel trwa. Uczymy naszej dziewczynki schodzenia. Choć dziś stojąc przy krześle próbowała się wdrapać na nie, a będąc na fotelu, kombinowała też jak wejść po poręczy fotela na stół.
Ha nie ma jak to zdjęcia będąc dowodem rzeczowym:). Gaja rano wyhaczyła miotłę do zamiatania z fotelika do karmienia i rządziła. Wywijała nią na prawo, lewo. Zakładała sobie za głowę. Wywróciła nawet taboret. Przypadkiem stuknęła w zabawkę, która wydała dzwonienie i kilka razy szurnęła nią miotłą, żeby pograła.
28.12.2008 niedziela

Gaja ma mniejszy apetyt, ale nie widać tego po zużyciu pieluszek. Jednak idą zęby, bo dziecko ze złością zagryza różne meble - poręcz od fotela, itp.
Gaja weszła sama na fotel, potem w oka mgnieniu wdrapała się i oparła o poręcz, i zaczęła łapać wszystko dookoła. Powinna mieć przydomek: Wędka lub Wyhaczacz. Wejść, weszła bezpiecznie, ale ze schodzeniem to horror, bo dziecko zaczęło skakać na główkę. Maciek pokazał jej, że może się ześlizgnąć bokiem, przy poręczy. Nowa zabawa. Jest coraz bardziej mobilnie i niebezpiecznie, bo Gaja próbuje łapać równowagę i stać sama. Puściła się koło klatki świnek (wcześniej robiła to tylko, gdzie mogła miękko wylądować na pupie) i na fotelu. Fotel jest ciekawy, ale nas przyprawia o lekkie palpitacje, bo dziecko bawi się w kaskadera.
Galeria zdjęć Gajki robiącej najazd na fotel
27.12.2008 sobota

O której wstali tata i Gaja? - 12.30. Zdążyłam wyskoczyć na miasto i jak wróciłam oni jeszcze smacznie spali. Maciek stwierdził, że chociaż w tym Gaja jest podobna do niego:).
Dziś był dzień pełen wrażeń i wizyt. Pierwsza wizyta u "babci i dziadka". Gaja miała okazję poznać wirtualną Elę, której imię wymawia prześlicznie. W otoczeniu tylu ludzi dziecko strzelało swoje miny, błyszczało w centrum uwagi. Potem w domu nudy:). Gaja popełniła mała gafę. Otóż jak babcia nakarmiła ją ciastem, którego każdy kawałek intensywnie śledziła, żeby na pewno trafił do jej buzi - uciekła do Roberta na wygłupy. Kiedy Robcio przyprowadzał ją do babci Gaja odwracała się na pięcie i wędrowała w drugą stronę… Oj dziewczynko…
W domu kolejni goście z czasów studenckich - Maciej i Miłosz. Gaja, mimo, że z oczami na zapałki dzielnie dotrzymywała towarzystwa. A my, jak to my. Daliśmy chłopakom kaszkę, żeby nakarmili dziecko. Jesteśmy pod wrażeniem, bo poradzili sobie jakby mieli swoje dzieci od lat. Wyślemy Miłoszowi zdjęcie, żeby miał dowód dla swojej drugiej połowy. W zasadzie po takiej ilości wrażeń Gaja zasnęła jak tylko położyłam ją do łóżka. Potem budziła się z płaczem - ale nie doszliśmy czemu. Pomagała przytulenia i głaskanie.
A- piszę oficjalnie, żeby wujcio Maciej się nie wyparł - jak będzie cieplej zabierze nas na przejażdżkę traktorem New Holland
26.12.2008 piątek
Pakowanie… a tego wszystkiego tyle…
W pociągu na początku podróży dosyć luźno, potem coraz więcej chętnych na powrót do domu.
Gaja przespała część drogi. Ale jak się obudziła powitała uśmiechem małego pieska i podskoczyła z radości, kiedy ziewał i oblizywał się. Piesek był lekko zaniepokojony zainteresowaniem Gai. Ale i tak jestem zdziwiona, że nie łapała go w swoje ciekawskie rączki.
25.12.2008 czwartek

