30.06.09 wtorek
Gaja zrobiła pobudkę o 4:30. Nie dziwię się jej… jasno jak w południe.
Gaja dziś zrobiła niezwykły popis jedzenia truskawek. Ja latam i odkurzam, i trafiam na moment, kiedy moje dziecko wyjęło wszystkie truskawki na obrus (wcześniej puściły sok) i spija wodę z truskawek (babcia wcześniej zasypała je cukrem). Pewnie to była najsmaczniejsza woda z truskawek:). Potem Gaja wyjadła truskawki i położyła miskę do góry dnem na stole, i zrobiło się ładne truskawkowe kółeczko. Obrusik wygląda bardzo artystycznie, bo odkryłyśmy z babcią na nim wiele rysunków Gai. Kiedy spytałyśmy: Kto tak ładnie namalował? Gaja powiedziała: Gaja - i pokazała każdy swój rysunek paluszkiem:).
Potem wskoczyłyśmy na krótkie zabawy w piasku, bo upał niemiłosierny. I zobaczyłam ciekawą scenę. Na jednym z balkonów urzędował mały chłopczyk. W pewnym momencie zaczął się zachowywać tak, jakby chciało mu się siusiu. Zdjął więc majtki i zrobił siku przez balkon.
Wracamy dziś do Torunia. Odprowadza nas oprócz dziadka i Eli - burza i deszcz.
A na dworcu: tataaaa
Gaja używa nowych imion: Monika: Mi - ma; Paweł: Pa - ti.
Nie mogę się oprzeć i powiem, że Paweł z testu trzecioklasisty zdobył 38 punktów na 40 możliwych. Najbardziej na łopatki rozłożyło mnie jego wypracowanie - jeden dzień z psem. Był tam m.in opis tego, co pies lubi jeść i Paweł wymienił: (…) [nie cytuję dosłownie] mięso: karkówkę, kurczaka, (nie pamiętam, co pomiędzy) i półtusze jelenia ( to mój hicior - niejeden pies mógłby pozazdrościć temu z opowiadania Pawła).
29.06.09 poniedziałek
Obskakujemy trzecie jezioro: Drwęckie - tym razem bez moczenia nóg i w towarzystwie cioci Eli. Oglądamy łabędzie i szalejmy na placu zabaw. Jest bardziej dostosowany do dzieci w wieku Gai, niż piernikowe miasteczko.

Nad nami burza przygotowuje się do koncertu. Ale co tam, szybko nie zwiewamy.
Gaja zasypia po drodze, pierwszy raz od stu lat w wózku.
Zamówiłyśmy lody, ale były jakieś dziwne, bo momentalnie się topiły i w zasadzie nie dało się z nimi iść… Przyglądałam się innym konsumentom lodów - mieli tan sam problem. Gaja, jej ubranko, wózek… czekoladowe i na deser ptasie mleczko z nieba…
28.06.09 niedziela
Gaja panicznie boi się żółwi. Rano odwiedziliśmy ciocię Elę posiadaczkę trzech żółwi. Kiedy Ela podniosła żółwika z podłogi, nawet nie zbliżyła do Gai - ta z wrzaskiem, panicznymi drgawkami wskoczyła na babcię i wylądowała jej na głowie. Trwało to ułamki sekund. Dobrze, że babcia wykazała się refleksem i złapała dziecko. Wyglądało to jak w kreskówce, kiedy animowana postać ucieka, że aż się za nią kurzy.
Popołudnie na jeziorze Jakuba, a raczej jego brzegu i plaży.
Gajowa ma frajdę, że ho, ho. Ja też. Mankament - latające amstafy i inne duże piska. Żaden się nie awanturował, ale zawsze.
Tata wraca do Torunia, my jeszcze chwilkę zostajemy.
Gaja załapała się na gości urodzinowych Majki i pobawiła się z dziećmi. I… o zgrozo:) dała się wozić na taczce:).
27.06.2009 sobota - imieniny dziadka Władka
Wyjazd do Ostródy: tata samochodem, mama z Gają pociągiem. Każdy jakoś dojechał:).

