Aktualności 2009.07

31.07.2009 piątek


Jedziemy do zamku Czocha, tego z cyfrowej Twierdzy. Gaja przez całą drogę marudzi i piszczy, nie lubi jazdy samochodem.

p7282924.jpg

Na zamku czuje się jak u siebie. Biega po salach, gania dzieci, które są tam na koloniach. Sprawdza działanie armat, wspina się po skałach okalających zamek. Wspinaczkę uprawia bardzo zwinnie i bezurazowo. mamy problem, kiedy chcemy wraca, bo Gaja krzyczy i wije się, bo chce na skałki.

30.07.2009 czwartek


Dziś chodzimy po Zgorzelcu

28.07.2009 wtorek


Jedziemy do Gorlitz. Gai najbardziej podoba się nieniecki plac zabaw. Nie trzeba znać języków, by pobawić się z dziećmi. Jest problem, kiedy idziemy z placu zabaw, rodzice są paskudni i psują dziecku tak fajna zabawę.
Na ryneczku spotykamy ulicznego grajka, który wygląda jak Grek i mówi po polsku. Pośpiewał nam kilka szlagierów.

26.07.2009 niedziela


Wujek został dziecięcym fryzjerem. Na głowie był już komplet spinek, a Gaja ciągle pokazuje placem i mówi: tu…
Byliśmy za granicą:) w Czechach na obiedzie. Niesamowity klimat, gospoda w domowym stylu. Gaja nawiązuje kontakty z tubylcami, załapuje się na domowe ciasto.
Gaja dosiadła się do wujka i pokazuje na jego talerz, że chce mięsko. Dostała. Wujek chciał przechytrzyć Gaję i na drugi kęs nałożył szpinak i mięso. Reakcja Gai - wypluła wszystko.
Trwa remont drogi, jest pełno żwiru, kamieni i czego tam jeszcze. Trudno przejść z Gają, bo pełno tam ciekawych kamieni, jest pseud dzika piaskownica - zaadoptowana przez Gaję - co trzeba ją wyeksplorować.

25.07.2009 sobota

p7262693.jpg

Gaja dostała od cioci bardzo dużą ilość spinek, gumek do włosów. I jak usiadłyśmy, to Gaja zażyczyła sobie, żeby one wszystkie znalazły się na jej głowie. Nie było już tego, gdzie przypinać i zakładać…

24.07.2009 piątek


Gaja stała się użytkowniczką basenu. Nie przeszkadzała jej zimna woda (po kostki, a może nawet płycej). Gaja urządziła sobie wodną piaskownicę.
A w prawdziwej piaskownicy Gaja poznaje Wiktorię i Karolinę. Dziewczyny śpiewają piosenki wymyślone na poczekaniu. Prześcigają się wzajemnie. Gaja nie może wytrzymać i tez próbuje śpiewać. Kilka dni później, jak byłam z nią sama w piaskownicy, to usiadła po kolei w każdym rogi i wyśpiewała mi piękny koncert.
A w piaskownicy jak to w piaskownicy mamy do czynieni a piękną polszczyzną i nie tylko… Na szczęście jedna z dziewczynek po jakimś czasie zreflektowała się, że Gaja jest mała i może powtarzać co niektóre słowa…
Pewnie wzbudzamy lokalną sensację, bo w piaskownicy z dzieckiem, jest nie tylko mama ale i tata i robią zdjęcia. Podejrzani:).

23.07.2009 czwartek


Wyjście do opuszczonego młyna. Wygląda rewelacyjnie. Trawa sięga brody Gajki. I tak najlepsze są kamienie i kfia.
Gaja tak się wyregulowała, że idzie spać w okolicy 12.00 i wstaje około 15.00 z okładem. Trzeba się wyrobić ze wstaniem i spacerem do popołudniowego leniuchowania.
Mamy fajną atrakcję, bo kosimy trawę. Dla nas to miła zabawa, dla gospodarzy chleb powszedni. Gaja lata z nami i taczką, i zbiera trawę. Ma raj na ziemi.

p7232462.jpg

U cioci w ogrodzie stoją różne maszyny, Gaja koniecznie musi na każdej usiąść, test siadania to jak inspekcja:).
Taczka okazała się niewygodna do wożenia, to Gaja dostała mniejsze ustrojstwo - siewnik. Latała z tym cały dzień, a na dodatek dziecko okazało się siłaczem, bo potrafiło siewnik podnieść do gór i chodzić z nim.