Wizyta świąteczna u cioci Eli.
Pawełek znowu pokazał jak cudownie potrafi zajmować się takimi małymi dziećmi.
A Gaja będąc w nowym środowisku nabyła kolejne umiejętności:
- jedzenie samodzielne łyżeczką. Ciocia trzymając Gaję za rękę zanurzała łyżeczkę w herbacie i kierowała do buzi Gajki. Dziecko niecierpliwiło się, kiedy łyżeczka została zabierana z buzi, żeby nabrać kolejną porcję napoju. Z filiżanki do buzi herbatka leciała jak błyskawica. Po kilku próbach Gaja sama moczyła łyżeczkę. Wysiorbała tak sporo płynu. Potem była kolej na zupę i to samo.
- chodzenie za jedną ręką. Gajusiowa dziewczynka dostała do ręki śnieżną kulę z Mikołajem i pozwalała się prowadzić za jedną rękę. Jak tylko ręka była pusta, dziecku przypominało się, że potrafi chodzić tylko za dwie ręce.
Gai kompletnie nie interesuje choinka. Ciekawsze jest jedzenie i ludzie.
Wieczorem jeszcze wizyta u cioci Gosi. Gaja szaleje na punkcie świnki (łapki wędrują do klatki) i piłki tenisowej. Biega z Pawłem na czworaka.
Zdaniem Pawełka - Gaja powiedziała: Monarchowie.
Ha, ha ile było śmiechu. Gaja dostała na talerzyku sernik od cioci Gosi (rodzice to sztywniacy i nie częstują takimi smakołykami). Istny majstersztyk, żeby to zjeść. Gaja była tak szczęśliwa, że ma taki kawał czegoś słodkiego. Cały czas stała przy stole, pilnowała swojego talerzyka… i zaczęła częstować ciocię, kiedy się najadła. Kiedy proszę Gaję, żeby mnie lub kogoś poczęstowała, to nie ma problemu… ale ciacho było tak pyszne, że inni musieli się naczekać.
24.12.2008 Wigilia

Gaja dostała opłatek i zanim doszło do dzielenia się nim, Paulinka odczytała fragment Pisma Świętego, w międzyczasie zjadła go z apetytem. Na wieczerzy karmicielką była Klaudynka. Gaja otwierała buzię i czekała na kolejne rarytasy.
Potem były prezenty. Gaja tonęła w niespodziankach mikołajowych. Próbowała wyjeść słodycze (ciastka) z opakowaniem, szalała na punkcie karteczek, od razu wyczuła do czego służy niekapek… Radość z każdego prezentu nie z tej ziemi. Na koniec podwędziła Paulinie domowy piernik (zdaniem Maćka - skalniak) i hyc do buzi. Ja miałam problemy z przegryzieniem, ale Gaja jak chwyciła go w swoje ząbki, zdziwiła się, że nie idzie tak łatwo,ale tak się zawzięła, że rozkruszyła go na miazgę.
Gaja nie czuje się pewnie na nowym miejscu. Jak rano wstała to siedziała grzecznie w jednym miejscu. W domu od razu gdzieś leci i bawi się tym, co wpadnie w ręce, a tu… dystans i powaga.
23.12.2008 wtorek

