
sobotaaaaaaaaaaaaaa
Gaja dostała na noc paracetamol, idą takie zębicha, że hej.
Ha, ha, ha w czasie mojego urlopu Gaja wstała około 9.00, a dziś pobudka po 7.00. Nie dało dziecko pospać tacie… choć potem jak przysnęło swoim snem po śnie nocnym to wstało po 11.00.
Starym, trochę nielubianym, zwyczajem trzeba było nadrobić braki w zaopatrzeniu i ruszyć na zakupy. Na rynku duży wysyp dzieci i okazja do nawiązania dziecięcych kontaktów towarzyskich… i brania w rączki tego, co na wysokości dziecka… Gaja urwała główkę czosnku z warkocza czosnkowego, a potem prawie chwyciła jajko.
Poruszając się na swoim terenie Gaja jak zwykle odwiedziła mima i spotkała chłopca, z którym spotkanie zakończyło się jak na załączonym obrazku:).
Udało się nam zaliczyć plac zabaw, a raczej Gaja postanowiła tam iść i nie chciała dać się nakierować w inną stronę. Na placu najfajniejsze były oczywiście dużo starsze dziewczyny z komórkami siedzące na bujawkach.
Gaja pobawiła się też w kurę, co grzebie i tak grzebała w piasku, że miała czarne paznokcie i zrobiła fikołka na małej wysokości usilnie próbując wygrzebać jeszcze więcej piaseczku. Czy były łezki, gdzie tam… Zdaniem taty brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko. Niech tylko będzie cieplej, to zrobimy najazd na piaskownice. Swoją drogą, to fajnie obserwować takiego malucha, bo można sobie wyobrazić siebie sprzed iluś tam lat.
Przebiła się jedna górna trójka, druga przyczajona. Niedługo w górnej szczęce będą nowe, śliczne ząbki.
Muminki: Czarnoksiężnik
1. http://www.youtube.com/watch?v=qm_M0dsWwsY
2. http://www.youtube.com/watch?v=FiMVLtcR33Q&feature=related
3. http://www.youtube.com/watch?v=DTw1BmDOcTk&feature=related
27.02.2009 piątek
Gajce od jakiegoś czasu coś się poprzestawiało, budzi się w nocy i hasa po kilka godzin. Ratunku!!!
Poobklejałam krzesła gąbką, bo dziecko ciągle płacze, bo to się uderzy o krzesło, wywali na podłogę, nauka chodzenia nie jest łatwa.
Muminki: Wielki wybuch
1. http://www.youtube.com/watch?v=ubFwbe7z9Ws

2. http://www.youtube.com/watch?v=k0v5CviEQM8&feature=related
3. http://www.youtube.com/watch?v=YoqcILeivl0&feature=related
Gaja na spacerze została ograbiona przez psa z bułki. Idziemy sobie ładnie, a tu podbiega piesek i wyrwał Gai bułkę z ręki i połknął. Wylizał i wyjadł też resztki, które zostały w ręce. Gai bardzo się to podobało i śmiała się w głos.
26.02.2009 czwartek
Coś ej naszej Gajce dolega, rano bez humoru, na spacerze w wózku, mało ochoty na dreptanie. Mi znów z wysiłku, żeby to ogarnąć, spadł poziom cukru… Pogoda jest jaka jest, zaakceptować trzeba, choć jak dziecko wywali się na chodniku jak długie i ma na sobie całe błoto jakie było w pobliżu, to ręce opadają. Kolejne w tym tym tygodniu pranie kurtki i czapki, bo cała w wafelku… trzeba jakoś uspokoić wrzaski… od zębów? od kataru? od czego? A ja jakoś wyssana z sił - po chorobie? po nauce chodzenia? po starych kościach:)?
Gaja miała dziś wizytce Koleśniki Igi. Iga ma 4 lata, Gaja jeszcze nie była zbyt atrakcyjną koleżanką do zabawy, ale jakoś się dogadywały. Widziałam ciekawą akcję: Gaja chciała wyjąć z ręki Idze długopis do pisania na tablicy magnetycznej, Iga nie miała zamiaru go oddać, to Gaja ze złości porozrzucała wszystkie zabawki dookoła:). Oj musi się dziecko nasze jeszcze dużo nauczyć.
Gaja ma awersję na widok zupy. Myślałam, że to znowu brak apetytu, ostatnio dni bez apetytu i z jego wielkim napadem przeplatają się… ale jak tata upiekł skrzydełka i udka kurczaka Gaja rzucała się na nasze talerze i nie nadążałam oddzielać dla niej mięska. Jak mi szło za wolno, to dziecko do taty. Nawet nie pamiętam, co jadłam:).
Ostatnio mamy co wieczorny rytuał, oglądamy Muminki na Youtube. Gaja uwielbia piosenkę na rozpoczęcie bajki. Coraz dłużej wysiaduje na odcinkach, a my zawsze oglądamy do końca:).

