Aktualności
PB218084.jpg

30.11.2009 poniedziałek


Gaja ze złości odgryzła kawał gazety.
Ostatnio obowiązkowo idziemy oglądać: byby.
Zagadka: CO TO SĄ BYBY?
W "akwarium" utopiła się nam ostatnio kaczuszka foremka. Gaja podniosła alarm na cały sklep. Z wielkim przejęciem prosiła o pomoc. Udało się - kaczka odłowiona. Swoją drogą jak Gaja coś zgubi, upuści pluszaka, to szuka, a jak po chwili się jej przypomni, to ciężko przyjmuje stratę.

29.11.2009 niedziela


Chyba nie będę pisała codziennie, bo jak widzę zaległości tygodniowe… widać, że jesień i brak czasu daje znać o sobie.
Gaja oszalała na punkcie świnki Peppy i Małej księżniczki (bajki). Gdzie widzi świnkę to woła: sinka Peppa chrum chrum…
Kupiliśmy więc rozkochanej w śwince - Gajce - gazetkę z Peppą, gdzie była tarcza, do której rzuca się piłkę z rzepem. Gaja przez całą drogę dzierżyła gazetkę w ręku, wpatrywała się w Peppę jak urzeczona, a w domu usnęła trzymając tarczę i piłeczkę w dłoni. Maciek próbował wyjąć jej piłeczkę, ale tak ściskała, że się nie dało.
Przed wyjściem Gaja woła: paka… długo główkowaliśmy, co to… a Gaja kilka razy zniecierpliwiona: paka i paka. Maciek podsadził Gaję przy komodzie i okazało się, że to czapka taty. Dziecko wzięło czapkę i założyło tacie. Przed wyjściem sprawdza czy wszyscy mają pakę:).
Mam teraz wieki problem, bo przy wejściu na naszą klatkę schodową jest księgarnia. Gaja zawsze koniecznie musi tam wejść. Bierze koszyk (koszyk musi być obowiązkowo) i wrzuca do niego książeczki. Ja potem dyskretnie je wyciągam, nie zawsze się uda.
Hitem astronomicznym ostatnich dni jest KSIĘŻYC. Gaja jak go widzi wpada w wielką euforię, woła: ciężyć czy jakoś tak, wysyła mu buziaki, szuka go jak schowa się za dachem, pokazuje wszystkim jak się pokaże. Tak samo reaguje jak widzi kota.
Bankomat PKO poszedł do lamusa. Obowiązkowo idziemy do wielkiej reklamy pleya, 15 minut to minimum.

PB137758.jpg

A na ul. Prostej do bałwana, co zdejmuje kapelusz. Jak jesteśmy na tej ulicy i nie podejdziemy do tego paskuda, to koniec. Awantura na całego. (Pewnie jak byliśmy mali to takie rzeczy nam się podobały).
Ostatnio na placu zabaw Gaja wybawiła na różnych urządzeniach z miśkiem, puszczała go na zjeżdżalni, pobujała na koniku i huśtawce.
Ulubione książeczki ostatnich dni to takie z zakamarkami, karteczkami do odkrywania. Gaja ma też swoją półkę, dość wysoko, ale zdobycie książeczki stamtąd daje jej dużo satysfakcji. Myślałam o tym, żeby przenieść ją niżej, ale straci to cała swoją niezwykłość.
Gaja w trakcie picia wody z kubeczka uwielbia w tych ostatnich momentach wylać wszystko na podłogę. Wie, że tak nie wolno, ale to psocenie jest silniejsze od niej.
Gaja buduje już zdania. Obowiązkowo jest podmiot i orzeczenie.
Jak byłam mała uwielbiałam kręcić się w kółko dookoła własnej osi na kolanach, Gaja biega po okręgu wokół stojaków na rowery. Spodobało się jak podskakiwanie i często wspólnie biegamy podskakując. Biegamy, bo dziecko jest jak zaganiacz stada, wszyscy musimy wszystko robić wspólnie.
Gaja nie chce kwiatków od kwiaciarek, mówi wręcz: nie ciem i odwraca się. A nawet ja łaskawie weźmie kwiatek, to w sekundę obskubie go z liści. Od kiedy dostała od kwiaciarek słodycze to koniec, liczy tylko na łakocie.
Gaja od popołudniowego spania nie rozstaje się z tarczą i piłeczką…
SUKCES NOCNIKOWY: rano siusiu, wieczorem kupka. Nie myślałam, że takie rzeczy będą mnie kiedyś cieszyć:).
Odwiedziny u Antka i Jagody. Gaja biegała, wydawała takie odgłosy jak oni, popiskiwała z radości, dała Jagodzie ciacho samochodowe i nie płakała, że jak dała, to Jagoda wzięła i zjadała. Było udanie.
A ciacha samochodowe to doskonały patent na płacze związanie z wsiadaniem do samochodu. Przed wejściem tata obiecał ciacho i nie było żadnych awantur. Gaja grzecznie usiadła i czekała.
Come back Muminków - Gaja oglądała z przejęciem.