22.07.2009 środa


W nocy z wtorku na środę przerażająca burza. Takich gromów dawno nie widziałam. Jakby ktoś miał garście piorunów i ciskał na podwórko. I tak mieliśmy promocję, bo Legnica dopiero odczuła skutki tej burzy.
Zwiedzanie lokalnej piaskownicy. Czegóż więcej dziecku do szczęścia potrzeba.

21.07.2009 wtorek


Dzień niefortunnych zdarzeń, ale bilans i tak wychodzi bardzo pozytywnie!
Trasa Poznań - Zgorzelec obfitowała w uciążliwości drogowe, ale najważniejsze jest to, że Żyjemy. Reszta to nic.
Gaja bardzo długą trasę zniosła nawet dobrze, nie było zbyt dużych marud. Gorzej było wczoraj. Mam wrażenie, że Gajce jeżdżenie nie sprawia przyjemności.

p7232401.jpg

Szczęśliwie dotarliśmy do Żarskiej Wsi, a tam dużo przestrzeni do biegania, koty (uciekające na widok Gai, gdzie pieprz rośnie).
Ha, jesteśmy bardzo przygotowani na wyjazd: wózek, łóżeczko, namiot, karimaty. Nie zabraliśmy:) wanienki i krzesełka do karmienia:).
Bardzo dobrym pomysłem było zabranie łóżeczka turystycznego (Gaja na co dzień w nim śpi). Oczywiście kołderka i ukochana podusia też były:).

20.07.2009 poniedziałek


Wyjazd na nie do końca zaplanowany urlop, ma być spontanicznie.
Pierwszy przystanek - Poznań, a raczej tuż przy tablicy: Poznań.
Bardzo sympatyczne rodzinne spotkanie. Gaja początkowo sceptyczna potem się mocno zadomowiła. Najważniejszy był pies, za którym biegała, rzucała mu piłkę. Potem dziewczyny, z którymi uprawiała szaleństwa. Myślałam, że Gaja nie opuści mnie nawet na chwilę, ale tam, gdzie fajna zabawa, nie potrzebna mamina spódnica, i dobrze.
Na spacerze Gaja wpadła na cudzą posesję, bo goniła kota. Nie mogliśmy jej dobrowolnie wyciągnąć. Były wrzaski, bo Gaja chce kota… Potem trafił się drugi, miał kiepski refleks (ja też), Gaja przeciągnęła go za ogon po ziemi. Miała szczęście, bo obyło się bez pazurów.

p7172135.jpg

19.07.2009 niedziela


Oglądanie przez Gaję TOY StORY 2 wywołało bardzo dużo emocji. Na piosence dziewczyny kowbojki - Gaja zalewała się łzami (piosenka była smutna), a kiedy zabawkom udało się dotrzeć do domu Andiego i nastąpił happy end - Gaja z entuzjazmem zaczęła skakać w łóżeczku, wtórowała bohaterom, bałam się nawet o to, czy nie wywróci się z łóżeczkiem, tak podskakiwała, piszczała i krzyczała z radości. Na piosence końcowej (w pogodnej nucie) Gaja zaczęła robić w łóżeczku piruety. Na żadną bajkę Gaja tak nie reagowała.
Ha, a ja jakiego kaca moralnego miałam po bajce, że niektóre zabawki wyrzuciłam Gajce w kąt… jak układałam Gajusiowy kącik (jak to jest, że Gaja w gościach sprząta po sobie pięknie, a w domu jakoś idzie to blado, choć nie mogę narzekać, bo czasem się jej zdarzy i miło nas zaskoczy) to baczniej przyglądałam się zabawkom i starłam się, żeby żadna nie czuła się porzucona. Chyba pora przerzucić się z bajek na fabułę:) Mam na myśli siebie.
Wyszliśmy z domu na spacer, Gaja sobie biegnie, biegnie, podziwia wszystko dookoła i wtem… podbiega do wózka, gdzie siedział chłopczyk. Chłopczyk spał. Gaja powiedziała coś po cichutku… odwróciła się na pięcie, wskoczyła tacie do wózka, wtuliła się w oparcie i też zrobiła się śpiącą dziewczynką. Myśleliśmy, że za chwilę wyjdzie z wózka, ale przejechała tak prawie 3/5 spaceru.