Wyjazd a Święta do Ostródy z przygodami.
- na 15 minut przed odjazdem pociągu kilometrowa kolejka do kas. Maciuś stoi na końcu ogonka.
- na kilka minut przed odjazdem idę sama z Gają na peron. Pociąg wjeżdża niezapowiedziany. Maciek stoi za biletem.
- wszyscy wsiedli do pociągu, ja z Gają stoimy przed otwartymi drzwiami. Maćka nie ma. Konduktor gwiżdże, że odjazd.
- panika!!!!
- drę się do konduktora, żeby chwilę zaczekał - panika - Maciek wbiega na peron… Jesteśmy w różnych częściach pociągu.
- każde z nas wsiada, gdzie indziej, ale jedziemy. Spotykamy się w jakimś wagonie. Jedziemy.
- wysiadka w Ostródzie - ostra gołoledź, brak piachu, lód na peronie, chodniku. Można wybić zęby. Doszliśmy cali do domu.
W pociągu spotkaliśmy moja znajomą z Olą, która ma 3 lata. Gaja została poczęstowana bułką (zjadła w try miga) i parówką. Mama Oli najpierw odłamała Gai część z parówki Oli. Ola broniąc swojej własności zaprotestowała, że mama ma nie zabierać jej parówki, miało żal, że została ułamana. I słusznie! Nie będzie obce dziecko naruszało terytorium. Gaja szczęśliwa, zjadła wszystko, co dostała:).
Dziadkowie nacieszyli się nią dopiero późno wieczorem, bo dziecko po całym dniu niespania musiało nadrobić braki.
22.12.2008 poniedziałek
Tata do pracy i babki same w domu. Trochę się pogościły i było bardzo sympatycznie. Nawet udało się zaliczyć spacer dzięki pomocy Joli. Wejść do domu z majdanem to wyzwanie, ale wyjść… to już wyższa para kaloszy. Ale dzięki pomocy życzliwych ludzi udało się:).
Gaja dostała dziś uroczej głupawki z ciociami. To naśladowała to prowokowała różne miny.
Poczta mile nas zaskoczyła. Doszedł dla Gajusi prezent od Mikołaja i do cioci Edy i wujcia Piotra. Ale Mikołaj się postarał. Mikołaju i jego pomocnicy dziękujemy!!! Gaja warowała na kartonie od Mikołaja. Tata mówi zajrzyj, kiedy dziecko nie będzie widziało… Sam zajrzyj, jak dziecko nie odstępowało kartonu na krok:). Nie wiemy jaki jest adres Mikołaja, bo Gajusia bardzo dokładnie zerwała wszystkie nadprogramowe elementy z paczki. Mamie to się nie udało:). Dziecko cudnie zdolne.

Wieczorem w drodze do dziadków i babci z Torunia zaszliśy do ulubionego sklepu papierniczego. Ulubiony sprzedawca poprosił Gaję, żeby powiedziała: tata. Gaja po chwili namysłu wygłosiła swoisty poemat o słowie tata. Wypowiadała: tata w różnych konwencjach - melodyjnie, z podziałem na sylaby, szeptem. Byliśmy w szoku i pod miłym wrażeniem. W drodze do dziadków mama poprosiła o słowo: mama i co? Dziecko przez ul. Żeglarską raczyło mamę brzmieniem słowa: mama. Gaja jest cudowna!!!
Do dziadków mieliśmy wejść tylko na chwilę i się miło zasiedzieliśmy. Wszyscy byli siebie stęsknieni. Gaja piała i szalała z radości. Domagała się oprowadzania. Potem Robert porwał Gaję do pokoju i nastała długa cisza. Gaja zanurzyła się w swoich zabawkach, których nie widziała od tygodnia i jej już nie było:). Ha - nasza dziewczynka była tak grzeczna, że Mikołaj zostawił jej też prezent u dziadków. Mimo, że to jeszcze nie Święta nastąpiło uroczyste otwarcie - Gaja ubrała śliczną sukienkę. Resztę niespodzianek na potem:).
Tyle wrażeń, że w domu mleko - dawka 150 ml (coraz wyższe dawki mleka) i sen błyskawica… a my poczyniamy przygotowania do Świąt.
21.12.2008 niedziela
Tak… była niedziela. Spokojna i leniwa:)
20.12.2008 sobota

Gaja intensywnie się przemieszcza. Kombinuje jakby przejść z jednego miejsca do drugiego na nogach. Jest to uciążliwe, bo teraz latamy za nią, bo o upadek łatwo. Najlepsza na płacz po upadku jest kuchenka mikrofalowa. Maciek zabiera nasze dziecko do kuchni i pozwala mu włączać guziczki, które wydają dźwięki lub świecą. Pozwala to zapomnieć o upadku… choć czasem, jak dziecko wraca z takiej wędrówki smutki na nowo się przypominają.
Maciuś przytargał choinkę - w tym roku około 160 cm zrostu i jest w doniczce. Nie chcieliśmy dużej, bo w razie jakby Gaja ją wywaliła, ma nie wyczyniać szkód. Na dolnych gałązkach powiesiłam bombki - pluszaki, bo jak świat stary dziecko nie będzie omijać choinki szerokim łukiem. To, co wisiało w zasięgu ręki dziecko pościągało i zaczęło się tym bawić. Zabawki, które odeszły w niepamięć przeżyły swoje powtórne narodziny. Gajce bardzo podobało się ciąganie i uderzanie w gałązki.
W drugim pokoju posadziliśmy Gaje na traktorek. Na wyprostowanych nogach, stojąc na czubkach palców dotyka podłogi. Nie udało się jej samej jechać do przodu, ale za to bardzo dobrze szła do tyłu, oczywiście chcąc do przodu. Wczoraj Maciek dał Gai zastępczy chodzik - postawił ją przy krześle do komputera, które jest na kółkach i dziecko latało po pokoju.
19.12.2008 piątek
Co tam było? Te dni tak się zlewają…
Gaja jeśli nie używa rąk, to pomaga sobie zębami. Uruchamia zabawki, ściąga ubranka.
18.12.2008 czwartek