PB137864.jpg

22.11.2009 niedziela


Gaja wyciszyła się…
W kapciach mam pełno zabaweczek, bo to sympatyczny schowek.
Dwa udane nocniki:) może Gajce spodobają się żelki, które są nagrodą i ruszy nam nocnik
Gaja buduje już coraz więcej zdań kilku wyrazowych: Tata oć. Usia nie ma. Sinka Peppa hrum, hrum
Ulubiony punkt spaceru - oglądanie na wystawie reklamy pleya. Jak chcemy iść, Gaja stanowczo woła: nie ciem, nie, nie, nie i odsuwa nasza rękę. To stoimy i patrzymy, możne zapamiętam ofertę:). Bankomat PKO przy tym to nuda.
Przed wyjściem na spacer Gaja zaciągnęła tatę za rękę do przedpokoju i podała mu buty, żeby założył. Na spacerze obowiązkowe bieganie dookoła słupów i stojaków na rowery. Pokazałam Gajce, że możne przejść pod, więc teraz doszedł nowy element.
Zaobserwowałam, że jak słyszy samochód lub każemy jej uważać na chodniku, to słucha i sama staje w bezpiecznym miejscu.
Na Śwince Peppie Gaja za lektorem wołała: mama. Od dziś woła: tata.
Oglądamy zgrane zdjęcia z wyjazdu, Gaja krząta się dookoła nas, coś przekłada i mówi do siebie: Maciek, Maciek, Maciek, Maciek, Maciek

17.11.2009 wtorek i reszta dni


Mama rano z Alą myk na miasto, a Gaja została z tatą w domu. Gaja krzata się, bierze tatę za rękę, sadza na stołku, bierze szczotę do włosów i robi tacie fryzurę.
Ciężkie czasy, Gaja ma permanentne humory.
Którejś nocy Gaja zaczęła mówić przez sen: Nie, nie, nie ciem:).

16.11.2009 poniedziałek


Gaja nie spała od 3.00 do 6.00 rano…
Dzień marudny, ale ok.

PB137809.jpg

Gaja bardzo lubi kremy więc całe bambino wysmarowała na tym, co miała pod ręką.
Apetyt dopisuje.

15.11.2009 niedziela


Ranek. Wstała Gaja. Powiedziała: wstań i zdjęła mi kołdrę. Potem pora na pobudkę taty. Nowe słowa, nowe działania.
Na zakupach Gajuś ciągnęła koszyk i wrzuciła kilka kostek twarogu, bo ma krówkę na opakowaniu. Tata wynegocjował kupno tylko jednej.