p7121631.jpg

18.07.2009 sobota


Gaja wstała o 5.00. Tata wyjął ją z łóżeczka, a Gaja tatę za rękę do kuchni i powiedziała pić. Pokazała, że tata ma zrobić jej mleko. Jak je wypiła, trochę pomarudziła i usnęła. trzeba spróbować Gai dać mleko w nocy na śpiocha, żeby nie przebudzała się z głodu.

17.07.2009 piątek


Re - wizyta Antoniego. Gaja starała się koledze przychylić nieba, dać zabawki i poświeciła nawet swojego palca. Nie nauczyła się, że nie wtyka się dzieciom palców do buzi, wetknęła Antoniemu, a Antoni zareagował jak każde dziecko - ugryzł… do krwi.
Wieczorem przyjechała ciocia Ala - odbyła maraton z biegnącą Gają. Gaja złapała ciotkę za rękę i biegły, biegły, biegły. Gaja albo stoi, siedzi, albo biegnie.

16.07.2009 czwartek


Zrezygnujemy z wikidota. Naszym kosztem (wygląd strony) reklamuje się, nie wiadomo do jakich stron śle odnośniki. Nie chcemy mieć z tym nic do czynienia. Pazerność powoduje, że my się wycofujemy.

p7131822.jpg

Ranna wizyta u Antoniego. Gaja podtykała Antkowi zabawki do zabawy, albo uciekała w bezpieczne miejsce. Odkryła nowe zabawki i pora do domu. Czas tak szybko leci. Mała wizyta na huśtawkach i spać…
Jak niewielu dziecku potrzeba do szczęścia. Wracamy do domu, patrzę, a Gaja wykonuje jakieś ruchy, macha rączkami, kołysze się itp. dziecko naśladowało ludka z bankomatu pko.bp.
Gaja coraz więcej słów powtarza po nas i po mówiących zabawkach. Dziś u Antoniego za miśkiem powiedziała: sece
Już wiem, co to jest: pi - pa: pies:)
Gaja zjadła 2 1/2 naleśnika, choć moim zdaniem i tak bardzo ogranicza swoje menu.
Na "plaży " przy CSW Gajowa wypiaskowała zaległości z piaskownicy, której dziś nie było. Rytuałem jest ściąganie butów i skarpetek i zagrzebywanie nóg w piasku.
Zgubiłam jeden dzień, myślałam, że dziś jest środa. Teraz mi nic nie pasuje.
Scena ze sklepu obuwniczego dla dużych. Wchodzimy, ja biorę buty do przymiarki, a Gajowa ściąga swoje sandałki i mierzy moje buty. Na odczepnego daję jej inną parę (rozmiar 39), Gaja mierzy. Próbuję wyszukać sobie inny fason buta, Gajowa ściąga buty na obcasie i bierze do przymiarki. Nie wiem, gdzie odstawić czerwoną szpilę:). Po wielu perypetiach, na szybko, nie do końca przemyślanie wychodzę z białymi butami. Już mam odciski. Gaja uwielbia buty. W domu co chwila bierze swoje i próbuje zakładać. Wczoraj udało się jej założyć sandałki na jedną nogę i to na właściwą. Przy okazji przymiarki butów (Gaja ma w kartonie kilka par) widzę, że Gaja bezbłędnie wyciąga pary butów, czyli mówić fachowo ze zbioru wyodrębnia niepasujące lub pasujące elementy.

