31.05.2009 niedziela
Skoszona łąka, rośnie, wydawałoby się trawka. A ile na niej można znaleźć mleczy? Przekonali się o tym ciocio-wujciowie. Tylko było: kfia, kfia…
Obiad w Klepce. Gaja nas zaskoczyła. Siedziała sama na dużym krześle, jadła kluski wielkim widelcem dla dorosłych i skupiła się na jedzeniu. Nawet wiedzieliśmy, co zjedliśmy.
30.05.2009 sobota
Tata odbył pierwszą jazdę po odebraniu prawa jazdy: Koszalin - Toruń. Dojechał cały i zdrowy… a my wszyscy szczęśliwi.
Tata wrócił z ciocią Edą i wujkiem Piotrem. Kiedy wszyscy ochłonęli po wrażeniach ciocio-wujciowie postanowili zrobić zakupy dla Gai z

okazji Dnia Dziecka. Gaja pierwszy raz zaliczyła centrum handlowe… i tak się jej podobało, że biegła, pokrzykiwała, śmiała się, dopadła coraz to nowego miejsca, obrazka, rzeczy… i tłumy ludzi. My rodzice mieliśmy inne odczucia odnośnie takiego miejsca.
Przy stoisku z butami Gaja w swoim żywiole, dać jej mierzyć buty - największa frajda. Dziecko od razu przetestowało obuwie.
W trakcie zakupów Gaję dopadł głód i pragnienie. To ostanie wpędziło Gaję w atak histerii i desperacji, położyła głowę na rączce wózka i popadła w chwilową depresję i wołała: mnaimamniama. A jak dziecko dostało pić, to wytrąbiło od razu pół butelki…
Ze sklepu z zabawkami musieliśmy szybko zmykać, bo Gaja uznała, że wszystkie zabawki są jej. Dopadała do wszystkiego, co wpadło jej w ręce, najdłużej zabawiła przy rowerku. Tak przy nim grzebała, że udało się jej wcisnąć klakson.
Największym hitem był drewniany pelikan na gumowych nogach. Gaja prowadziła go na patyku po ulicy, zawsze zjeżdżała na boki. Tak jak mama, kiedy kiedyś grała z Miłoszem w wyścigi samochodów. Nie wiedzieć czemu najlepiej jechało się poboczem, a nie dało rady prostą drogą. Najfajniej było, kiedy Gaja wjeżdżała komuś nim pod nogi, śmiała się do rozpuku…

29.05.2009 piątek
Jak nie piszę na bieżąco to potem mam kłopot z opisaniem tego, co było.
W brodziku przysiadł sobie dziś pająk/pajęczak czy jakoś tak (brzuszek i bardzo długie nogi). Pokazałam Gajce stwora, który bardzo ją zaciekawił. Nie okazała żadnego strachu. Na wszelki wypadek, żeby nie przyszło jej do głowy złapać go, zrobiłyśmy mu pa pa i oddaliłyśmy się w inne miejsce.
28.05.2009 czwartek
Tata na wyjeździe. Jakoś sobie radzimy, choć zakupów nie robimy, bo nie damy rady ich wtaszczyć:).
Jak robiłam plakat do pracy, Gaja z wysokości krzesełka uważnie śledziła każdy mój ruch. Praca była możliwa tylko dzięki temu, że Gaja siedziała w takim miejscu, z którego sama się nie wydostanie. Jak odłożyłam plakat na jej łóżeczko (duży był) to dziecko cichaczem podkradło się do niego i swoimi paluszkami sprawdzało czy literki się dobrze trzymają. Jak to zauważyłam i zwróciłam jej uwagę, to uchachana uciekła pod ścianę. Uśmiechnięty łobuziak.
Mieliśmy wizytę gołębia na oknie. Przysiadł sobie na samej górze i siedział. Gaja była urzeczona ptakiem i powtarzała: pi, pi.
26.05.2009 wtorek
Dzień Mamy i Taty - kupiliśmy sobie ptasie mleczko i zeżarliśmy ukrywając się przed dzieckiem:). Skoro nie ma apetytu, to po co mamy je szczuć słodkim. I to my mamy święto:).