14.11.2009 sobota


Rano mgła, ale co tam morze czeka. Spodobał się nam Sopot, więc ruszyliśmy tam też dziś.
Morze inne niż wczoraj, mgła, nowe rzeczy na brzegu. Gaja przeszczęśliwa. Przezornie zabraliśmy na wielką piaskownice kubeczki zabawkowe, więc było nieustanne przesypywanie. Nie obyło się bez mokrych spodni i rajstop, ale byliśmy przezorni i zabraliśmy zapasy.
Odcinek 300 metrów pokonaliśmy w półtorej godziny. Jak uciekać z takiej cudnej piaskownicy?
Kupiliśmy prosto z morza flądry. Gaja rzuciła się na rybę jak wygłodniały wilk. Zagarniała garściami do buzi. Ciekawe czy taki apetyt miała po podróży, czy rybka wyjątkowo przypadła jej do gustu?
Z Sopotu myk do domu. Ku naszemu zdziwieniu Gaja przespała cała trasę. Ale marudy i tak ma. Czyżby bunt dwulatka? Liczę, że wyrośnie, bo ciężko jest.Gaja niepostrzeżenie przyniosła z drugiego pokoju cztery szklane talerze. Zobaczyłam to dopiero, kiedy brzdękała nimi na stole…

PA186827.jpg

13.11.2009 piątek


Słoneczny ranek w Gdańsku, a mimo to wszyscy smacznie śpią. Gaja wylegiwała się do 9:00.
Ranek nad morzem w Sopocie. Wszystko było cudowne, pogoda, woda, fale, muszelki, a najbardziej wielka piaskownica. Początkowo Gaja grzebała patykiem w piachu, ale tak się jej spodobało, że położyła się na ziemi i zagarniała piach. Osiągnęła w ten sposób najwyższy poziom szczęścia. Z braku łopatki i innych piaskowych zabawek, Gaja nabierała piach muszelkami.
Przez pobyt w tak uroczym miejscu przesunęły się pory spania, w zasadzie nie było jej wcale, co spowodowało komplikacje senne, humorowe. Nie udało się uśpić Gajki po wyjściu z samochodu, więc ruszyliśmy na las. Ładny, bo były w nim jeszcze różnobarwne liście. Pod wieczór na chwilkę udało się uśpić Gaję i ruszyliśmy na Ikeę. Nie ma się czym chwalić i niby fakt niewart wspominania, ale w tym sklepie Gaja obskoczyła wszystkie łóżka, musiała się do każdej podusi przytulić, jak zabrakło dziecięcych łóżeczek, to Gaja znalazła fotel z misiem. Z powodu zmęczenia nastrój miała ciężko strawny, ale przeżyliśmy. Przed fotelem i łóżeczkami wyszalała się na zjeżdżalni dla dzieci z ekspozycji, a przed zjeżdżalnią próbowała urwać sobie kawał rulonu papieru do malowania i rysowania. Zmachani wyszliśmy ze sklepu, że hej.
Maciek znalazł patent na niechęć Gajki do wsiadania do samochodu, na wejściu dostaje paczuszkę mini ciasteczek i protesty ręką odjął. Ja powinnam też coś dostawać, bo lekkie bicie serca mam:).
O, Gaja zrobiła dziś herbatkę do dziecięcego dzbanuszka - pokruszyła na bardzo drobno bułeczkę.
Udało się pobawić jak Świnka Peppa - Gaja miała kalosze i pozwaliśmy jej skakać po kałuży. Rozbryzg miała spory, udało się nam wyglądać nie jak błotne stwory:) Sama pamiętam z dzieciństwa, że zabawy w błotku były najlepsze.

PA316910.jpg

Gaja jest zafascynowana samolotami podchodzącymi do lądowania.