Maciuś nagrywał Gajkę i ustawił tak coś tam, że Gaja widziała siebie w trakcie nagrania. Niesamowite było to, że zaczęła na siebie żywo reagować. A potem jak jej to puściliśmy jeszcze raz, to oglądała patrząc z wielkim zaoferowaniem.
Gaja znalazła sposób na wzbudzanie wibracji ogona pewnego stwora, który potem lekko pełza. Wsadza ogonek stwora w zęby i ciągnie.
Gaja miała wyjść na spacer z opiekunką o 10:00. Zasnęła o 9:59:) i spacer przesunął się o półtorej godziny, bo Gaja tak sobie dokładnie wyliczyła spanie.
Udało się wypatrzeć 10 zęba - trzonowca.
Tak Gaja podnosi nóżki, że próbowała wejść na klatkę świnek i dotrzeć do tajemniczych szuflad w komodzie.. Skończyło się niezbyt miło, ale nie ma ryzyka, nie ma poznawania. Swoją drogą dziecko uparcie odmawia samodzielnego chodzenia, ale w górę, po czym się da włazi.
Maciuś zrobił dziś spotkanie Gaja - Krojcweld. Dziecko było wobec świnki wyjątkowo delikatne. Dotykała łapki. Krojc początkowo nieufny zaczął reagować na Gaję pozytywnie. Potem jak podeszła do jego klatki, wyszedł jej nawet na spotkanie w nadziei na jakiś łup.
17.12.2008 środa

Zdechluny z nas… Gaja pełna wigoru:). Konflikt interesów.
Gaja na kolację zjadła 3 naleśniki z dżemem, z małej patelni. Wszystko dokładnie udziabdziała, bo miała swoją technikę jedzenia naleśnika. Rozwijała całego i wydłubywała dżem… a reszta jakoś sama wchodziła do buzi. Nie wierzyliśmy, że da radę trzeciemu… a ten zniknął… i dziecko na dokładkę domagało się natarczywie wielkiej butli mleka.
Podobno było dziś ładnie na dworze.
16.12.2008 wtorek
Ścięcie z nóg ciąg dalszy, ale dopadło też tatę. Poszliśmy obydwoje do lekarza. Gaja odpukać ma się rewelacyjnie:).
Jak wyglądał dzień? Gaja do 12:30 u dziadków. Potem my w łóżku… i Gaja chcąc nie chcąc zaliczyła tyle drzemek jak nigdy. Jak na razie ścięcie trzyma nas w zaparte, ale pewnie jak kulminacja, to u musi być punkt, kiedy coś, co ścina, odpuści nam.
Gaja w tym wszystkim jest cudowna. Dopasowała się do tego, że my jak dętki i nie była zbyt wymagająca, i nawet w 80% słuchała tego, o co ją prosiliśmy.
Jak odebraliśmy Gaję miałam siły, żeby nieść ją po schodach. Trzymałam ją za rączki, żeby sama szła. A ta aż się rwała, żeby przeskakiwać kolejne stopnie. Byłam zaskoczona jak zgrabnie podnosi nóżki.
15.12.2008 poniedziałek


