30.12.2009 środa
Przed wejściem do domu musieliśmy wejść do księgarni. Gaja z tatą oglądała różne książeczki (czytelnią sobie zrobiła ze sklepu). Trafiła na koszyk z pigułkami typu: słownik polsko - rosyjski, tablice matematyczne. Chwyciła "książki" do ręki i zafascynowały ją różne wykresy matematyczne. Przejrzała dość grubą pigułkę od deski do deski:) wydając przy tym okrzyki: ojej, tak, tak, łał:). Potem wzięła słownik polsko - rosyjski, gdzie same literki… i z pełną powagą przejrzała go bardziej niż pobieżnie i mówiła do siebie: tak, tak. Boki zrywać.
Zestaw anty-depresyjny:): podusia (nie mam kiedy jej wyprać, bo dziecko się bez niej nie rusza i nie ma mowy o zaśnięciu), smoczek - cy-cy, a jak to nie pomaga: miś.
Dokupiliśmy nowy smoczek, bo wszystkie Gaja przegryzła, a zęby na czymś ostrzyć musi. Widać, że cy-cy bardzo jej pomaga. Uznaliśmy, że rzuci go w siną dal, kiedy uzna, że już czas. A więc pokazałam jej nowy smok, a Gaja wpakowała go do buzi ze swoim poprzednim - dwusmoczyca się zrobiła. Zabawę mieliśmy przednią.
Hit książkowy ostatnich dni: Nasza mama czarodziejka.
24.12.2009 czwartek

Wyjazd do babci i dziadka na święta. Szkoda, że nie udało się ciocie Edycie i wujkowi Piotrowi być razem z nami, ale otulaliśmy ich myślami.
Wigilia była u Eli. Gaja wpadła w ręce Pauliny, już nie Pi - py tylko Liny:). Szalała z nią, że aż się kurzyło… Z wigilijnego stołu Gaja nie miała czasu nic zjeść, bo Lina, bo tyle wrażeń. W zasadzie przez święta Gaja gdzieś goniła, miała coś do zrobienia i skubała coś w przelocie. najbardziej objadła się rosołu.
Najbardziej obawiałam się Mikołaja… a tu niespodzianka. Gaja tego nie czyta, więc zdradzę. Paulina przebrała się za Mikołaja. Brodę przykleiła taśmą dwustronną, po chwili sapała z gorąca:). a Gaja jak zobaczyła Mikołaja była wniebowzięta, nie uciekła na jego widok, tylko się radośnie przywitała, potańczyła z Mikisem i pomagała nosić prezenty, a było co… niektóre, nawet nie dla Gai otwierała zanim dotarł do właściwego adresata. Tyle było wszelkiego dobra, że każdy z nas dostał oczopląsu. Gaja straciła zainteresowanie rolą pomocnika Mikołaja jak odkryła pakę żelek. Z ogromnego wora wyjadła 3/4. Wydrzyj dziecku… nikt nie próbował. A że żelki je się garściami i połyka dziecko szybko wróciło do pomagania.
Gai wszystko się podobało, otrzymanymi cudami bawiła się po kilka sekund i następne:). A jak swoje się znudziły to dobierała się do cudzych.
Wieczorem do babci dotarła Gosia z rodziną, a tam czekały na nich prezenty, których Mikołaj osobiście nie zdążył dostarczyć. Gaja rzuciła się na nową dostawę prezentów z jeszcze większym entuzjazmem. Wyrywała paczki z rąk Gosi, otwierała je i wołała: ojej, rety, wow:). Dosłownie amerykański film. A jak otworzyła to, co dało się otworzyć dopadła do torby z prezentami swoimi i rodziców i zachwycała się nimi jakby widziała je pierwszy raz. Wesoły cyrk na kółkach. Gaja długo walczyła ze snem, bo gdzie mieć czas na spanie, ale wreszcie nadszedł moment, ze nie miała sił, wzięła poduchę, ułożyła się w łóżku i usnęła w sekundę… i dosyć długo odsypiała moc wrażeń.