Dzień szarej rzeczywistości urzędniczej - co krok zdumienie i rozdziawiona buzia. Maciek nie mógł się zameldować tymczasowo, bo nie miał książeczki wojskowej. Ja, bo meldunek ważny jeszcze kila dni i nie mogę przed czasem. Gaję z rozpędu pani wykreśliła, ale okazało się, że jej nie obejmują terminy. Tylko Gaja została dziś zameldowana tymczasowo. Udało się też załatwić prawo głosu poza miejscem zameldowania do wyborów parlamentarnych… ale mogło nie wyjść, bo mokra podłoga, bo nie ma pani z pokoju nr… na szczęście kryzysy zostały pokonane, ale z urzędu wyszliśmy umęczeni, jak po wykopkach… Gajowa była cały czas na rękach, bo miała gigantyczne marudy z powodu: braku południowego spania, głodku, zmęczenia, pogody, dnia, pory roku, natchnienia… wszystkiego. Kiedy dziecko podjadło, zobaczyło nowe bodźce, zrobiło się lepiej.
A, sama ruszyłam z dzieckiem tramwajem na urząd. Maciek dojechał z pracy. Zaangażowałam ludzi do wciągnięcia wózka do tramwaju, choć groziło nam przez guzdranie pozostanie, tam, gdzie chcieliśmy wsiąść. Ale jak weszliśmy do tramwaju, było super. Luźno, Gajowa była zaciekawiona, po schodach łatwiej zjechać, niż wejść.
25.05.2009 poniedziałek
Gaja papuguje tatę. Dorwała nowe kołki i przymierzała je do dziur w ścianie po starej półce. A jak zabrakło kołków to wkładała palce do dziury. Nieźle kombinuje. Zauważyłam,z ę gdzie coś się dzieje, przestawiamy, itp, to takie malutkie dziecko, nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, znajduje się w centrum wydarzeń, między nogami, miedzy półkami, wiertarkami i innym ciekawym sprzętem.
Pewnie jak Gaja podrośnie, kupimy jej zestaw Wałęgo majsterkowicza.
24.05.2009 niedziela
Gaja lubi czytać i robi to na siedząco, więc kiedy szliśmy na spacerze oczywiste było dla niej to, że aby przeczytać ulotkę banku trzeba usiąść na środku drogi.
Gaja mówi dużo wyrazów, ale gubi ostatnią literę. Mówi ko (zamiast kot), spa (zamiast spać) itp. w jej słowniku pojawia się coraz więcej słów. Najchętniej uczy się jednak tych, które dotyczą zwierząt i ulubionych zabawek, np. balon.
Gaja nie potrafi przejść obojętnie wobec ulicznych artystów. Dziś przystanęła przy panu, który grał na gitarze i jednocześnie na

harmonijce. Gaja szczęśliwa potańczyła. Dałam jej monetę, a raczej sięgnęłam do torebki, a ta już wiedziała, o co chodzi (a mnie naszła refleksja, że chyba ostatnio częściej wrzucamy monety). Gaja wrzuciła pieniążka… i przyszła do mnie po kolejnego…
23.05.2009 sobota
Odwiedziny cioci Ali. Gaja zasypywała ciotkę książkami i robiła podchody gilogotkowe. Ala z racji paszczakowych fascynacji Gai przyniosła jej różę. Gaja jak zobaczyła "fiata" od razu zażądała, żeby znalazł się w jej rękach. Po wielu tłumaczeniach udało się kwiatka wstawić do wody, choć stracił klika listków i płatków.
22.05.2009 piątek
Gaja zademonstrowała nową, niesamowitą umiejętność. Weszła i zeszła sama po schodach prowadzących do mieszkania "babci". Było to możliwe dzięki barierce, która umożliwiała bezpieczne trzymanie się. Byłam pod wrażeniem. Asekurowałam Gaję, ale nie było momentu, żeby istniało ryzyko, że upadnie. Na naszych schodach takie manewry nie są na razie możliwe.
Podobno na rynku Gaja była tak zmęczona, że aż złośliwa. Jak nie dostała kwiatka to kopała we "flakony", w pomidorze wywierciła dziurę palcem…
Gaja odkryła widelec. Tak jej się spodobało, że nadziewała na niego chrupki kukurydziane i mimo już ewidentnego braku ochoty wciskała je do buzi, bo widelce okazał się ciekawym wynalazkiem.
Gaja pomagała mi dziś ubijać kotlety schabowe. Dla niewtajemniczonych dodam, to były moje pierwsze ubijane, z własnej inicjatywy kotlety. Gajce spodobało się ubijanie i przeniosła je na inne sprzęty kuchenne.