Gaja budzi się często o 4:23:) i mama bawi się w mleczarza.
Nie wiem jak to się stało, ale Gaja wstała o 8:20 i spała na moim ramieniu (zanim usnęła po harcach nadrannych), a to mi zdrętwiało.
Mam dziś dzień opieki, więc siedzimy razem:). Wymyśliłam zabawę - wożenie Gajki w plastikowej, składanej skrzynce. Bardzo się jej to podobało. Żeby lepiej ciągało się po ziemi, podłożyłam koc. Domowa imitacja sanek:).
Gaja ślicznie śpiewa ze swoim ślimakiem: lalala.
Nałożyłam Gai czerwoną bluzę z zamkiem. Dziecko permanentnie rozsuwa go…
Wybraliśmy się po długim czasie niewidzenia do Antoniego. Pomijam perypetia schodowo, wózkowo - ślizgo - chodnikowe, itp… Dotarliśmy. Ja zmachana jak szczur…
Gaja chyba zdominowała wizytę, bo Antoni trzymał się w bezpiecznej odległości. Gaja chłonęła całą sobą wszystko, co ją otaczało. Naśladowała Antoniego. Stwierdziła, że wkładanie kubeczków jeden w drugi, to fajna zabawa. Chwyciła kolejkę - labirynt (na który polujemy, ale Ikea trochę za daleko) i spodobało jej się nie tylko przeciąganie klocka, ale walenie całością o podłogę. Antoni w takich chwilach, okraszanych okrzykami zapaśnika sumo wolał się ewakuować.
Gaja u Antoniego kombinowała z chodzeniem wzdłuż sofy i zgrabnie jej to szło. Cóż u nas warunki zgoła inne.
Jak wróciłam do domu, a nawet ciut przed, zaczęło się. Coś mnie siekło, dosłownie ścięło z nóg. Jak padłam na łóżko, to nie mogłam powstać. Najgorsze było to, że Maciek miała jazdę, a ja sama w domu z Gają. Jedyne co byłam w stanie zrobić, to trzymać ją blisko siebie na łóżku, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. W takich chwilach nawet jak jesteś na ostatnich nogach, to musisz wygenerować nie wiadomo skąd jakie siły.
14.12.2008 niedziela

Zimno wszędzie a my na spacer - co to będzie:)? Opatuliliśmy się jak Eskimosi i wiatrzycho nie było nam straszne.
Gaja miała dziś gości - Martynkę z Mamą. Martynka chodzi (o sklerozo do 1 lub drugiej klasy). Gaja jak ją zobaczyła nie posiadała się z radości. Wyściskała ją, że ho ho. Potem w kątku Gaja pokazała swoje królestwo i zachwytem przyjmowała propozycje zabawy Martynki. Martynka liczyła na spacerowanie, ale Gaja nie miała chyba fazy…
Mama Martynki strzelała placami i tym samym zachęcała Gajkę, by do niej przyszła - Gaja nie podeszła, ale pocierała swoimi paluszkami jak ciocia próbując wywołać ten sam efekt. Ogólnie Gaja próbowała naśladować wszystkie nowe miny jakie zauważyła. Potrafi zrobić taką, z która my mamy problem. Podwija czubek języka pod zęby. Maciek opisz to precyzyjniej.
13.12.2008 sobota
Udało się tak przetrzymać dziecko, że wstało o 9:30.
Wypad na zakupy ze śpiworkiem, do którego wszyłam nowy zamek (pierwsze wszywanie zamka w moim wydaniu). Zamek może krótszy i ciężej wpakować dziecko, ale za to działa i nie robią się w nim dziury:). Gaja usnęła na spacerze, więc korzystaliśmy i spacerowaliśmy ile się da.
Szukamy prezentu dla Gai na święta i… nic nam się nie podoba. Myślimy o wyrobie własnym - na tablicy zameczek do rozsuwania, guziki do przeciągania etc… tylko czy zapału i sił starczy. Dziś ta sama historia ze spaniem…
Gaja ostatnio testuje nowe produkty spożywcze: wczoraj rodzynki (wyrywała mi je z ręki, po tym jak dałam jej do spróbowania jedną) i ryż z mieszanką chińską (wyjęliśmy grzybki mun), dziś frytki sztuk trzy - a co!!!, jajecznica (czasem się krztusiła, bo za dużo na raz (na mój gust nie, ale dziecko odczuwa po swojemu), ale jak zazwyczaj wywala nadmiar z buzi, tak jajko trzymała i nie uroniła ani skrawka:).