25.02.2009 środa
Gaja wstała o 9.20:)
Przed południem dziecko nie chciało ciągle spać, to zabrałam je na spacer… i wróciłam ledwo żywa.
Gaja sama z siebie inicjowała samodzielne chodzenie, a raczej bieganie. Nie istnieją dla niej progi, krawężniki:). Ganiałam za Gają jakbym zaganiała kury. Mój cud miód, z dala wypatrzył mima i zaczął mu machać… i ruszył pędem. Wygrzebałam z portfela, dziś tylko drobniaki i Gaja wrzucała do skrzynki. Bardzo się jej to podobało, choć na koniec chciała co nieco wybrać…
Potem jeszcze mały spacer i gdzie Gaja zawędrowała? Do Deichmanna i zażyczyła sobie kurs po schodach na pierwsze piętro. Tam jest działa dziecięcych butków i telewizor z bajką. Gaja usadowiła się na pufie i zaczęła oglądać. Jak ją odciągnęłam, to znowu mnie zaprowadziła na bajkę i nie było ale, trzeba było chwilkę pooglądać.
A potem w drodze do domu się zaczęło… Gaja chciała iść nie tam, gdzie ja, nie chciała iść za rękę, siadała na chodniku i cieszyła się jak mysz do sera. Trochę pomagało jak mówiłam: Idziemy szukać dzidzi… przeszła wtedy kawałek i znowu na tyłek. Do domu weszłam na ostatnich nogach, a Gaja zasnęła w sekundę. Dziecko się regeneruje, a ja ni ręką, ni nogą…
Wczoraj Gaja nie miała najlepszej formy, na jedzenie patrzyła z obrzydzeniem. Dziś musiała nadrobić głodek wczorajszego dnia. Apetyt głodnego jak wilk. Była nawet scena wrzasku, dziecko rzuciło się na podłogę i zaczęło wpadać w histerię. Chrupek momentalnie uspokoił dziecko. i potem Gaja jadła, jadła i jadła… a przed nami kolacja i ulubiona jajeczniczka Gai. Jajko w innej postaci dziecku nie psuje, a jak tata usmaży to czapki z głów.