p7121592.jpg

Ostatnio babcia wprowadziła pewien dysonans do jedzenia Gai. Gaja dostała na talerzyku czarne porzeczki. Kiedy dziecko było w trakcie zjadania tych kwasot, babcia dorzuciła do talerzyka maliny. Bardzo to Gaję zdegustowało i wszystkie te czerwone obrzydliwości (nawet nie spróbowała) odłożyła poza talerz.
Miłość do poduszeczki kwitnie, a zła mama pierze ją. Po nocnym podawaniu paracetamolu (chyba idą zęby) (Gaja mimo dużego dyskomfortu i wyrwania ze snu, jak zobaczyła, że tata nalał coś czerwonego prawie podskoczyła z radości i rzuciła się na lekarstwo zachłannie… i trochę się rozlazło na poduchę). W więc wrzuciłam poduchę do prania (tak żeby Gaja nie widziała), zapomniałam o tym i wysłałam Gaję po coś do kuchni… i dziecko zobaczyło swoją poduchę w pralce. Były: płacz, próba wyrwania drzwiczek od pralki…

<- Dziadek wie, co lubią małe Gaje

15.07.2009 środa


Podpytałam panią pracującą kiedyś w żłobku jak nauczyć Gajkę korzystać z nocnika. Dostałam kilka fajnych rad: wysadzać zawsze po jedzeniu, jak nie może zrobić siusiu to odkręcić kran, żeby leciała woda. Pani obiecała pożyć nam książkę o nocnikowaniu.
A jak rady mają się do nas? Było malutkie siusiu na nocnik. Jak proszę Gajkę, żeby usiadła to czasem uda się ją nakłonić. Musi sama, bo jak ja ją sadzam krzyczy, że nie chce. Kran nie pomógł, ale to była pierwsza próba.

p7121566.jpg

Drugi raz z nockiem z przygodami. Puściłam Gaję bez pieluszki, co chwila pytałam o sisuiu. Gaja zrobiła siku na podłogę, ale tak jakoś, że trochę znalazło się w nocniku:).
Scena z piaskownicy. Kilkoro dzieci w piaskownicy, m. in. Gaja i dwaj chłopcy. Jeden z chłopców zabrał się za zabawki drugiego. Gaja też postanowiła. Na wszelki wypadek spytałam chłopca, czy Gaja może się pobawić jego zabawkami. Nie pozwolił, więc Gaja bez protestu poszła do swoich i koleżanki zabawek. Po chwili słyszę jak mama chłopca, który dołączył do piaskownicy ostatni, KRZYCZY na chłopca, który nie chciał podzielić się zabawkami, że ma nie brać łopatki jej syna, bo jak nie potrafi się dzielić, to on też nic nie dostanie, itp. Na koniec zabrała się z dzieckiem do drugiej piaskownicy. Dzieci były w wieku Gai i ciut starsze. Mają różne humory, nastroje, raz pożyczą, a raz nie. Trzeba nimi pokierować, potłumaczyć… Nie rozumiem reakcji tej mamy. Oczekiwała po takim małym dziecku reakcji dorosłego?

p7111421.jpg

14.07.2009 wtorek


13.07.2009 poniedziałek


Galeria

Gaja weszła pod krzesło i tak się jej to spodobało, ze mimo, że ciasno wchodziła do nowego lokum z misiem, pszczółką, piłką plażową. Potem pokazaliśmy jej możliwości zabaw pod stołkiem, też się jej podobało.
Podobno jak szła do kąpieli to obowiązkowo na trasie był nurek pod krzesło:).
Gaja dziś nie je.
Popołudnie u dziadków. Gaja z entuzjazmem odwiedza swoje kąty. Najlepiej jest w towarzystwie Roberta.

