30.04.2009 czwartek
Gaja w kolejce ze mną do dermatologa bawiła się w czarowanie ludzi. Jeden pan z poczekalni, którego bombardowała swoimi zaczepkami namalował na swoim palcu buzię i pokazywał Gajce. Tak jej się to spodobało, ze latała co chwila szukać stwora palcowego.
Jak weszłam do gabinety wielki ryk i wrzask, bo mama sobie poszła. czasem zdarzają się takie reakcje Gajki.
Maciek robił dziś bilans tego, co Gaja dostała od napotkanych ludzi: bułka, czekoladka, piórnik, kwiatek, pajac… nie wiem, co tam jeszcze, ale trochę tego było.

29.04.2009 środulucha
Gaja tak czaruje, że od jednej pani na ulicy dostała piękną różę. Róża była długa i Gaja nie wiedziała jak z nią iść.
Nasze dziecko niedługo wpadnie w komitywę ze stałymi bywalcami spod sklepów. Maciek uznał, że dziecko trzeba wkładać do wózka… żeby się za dużo nie witało…
Coraz częściej Gaja wędruje sama… i cieszy mnie to, że mimo wszystko reaguje na nasze nawoływania. Jedyne co ją absorbuje i wtedy nas nie zauważa - to nowe towarzystwo i kamienie. Dużo też jej tłumaczę, że jeżdżą samochody i ma bardzo uważać. Trudno jednak jeszcze wyzbyć się nadopiekuńczości w jej chodzeniu.
28.04.2009 wtor
Odebrałam Gaję spod przychodni (nic Gajce nie jest - "dziadkowie" byli na wizytach kontrolnych) i Gaja: zrywała mlecze wsadzając rękę przez płot… a potem Gaja próbowała wejść przez małą dziurę w płocie, żeby zerwać sobie inne kwiatki. Ledwo ją wyciągnęłam.
Na spacerze Gaja osaczała chłopców. Jednego złapała przy laserze i mocno przytuliła.

Chłopiec mocno wystraszony (dużo starszy) uciekła wystraszony do rodziców. Drugiego Gaja zaczepiała w sklepie. Próbowała go objąć, ale wyrwał się i uciekła. Gaja za nim, chłopak w nogi… Potem szli poborowi, który wychodzili do cywila. Głośno coś wykrzykiwali. A co na to Gaja? Z chłopcem, którego wystraszyła - ruszyli gęsiego za żołnierzami i zaczęli krzyczeć po swojemu.
Krótka wizyta w piaskownicy… a potem piasek wszędzie w domu. Nie mieliśmy zabawek, ale Gai wystarczył patyczek i dość długo bawiła się nim w piasku. Jakaś dziewczyna, bardzo niechętnie, ale za namowa babci, wypożyczyła Gai na chwilę łopatkę i foremkę.
27.04.2009 poniedziałek
Gaja wyrosła z kapci, trzeba było kupić nowe. I co na to Gaja? Rewelacja - przejadę się windą. A na miejscu - raj. Gaja sama ściągała buty z półki do przymiarki. Zgubiłam się potem, gdzie leżały. Gaja chciała różowe, my bordowe. Dziecko przymierzyło ponad 5 par butów… i było w 7 niebie. Każde sprawdziła, pochodziła w nich po sklepie. Ostatnią parę wręcz porwała, nie dała sobie zdjąć z nóg. Dobrze, że do zapłacenia rachunku wystarczył sam kartonik. Gaja wybiegła ze sklepu jak strzała i miałam wrażenie, że chciała pochwalić się, że ma nowe buty. W domu nieustannie to je przymierzała, to próbowała obgryźć kwiatki.
W drodze powrotnej spotkaliśmy dziadka w wnuczką, którzy karmili kaszą gołębie. Gaja wsadził rękę do worka i też chciała karmić ptaszki. Zachowywała się dosłownie jak one. Trzeba było ją odciągnąć wołami, bo "siedziała" u pana w reklamówce z pokarmem.
26.04.2009 niedziela
Spóźniona galeria marcowa
Galeria kwietniowa
Gaja bardzo często używa słowa dzidzia w stosunku do dzieci i obrazków.
Zbieraliśmy trawkę dla świnek. Gaja dzielnie rwała, ale najfajniejsze było wąchanie kwiatków, zwłaszcza mleczy, po których mama i amatorka kwiatków były żółte.
Na spacerze starałam się dziecku pokazać różne robaczki. Gaja była niepewną obserwatorką. Przypomina mi się jak kiedyś na kluskach odwiedziła nas mucha. Gaja była zdegustowana. Nie próbowała dotknąć ani złapać jej.