24.02.2009 wtorek
Galeria z weekendowego wyjazdu
23.02.2009 poniedziałek
Padam na twarz. Dziecko wymęczyło mnie, a potem nas, do cna.
Wyszłam sobie z dzieckiem na spacer po bilet miesięczny, a tu ni pada, ni sypie śnieg. Zanim dotarłyśmy na miejsce zaliczyłyśmy wszystkie opcje opadów. Gdyby nie towarzystwo "babci" na spacerze to nie doszłybyśmy po bilet.
Z racji spacerów bez wózkowych, mokrego dziecka, mamy i babci do domu gnałyśmy z dzieckiem na rękach. Odwiedziłyśmy babcię i dziadka. Gaja pochwaliła się samodzielnym chodzeniem. Oczywiście przekora musi być:) i Gaja na wołanie babci, mając do pokonania dwa kroki poszła na czworaka. Pokazała też jak pięknie wchodzi na pufy, wbiega na fotel i… niestety rzuca się na główkę.
Jak karmiłam dziecko zupką, ta wyrwała mi spod talerza podkładkę. Refleks chyba mam, bo chwyciłam talerz i nic się nie wylało:).
Wisienką na torcie wymemłania było wyjście z tatą do sklepu. Padało, dziecku bardzo nie podobało się siedzenie w wózku. W sklepie nie było mowy o przyjrzeniu się towarom. Tata biegał z Gają miedzy regałami, bo ta poczuła zew chodzącej krwi. Nie usiedzi sekundy w jednym miejscu, musi nadrobić ten czas, kiedy mniej chodziła. Wszystko chciała dotknąć, zbierała różne śmieci, a spróbuj jej je zabrać. Latałą z koszykiem, plastikowym paseczkiem od butelek, tekturką, i cały czas tuptała…

Do domu wróciliśmy jak po jakimś maratonie. Boże jak ludzie dają radę z większą ilością dzieci? Bycie rodzicem to wyzwanie…
Gaja jak spotkała nasza sąsiadkę to nie potrafiła chwilkę ustać, tylko robiła kółka zmyłki. Odwracała się, robiła kółko i stawała przed obserwatorem. A jak stała na nóżkach to nimi tuptała. W domu to samo… Tylko typu, tupu… wyszukiwanie nowych kątów do sprawdzenia…
Gaja spotkała swojego ulubionego mima. Podała mu rączkę na przywitanie. Wrzuciła pieniążka do kuferka (nie musiałam jej wyrywać monety z ręki - pokazałam tylko, gdzie ma wrzucić… i - hi, hi, hi - dziecko za bardzo nie próbowało zabrać mimowi jego monety, choć w pierwszym momencie chciało sprawdzić, co tam ma.
Czy ja się nudzę?
22.02.2009 n
Dziecko rześkie i dziarskie wstało o 7:20 i zaczęło buszować.
Mama wsadziła Gaję na rowerek (odniosłam wrażenie, że Gajce mocno urosły nogi, bo jakoś tak rowerek się mocno skurczył od ostatniego razu). Zrobiła mleko, które pomyliła z kaszą i dziecku znudziło się ssanie smoczka, przez który lecieć nie chciało.
Potem śniadanie z dziadkami. Mam bardzo dobrze wychowane dziecko:), bo babcia dała wnuczce mięsko na chlebek w rączkę, a Gaja pieczołowicie ułożyła je sobie na kanapce.
Po południu fajna impreza - dziadek obchodził 74 urodziny. Gaja złożyła w swoim języku życzenia, nawet pozwoliła wręczyć prezent (zazwyczaj ma pretensje o to, że ktoś daje jej coś do ręki a potem za chwilę ktoś inny zabiera, rozumiem ją). Było 14 osób, Gaja miała z kim szaleć. Biegała już na całego. Ciocia Gosia tylko asekurowała i Gaja przemierzyła dwa pokoje, przedpokój lawirując między butami.