12.07.2009 niedziela


Wyjazd do Torunia… ale wcześniej wielka piaskownica na plaży. Oj brakuje mi tego w Toruniu, ale musiałoby być kameralnie i cicho.
Potem spacer, co by kości nie zesztywniały.

p7111430.jpg

11.07.2009 sobota


Gaja nie lubi jeździć samochodem, nudzi się jej, nie może się wybiegać…
W Ostródzie na powitanie wyszła nam babcia. Gaja bez żadnych oporów, adaptacji poszła z babcią na mały spacer na rozprostowanie nóg.
Po sennych walkach pojechaliśmy na wieś do Frygnowa. Po drodze zajechaliśmy na cmentarz w Rychnowie. Gaja naśladowała babcię, która podniosła górę znicza, żeby sprawdzić wkład. Potem Gaja na wszystkich nagrobkach w okolicy musiała sprawdzić, czy znicze są ok.
Spotkała nas przykra niespodzianka. Nie mgliliśmy znaleźć grobu ciociu Gieni. Szukamy, szukamy, a go nie ma. Różne myśli przychodziły nam do głowy. Wreszcie znaleźliśmy… był rozbity, wywrócony… Myśli różne wpadły do głowy. Okazało się, że to na szczęście nie ludzie tylko przyroda. W czasie burzy połamało drzewa, które porozbijały niektóre groby.
We Frygnowie Gaja biegała za Łukaszem. Gdzie on tam Gaja:). Szukała kotów na sienie, kierowała traktorem, jeździła na betoniarce (zabawkowej). Jak się wyhasała tak i mniej marudnie wracaliśmy do domu.
Mama jeszcze wyciągnęła wszystkich na spacer nad jezioro. Gaja pochodziła w wodzie w gumkach… i pora spać.

p7041156.jpg

10.07.2009 piątek


Chimer zdecydowanie mniej.
Jeszcze bardziej ranny spacer i piaskownica i znowu przy akuratnej pogodzie.
Na popołudniowym spacerze Gaja wypatrzyła dziewczynkę idącą z wózkiem dla lalek bliźniaczek - trójkołowiec. Gaja złapała za rączkę wózka i nie mogłam jej odkleić. Jak się to jakimś cudem udało, Gaja wyjęła lace bliźniaczce smoczek z buzi.
Potem spotkaliśmy wielkiego Kubusia Puchatka. Gaja naśladowała sama z siebie wszystkie jego gesty. Nie miała jednak odwagi podejść do miśka. Wolała podać rękę asystującej mu pani.
Po drodze spotkaliśmy dziadków. Gaja odeszła z nimi kawałek za rączkę. Kiedy babcia powiedziała Gai, żeby zrobiła nam pa pa - padła na kolana i uderzyła w rozpaczliwy płacz, wysuwając do przodu dolną wargę. Potem, jak przytuliłam, biegła do babci. Babcia wyciągnęła rękę, Gaja udawała, że łapie, odwracała się na pięcie i biegła do nas.

09.07.2009 czwartek


Ktoś miał niemiłą niespodziankę, bo Gajowa zrzuciła z balkonu swój kamień. Rety na ile rzeczy trzeba uważać. Dokupię sobie dodatkowe oczy i ręce.
Noc w kratkę. Dalej chimery i płacze. Potrzebuję jakiś doładowań pozytywnych.
Odkryłam, że Gaja ładnie pomalowała bęben pralki od wewnątrz. Może będzie zajmowała się wzornictwem przemysłowym.
Wczoraj kupiliśmy stolik i taboret (tym razem w zestawie i drewniane). Taboret tata złożył wczoraj, stolik się dokleja. Gaja jak rano wstała, rzuciła się na taboret:), od razu zauważyła.

p7020937.jpg

Mamy zawsze super pogodę w piaskownicy. Jak tylko wracamy do domu, pogoda zmienia się i zaczyna padać. Dzięki za pogodę:).ie dodatkową parę rąk i oczu…
Kiedyś wspominałam, że Gaja ma ulubioną podusię, z którą się nie rozstaje. Ostatnio wygrzebałam gdzieś drugą, podobną do tej ulubionej, uszyłam jej poszewkę w motylki… i Gaja chodzi teraz z dwiema poduszkami. Ile się trzeba nakombinować, żeby dziecko wyszło na spacer bez poduszek… A dziś dziecko chciało iść z krzesełkiem…

08.07.2009 środa


Oj ciężko. Dziecko chimeryczno-płaczliwe. Ledwo zipię.
Wypad po gumiaki, bo jak pada nie ma w czym dziecko chodzić. Gaja ma swój ulubiony sklep, z windą, z bajkami. W zasadzie jedzie jak do siebie. I można przymierzać jej miliony butów.