Na wyjeździe wszystko inaczej, więc pory snu też się poprzesuwały, humory były różne, bo jak się nie dośpi, wszędzie pełno ludzi to jakoś rytm ucieka.
W drugi dzień świąt na obiedzie było 19 osób. W tym dwoje małych dzieci: Natalka i Gaja.
Babcia powiesiła na choince sporo cukierków. Gaja pierwszy łowczy słodyczowy rzuciła się na łupy i co tu robić. Pościągaliśmy cukierki, bo Gaja jadłaby tylko je. My ślepi, przegapiliśmy klika sztuk, na które zapolowała Gaja z wielkim sukcesem. Podobnie z choiną u Goski…
Gaja w domu odkrywała katy na nowo. Musiała wszystko wyspacerować. A i tak na dzień dobry przywitała nas biegunka Gajki. Najprawdopodobniej zmiana środowiska, jedzenie. Na szczęście do wieczora się wszystko unormowało.
20.12.2009 niedziela:)
Gaja dostała od Mikołaja sanki. Nie czekaliśmy do świat. Ruszyliśmy na pobliską górkę w parku. Gaja zachwycona, z naszą, maluteńką pomocą sama ciągnęła sanki na górkę. Mimo mrozu było super. Mróz nie lada, bo więcej niż - 11. Piszę o temperaturze, bo za jakiś czas mało kto będzie pamiętał.
Gaja zachwyciła się śniegiem. Tu, gdzie mieszkamy wszystko odśnieżone, więc Gaja odśnieża parapety sklepów, ale największe źródło śniegu odkryła na zaparkowanym czerwonym samochodzie. Obowiązkowy punkt spacerów, żeby zebrać śnieg, a potem rozprószyć go niczym cukier puder w innym miejscu. Wyglądało to tak, jakby Gaja posypywała przyprawą ulubione danie. Ze względu na upodobanie Gai do śniegu rękawiczki wyglądają fatalnie i po spacerze są mokre. Odkryłam punkt z bardzo wygodnymi i ciepłymi rękawiczkami. Kupiłam sześć sztuk:). Nie będzie strachu, że nie ma w czym jej wypuścić na dwór. A i rękawiczki przypadły Gai do gustu, bo ich nie ściąga.

13.12.2009 niedziela
Mam zapaść jesienną - zimową, ogólnie to jedyne na co mam siły to spać…
Dziś harleyowi Mikołaje zbierali pieniądze na dzieci z domu dziecka. Gaja kręciła się z mną koło nich… podejść nie chciała, pieniążka do skarbonki wrzuciła ze strachem tak, że jej wypadł. Zdjęcia z Mikołajem nie udało się zrobić, bo dziecko się rozpłakało i chciało uciekać, gdzie pieprz rośnie.
Pewnie w święta Mikołaj tylko wejdzie i będzie musiał uciekać:).
Zgasiłam na chwilkę światło w pokoju, zrobiło się ciemno, a Gaja: noc!
Nasze dziecko w dalszym ciągu entuzjastycznie reaguje na zapalnie światła i dziękuje "niosącemu światło" bardzo entuzjastycznie.
Gaja ostatnio śpiewa: Jestem tu, jestem tu - taki motyw był w końcówce bajki Horton Hears a Who! a potem na tą nutę śpiewała piosnkę o oku i kangurze. Ostatnio wymyśla dużo swoich piosenek.
Pierwszy, malutki śnieg…
8.12.2009 to już 2 lata i miesiąc
Gaja dla odmiany złapała kwiaciarkę za rękę i ciągała w różne strony w znanych sobie celach.
Idę z Gają na spacer ku tacie. Spotykamy strażniczki miejskie. Gaja jest urzeczona ich mundurami, kamizelkami, pałkami. Zagaduje je, uśmiecha się. Panie pytają Gaję czy z nimi pójdzie i podają jej rękę. A co na to Gaja? Złapała dłoń jednej z pań i mi zrobiła:pa pa. Powiedziała jak ma na imię. Na pytanie ile ma lat wybuchnęła śmiechem i tak jej zostało. Boki zrywać, bo sytuacja była przesympatyczna.
Zresztą jak odprowadzam Gaję do babci i tak spontanicznie daję Gajce buziaka, Gaja mówi zaraz: pa, pa.