Gaja znowu znalazła się w atmosferze włoskiej rodziny. Dużo ludzi, głośno:).
Pawełek, który stara się o nominację na najlepszego brata (i zasłużenie) z ciocią Gosią spełnili marzenia Gajowej - powozili ją na rowerku.
Ile dziecko zjadło na imprezie, aż miło popatrzeć.
Potem w ramach spaceru wyjazd na plażę jeziora Kajkowo. Cudna, bo nie było dużo ludzi, piasek, woda. Wsadziłam Gajową do wody, a co niech ma lato:). Podobało się jej… ale wielka piaskownica to coś o czym marzy wiele dzieci.
26.06.2009 piątek
Gaja na placu zabaw z dwiema dużo starszymi koleżankami bujała się na koniku. Matka wygrabia muskuły. "Zabawujemy" się rano od około 10.00, bo Gaja potem idzie spać, a popołudniu latamy na spacery z tatą.
Dziś, wracając z placu zabaw, spotkałam znajomą z głębokim wózkiem, w którym mieszkał niebieski "Maluch". Gaja przyczepiła się do jego grzechotek wiszących przy budce i prowadziła wózek. Intensywnie też głaskała kocyk, którym przykryte było dziecko. Chyba taka mała istota bardzo jej się podobała.
Dziś jedzenie na rysowanie nie poskutkowało. Cóż trzeba być twórczym:). Gaja za to przy jedzeniu dokonywała ciekawych operacji. Wyjadła wszystkie mięso (na pewno nasze dziecko jest mięsożerne, w dalszej kolejności ma wyczulone zmysły na słodkie) i podrobiona parówka mocno ją zaciekawiła, bo miała skórkę. Obrała ją tak zręcznie, że byłam pełna podziwu. Potem tak samo łupała groszek. Gorzej, że wyłupany uciekał, gdzie pieprz rośnie:).
Wczoraj samochód został odebrany z warsztatu. Dziś pierwszy raz jechałyśmy z tatą samochodem. Dla mnie to było przeżycie. Gajowa miała marudy, ale to tak od wstania, więc trudno opisać jej wrażenia.

25.06.2009 czwartek
Fontanna nieczynna, ale robi za przedni plac zabaw. Gaja wpadła w ręce napotkanej dziewczynki i chłopca i biegała jak szalona. Skąd ona ma tyle energii. Myślałam, że Gai nie interesują dzieci, a tu patrzę, bawiła się z nimi i latała, że tylko wiatr włosy jej rozwiewał. A dzieci były bardzo opiekuńcze - trzymały ją za rękę, pilnowały, żeby za daleko nie poszła.
Znalazłam chwilowy patent na karmienie: Gaja rysuje, a ja ją karmię. Sukcesy wielkie.
Nawet nie wiedziałam, że sprawię taką frajdę dziecku. Robiłam porządki na balkonie i przygotowałam doniczki do wyrzucenia. Gaja jak je chwyciła, to miałam ją na pół godziny z głowy. Oczywiście dziecko samo na balkonie nie zostanie, bo ma zapędy wspinaczkowe, ale siedzieć cicho i nic nie wymyślać też jest fajnie.
24.06.2009 środa - imieniny babci Jasi
Poszłyśmy z Gają na plac zabaw, a tam pustki. Bujawki cmoknięte kroplami deszczu, ale jak ktoś chce się bujać, to nie nic nie jest straszne. Matka musi nabrać kondycji, po kilku sesjach muskuły murowane.
Ciekawa historia przydarzyła się jak poszłyśmy do smoka przy Strudze Toruńskiej (śmierdzi zgniłą wodą). Do smoka podszedł rumuński chłopiec, wyjął z kubeczka żółtą monetę i wrzucił ją do wody (jest to miejsce, gdzie turyści wrzucają monety). Potem z kubeczka wyskrobał kolejną i podął Gajce, żeby też sobie wrzuciła. Gaja miała kłopot, żeby trafić między sztachetami.