Dziecko objadło się wyśmienicie i kupsało też niczego sobie. Jedna z niespodzianek spadła tuż przed wyjazdem do domu. Dziewczyny pochowały się po kątach, zdaniem Maćka jak w klasie, kiedy nauczyciel chce wyrwać kogoś do odpowiedzi… I znalazł się jeden ochotnik - ciocia Ania. Poszło jej zgrabnie. Oj jak sobie przypomnę moje pierwsze walki z pieluchami, tuż po narodzinach Gai, nie wiedziałam, w co ręce włożyć. Dziewczyny już są wyedukowane. Mokre pieluchy zmieniają bez oporu, gorzej z zagęszczonymi. Wiedzą, że jak się wyciera pupę to za każdym razem inną częścią chusteczki, żeby nie przenosić brudów, zarazków itp. I w kierunku pleców, a nie odwrotnie. Potem kremik i tylko założyć pieluchę:).
Gaja wyjechała z Ostródy jak zwykle z nowymi umiejętnościami:
1) sama chodzi
2) wdrapuje się co na wyższe kanapy (niskie dawno obłaziła)
3) gra na harmonijce ustnej.
21.02.2009 s
Wyjazd do Ostródy. Udało się nam nawet wyjść o zaplanowanym czasie. Tym razem nie było kolejek do kas, bo kas biletowych nie ma. Nie ma odnowionej umowy PKP z właścicielem dworca i bilet trzeba kupić w pociągu. Biedni konduktorzy teraz jak policjanci, są obarczeni papierkową robotą, bo wypisanie biletu (czemu nie mają takich automatów jak np. kierowcy autobusów) to pisania a pisania…
Gaja w pociągu zainteresowana wszystkimi. Udało się jej zasnąć na niecała godzinkę przez dojazdem na miejsce… ubieraliśmy dziecko na śpiocha, bo nie reagowało na świat. Zimą jakoś wszystko bardziej wymaga wyzwań, bo strasznie dużo ubrań.
Pierwszy przystanek u cioci Gosi. Gaja zjadła parówę, bułę, popiła sokiem z kartonika, wyhasała się z Pawłem, potrenowała samodzielne chodzenie… Fajnie wyglądała jak wybiegła z pokoju Pawełka i Moniki z paletką i żyrafą w drugiej ręce, a za nią asekurująca Gośka. Na razie

chodzenie to bardziej bieganie z punktu A do B.
U babci obiad gigant. Dziecko nie dało się za bardzo skusić na chodzenie. Potem sen i pobudka o 17:00.
Złamaliśmy zasadę piechurów i pojechaliśmy na kolejną gościnę autobusem. Dziecko było zafascynowane takim środkiem lokomocji, siedziało grzecznie na kolanach do końca trasy.
U cioci Eli przegoniliśmy ostro Gajkę. Był trening chodzenia na ciastko. Ten, do kogo miała dojść Gajka trzymał ciacho i dziecko jak doszło odgryzało kawałek. Może to mało szczytna metoda, ale skuteczna, bo dziecko miało wysoką motywację. I tak Gaja kursowała między mną, Elą, Pauliną. Maciek pstrykał zdjęcia i dziecko za którymś tam razem poszło sobie do taty.
Ogólnie Gaja zrobiła małą demolkę w gościach. Co chwila trzeba było coś zabierać ze stolika, w pewnym momencie stolik był cały w tłustych dziecięcych paluszkach, serweta wymemłana. W pewnym momencie Gaja chwyciła dwa ciacha w rękę i zaczęła się wgryzać. Zła matka nie pozwoliła zjeść ich dziecku i wpadła na szatański pomysł. Mówiła: Daj Paulinie am i Gaja wpychała ochoczo "głodnej" Paulinie ciacha do buzi. Gaja to dobre dziecko i podzieli się wszystkim. Paulina broniła się, że już nie może, ale poświęciła się dla dobra ludzkości:).
Dziecko na wyjeździe miało wielką produkcję kup. Jak tyle jadło to nie dziwota. Paulina nie dała się namówić na zmianę pieluchy, szkoda…
Ciemną nocą, dziadkowie, co to 1/2 z nich chodzi spać o 20:00 czekali na powrót wnuczki i były jeszcze nocne zabawy z dziadkami. Gaja była bardziej skora do wygłupów:). I trafiła się nam kolejna kupka…
20.02.2009 piątek