21.05.2009 czwartek
20.05.2009 środa
Od kiedy Maciek naprawił grający nocnik, dziecko zaraz po usłyszeniu melodyjki zrywa się z niego.
Gaja pomagała tacie porządkować śrubki, wiertła, klucze nasadowe.
Rano dziecko karmiło świnki ogórkiem. Profesjonalistka.
Katar męczy,ale wybiera sobie różne pory dnia.
Gaja nauczyła się nowej rzeczy. Puka się w czoło, kiedy słyszy pytanie: Co ma Robert? (W domyśle kuku na muniu).
19.05.2009 wtorek
Gaję dopadła katar, męczy, że ho ho. W sumie pogoda ostatnio jest zdradliwa, więc daliśmy się jej złapać.
Gaja jadąc wózkiem intensywnie zaczytywała się gazetą.
Dziecko uparcie widząc wielbłąda mówi: muuu. A jak robi wielbłąd?
Kiedy Maciuś przyprowadził Gaję do kąpieli, ta była przyklejona do swojej podusi. Jak sobie o niej przypomniała w wannie (tata nieopatrznie miał ją na widoku), to wybuchła straszna awantura. Gaja rwała się do wyjścia, bo poduszka najważniejsza. Udało się nam odwrócić uwagę, ale ile to nas kosztowało pomysłowości.

18.05.2009 poniedziałek
Odwiedziny Anielki i Zosi z za morza. Gaja patrzyła jak urzeczona, ale trzymała się na dystans. W zasadzie dziewczyny bawiły się każda we własnym zakresie. Zosia karmiła Gaję chrupkami, Gaja w pewnym momencie nie nadążała z przemiałem:). Dzieciaki wyjęły wszystkie zabawki jakie były w okolicy. Nawet nie zdawałam sobie sprawy ile Gaja ma zabawek.
Wieczorem Gaję dopadła karat. Myślałam, że to u mnie reakcja alergiczna, ale skoro przeszło na dziecko, to chyba podziębiona jestem.
17.05.2009 niedziela
Gaja pobawiła się na święcie Mostu Paulińskiego. Podrzucała chustką, rzucała piłeczkami (raczej trzymała je w ręku i udawała, że podrzuca). Nie chciała dać pomalować sobie buzi. Nawet nie przekonało jej to, że ja dałam sobie pomalować policzek. Odbiłam na jej buźce swoja kropkę, przytulając Gaję do siebie. Ogólnie dziecko było nieufne wobec sztuki plastycznej.
Ale… największa bolączką dziecka było to, że Gaja chciała chciała balonika. Tylu ludzi miało je dookoła, a ona nie. Próbowała wziąć go od jakiegoś dziecka, ale bez skutku… Ale dziecko radzi sobie w życiu. Zobaczyła starszego pana, bywalca starówki, tak pokazywała palcem na balony, tak stękała po swojemu, że bardzo je chce, że pan uradowany obwarował ją dwoma. I Gaja pierwszy raz w życiu przeżyła pękniecie balonu. Huk był wielki. Gaja spojrzała na resztki balonu zaskoczona, podniosła z ziemi skrawki już nie wiadomo czego i próbowała nałożyć na patyczek, żeby znów stał się balon. Ale się nie stał. Drugi balon pękł po godzinie. Dziecko uznało: trudno.
Gaja na spacerze pokazała nam, ile na skoszonym trawniku może rosnąć mleczy. Palec wskazujący i nieodłączne: yyy wymagały od nas zrywania. Maciek stwierdził, że dzięki Gajce odkrył, ile dookoła rośnie mleczy. Idziemy po brukowej pustyni, nic nie rośnie, a Gaja wypatrzy samotnego mlecza. Istny Paszczak. Tam, gdzie się dało wypuszczaliśmy Gaję na trawkę i rwała mlecze do woli. Mogłaby tak cały dzień.