Kilka razy moneta upadła jej na marmur. Chłopic więc, pomagał jej i pokazywał jak wrzucić. Kiedy się jej to udało wyjął druga monetę (żółtą) i podał Gai. A potem po pożegnaniu pobiegł w swoją stronę. Żałuję, że nie miałam przy sobie żadnych cukierków…
Po długiej nieobecności spotkałyśmy Mima. Gaja weszła w nową jakość spotkań z artystami. Teraz naśladuje ich gesty. I szuka w swojej torebce monety…
Gaja na spacerze była jakaś inna:). Nie uciekała, kiedy trzeba było, szła za rączkę. Cud miód.
23.06.2009 wtorek
<- tak było w czerwcu 2008 roku
Miałyśmy szczęście z pogodą, bo na placu zabaw świeciło słońce i wiał wiatr. Gaja wysiedziała pierw w piaskownicy, potem zapragnęła przyłączyć się do dzieci, które siedziały przy stoliku i wykonywały modele samolotu (wyjątkowo skomplikowany projekt - jedna z dziewczynek instruowała pozostałe jak wykonać model… i mimo, że był bardzo trudny, robiła to bardzo profesjonalnie i precyzyjnie). Gaja wcisnęła się pani prowadzącej zajęcia prawie na kolana, chwyciła kredkę i ozdobiła pani, i dziewczynce obok - powstające samoloty. Dostała więc swoją kartkę i krzesełko, i przesiedziała tak bardzo długo.

Moje słonko w piaskownicy też się rozpłakało, bo jakiś chłopczyk wziął jej piłeczkę do zabawy. Rzewny był to płacz. Co wasze to moje, co moje, to nie wasze:).
22.06.2009 poniedziałek
Udało się nam pospać do 8.30, rewelacja… choć i tak budzę się z migreną, która dokucza mi od dłuższego czasu… Minie jak ustabilizuje się pogoda… Swoją drogą przebudziłam się koło 3.00 nad ranem, bo oddali nam prąd i jakieś urządzenie zapikało, a potem ciężko było usnąć, bo ćwierkały ptaki, czemu tak rano?
Cały dzień z Gajową. Rano piaskownica i zupełnie inna strefa klimatyczna względem popołudnia. Ciekawe. Piach to jest to, co małe dziewczynki lubią najbardziej. Można się tarzać, robić orzełki, sypać, przesypywać… szkoda żem już taka stara i mało zainteresowana piachem:).
Cieszy mnie to, że udało mi się rozbudzić w Gajce ciekawość i obserwację. Teraz sama wypatruje ptaszki (ciężko się z nią ruszyć, nim nie odlecą), nasłuchuje jak ćwierkają. Coś takie dziwne wróbelki dziś widziałam, nie odlatywały, chude jakieś i piszczące. Niby małe, a może chore? Na wszelki wypadek dziecku tłumaczyłam, że to małe ptaszki i nie wolno do nich podchodzić, bo się wystraszą. Na podorędziu mamy tylko jedynego kota, który wygląda jakby chorował na wszystko, na co się da…
Jedzenie dziś całkiem spokojnie jak na mnie. Ugotowałam, podałam i usiadłam daleko, żeby dziecka i siebie nie stresować. To chyba dobra metoda, bo Gaja nakładała sama na łyżkę i coś tam skubnęła. Resztę dokończyła na kolację podczas Muminków. Bajaka pozwala zjeść to, czego oczy, nie mają ochoty.
Przypadkiem odkryłam pomazaną kredką szafę:). Ot, takie artystyczne niespodzianki.