Gaja obudziła się w środku nocy wyspana i do rana była zabawa w chowanego.
Tłusty czwartek
A co na to Przekrój? Coraz grubszy problem Ameryki. Choć my i tak po swoim pączku zjemy:).
Z Gają nie będziemy chodzić z pustym rękoma:). W piekarni Gaja dostała bułkę maślaną. Nie myślałam, że z tak głodnym dzieckiem wyszłam na spacer, bo w kilka chwil, a całą zjadła. Kawałeczek uszczknęłam gołąbkom, ale dziecko nie było skore do dzielenia. W kolczykowym sklepie dostałyśmy po pączku. Gajce zakupiłam kolorowe, cienkie (grube tylko by przeleciały na włosach) gumki na kitki.
Największą atrakcją spaceru był mim. Pokazałam Gajce jak pan stroi miny i nie pomyślałam, że tyle tam będziemy stały. Gaja jakby zrosła się z ziemią. Nie reagowała na dzieci (a na ich widok szaleje), na nic. Zapatrzyła się na mima i już. Mim robił różne zgryźliwe miny i Gaja go naśladowała. A jak min było mało krzyczała z uciechy, wywalała język… Mogłaby stanąć obok mima jako jego asystentka. Musiałam ją siłą odciągać, jak przemarzły mi palce.
Gaja jest niesamowita. Jakaś para robiła zdjęcia i Gaja weszła im w kadr (bo przecież komu w domu robi się najwięcej zdjęć?) i uśmiechała się od ucha do ucha.
Po drzemce i szybkim obiedzie, chyba dziecko czuło pismo nosem, podstawiłam Gajce talerz z pączkami. Gaja wzięła każdy w jedną rękę i jadła na zmianę. Tłusty czwartek to tłusty czwartek:).
18.02.2009 środa
Gaja postanowiła rano przeczytać wszystkie swoje książeczki. Wyjmowała i studiowała jedną, drugą, … dziesiątą, echnastą…
Zaszłyśmy do sklepu z kolczykami, gdzie się nie ruszysz tam same ciekawe zabaweczki. Jakoś się udało:).
W ulubionym sklepie z ubraniami Gaja ma tłum fanów. I co Gaja dziś odmalowała? Poszła sama do pani sprzedawczyni, którą ją zawołała.
Patent z piciem przez słomkę rewelacyjny, dziecko dziś wyciumkało sporo soku jabłkowego.

Gaja została uczesana w dwa kucyki. Wygląda przesłodko. Długo gumki się nie uchowały, bo trzeba było sprawdzić, co to. Czy Gaja nie jest trochę podobna do tej dziewczynki?
Na spacerze (chyba nieświadomie wymęczyłam dziecko, bo jak wróciłyśmy do domu, to poszło szybko spać wypiwszy, ku mojemu zdziwieniu, mleko) spotkałyśmy psa, który wyglądał jakby dostał pięścią w nos. Gaja podsunęła mu swoją lalkę i zaśmiała się przy tym głośno, a pies się wystraszył.

Jeśli komuś zależy na wiedzy o tym, co je to niech tu zajrzy: Bambus w szynce. Maciuś jak wrócił z zakupów, to miał tylko 3 rzeczy na chlebek. Co chciał coś kupić, jakoś nie miała odwagi… i wrócił z zapasem siana dla świnek:)
I jeszcze z innej beczki: Konieczne do życia obrzydliwości
17.02.2009 wtorek