07.07.2009 wtorek


Spotkanie Gai i Antoniego. Póki nie było zabaw w piasku, Gaja była chętna iść z Antonim za rękę i takie tam. A w piaskownicy… szkoła życia:). Gaja dostała kilka razy łopatką i reagowała jak dziewczynka. W płacz i wtulanie do mamy. Kazałam Gai pokazywać Antoniemu nu nu… ale dziecko zapominało. Jak Antoni się zbliżał i nic nie robił, Gaja i tak reagowała histerycznie. Nie myślała o tym, żeby zrobić podobny użytek ze swojej łopatki. Na mój gust dziecko musi doświadczyć różnych rzeczy, żeby mieć właściwy obraz świata. Bronić tez musi się nauczyć.

p7041126.jpg

Antoni dał pokaz swoich umiejętności chodzenia. Gratuluję.
Bez sensu wypad do hipermarketu, bo ubzdurałam sobie krzesło dla Gajowej. Wszyscy się umęczyliśmy. Gajowa chciała sama nieść krzesełko do domu, więc niosła (lekkie). A niosła je tak, że co dwa metry stawiała je na ziemi i siadała na krześle. Jak próbowałam jej pomóc nieść, wielki krzyk, bo ja sama… O rety…

06.07.2009 poniedziałek


Rano piaskownica, ale po reakcji na dzieci widać, że pora spać.
Gaja wpędziła jedno dziecko w zły humor, bo psuła mu babki. Kiedy dziecko dało się przekonać, że Gaja jest malutka i psuje na razie babki, dziecko łaskawie pozwoliło Gai zepsuć babkę… Gaja w wrzask, bo teraz ona nie ma na to ochoty. Znak - pora się ewakuować.
Gaja bawiła się dziś w porządkowanie zbiorów. W pudełku z kredkami miała oprócz kredek pilniczek, kamień i gryzak. Wyjęła wszystko, co nie pasowało jej do rysowanie. Rzeczy posortowała bezbłędnie:). Oczywiście była to inicjatywa dziecka.

05.07.2009 niedziela


Jedziemy z tatą… samochodem w nieco dłuższą trasę niż dotychczas. Chełmno. Jak tu się wcisnąć w pory spania Gajki? Ledwo wyjechaliśmy Gaja już marudna. Na miejscu raj… kfia:) dziecko nazbierało cały bukiet.
Miasto zaskoczyło nas… senne, inne niż Toruń… Najbardziej podobało mi się jego położenie na wzgórzach i park… choć Gajki samej bym tam nie puściła, bo mogłaby spaść ze ścieżki z bardzo stromej skarpy.
Gaja bawiła się w małą wiedźmę, odprawiającej czary na wielkich głazach. Obsiadła i wymacała wszystkie.
Mamy szczęście do pogody, bo mocno zaczęło padać podczas powrotu.

p7020797.jpg

Rysowanie Gai nabiera nowego charakteru. To nie są już tylko bezładne kreski, dziecko próbuje malować spirale.
Ha… i Gaja maluje konkretne rzeczy. Namalowała coś różową kredką i powiedziała mi, że to: kfia. U góry był ptaszek.
Gaja mu ukochaną poduszeczkę… ale zrobiła się bardzo brudna, bo towarzyszy Gajce wszędzie. Wrzuciłam więc ją do prania. Gaja jak zobaczyła ją w pralce rozpłakała się i próbowała ją wyjąć. Trzeba było odwrócić jej uwagę. Jak pralka skończyła prac, Gaja wydarła swoją podusię i chodziła z mokrą.