sobota
Dzień wielkiego mierzenia ubranek. Gaja wkroczyła w nowy wymiar robienia: ajajaj. Teraz obraca się dookoła własnej osi:), żeby ją podziwiać.
Nasze dziecko, od jakiegoś czasu, zakłada nasze kapcie i próbuje w nich chodzić. Co ciekawe, nie było wywrotek, a kapcie, na dosyć długim dystansie, były na nogach.
Tata naprawił nie grający nocnik. Metoda nowatorska:). Kiedyś zrobię zdjęcie:). Gai bardzo spodobało się granie, że nosiła nocnik. A jak zagrało, kiedy na nim siedziała to szybko wstawała, żeby zobaczyć czemu:).
Gaja intensywnie używa palca wskazującego. Kieruje go w określonym kierunku i stęka: yyy itp. Musimy się domyślać, co chce, a w określaniu tego, co chce jest bezkompromisowa.
Gaja ma coś ulubionego - poduszeczkę. Bez niej nie ma mowy o spaniu. Ciekawe czy upodoba sobie jakąś zabawkę, bo do tej pory nie ma jakiegoś faworyta. Dziamgoli magnesy, ogląda książeczki, gniecie pocztówki z psami i kotami, namiętnie rozbiera lalkę (co ubiorę, to dziecko zaraz rozbierze:)).
Dziś noc muzeów - więc i my na niej. Gaja w muzeum to szaleństwo. Wpadła do Tony Halika jak szalona, przecisnęła się między ludźmi i biegiem przed siebie, my za duzi, żeby tak lawirować jak ona. Wszystko się jej podobało, a zwłaszcza to, że było tylu ludzi. Na I piętrze u Toniego, Gaja oszalała z zachwytu, jak zobaczyła niedźwiedzia przerobionego na dywanik oraz w podobnym stanie jaguara. Zaczęła ryczeć (nie płakać) jak lew, czym wzbudziła ogólną wesołość. I z racji tego, że Gaja jest taka mała, przeciskała się między ludźmi bez problemu. Ogólnie jak dziecko gdzieś nie może wejść, to się przepycha łokciami, czasem da komuś rękę, żeby jej pomógł. Radę sobie daje.

W Kamienicy pod gwiazdą z zainteresowaniem oglądała słonie. Ogólnie chyba zwierzęta są najciekawsze i bieganie. W zasadzie ździebko się zmęczyliśmy tym zwiedzaniem:). Z muzeum orientalnego Gaja wypadła do kwiaciarek. Tak poczarowała, że wyszła z różyczką. Dzień bez kwiatka, dniem straconym. Na deser Muzeum Okręgowe. Dół bez większego zainteresowania, ale na piętrze grała muzyka country z różnymi domieszkami. Gai dwa razy nie trzeba powtarzać, zaczęła tańczyć podnosząc nóżkę, a potem były figury z rączkami w górze. Jej popisy nie uszyły uwadze zebranym. Chwila oddechu i Gaja rzuciła się w wir bieganio - tańczenia, bo na parkiet wybiegła córka znajomej. Gaja jak ją zobaczyła, zaczęła ją gonić, tamta uciekała i tak dzieciaki latały, od czasu do czasu Gaja potańczyła, a potem koncert się skończył. Ruszyliśmy dalej, my w jedną stronę, a Gaja pcha się na schody. Kto wygrał? Cóż poszliśmy za Gają na górę, na piętro sztuki współczesnej (choć moim ulubieńcem jest Malczewski). Atrakcją był kubeczek z ołówkami. Gaja na kartce wyrysowała odpowiedzi, próbowała ołówki wrzucić do skrzynki, gdzie ludzie umieszczali odpowiedzi na zagadki. Jak uporaliśmy się z tym, Gaja kombinowała, gdzie upchnąć ołówek, żeby zabrać go do domu. W zasadzie, to zmęczyłam się na tej nocy muzeów. Gaja niby ziewała, a w domu jeszcze do końca obejrzała bajkę, pobrykała… dziecko nie do zdarcia. Na wyjście zaopatrzyliśmy się w naleśniki dla dziecka… przydały się, bo po tych harcach głód ją dopadł mocny, bo naleśniki znikały w oka mgnieniu.
Maciek stwierdził, że do muzeum z Gają idzie się jak do knajpki na obiad. Jesz, oglądasz, ale nawet nie poczujesz, co… bo nie masz kiedy. Niby zjesz, niby coś zobaczysz, ale jakoś pusto w głowie i żołądku. A człowiek przy tym zmęczony… i to akurat czuje najbardziej.
15.05. 200000099999999999999999999 piątek
W drodze do domu, spotkaliśmy sympatycznie grających na bębnach ludzi. Przystanęliśmy, Gaja podrygiwała. Potem, po jakimś czasie, kiedy odeszłyśmy w inną stronę, wkładała palce do uszu, jakby chciała je zatkać.
Apetyt wrócił. Ulga, bo od stawania na głowie czym nakarmić dziecko włosy dęba nam stawały. Gai podeszła surowa cebula:).
Wieczorem na spacerze spotkaliśmy pana Marchewkę. Gaja była ciekawa, ale niepokoił ją człowiek, który wyglądał jak nie człowiek.
Doszłam do wniosku, że gdyby Gaja dostała w prezencie bukiet kwiatów, bardzo by się ucieszyła. Nie wiem, czy długo by przetrwały, ale dziecko byłoby w siódmym niebie.
14.05.2009 czwartek
Mama z dzieckiem usnęła na/po bajce"I nie ma mocnych". Gaja, mimo, że padnięta potrafi obejrzeć bajkę, która trwa 1,5 godziny. Dzielimy je na odcinki… i w ostatnim czasie, bajki to to, na co mamy jeszcze siłę i czas. U nas wszyscy oglądają bajki:). No, może świnki - nie.