Gaja kichnęła minimum 5 razy pod rząd… aż mnie zmroziło, bo w ostatnim czasie tak jest ze mną, albo kaszlę albo kicham i to całymi seriami… na szczęście to był tylko incydent, ale jestem czujna… choć chciał nie chciał rozsiewająca.
Dopadł mnie dzień niesfornych włosów jak Garfielda. Miałam zacząć od siebie, ale Gajusia tak ładnie siedziała na fotelu, nożyczki pod ręką, dziecko zafascynowane, mama ciach, dziecko ciekawe dalej, mama drugie ciach i fruu grzywka się posypała, potem dziecko dało nawet wyrównać… Impulsem do ciachów były zabawy Gajki spinką. Niby dziecko chce ją mieć na włosach, ale co chwila sprawdza czy na włosach i ściąga, a grzywka włazi w oczy… Potem były ciachy mamy grzywki (mama tym razem się nie rozkręciła), ale bardziej niebezpieczne niż ciachy Gai, bo dziecko usilnie chciało mamcie pomóc, mama trzyma nożyczki przy czole, a tu dziecko pcha mamę lub pcha się ku niej, wystarczy małe omcknięcie…
Oglądaliśmy z Gajką bajkę: Muminki. Nie mamy telewizora więc bajki są nam obce. Gaja wysiedziała na pierwszej części, na drugiej bawiła się stołkiem, a na trzeciej stała miedzy nami, my ją trzymamy za rączki, a dziecko podskakuje… Ostatnimi częściami chyba byliśmy bardziej my zafascynowani:). Nie wiedziałam, że to japońska kreskówka. Podczas piosenki z bajki dziecko roztańczyło się i rozśpiewało. Ostatnio jak tylko gdzieś zabrzmi jakiś ton to dziecko całe roztańczone. Na leżąco, na siedząco, na stojąco.
Postanowiłam udać, że choroba minęła i wyszłam z Gajcią na mały spacer. Jakoś tak wiało, choć ładnie. Obydwie miałyśmy dzień niesfornej czapki, zjeżdżały nam z głowy, albo wpadały na oczy, albo i tak było coś nie tak.
Gaja ostatnimi czasy uczy się odkurzania, zamiatania. Dziś froterowała podłogę rurą od odkurzacza ze ssawką, potem chwyciła wielką miotłę,a jak za bardzo zaczęła nią wywijać to, mimo wielkich wrzasków protestu dałam dziecku małą zmiotkę rekwirując dużą. Też dobra:).
16.02.2009 poniedz

Mama poszła do lekarza, na szczęście to nie grypa. Ma robić to, co do tej pory - leżeć i nawadniać:). A gorączka może być, bo wygotowuje wirusy:) Tak więc sobie choruję. Kochany tata poszedł po 6:00 rano, żeby zarejestrować mamę do lekarza… przed nim było już 6 osób. Zdrowia wszystkim życzę.
W czasie wizyty u lekarza Gaja została z "babcią". Jak wróciłam z miłą wieścią, że to nie grypa, zastałam dziecko z miniaturową pralką w ręce, która prała miniaturowe koszulki. Babcie wiedzą, co lubią małe dziewczynki:). Cały dzień była potem nominowana przez dziecko do uruchamiania pralki:).
15.02.2009 niedz
Mama dalej leży plackiem, więc Gaja i tata spacerują bez niej. Naoglądali się gołębi, że ho, ho.
Gaja dziś zrobiła łóżko wodne. Siedziała sobie koło mamy, która spała i bawiła się butelką z wodą. Mamę coś tknęło i się przebudziła… i co zastała? - dziecko rozbroiło korek i wylało wodę z butelki na łóżko, przy okazji samej robiąc sobie prysznic…
Potem Gaja dorwała sztyft do nosa, tata uznał, że jest bezpieczny, bo mocno zakręcony… a Gaja rozbroiła go w drobny mak, wyjęła wszystko ze środka i włożyła do środka kwiatek od czapki:).
Ogólnie Gaja była dziś jak nakręcona, wszędzie jej pełno…
Znalazła spinkę do włosów, próbowała ją sobie zapiąć na włosach, jak się nie dało, poszła do taty. Tata przypiął, a Gaja biegiem do lustra, obmacała czy ma spinkę na włosach i zrobiła taniec: ajaj:).

Apetyt ma Gaja jak głodny, co zjadłby konia z kopytami.
14.02.2009
Miał być wyjazd do babci i dziadka… ale wyszła z tego figa z makiem. Mamę dopadło coś dziwnego, gorączka jakiej dawno nie było…
Dziś w stosunku do tego co wczoraj jest lepiej… ale nie na tyle, żeby zrobić coś ambitniejszego, niż wstać z łózka i napić się herbaty z cytryną.
Jak mama kaszle, to Gaja cieszy się, bo dla niej to niezła zabawa…
Nasze dziecko nauczyło się pić ze słomki. Wcześniej tylko ją gryzło. Tym razem wpadłam na pomysł, żeby przechylić dziecku kartonik i ładnie leciało do buzi. Potem jak już dziecko się zaciągnęło, poszło gładko i kartonik stał już na pionowo. Gajce przypadło do gustu wypijanie resztek, bo wtedy fajnie bulgocze:). Gaja też rewelacyjnie trafiała słomką w dziurkę w kartoniku.
13.02.2009 piątek