Pokazałam Gai jak kręcę hula - hopem i dałam jej do zabawy mniejsze. Kręci nim na siedząco. Wieczorem spróbowałam ćwiczeń wspólnie z Gają. Super było to jak naśladowała podnoszenie nogi i robiła to ze mną. Cudo.
25.04.2009 sobota
Gaja mówi już dwuwyrazowe zdania. Wchodzi na swoje krzesełko, dotyka obrazek na Encyklopedii rodziców i mówi: Dzidzia aaa. Co oznacza: Dziecko śpi. W zasadzie to poza czytaniem gazet taty (Linux i Świat nauki) i przyklejaniem magnesów na lodówkę - odwiedzanie "dzidzi" na półce to ulubiona rozrywka Gajki.
Słonko nauczyło się odróżniać mniam od pić. Pić komunikuje: pi, pi, pi … czasem na końcu słychać lekkie ć.
Do odgłosów zwierząt doszło nowe: ko, ko, ko… oczywiście w wykonaniu Gai brzmi to: ki, ky, czy jakoś tak. Uwielbiam gąskę: gi, gi, gi.
Odwiedziła nas Paulina - moja siostrzenica, a siostra Gai. Dziecko zyskało kolejnego kompana do zabaw.
O 15.00 (cudem wręcz) tata z Gają i Paulina ruszyli na udział w Rowerowej masie krytycznej. Gaja z tatą tylko na początek (trzeba postarać się o inny strój, bo jednak wiatr owiewa podróżujących), ale Paulina podjęła wyzwanie i ruszyła moim rowerem w 10 km trasę. Gratulacje.
Jestem zmęczona - na Muminkach usnęłam:).
Sukces nocnikowy: jednocześnie psi, psi, psi i blee:).
24.04.2009 piątek
???
Skleroza. Myślę i myślę i nic nie wymyślę:).

23.04.2009 czwartek
Gaja była z tatą na szczepieniu, zniosła to dzielnie, ale swoje odchorowała. U babci popłakiwała, nóżka bolała. Jak mama odebrała Gajkę to dziecko usnęło po Muminkach (dziś były wcześniej), wstało o 19.00 i za dwie godziny znowu poszło spać… Nastój Gai: przytulalsko - smutno - zmęczony.
22.04.2009 środa
Tata zdał egzamin na prawo jazdy.
Byliśmy w Klepce na kluchach. Gaja chciała kluchy z obcych talerzy, nasze nie były tak atrakcyjne.
Fajne były panie na zmywaku, Gaja od razu nawiązała interakcję. Jak chcieliśmy iść do domu, to dziecko w ryk, bo tu tak fajnie.
Gaja wkroczyła w nowy etap picia słomką - puszcza bąble wodne.
21.04.2009 wtorek
Awantura Gajki o nic na ławce przy Koperniku. Bardziej przykre są gapiący się ludzie. Dziecko musi swoje nagrymasić. Nasza metoda to ignorowanie, choć nie jest to łatwe. Nasz mały terrorysta wraca z tego powodu utytłany do domu, bo czołga się po chodniku na znak protestu.
Dziecko chce samo jeść łyżką. coraz więcej nabierań precyzyjnych… a ile prania, śliniak jest to niczego to musiałby być gumowy fartuch:).
20.04.2009 poniedziałek
Był i się zmył… Wiosenne przesilenie, więc i pamięć krótka.