13.05.2009 środa
Wyobraźcie sobie taką scenę: Gaja idzie z "babcią". Gaja wlecze się leniwie, jest zmęczona. Przystaje przy ogródku, gdzie młodzież usiadła, aby zjeść obiad. Gaja staje przy skrzynce z kwiatami. Wiadomo: paszczakowa. Jest tak mała, ze jej nie widać od strony ogródka, gdzie siedzą. Witem Gaja bardzo grubym, duchowym głosem mówi: Gaajaa. Siedzący tyłem do Gai chłopak, podskakuje przestraszony. Gaja wybucha śmiechem, koledzy wystraszonego kolegi też. "Babcia" popłakała się, bo scena była zabójczo śmieszna.
Chyba dziecko zgłodniało na strajku głodowym, bo dziś odbyło się bez protestów.
Gaja wpadła w tłumną wycieczkę dzieci, a konkretnie rzuciła się na torebkę jakiejś dziewczynki, na klapie której był jakiś zespół nastolatek. Dziewczynka była zaskoczona, a Gaja nie mogła oderwać się od torebki. Wciskała dziewczynce nawet swoją torebkę -krowę. Skończyło się na tym, że musiałam ją zabrać.
Miły akcent. Już drugi raz w tym samym sklepie mięsnym. Pani sprzedawczyni chciała obsłużyć nas z Gają poza kolejnością. Ha, ha… a Gaja jak zobaczyła mięsko, zaczęła wołać w sklepie: nmiam, mniam:).
Gaja nie spała dziś swoim drugim snem. W związku z tym była, marudna, płaczliwa, rozbita. Nie dałam jej do zabawy markera to wybuchnęła histerycznym płaczo-wrzaskiem. Kiedy dało się już ją uspokoić, jak balsam, podziałały piosenki Majki Jeżowskiej. W oczach miała zastygłe łezki i w skupieniu słuchała piosenek. Nawet nóżki trochę podrygiwały.
Zdjęć na razie nie ma, bo mam problemy z przeglądarką. Nie ma kiedy tego zrobić, bo dużo innych zajęć na nas czyha.
12.05.2009 wtorek
Dotarł kurierem fotelik samochodowy (długo nam nie posłuży, bo Gaja jest duża). Posadziłam na nim Gaję, a ta rozsiadła się jak królowa i bawiła się tak długo na nim, że było pół godziny spokoju.
Ciekawy obrazek. Tata pojechał na zakupy, a mama z dzieckiem ogląda bajkę i próbuje wcisnąć na kolację obiad, bo strajk jedzeniowy trwa. Dziecko coś zjadło, bajka w toku. Tata wraca z zakupów. Dziecko oczy jak pięciozłotówki, a mama zasnęła na niewygodnym pluszaku…