12.11.2009 czwartek

Bilans dwulatka. Pół godziny siedzieliśmy w kolejce w poczekalni, więc Gaja dostawała kota, a my wysilaliśmy się jak ją czymś zająć i uspokoić humory.
Badanie przebiegło ciekawie. Początek rewelacja. Gaja nazwała wszystkie części ciała misia, wyartykułowała jakie odgłosy wydawały określone zwierzęta… i schody zaczęły się przy pomiarze wagi. Gaja postanowiła bronić prawa do tajemnicy i nie dała się wsadzić na wagę. Pani znalazła sprytny sposób. Kolejne schody, to pomiar wzrostu. Gaja nie dała się ustawić pod miarką profesjonalną. Pod miarką taką jaką mamy w domu, też wyła, uciekała, na oko wyszło, że ma +/- 90 cm. Na badaniu serca podobne cyrki. Pani może raz udało się położyć słuchawkę, ale co z tego, jeśli pośród wrzasków trudno było coś usłyszeć. Podobno wiele dzieci tak reaguje na wizytę u lekarza. My rodzice wykończeni:)
Gaja zaskoczyła nas w poczekalni przed bilansem. Żeby odwrócić humorzastą uwagę, zagadałam ją pokazując wiszący zegar na ścianie. Powiedziałam, że wskazówki wydają dźwięki typu: cyk, cyk. A Gaja po chwili podciągnęła rękawek bluzki, pokazała nadgarstek i powiedziała, że tata ma cyk cyk. Szczęka mi opadła.
Po 12.00 wyjazd do Gdańska. Trasa miła i przyjemna, co autostrada, to autostrada. Gdyby nie tak krótki czas trwania podróży, to chyba byśmy się nie zdecydowali.
Wieczorem spacer na Długiej i przyległościach. Gajce najbardziej podobały się kałuże. Maciek uznał, że Świnka Peppa jest demoralizująca:) Co na spacerze wymyśliła Gaja? Znalazła kij dłuższy od niej, w kształcie procy. Grzebała nim w różnych dziurach, wkładała do kratek ściekowych, maczała w kałużach i w pewnym monecie przyłapałam ją na tym, jak spija wodę z kałuży, która znalazła się na kiju…

poniedziałek - czwartek


Dni czarnych dziur. Jestem zbyt padnięta, żeby spamiętać i pisać
Takie migawki:

PB017156.jpg

Ostatnio ulubioną zabawą Gai jest otwieranie zamków kluczami.
Najlepsza książeczka jest o wróżkach, gdzie można otwierać różne zakamarki.
Gaja w wózku wozi wszystkie miśki, a do bagażnika pakuje butelki z piciem.
Jak coś mi się przypomni to dopiszę.

08.11.2009 niedziela


2 URODZINY GAI
Ha, ale Gaja miała cudnie. Na śniadanie zdmuchnęła tort. Raz w roku może być totalnie inaczej. Gaja z wielkim zapałem zjadła swój kawałek tortu. Bardzo podobało się jej dmuchanie świeczek.
A prezenty… dzieci potrafią zaskoczyć. Najbardziej Gai podobały się… żelki. Odwijała wózek dla lalki, zobaczyła żelki, porzuciła odpakowywanie, capnęła żelki, zażądała otwarcia, chwyciła pełną garść i do buzi. Po chwili drugie natarcie na żelki. Chciałam jej pomóc w odpakowaniu prezentu i potrzymać żelki. Dziecko wolało nie ufać nikomu. Prędzej odłożyło je na talerzyk, niż powierzyło komuś. Trzeba je było jednak zjeść. Łyżeczka bardzo się nadawała.
Jak zniknęła ostatnia żelka Gaja z oparami zainteresowała się resztą prezentów - wózkiem dla lalek i drewnianymi klockami. Miłość do każdej z tych rzeczy wybuchała z różnym natężeniem w ciągu dnia.
Po południu byli goście bardzie równi (no może nie tak bardzo) wiekiem. Gaja reagowała histerycznie, to co chwilę płakała, by się śmiać. Wydaje mi się, że od soboty miała dużo wrażeń i nie umiała sobie poradzić z tyloma zmianami. Ale mimo tylu wrażeń impreza była udana. Ciekawa była ponad roczna Jagódka - cały czas miała coś nowego w rączce do jedzenia i wcinała przez całe spotkanie. Gaja raz była za mało uważna i zawartość jej piąstki wylądowała w buzi Jagódki… oj jaki był lament:).
Wieczorem poszliśmy na obowiązkowy spacer, widać było, że Gaja wraca do swojego rytmu.
Po spacerze zaszli jeszcze dziadkowie i to była kropka nad i 2 urodzin Gajki.
Gaja dziękuje wszystkim serdecznie za życzenia urodzinowe