Dziś dziecko trzymane za rączki samo weszło do wanienki (nie podnosiła wcześniej tak wysoko nóżek) i usiadło w wodzie (zanim to zrobi to musimy ja oswajać z wodą i takie tam różne zabiegi…).
Urocze jest to, że jak mówimy: Gai chodź do nas - i wyciągamy ręce to idzie!!! w naszą stronę!!! Dużo rozumie z tego, co mówimy.
Ostatnio nie mogę czytać książki, kiedy Gaja jest w pobliżu, bo bardzo fascynują ją małe literki i zwinie wyciąga swoje rączki…
12.12.2008 piątek
Jestem wybitnie przemęczona. Chyba dlatego nie mogę się wyleczyć z tego, co wlecze się za mną od 23 listopada… Jak wróciłam do domu z Gają i ta zaczęła pocierać oczy poszłyśmy spać. (Nigdy nie śpię w dzień!!!). Spałyśmy bardzo długo bo prawie 2,5 godziny… Potem krótka aktywność i Gaja poszła spać. Ostatnio zasypia w okolicach 19:00 - 20:00.
11.12.2008 czwartek

Matka ma dziś dziwny dzień: wysadza korki, zwęgla garnek z kaszą jęczmienną… Niebezpieczny typ:).
Gaja miała dziś gości w swoim wieku i ciut starszych: Anielka (2,5 roku), Zosia (11 miesięcy). Gaja na ich widok znowu uruchomiła kumulację emocji i wprost oszalała ze szczęścia. Cała trójka ładnie się bawiła. Nie było tłuczenia, krzyków, pisków. Było idealnie:). W pewnym momencie każde dziecko zajęło się swoimi sprawami i zajęło jakiś swój kącik w pokoju. Gaja próbowała szukać oka Zosi, ale interweniowałam:). Troje dzieci o innym temperamencie.
Potem poszliśmy do Klepki na obiad (jak pomyślę o kaszy to mi żal tej mojej gotowaniny). Gaja wprost wymiatała z talerza, a była tak idealna, jak tylko można. Ale propaganda.
10.12.2008 środa
Coś tam było, ale co?
Na pewno środa. Dzień jakiś taki krótki, O pamiętam: Gaja wstała o 8:30. Jak na nią to bardzo dziwna pora. I była taka zadowolona. Dziecko cud- malina.
09.12.2008 wtorek

Zamek się odnalazł… może nie w mysiej norze, ale blisko. Kamień z serca…
Gaja od niepamiętnych czasów pospała między 14:00 a 16:00 i ile mogłam w międzyczasie zrobić. A dziecko wstało jakie zadowolone i pełne życia.
Babcia powiedziała, że Gaja mówi: "Ela tu".
Wyłazi dziecku jakieś paskudne uczulenie na buzi. Nie dość, że walczymy z odparzeniami, to buzia też do leczenia… Bądź tu mądry, co może być tego przyczyną. Ale uff chociaż zamek z głowy…
Gaja przy kąpieli miała takie audytorium (przyszły ciocie z odwiedzinami), że gdzie kucharek sześć, tam dziecko z uciechy i brykania wyślizgnęło się z wanienki. Mama szybko utuliła, a ciocie rozśmieszyły. Zobaczymy jakie będą nastroje przy następnej kąpieli.
Fajny dzień i dziecko zasnęło parę minut po 19:00.
Gaja cudnie śpi. Najczęściej z pupką w górze. Co parę minut się przemieszcza i wtula się w to, co się da.
Kilka dni temu obcięłam Gai grzywkę. Raczej ciachnęłam to, co się dało między kręceniem głową z: nienienienienienie.
To co na nogach od stołu, to zasieki przeciw guzne:). Jak na razie dziecko lubi odrywać taśmę klejąca.
08.12.2008 poniedziałek
O 12:50 Gaja skończyła 13 miesięcy.
Mało spędziłam czasu z Gajusią, bo dzień w pracy dłuższy… a potem myszka była padnięta, bo śpi teraz raz, góra dwa razy dziennie i na ostatnich nogach ciągnie do 19:00. A ja gotuję zupy na dwa dni:) więc roboty sporo.