Nie wierze w piątki trzynastego, ale dziś…
Do domu dotarłam po wielu perypetiach… ledwo żywa. Gajkę "babcia" przyszła z Gają do domu i pomogła z Robertem wnieść ją na górę. Podobno Gaja na jednym odcinku ulicy ładnie szła, potem stanęła i robiła: nu nu nu Robertowi i dalsza wędrówka była niemożliwa.
Mama bez sił miała tylko jedno do zaproponowania dziecku: iść spać.
12.02.2009 czwartek
Mama wieczorem zajadała się zamrożonymi pierogami z twarogiem i skarżyła się że są na słodko, więc polała je sosem czosnkowym. Wiadomo po kim Gaja jest wszystkożerna.
11.02.2009 środa
Jak wracałyśmy pieszo do domu lekko padało, a raczej mżyło. Przy katedrze latała pustułka i wydawała głośne okrzyki. Gaja uniosła głowę do góry chcąc zobaczyć ptaszka… i na nos padła jej kropla deszczu. Próbowała patrzeć wysoko i jakoś ta woda jej nie pozwalała.

Dzień focha na jedzenie w wykonaniu mamy. Mówi się trudno.
Próbuję Gaje sadzać na nocniku i dziecko silnie protestuje. Jak się już uda, to siedzi tyle co wiatr pędzący w polu… ale nocnik jest fajny, żeby trzymać w nim zabawki… potem ją wyrzucać…
10.02.2009 wtorek
Odwiedziny cioci Agi. Zanim jednak doszło do spotkania w domu, było dreptanie z Gajcią.
Gaja po drodze musi wyuśmiechać ludzi dookoła, poodtykać choinki. Dziś zaczepiała panią zbierającą pieniądze, najprawdopodobniej narodowości rumuńskiej. Pouśmiechała się, pomachała rękoma, powiedziała coś po swojemu i mogłaby tak cały dzień… Na kolejnym odcinku Gaja pooglądała na wystawie serduszka i skręciła do sklepu:). Weź wyperswaduj ciekawskiemu dziecku, że ma iść gdzie indziej. Na szczęście nie było wielkich protestów, bo dziecko dostało od cioci książkę świnkę… i ciocia musiała co chwilka naciskać na rękę świnki, żeby grała.

"Babcia" chciała pochwalić się prze mamą, jak Gaja ładnie robi sama kilka kroczków. Skończyło się na tym, że dziecko zaczęło chodzić na czworaka i miało wszystko gdzieś:). Mam nic nie zobaczyła.
15 dzień miesiąca Szewat, 5769 rok od dnia stworzenia świata (wg kalendarza żydowskiego) poniedziałek
Spacerowałam z Gają ponad godzinę po mieście (Gaja na swoich nóżkach). Spotkałyśmy kolegę jej wzrostu i wieku, polatali za sobą. Chłopiec miał w buzi smoczek na łańcuszku, w pewnym momencie wyjął go z buzi i chciał dać Gajce, ta otworzyła buzię, żeby przyjąć podarunek:).
Dziecko ciąga mnie po sklepach. Idę sobie z nią prostą drogą, a ta skręca do Carry, nie dało się jej wykierować w inne miejsce. Weszła do sklepu, pouśmiechała się do sprzedawczyń, otaksowała ubrania i uznała, że może iść:). Przy papierniczym to samo, ja prosto, ona na schodki i do sklepu. Przywitała się z naszym ulubionym sprzedawcą i do domu.
08.02.2009 niedziela