19.04.2009 niedziela
Słońce było tak miłe, że zaświeciło nam w okna… myślałam, że to 9.00… a była 6.00 rano. Od tej pory harce Gajki.
Jak jechaliśmy na pociąg, Gaja zasnęła po drodze, bez smoczka w wózku.
Ogólnie Gaja nie ma od jakiegoś czasu ochoty chodzić na spacerach na nóżkach. Chce tylko jeździć w wózku, czego stanowczo się domaga.
Nasze dziecko od jakiegoś czasu, wybite ze swojego rytmu jest totalnie rozbite… Ciężko mamy wszyscy.
18.04.2009 sobota
Wyjazd do Ostródy. Od rana wielkie dopakowywanie, niby jedziemy na jeden dzień, ale tyle do zabrania.
Gaja ma ochotę spać, ale jakoś się jej nie udaje.
Z pociągu odbierają nas Krzyś, Ania i Amber… i jeszcze nie wiadomo jakiej płci maluch. Amber jest większy od Gajki, cieszy się jak dziecko, Gaja szaleje z uciechy, ale musi trzymać równowagę, bo jak Amber biegnie, podskakuje lub macha ogonem Gajce nie jest łatwo. Gajkę zainteresowała olbrzymia, prawdziwa kość psia. W pewnym momencie dzierżyła ją w ręku.
Po wizycie u chrzestnego kroki kierujemy ku babci. Gaja już na skraju zaśnięcia. Zabawy obiadem i sen do 17.00… czyli kolejne odwiedziny mocno późno… do cioci Eli, a potem Gosi. W domu u babci jesteśmy późno w nocy.
Gaja uwielbia jak dziadek śpiewa. Sama też zaczyna, a potem tańczy.
Zawsze jak wyjeżdżamy trafiamy na dziwne warunki pogodowe. Wyjechaliśmy latem, a wracaliśmy w dotkliwym mrozie. Gaję w wózku opatuliliśmy dodatkowym kocem, bo wywiałoby ją mocno.
17.04.2009 piątek
Gaja u "babci" spała od 10.00 do 13.20 (budziłam ją już). Zauważyłam, że Gaja jest meteopatką.

15.04.2009 środa
Jak dziecko się nie wyśpi to matka ma pod górkę. Wrzaski, krzyki, rzucawki.
Zauważyłam, że Gaja pluje ryżem. A nagotowałam zupy pomidorowej. Jak dziecko nie je to trzeba sposobu: zmiksowałam to na papę. Gaja zjadła.
Gaja coraz ładniej je sama łyżką. Zupy może nie są tak przyczepne, ale drugie danie wychodzi wspaniale.
Jak dziecko pospało, to od razu inne. Na spacer ma chęć, a raczej na biegi. Korzystając z wizyty Klaudynki, Gaja pojeździła ruchomymi schodami. Wpadła do ulubionego sklepu, pokazała jajo i biegiem dalej zwiedzać świat.
14.04.2009 wtorek
Dzień miliona marud Gajki.
Ratunku.
Wszystko źle!!!
Gaja uwielbia wykrzykiwać: tata:). Na krótkiej ulicy naliczyłam ponad 10 okrzyków.
Weszłyśmy do księgarni po książeczki dla Gai. Mama oglądała wyżej, a Gaja jak w domu, naściągała na podłogę kilka i zaczęła je oglądać.
13.04.2009 poniedziałek

Ranne długie pobudki, bo aż do 10:00. Wujcio zagrał na harmonijce, jak Włóczykij z Muminków, ale coś na smutną nutę, bo Gaja co i rusz zwijała buzię w podkówkę i prawie się rozpłakiwała.
Dużo wrażeń. Mimo zmęczenia wyciągnęliśmy Gaję na spacer, bo goście niedługo musieli jechać. Gaja ma dziś nastrój buntowniczy:).
Przy fontannie Gaja urzeczona, trudno ją odciągnąć. Po drodze Gaja spotkała koleżankę Dominikę. Pokazała jaj torebkę krowę, w której miała hipcia. Nieopatrznie źli dorośli zabrali Gaję od dziewczynki, która trzymała torebkę Gai:). Gaja uderzyła w taki lament, że aż serce się krajało. Jak torebka wróciła do właścicielki wszystko było już dobrze.