Zaginął nam zamek od kurtki, a raczej ten suwaczek. Mamy nadzieję, że nie skończył w trzewiach dziecka… kurtka nieczynna, bo nie ma jej czym zasunąć…
07.12.2008 niedziela
Ale z nas rodzice. Chciało się nam spać, więc tak pokierowaliśmy dzieckiem, że spało do 11:00. W międzyczasie trochę się obudziło, ale cały czas miało noc w pokoju:). Trochę pobuszowało.
Gaja wypiła bardzo mało mleka. Rano pomyliłam świeże mleko z nocnym (niewypitym) i biedaczce musiałam wyrywać butlę z buzi. Nowe mleko było wg niej paskudne i nie wypiła ani kropli. My podstępy i inne takie, ale przechytrz dziecko… Maciek uznał, że woli stare i i zimne:). Ciekawe, że Gaja wypija mleko tylko na śpiąco i bez względu na to ile dostanie czy 90 ml czy 120 ml to zawsze zostawi końcówkę. A właśnie, to nie są powalające dawki mleczne… ale jak na Gaję to i tak dużo. Jak zaczynałam pod koniec sierpnia to na dobę wypijała z wielkim wrzaskiem góra 30 ml… Ale bez obaw, ma mleczne kaszki, wcina jogurty i inne mleczne przetwory.

Uczyliśmy dziś Gaję: gdzie jest tata? gdzie jest Gaja? gdzie jest mama? - z akcentem na to ostatnie. Tata chętnie, Gaja ciekawie, a mama… przezroczysta. Gaję bardzo interesowało poklepywanie i powtarzała je, kiedy wskazywaliśmy konkretną osobę.
Ha nie napisałam wcześniej, skleroza jedna: Gaja samodzielnie pociąga za 3 zabawki, które wprowadzają się w wibracje i albo się lekko poruszają albo grają.
Podczas sprzątania świnkom w klatce doszło do konfrontacji Gaja - Krojcweld. Gaja najpierw dostała zawieszenia emocjonalnego, bo tyle tego było, że nie było wiadomo, która ma być pierwsza… potem jak minęły zachwyty Gaja usiłowała wsadzić swoje palce w oko Krojca. Świnka piszczała z przerażeniem. Jak ją wypuściłam, to poszła sobie jednak powoli i dostojnie…
06.12.2008 sobota
Mama pobudka 5:30 do pracy:)… Gaja wstała o 6:00. Mama zaprowadziła ją do buta, gdzie czekały pyszne ciasteczka… Ale fajniejsza była ranna zabawa taty okularami… Dziecko wygięło tacie druciki w drugą stronę. Zdolna dziewczynka. Tacie udało się odratować mocno nadwyrężone okulary.
Kiedy mama poprosiła tatę, żeby zamknął oczy, bo włoży mu prezent od Mikołaja do buta, Gaja jak na skrzydłach przybiegła na czworaka do tatowego kapcia. Tata musiał tylko usiąść, żeby do niego sięgnąć… i mimo ranka musiał wykazać się refleksem, bo dziecko bardzo chciało dostać tatowy prezent. Tata pozwolił oglądać go przez folijkę.

Dziadkowie przynieśli od Mikołaja prezent do bucika. Oj rozdaje ten Mikołaj prezenty…
Mama wraca z pracy i liczy na to, że tata już z Gają na spacerze, a tu tata woła: Chodź do domu, bo dziecko płacze i nie wiem już o co mu chodzi. We trójkę raźniej. Nakarmiliśmy dziecko, bo przez godzinę od ostatniego jedzonka, można mocno zgłodnieć. Gaja pospała chwilkę na dworze i potem aktywna aż do 20:00.
Gaja trenuje puszczanie się i stanie samodzielne bez podparcia. Wybiera takie miejsca, gdzie możne bezpiecznie wylądować na pupie. Bardzo się jej podoba ta nowa zabawa. Trenuje przy fotelu, przy półce z ukochanymi książkami, w łóżeczku.
Mama robi kartki świąteczne (tylko 3, ale zawsze:), a dziecko ciekawe, co tu skubnąć, co tu ściągnąć. To robi porządki u siebie w szafie, to rozkłada suche pranie, to zaczepia świnki. Swoją drogą świnka - Przemysława nie ucieka na jej widok, mimo, że Gaja ewidentnie pakuje się do ich mieszkania.
Mama wpadła w chwilowy szał tworzenia. Zrobiła inwentaryzację kolczyków i wyszło: nowa para przez ponad 40 dni… i ciągle mało:). To wszystko przez Klaudynkę:).
Gaja bez przerwy wcina metalowe sprzączki od szelek, zamki… Mama jak była mała kochała ssać druciki. Jesteśmy do siebie podobne.
Mama puściła dziecko bez pieluchy, żeby pupa się powierzyła… i dziecko w prezencie zostawiło uroczą plamę na łóżko… Tata zadowolony, że nie na jego połowie…
Tata przymierzył Gaję do nosidełka. Wrzask i wielkie niezadowolenie dziecka. Co ten tata wyprawia. Nosidełko jest dla maluchów, a nie dla Gajuś.
05.12.2008 piątek