Przypomniało mi się, ostatnio Gaja na spacerach trenuje bieganie, żeby szybciej nam zwiewać. Tak więc biegnie i w czasie biegu dużo
się dzieje, bo pcha się takie maleństwo ludziom pod nogi, bo coś zobaczy. I wczoraj jak tak sobie biegła, minęła panią, która po wyjściu z Mac Donalda miała w ręku frytki. Gaja w trakcie mijania pani wyciągnęła rękę po frytkę. Cóż, dziecko myśli, że co chce, to jego…
Gaja z truskawek najlepiej lubi… wodę. Robi się je tak: myjemy truskawki, dajemy dziecku w miseczce, a dziecko wysysa wodę, która się uzbierała z mokrych truskawek.
<- Zdjęcie ze specjalną dedykacją dla Klaudyny - autorki poduszki
21.06.2009 niedziela
Gaja przyprawia mnie o palpitacje jedzeniowe. Dziś do wieczora była tylko na bananie. Na spacerze wieczornym pochłonęła bułkę, a po powrocie do domu na Muminkach wciągnęła wszystko, co było w zasięgu: obiad, kolację za jednym zamachem…
Dziś święto muzyki. Gaja pobiegła na koncert muzyki rege. Potem na koncercie zespołu ruskaja dusza chyba, czy jakoś tak, Gaja wpadła w wir tańca i ucieczek dziecięcych.
20.06.2009 sobota
Noc muzeów: wybraliśmy się do Domu Eskenów. Gaja, ku mojemu miłemu zaskoczeniu oglądała niektóre eksponaty.
Chwilowo brak wpisów, bo matka w tydzień stworzyła tyle dokumentów, które starczyłyby na pracę magisterską.

Ogólnie, co się działo:
- Gaja nie ma ochoty na jedzenie. Karmienie jej to walka o każdy kęs. Jak zgłodnieje, to w jeden dzień nadrabia, to czego nie jadła przez kilka i znowu potem brak apetytu.
- Dziecko coraz bardziej podkreśla swoją indywidualność. My w prawo, Gaja w lewo. Zaczął się sezon wielkich ucieczek. Nawet to, że się dziecku schowamy nie wywołuje jego niepokoju, idzie przed siebie. Tak wiec latamy za Gają i za każdy brak reakcji na nasze nawoływania, dziecko idzie "za karę" na rękę. Niedługo przestanie samodzielnie chodzić, bo ucieka na potęgę. Ręce opadają.
- Gaja zakochała się w rysowaniu. Ledwo wstanie szuka kartki i kredek. Nawet jak rano pije mleko, to w jednej ręce trzyma butlę, a w drugiej kartkę i kredki. Ostatnio tata rysował jej różne stwory: kwiatki, itp. Jak narysował jej kota, Gaja nie nazwała go kotem, dopóki tata nie dorysował uszu. Trzeba dziecko pilnować, bo już mamy żółty parapet, a każda karteczka (ważne dokumenty) nadaje się do rysowania, kredki z braku laku są do pogryzienia… i można się wysoko wspiąć, bo dziecko widzi fajny ołówek… Trzeba ratować książki, bo też nadają się do rysowania. Ogólnie jest TWÓRCZO.
- cdn.
12.06.2009 piątek
11.06.2009 czwartek

Wózek ciągle mokry.
Gaja zaliczyła około 3 godzinny spacer na swoich nogach. Do domu wróciła z podartymi, umazanymi w błocie rajstopami, umorusana od kurzu z witryn. Chociaż widać, że dziecko było na spacerze. Oczywiście hitem dnia są kamyczki (bez tego nie ma spaceru) i kfiaaa:) (kwiatki).
Wybraliśmy się na pizzę… i Gaja by nie zjadła? Dostała swój talerz, wielki widelec i dziecko jadło tak ślicznie, jakby się z widelcem urodziło.
10.06.2009 środa
Matka lata cały dzień w pracy. Wieczorem jak poszłam odebrać Gaję to pobiegła do babci. A jak za kilka minut przyszedł tata to dziecko myk złapało go za rękę i było już przy drzwiach. Taka nasza rola, matki, babcie do garów i pieluch, a fajne sprawy z tatą i dziadkiem.
Spacerujemy bez wózka, bo ciągle schnie. Nie możemy go zostawić, kiedy jesteśmy w pracy na słońcu, bo nie mamy pewności, czy nie będzie lało.
09.06.2009 wtorek
08.06.2009 poniedziałek
Dzień z tata. Mama lata po Biskupinie:). Swoją drogą pamiątki biskupińskie do złudzenia przypominają pamiątki toruńskie. Gajce z wyjazdu przywiozłam kawałek krzemienia… najlepsza zabawka.
Gaja skończyła 19 miesięcy!!!
07.06.2009 niedziela
Poszliśmy rodzinnie na wybory. Na ostatnich wyborach Gaja była w brzuchu, a teraz już lata:). Dziecko oczywiście musiało powąchać wszystkie kwiaty po drodze, a my musimy pilnować, żeby nie zrywała tych z klombu. Gaja wrzuciła ze mną kartę do głosowania. Bardzo to się jej podobało.