11.05.2009 poniedziałek
To chyba było dziś. Gaja biegła, ucieszona światem… i złapała zająca, ale dosyć niefortunnie, bo uderzyła czołem o ziemię. I jak teraz się zachować? Chronić ją, czy kazać ćwiczyć dalej naukę chodzenia i biegania. Upadek przyprawił o dreszcze obserwatorów… Ale gdyby nie upadki, to jak dziecko ma się nauczyć ostrożności. I bądź tu rodzicu mądrym i niezalęknionym.
Gaja na jedzenie: nie!
10.05.2009 niedziela
W ramach wieczornej bajki oglądaliśmy Tajemnice wiklinowej zatoki. Gaja wierciła się, chodziła po łóżku, choć trzeba przyznać, że kiedy szczekał piesek, była zainteresowana. Zaserwowaliśmy jej więc Potwory i spółka, choć miałam obawy, czy potwory jej nie wystraszą. Reakcje Gai nas zaskoczyły. Kiedy potwory szykowały się do tego, żeby przejść przez drzwi i nastraszyć dzieci, jeden z dziwacznych stworów włożył sobie garście oczu na twarz, jedno oko mu wypadło… a Gaja zaczęła śmiać się do rozpuku. Potem kiedy dziewczynka przedostała się do świata potworów i jeden z pluszaków próbował ją łapać w różne rzeczy, i nie było wtedy widać dziewczynki, Gaja reagowała zaniepokojeniem, gdzie dziecko. A jak zobaczyła potwora, który wyrabiał wszystkie normy, zareagowała na jego widok zadowoleniem, jak na pluszaka żółwia, bo też jest taki włochaty.
Na spacerze trafiliśmy na zawody strażaków… to dopiero mężczyźni, silni jak drwale.
Gaja zbierała kamienie z ulicy, zebrał się tego pokaźny stosik.
Brak apetytu trwa. Obiad do kitu, Gaja nie chciała zjeść… ale wieczorem, przed bajką spróbowałam jeszcze raz i o zgrozo poszło. Może dziecko głodnieje na wieczór. Już nie wiem, która teoria jest prawdziwa. Zauważyłam, że to co Gaja może wziąć w rękę to zje, ale to co mokre i pływa, budzi w niej odrazę nim przybliżę łyżkę.

09.05.2009 sobota
Pojechaliśmy do znajomych do Kaszczorka na grilla urodzinowego (wyszedł tort kaszankowy ze świeczką kukurydzianą:). Gaja w pewnym momencie tak się rozkręciła towarzysko, że stała się głównym punktem imprezy. upodobała sobie kilka osób, które okupywała swoim towarzystwem. Zrobiła polowanie na koty, ale te wolały bezpieczny dystans. W drodze powrotnej Gaja palcem wskazywała, gdzie mamy rwać dla niej kwiaty. W pewnym momencie, po którymś tam schylaniu Maciek podjeżdżał wózkiem do kępy dmuchawców, żeby dziecko samo siebie obsłużyło.
I jak tu rozumieć brak apetytu u Gajki. Ostatnio chce tylko chleb i chrupki kukurydziane, nic się nie da jej wcisnąć. Buzia zamknięta na głucho… a na grillu zjadła kilka porcji kurczaka. W zasadzie zjadła swoje, moje i taty.
08.05.2009 piątek
Gaja skończyła już półtora roku.
Uczciliśmy to kupnem butów - kapci. Poprzednie miały spełnić taką funkcję, ale stały się butami, a kapci ciągle brak:).
Podczas spaceru Gaja zachowywała się jak polityk, lub jakaś słynna postać, która spotyka się z ludem. Uściski dłoni i te sprawy. Wkręciła się nawet do jakiejś licznej, włoskiej rodziny z dziećmi. Rodzice tak ustawili swoje dzieci i Gaję, żeby trzymały się za ręce do zdjęcia. Chłopak stojący obok Gajki tak ją złapał, że nie mogła wyrwać mu ręki. Próbował ją wyrwać, ale uścisk był mocny:). Gaja nie kontrolowała sytuacji, więc była zaniepokojona, ale do czasu końca sesji zdjęciowej, bo potem każde z dzieci zajęło się swoimi sprawami.
07.05.2009 czwartek
Bezapetycie trwa, Gaja zagryza od czasu do czasu parasolkę, poręcz od krzesła… ale na mój gust te zęby, bo powinna mieć ma.
06.05.2009 środa