04.07.2009 sobota


rowery były zbyt długo zakurzone… ruszyliśmy je rozruszać… Nad Wisłę. Nasza pora aktywności nieco się zmieniła. Ruszyliśmy przed 10.00, bo potem dziecko idzie spać… Chciałam z Gają pomoczyć nogi w Wiśle, ale trochę jej za dużo i jakaś taka koloru rdzawego. Może innym razem.
Śniadanie zjadamy przy Zamku Dybowskim, tam zlot rycerstwa. W jedzeniu pomagają nam mrówki. Gaja wciąga kalarepkę, że aż uszy jej się trzęsą.
Po południu podziwiamy dzieła dzieci - pomalowane stożki na Nowym Rynku. Gaja próbuje złapać, uruchomić wiatraczki. Dochodzi do walk z jedną dziewczynką, bo gdzie dziewczyna, tam i Gaja.
Byliśmy u babci i dziadka z Torunia. Wszyscy za sobą się bardzo stęsknili. Do dziadków przyjechał wnuk Filki - ma około 4 miesięcy. Gaja głaskała go, sprawdzała jakie ma nóżki, pomagała mamie Filipa trzymać mu butelkę, podawała mu smoczek. Moc wrażeń.

03.07.2009 piątek

img_2982.jpg

Plac zabaw, a w nim ostra socjalizacja. Gaja weszła pod skrzydła czwarto i piątoklasistek i psuła babki robione dla niej. Gaja nie na odruchów zabierania zabawek, ani darcia się jak ktoś weźmie jej.
Nasza malarka przyozdobiła sobie sukienkę… czarnym makrem, rysując piękne esy floresy w sekundzie, kiedy się odwróciłam…

02.07.2009 czwartek


Piaskownicy tyle, co kot napłakał, bo niespodzianka w pieluszce. Ogólnie to moją bolączką jest brak sukcesów nocnikowych. Wysadzam… i nic. A pieluchy pełne.
Wieczorne wizyta z ogrodzie zoobotanicznym. Gaja jest cudowna. Jak widziała ptaki, to mówiła do nich czule, była bardzo zainteresowana. Największym zaskoczeniem, muzę nawet rozczarowaniem był miś. Miś był duży i nie przypominał tego pluszowego. Gaja patrzyła i ani słowa nie rzekła. A miś zrobił nam niespodziankę i chodził prezentując się w całej krasie. Dobrze, że budują mu nowy wybieg, bo tu ma ciasno… Uzbierał na kredyt pewnie:).
Mieliśmy obawy, wchodząc do działu z gadami i płazami. Na widok ropuchy Agi - Gaję wmurowało. Kiedy powiedziałam, że to "żabka", dziecko oderwało się od moich nóg i podeszło obejrzeć ją z bliska. Żmije i węże wzbudziły zainteresowanie, nie był odruchów ucieczkowych. Jeden z węzy przemieścił się, co przykuło uwagę dziecka. Najlepsze były małpki. Małe jak świnki morskie, może nawet mniejsze. Gaja też mówiła do nich czule.
Najciekawsze było spotkanie z olbrzymim żubrem. Gaja pchała do niego swoje rączki. Podobnie jak do owiec i kóz. Pogłaskała osła i miała już dosyć przy muflonach (pewnie było to coś innego, ale nie pamiętam co). Te zaś zbiegły do nas z samej góry gotowe do jedzenia tego, co Gaja im podawała (próbowała bez naszej zgody wcisnąć im źdźbło króciutkiej trawki).

01.07.2009 środa


Wieczorny spacer… i działo się. Gaja spotkała panie, które częstowały krówkami i zapraszały na imprezy. Dziecko skorzystało z każdej oferty:). A na Fosie Zamkowej były występy różnych zespołów, pokaz odbijania piłki… I Gaja tak się rozkręciła, że za skarby świata nie chciała iść. Wytańczyła się jak szkolna. Wymachiwała rękoma, robiła obroty… i kiedy chodził wielki Garfield na wszelki wypadek wciskała się tacie na nogi.

img_2778.jpg

Gaja weszła w fazę strachów. W Ostródzie wystraszyła się żółwia, a dziś wskoczyła mi na kolna (prawie się poparzyłam kawą), bo zaszeleściła reklamówka.
Ale się wybrałam na spacer:) - kropla wody i kęs bułki z rana dla Gajki. Racje jak w więzieniu.