Potem lody. Gaja dostała swojego osobistego (maluśkiego) loda… pilnowała, żeby nikt jej go nie zjadł. A jak wujek był w pobliżu ze swoim, trzeba było zjeść od niego, żeby swojego starczyło na dłużej. A jak wujciowi podskubała, to i mamie i cioci:). Buzia czekoladowa, umorusana na całego, potem jeszcze długo odnajdywaliśmy zachomikowane w rękawie resztki wafelka.
Gaja dostała od wujcia monetę dla ulicznego grajka. Wrzuciła mu pieniążka, a potem stanęła, zatańczyła, pośpiewała i dopiero poszła. Takiej wdzięczniej słuchaczki tylko pozazdrościć.
W drodze powrotnej do domu ciocia i wujcio kupili Gajce balona… SZALEŃSTWO. Gaja usnęła trzymając go w ręce. Usnęła po 14:00, jest 17:22 a dziecko jeszcze śpi. Chyba musi odespać tą moc wrażeń. Gaja wstała o 18:00.
Obowiązkowy spacer, a na nim kolejna moc wrażeń: sesja zdjęciowa pod malowidłami na murach (Gaja ustawiała się w pozach modelki zdjęciowej:), spotkania ze smokami i… panią, która żonglowała. Gaja tak się zaciekawiła, że pani pokazała jej jak podrzucać piłeczkami, maczugami, ubierać nos klowna. Cudo. Ile dzięki naszemu dziecku niezwykłych rzeczy możemy zobaczyć.
Potem nocne spotkanie przy kolorowej i grającej fontannie.
Zaczepiła też nas bardzo sympatyczna, emerytowana pielęgniarka, specjalizująca się w takich maluchach jak Gaja. Była zachwycona prawidłową postawą ciała Gajki. Jej zdaniem późna nauka chodzenia wpływa jak najlepiej na dziecko, na jego układ kostny. Miło nam to słyszeć.
Gaja ma balona i: podczas obiadu trzymała go cały czas w rączce, jak szłyśmy myć rączki, Gaja dzierżyła, go cały czas w ręce. Ogólnie jak nie zajmuje się czymś innym, to nie rozstaje się z balonikiem.
śmieszna sytuacja - oglądaliśmy zrobione dziś zdjęcia. Jak Gaja zobaczyła lody, od razu się ożywiła i szukała czy gdzieś przypadkiem nie ma tego konkretnego mniam.
12.04.2009 niedziela

Ciekawy był moment dzielenia się święconką. Każdy z dorosłych odkładał święconkę na swój talerzyk i kiedy przyszła kolej na Gaję, po kolei wkładała sobie na talerzyk chlebek, kiełbaski, jajeczko. A potem było wielkie mniam… hitem są jajka.
Na spacerze za mostem Gaja wpadła w histerię, bo nie ta ławeczka, bo głodna. Jak już usiadła i podjadła kiełbaski zrobiło się jej milej i weselej. Wujcio poprosił o to, żeby Gaja poczęstowała go kiełbaską. Dziecko, trzymając spory kęs w buzi, zrobiło to z ochotą (Gaja zawsze się podzieli), ale na wszelki wypadek, to co miała w ręku wetknęła do buzi, żeby nikt się nie połasił.
11.04.2009 sobota
Jak wyszliśmy z domu ze Święconką, Gaja upatrzyła w koszyczku kiełbaskę i zaczęła stanowczo domagać się: mniam!!! Szybko zapakowaliśmy dla niej alternatywny koszyczek z rogalem i chrupkami kukurydzianymi. Gaja jak wybiegła na podwórko wszystko pogubiła, bo tyle rzeczy miała do obejrzenia.
W kościele intensywnie śpiewała, bo podobało się jej echo…
A pod wieczór zjechali goście i jak tu spać:). Wujcio przysnął nawet na Muminkach:)
Ulubiona zabawa Gajki - karmienie dorosłych.
10.04.2009 piątek
Urząd Skarbowy to raj dla maluchów. Urządzono tam kącik dla dzieci z zabawkami, stolikiem i wszystkim, co potrzeba… i nasza Gaja jak się tam rozsiadła, to zabawiliśmy w urzędzie dłużej:). Szkoda, że nie mieliśmy aparatu, choć i tak jest zakaz robienia zdjęć.
09.04.2009 Czwartek
Dzięki Gajce nie musiałyśmy w mięsnym stać długo w kolejce (a kolejka była na ponad pół godziny stania). Pani sprzedawczyni poprosiła nas przed sporym tłumem kupujących. Miło.
Gaja nauczyła się siadać do wózka. Fajnie, że się nauczyła, ale trzeba uważać, żeby nie poleciała z wózkiem. To tak jakby Gaja wdrapywała się na małą półkę skalną w górach. Radzi sobie świetnie, ale obserwatorzy dostają palpitacji.