05.05.2009 wtorek
Gaja ma dzień marud, kolejny dzień strajkuje z jedzeniem. Wczoraj karmiłam wszystkie zabawki, to coś zjadła z obiadu (to obiad jest zawsze problemem). Dziś to nie działa. Gaja woli pić.
Osobliwa scenka. Idziemy do domu. Gaja dostała ulotkę o kredycie (jest cała szczęśliwa jak dostanie). Koło lodziarni zobaczyła opartego o ścianę pana i poszła dać mu ulotkę. (Gaja lubi się dzielić swoimi rzeczami, byle nie torebką i ostatnim chrupkiem). Pan tak się ucieszył, że krzyknął na panie od lodów (wywnioskowałam, że to był jego punkt) i kazał Gajce podać dwa wafelki od lodów.
04.05.2009 poniedziałek
Gaja odsypia weekend i muszę ją budzić przed 9.00 żeby zdążyć do pracy.
U babci Gaja pokazała jaką jest modelką. Babcia ubrała sukienkę w kwiatki. Gaja stanęła przed babcią, obejrzała ją z każdej strony i na koniec powiedziała: aja jaj - co znaczy: ładnie:).
Zauważyłam, że podczas spacerów Gaję ciągną pety. Wołami trzeba ją odciągać od tych śmieci.

03.05.2009 święto Konstytucji
Wyjazd rowerowy na Winnicę. Cudownie piękne miejsce. Gaja po drodze cały czas krzaczyła, zże mamy jej zrywać kwiatki. Maciek uznał, że Gaja upodobniła się do Paszczaka z Muminków. Cały czas chce kwiatki.
Odwiedziny na nowym mieszkaniu Anety. Gaja jest ciekawa wszystkiego, chciałaby tylko wcinać ciacha. Chyba rzadko zdarza się tak, że goście każą chować gospodarzom jedzenie ze stołu.
W drodze powrotnej Gaja usnęła na foteliku i od czasu do czasu czasu bezwładnie zwisała. Trzeba dopracować spanie na rowerze.
02.05.2009 święto Flagi
Po rowerowaniu dzień regeneracji.
Gaja czyści ubraniami ulice. Swoje różowe spodnie ma utytłane kurzem spacerowym, wytarzane w kamieniach - tłuczeniu z budowanej ulicy i okraszony napadami chimer, kiedy tarzała się po ulicy. Gaja to dama i chłopczyca w jednym. Lubi się stroić, przebierać ale też fascynuje ją technika, budownictwo, kamienie.
Trampki, które niedawno kupiliśmy zamiast białej, mają czarną podeszwę. Nawet nie ma sensu tego doszorowywać, bo dziecko zaraz je znowu wysmaruje. Czuję ostatnio jak małe dziecko, bo po zejściu i wejściu z Gają do domu jestem podobnie utytłana jak ona.

01.05.2009 święto Pracy
Odwiedziny u Doroty i jej rodziny na przystanku rowerowym na Barbarkę. Gaja zachwycała się wszystkim. Piłką latającą po wannie, książeczkami, wznoszeniem i opadaniem na krześle, ususzonym robakiem, któremu urwała głowę - brr, etc., etc. Martynka i Mikołaj bardzo przypadli jej do gustu.
Na Barbarce Gaja nawiązywała nowe znajomości, które czasem kończyły się okładami rękoma po twarzy. Gaja lała i chłopak lał. Poobserwowałam dzieci w tym wieku i dużo się tak zachowuje.
Gaja miała pierwszy kontakt z pokrzywą. Trzeba poznawać świat flory. Rosną nie tylko kwiatki
W drodze powrotnej spanie na rowerze (jak na Gaję snu bardzo mało) i szaleństwa do ciemnej nocy, bo Gaja przekroczyła taką fazę zmęczenia, że już spać się nie dało.
Na Barbarce Gaja jak szalona latała za chłopkami, którzy grali w piłkę.