Mama ze zmęczenia ani ręką ani nogą…
Maciek wyjął ze skrzynki pewną kartkę z tekstem: Popatrz na jej matczyną twarz… i Gaja wrzeszcząc, bo ci rodzice nie dali jej tego czego chciała - dostała na odczepnego kartkę w rączki… i się mocno zapatrzyła. Potem kartka służyła jako uspokajacz…
04.12.2008 czwartek
Gaja u dziadków na dydusiu. Chyba zęby dokuczają i smoczul pomaga jej dojść do siebie.
W domu pierwszy raz problem z zaśnięciem w ciągu dnia. Gaja spała więc tylko rano. O 18:30 padła jak zabita. Za chwil kilka obudziła się z wielkim płaczem… środek przeciw bólowy chyba podziałał, bo jak na razie śpi dalej…
Gaja powiedziała dziś: Ela - kilka razy.
A te dziwne kupki to chyba nie mleko tylko zęby…
Mama wieczorem robi pewną książeczkę do pracy… i jak to wygląda? Gaja zabiera mamie klej, jak mama zabiera Gajce to wrzask, musi szybko przyklejać, co ma do przyklejenia, żeby uciszyć dziecko. Co mama wytnie, Gaja ma na to ochotę, więc jest to wielka praca pełna uników i ucieczek:).
03.12.2008 środa

Kiedy spytałam Gaję: Gdzie jest tata? Ta podeszła do drzwi od kuchni i próbowała je otworzyć wołając tata, i mówiąc coś we własnym języku…
Odkryliśmy 9 ząb… gdzieś głęboko, na górnej szczęce, po lewej stronie.
Gaja ugryzła mnie w nogę. Jak krzyknęłam, to rzuciła się na mnie, chcąc dalej gryźć myśląc, że to fajna zabawa. Generalnie musiałam ją trzymać od siebie z daleka, bo rzucała się na mnie, chcąc wbić swoje ostre ząbki.
Podajemy lakcid, żeby bakteria z żołądka dobrze reagowały na mleko, bo ciągle mamy problem luźnych kup.
02.12.2008 wtorek
??? Jestem zmęczona, dni się zlewają. Może tata niech będzie twórczy:).
01.12.2008 poniedziałek

Nela
Gaja wstała przed 8:00 rano. Jest taka słodka jak śpi.
Ciągle po mleku luźne kupki (bebiko ma dziwny waniliowy posmak, jak próbuję, to mnie mdli:). Konsultowałam to telefonicznie z lekarką. Trzeba podać bakterie do żołądka, żeby wspomogły. Obserwować. To reakcja na coś nowego (Gaja nie piła wcześniej w takich (i tak skromnych) ilościach sztucznego mleka.
Odebrałam gaje przed 16:00 wściekle zmęczoną… ale jakbym położyła ją spać to buszowałaby do późnej nocy. Ledwo przetrzymałam ją do 19:00… zasnęli od razu.
Gaja ma charakter choleryczki. Jak jest zła, to jest chodzącą wściekłą dziewczynką, która niszczy, co ma przed sobą. Oj będzie pracy, będzie…
Dziś Gaja w zestawie pokazała sama z siebie, jedno po drugim: papa, brawo, cacy cacy. Uczę ją wysyłanie buziaków:).