Gaja bardzo pomaga w porządkach świątecznych, dziś mopem myła podłogę, a jak ja chciałam trochę popracować sama, to łopatką przelewała wodę z wiadra.
Ostatnio aby nakarmić Gaję muszę: dać jej łyżkę. Gaja karmi mnie, a ja ją, a jak łyżka nie pomaga, to nakładam jej odrobinę jedzenia do drugiej miski i Gaja sobie w niej grzebie łyżką.
Dziś Gaja podłączyła się do jakiejś wycieczki z przewodnikiem. Stała tak grzecznie jak wzorowy uczeń, a jak przewodniczka powiedziała, że Mikołaj Kopernik bodajże 15 lat mieszkał w Toruniu, Gaja, głośno po swojemu, powtórzyła: Toruń. Wzbudziło to ogólną wesołość wycieczkowiczów i każdy robił Gai pa pa.
Gaja jest kurką ekologiczną, która grzebie:). Nie możemy przejść sobie rozkopaną ulicą, bo dziecko wydłubuje palcami ziemię, zbiera kamienie. Dziś zawędrowałyśmy do piaskownicy na placu zabaw. Mimo braku łopatek nie było problemu. Przesiedziałyśmy blisko godzinę grzebiąc w piachu. Gaja podłączyła się do dwóch dziewczyn w piaskownicy, w wieku starszej podstawówki i karmiła je łyżką pełną piachu.
Naszemu dziecku podoba się wychodzenie na balkon. Jak próbuje iść tam sama to krzyczę tylko z mamą, a wtedy Gaja podnosi rękę do góry i czeka aż pójdę z nią.
Tata wczoraj na spacery kupił Gai wodę w małej butelce z ustnikiem. Tak się dziecku spodobało, że teraz nie chce wypić nocnego mleka, krzyczy: mniam, mniam, jak tata podaje butlę z mlekiem Gaja chowa się i pokazuje palcem na butelkę z wodą.

08.04.2009 środa
Jeszcze większy brak weny twórczej
07.04.2009 wtorek
Brak weny twórczej
06.04.2009 poniedziałek
Gaja i torebka to jedność:).
Dziecko jasno i wyraźnie sygnalizuje swoje potrzeby jedzeniowe: zobaczyła panie z kubkami ze słomką z mac donalda i wrzask na całą ulicę: mniam, mniam.
Ciężko ostatnio pisać, bo latamy dużo po dworze. A wieczorem mycie, bajka i spać…
05.04.2009 niedziela
Dwa spacery. Gaja lubi być wożona. Nie chce chodzić tylko cały czas pcha się do wóżeczka.
Gaja trenuje żeby zostać "szefową sprzątaczek" potrafi jednocześnie sprzątać mopem i szczotką do zamiatania.
Dziecko odkryło nową zabawę: przekładanie orzechów włoskich z wiaderka do czegoś metalowego.
Gaja uczy się mówić: gę, gę, gę - gi, gi, gi:).
04.04.2009 sobota
Byliśmy u Beaty i Marcina na Podgórzu na grillu. Gaja z upodobaniem siedziała w piaskownicy i grzebała łopatką… a jak Antek zbudował zamek, upiekł pisakowe klopsy, to robiła pac… ku niezadowoleniu głównego budowniczego. Chciał nawet eksmisji Gajki z piaskownicy.

Mama miała małą kraksę rowerową, wpadła na bandę pod mostem. Skończyło się na sinikach, poobijanych żebrach i pogiętym koszyku. Ogólnie z dreszczykiem, ale fajnie.
Dziecko ma dziś zabójczy apetyt: 3 dokładki obiadu, potem na grillu kaszaneczka (rewelacyjna), karkóweczka, chlebek… ciągle: mniam, mninam…
03.04.2009 piątek
Uczymy Gajkę mówić: mu:). Na youtubie wyszukujemy filmy pokazujące krowy:).
Gaja korzysta i naciąga tatę na jazdę ruchomymi schodami.
Spotkanie z Jagódką. dziewczyny miały sobie wiele do powiedzenia. Jutro umówiły się na grila.
02.04.2009 czwartek
Wycieczka rowerowa do parku bydgoskiego. Przystanek w piaskownicy, w towarzystwie dwóch 2,5 latków. Gaja nie odbiegała od nich zachowaniem… W domu, mimo wytrzepywania piasku w piaskownicy, mamy spoty zapas małych ziarenek.
01.04.2009 środa

Gaja wstała po 9:00… musiałam ją obudzić, bo pewnie spałaby do południa…
Dziecko nie ma apetytu, nie chce chodzić, woli siedzieć w wózku.
Jak spotyka ludzi z aparatami fotograficznymi, szczerzy się do zdjęcia i czeka aż ktoś ją sfotografuje. Dziś trafiła na hiszpańską wycieczkę.
W drodze do domu nazbierałam Gajce kamyków do wiaderka. Podrzucała wiadrem, bo kamienie głośno stukały, potem dawała tacie całe garście kamyków do zabawy. Starała się w rączkę wziąć jak najwięcej.