Po drodze spotkaliśmy sporo pszczół. Gaja nie boi się ich, ale jak widzi muchę, to wpada w popłoch.
06.06.2009 sobota
Mieliśmy dosyć dziwną przygodę. Poszliśmy zbierać trawkę dla świnek, tata postawił wózek, ja szłam z Gajową i wózek zjechał nam do stawu i się utopił. Rozumiem, gdyby było widać jakieś pochyłości, a to była normalna droga, chodnik. Musiało być jakieś minimalne nachylenie. Wózek przemoczony do suchej nitki. Nawet miś z plecaka Gai, który był w bagażniku ociekła wodą. Woda odstała się do każdego zakamarka wózka. Trzeba było go całego wyprać, bo śmierdział zastałą wodą. Zebraliśmy nawet kilka wodorostów.
Jak to się mogło stać? Nie wiem. Zwyczajne stało się.
Załapaliśmy się na jakiś piknik ekologiczny. Nie wiem jak to Gaja zrobiła, ale na sztucznie ułożonej na bruku trawie znalazła kilka kamyków, z którymi chodziła jak z wielkim skarbem. Jak jej na chwilkę je zabrałam, to zrobiła mi straszną awanturę:). Ach te matki, za grosz wyobraźni. Na jednym ze stoisk napiłam się napoju z pokrzywy, Gaja wręcz przyssała się do tego.
05.06.2009 piątek
Co było w piątek?

04.06.2009 czwartek
Och te zaległości
Gaja z okazji rocznicy okrągłego stołu usiadła do okrągłego stołu i nabrała apetytu.
Tata miała dziś pecha i szczęście jednocześnie. Czwartego dnia, samodzielnej jazdy samochodem, został stuknięty, w tylne drzwi za kierowcą. Winny był ten, co stuknął, a raczej ta, co stuknęła. Drzwi od strony fotelika skasowane. Niby najbezpieczniejsze miejsce… Nikomu nic się nie stało. Samochód wymaga wymiany drzwi. Wolę wymianę drzwi, niż ofiary w ludziach. Gaja przy samochodzie taty znalazła fajny kamyk:).
Gaja pobiła dziś rekord w ilości kwiatków, które dostała od kwieciarek, wydębiła też balonik… dostała czekoladę.
Dziś miałyśmy przednią zabawę. Mówiłam lulililula na różnych poziomach głośności i kiedy dochodziło do punktu kulminacyjnego podskakiwałyśmy do góry na wysokich dźwiękach i Gaja śmiała się do rozpuku, ja ryczałam ze śmiechu.
03.06.2009 środa
Tata pamiętasz, bo ja siedzę w sprawozdaniach:)?
Gaja nie ma ochoty jeść. Nawet truskawki, banany i inne takie fajne rzeczy są be.
02.06.2009 wtorek

01.06.2009 poniedziałek
Gaja powiedziała nowe słowo: guwo. Co to może być:).
Gaja od kilku dni jest rozpuszczana prezentami. Trzeba uważać, bo się rozpuści. Dziś dostała kfia, specjalnie dla niej pokolorowanego, pani nakleiła na niego drewnianą biedronkę… i Gaja prawie chciała wyrzucić kfia, bo biedronka ją niepokoiła, nie pasowała do koncepcji. Ciekawe - pająka się nie boi, wczoraj prawie zgniotła żuczka, bo chciała go dotknąć… a jak widzi muchę to się boi i obrzydza… i tu biedronka…