07.11.2009 sobota


PB017025.jpg

04.11.2009 środa


Gaja wstała z mną ok 5.00 i nici ze spania, jak miała wyjść przed 8.00 niespodziewanie usnęła tacie. U babci pokładała się po kątach, przykrywałam kołderką i spać poszła godzinę wcześniej niż zwykle, co zmusiło wszystkich do zmiany planów. Pogoda paskudna, więc odpuściłam sobie spacer.
Gaja robiła tysiące podchodów, żeby tata puścił świnkę Pepę.
Gaja jak prawdziwa kwiaciarka wsadziła kwiatki do wazonu. W drugim pokoju wywijała miotłą, żeby zebrać paproszki, tacie od tych wymachów dostało się w czoło, bo praca była intensywna:).

Mojemu bratu Krzyśkowi i Ani urodziła się 3.11.2009 roku po 20.00 córeczka.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DLA WSZYSTKICH.

Córka mojego brata Krzyśka i Ani, rodziła się 3.11.2009 roku

SDC13920.JPG

03.11.2009 wtorek


PB017112.jpg

Oj ten tata, chyba tu nie zagląda………………
Nie napiszę intymnych szczegółów z życia nocnika, ale było zabawnie:).
Gaja obcałowuje mojego paluszka, bo ciągle twierdzi, że mam ała, pamięta tę pszczołę, co mnie ugryzła w nogę. Gaja maiła dziś w ogóle całuśny dzień:).
Byliśmy w pierogarni na imieninowych pierogach. Oczywiście dziecko wyjadło wszystkie ogórki kiszone z przystawki (aż na buzi wyskoczyły czerwone palmy), potem było mazanie pierogów w sosie. Tata wyręczył raz dziecko, bo sam posmarował jej pierogi… drugi raz tego nie zrobił:).
Gaja u babci pokazuje rogi.
Nasza lekcja z proszę - przyniosła skutki. Była dziś przygoda z nocnikiem, której nie opiszę, bo za kilka lat Gaja będzie miała pretensje.
W każdym razie poprosiłam, żeby przeprosiła… i Gaja powiedziała przepraszam do 3 sekundach.

02.11.2009 poniedziałek


Gajce zasmakował łosoś, ciągle chciała dokładki, a potem pić.
Miałyśmy spotkanie z kawką - psotką - oswojonym ptakiem Starówki. Gaja nakarmiła ją bułką, potem ptaszek dziabnął ją lekko dziobkiem w palce, bo chciał wyskubać bułkę. Płacz Gai był bardzo rzewny i donośmy. Całusy w paluszki na uśmierzenie strachu i łez trochę pomogły. Najlepszym lekarstwem na ból jest całus.
Tata: Bierzesz coś na spacer? Gaja wyciąga torebkę krówkę, wkłada do niej drewnianą piramidkę i gotowe. Gajuś jak biegła to klocki gruchotały… mieliśmy skojarzenie ze Stu lat samotności - worek gruchocących kości..

PB017090.jpg

01.11.2009 niedziela


SDC13930.JPG

Wstałyśmy obydwie w tym samym czasie o 9.00:). I wzięło mnie na usmażenie Gajce bananów w cieście naleśnikowym. Gaja zjadła trzy dokładki.
Spacer do parku z fontanną, Gaja kąpie się w liściach, dziś mam aparat więc zdjęć mnóstwo. Gajce spodobało się leżnie na ławeczce i opieranie głowy na poręczy.
Tata wrócił, Gaja była tak podekscytowana, że pokazała tacie książeczki, klocki, miły widok.
Nie lubię pisać o prezentach jakie dostaje Gaja, ale zrobię wyjątek. Tata przywiózł od cioci i wujka torebkę z krową. Gai rozbłysły oczy, wzięła piłkę i schowała do środka, potem próbowała włożyć kręgla, za mało miejsca, to wsadziła drugą piłkę…
Pi - pa to teraz Pi - ka.