Gaja skończyła 15 miesięcy
Weekendowy spacer
Gaja ostatnimi czasy lubi iść z czymś w zębach. Zaczęło się od pudełka z kremem, potem książeczka, dziś krokodyl, dinozaur był za duży:)
07.02.2009 sobota
Gaja obudziła się wściekła i z wrzaskiem połączonym z nieopanowanym rykiem. Żadne próby uspokojenia nie dawały rezultatu. Dziecko na chwilkę się uspokajało i na nowo wybuchał gejzer wściekłego płaczu, smugi łez ciągały się po ubranych, dywanie. Myśleliśmy, że dziecko się nie wyspało i przebudziło, co wytrąciło ją z równowagi… ale po pewnym czasie okazało się, że Gaja jest WŚCIEKLE GŁODNA!!! Nie doszliśmy do tego zbyt szybko, bo przed krótką drzemką dziecko zjadło michę zupy, a przez zupą bułkę.
Jak odkryliśmy powód wściekłości, to dziecko okazało się dzieckiem z apetytem bez dna.
06.02.2009 piątek
Pierwszy raz od narodzin Gajki mieliśmy wychodne:) Poszliśmy do kina na "Małą Moskwę".
Gaja była u "babci". Jak po nią przyszliśmy dowiedzieliśmy się, że od wersalki do "babci" przeszła sama trzy kroki. Stała obie przy kanapie i piszczała i że chce zabawkę, którą ma w ręku babcia. Babcia na to: To chodź i weź. I co na to Gaja? Zawzięła się, złapała równowagę i poszła.
Od kilku dni wracamy do domu pieszo. Gaja zaczepia wszystkich dookoła. Idzie śmieje się od ucha do ucha i tym niegburowatym trudno przejść obojętnie.
Gaja znalazła sobie bardzo absorbujące zajęcie: próbuje zapiąć zatrzaski w poszewce od poduszki. Dziś miałam ją na pół godziny z głowy, bo bardzo intensywnie próbowała połączyć dwa elementy.
05.02.2009 czwartek

04.02.2009 środa
Gaja chodzi na coraz dłuższe spacery. Zaczepia wszystkich dookoła, wita się z pieskami, interesuje się kratkami ściekowymi:), śmietnikami.
Dziecko zjadło miskę zupy i jakoś nie było widać, że się najadło. Dostało więc drugą… Zjadło. Dopieściła to wszystko kaszką:).Jesteśmy troszku zabiegani więc zdjęcia w innym czasie.
Wyżalę się. Kupiłam kurtkę. Dwa dni po zakupie zepsuł się zamek. I pech!!! Mamy torbę z rachunkami sprzed iluś lat, a ten wyjątkowy chyba nieopatrznie wyrzuciłam. Ironia losu!!!
03.02.2009 wtorek
Pracowity dzień… Dziecko z powodu ząbków dało nam pospać w nocy dwie godziny. Zawsze coś.
Widać jakieś giluny na horyzoncie. Podczas mycie buzi lekko ściskałam Gai nosek. Bardzo jej się to podobało i dzięki tamu udało się wydmuchać dużo niepotrzebnych rzeczy z nosa.
02.02.2009 poniedziałek

Gaja zrobiła pierwsze samodzielne kroczki. Trzy do Roberta. A potem śmigała w domu na szelkach, które spełniały rolę asekuracji, a dziecko biegało w zasadzie bez trzymanki.
Wieczorem totalna głupawka. Klaudynka zaliczyła nawet czesanie oka szczotką do włosów. W pewnym momencie na widok zbliżającej się Gai reagowała jak ofiara przemocy: kuliła się i zamykała oczy:).
01.02.2009 niedziela
Gaja dużo spaceruje. Mama jest akurat na wypości córki, więc nie odczuwa dyskomfortu, tata szybko rezygnuje. Ogólnie dziecku bardzo odpowiada poznawanie świata tuptając.
Wychodzące zęby są jak nocne wyjące wilki.