Słońce na spacer zabrało korek od syropu. W pewnym momencie znalazła się w mojej dłoni. Gaja odkryła zmianę właścicieli i powiedziała: Oddaj. Zdębiałam, że użyła takiego słowa.
Uczyliśmy Gaję mówić: pomóż - gdy miała problem, bo zazwyczaj wpadała w złość i niszczyła to, z czym sobie nie radziła. Stało się to jej ulubione słowo i woła do nas: pomoz… bo trzeba przesunąć krzesło, odkręcić korek i wiele innych… a nawet jak nogi mają ochotę być ponoszone na rękach.
Ciociu Jagodo dostaliśmy śliczną kartkę - DZI , DZI. Gaja nie mogła być wobec niej obojętna - dorysowała na niej kółka… i musiała sprawdzić oko Mikołaja, które ku jej zdziwieniu znalazło się w jej paluszkach. Oddała je natychmiast:)
77777777777777777777777
Gaja dziś to cudowne dziecko, nie znające marud, wymuszeń, płaczów i innych dodatków… maciek twierdzi, że wcześniej było tak ciężko, bo wyżynał się ząb, a teraz wyszedł jego spory kawał i dziecko jest spokojniejsze.Nie wiem, co o tym myśleć, ale jest cudownie.
Rano jak szłam z Gają, babcią i dziadkiem - babcia wdepnęła w kałużę. Gaja wyprowadziła babcię z kałuży tłumacząc, że się nie wchodzi w kałuże:). A w domu opatrywała ręczniczkiem tatowy place, który wystawał z dziurawej skarpetki. Boki zrywać.
Gaja realizuje się twórczo, maluje kółeczka, ale też upycha kredki w zgięcie fotela. Sprawdziła też ile moich długopisów mieści się w kozaku. Mogłaby być magikiem, bo wyciągała i wyciągała… ponad 10 pisadeł udało się jej schować w bucie i to nie w wersji stojącej, tylko leżącej.

06.12.2009 niedziela
Dziecko rano wygrzebało z brzuszka mikołajowego miśka prezent od Mikołaja: mambę i żelki. Zatrzęsło się mocno, rzuciło się na opakowanie mamby i w tempie światła wpakowało gumę do buzi, a po niej następną… Tata chciał edukować dziecko i uczyć postaw pro społecznych poprosił, żeby Gaja się z nami podzieliła prezentem… padły stanowcze, mocno podkreślane: Nie,nie, nie… Dosłownie jak u małej księżniczki…
Tata nalegał, dziecko: nie nie i nie, a nawet w płacz… bo co tu będą jej wyjadać takie cudowności, ale przełamało się i poczęstowało nas…
Przy żelkach to samo… byłam w szoku jak w tak krótkim czasie można zjeść cały worek 100 gramowych żelków. Co tam zjeść, połknąć, bo o gryzieniu nie było mowy. I tu znowu nudni rodzice uczący dziecko dzielenia się… Załapaliśmy się na środkowego żelka, co znikał jak tajfun. Nawet nie wiedziałam, że taka paczuszka jest tak pojemna. Gaja chwyciła ostatniego, prawie połknęła, zreflektowała się, wyjęła go z buzi i jak to ma w zwyczaju - kontemplowała jego smak, delektując się nieziemsko. Misiu bardzo zyskał w oczach dziecka. Po zjedzeniu wszystkiego od Mikołaja, Gaja na wszelki wypadek sprawdziła brzuszek miska, czy przypadkiem coś tam się jeszcze nie ukryło, pogłaskała go czule i przytuliła, bo dał jej tyle radości.
Rodzice uczyli Gajkę dzielenia się, więc sami musieli dać przykład. Swoje łupy mikołajkowe rozdzielili między siebie. Gajce dziś płynął chyba sam cukier w żyłach. Dziwię się jej, że od tych słodkości jej nie zemdliło.
05.12.2009 sobota
Gaja ostatnio uwielbia podskakiwać i biegać na jednej nodze.
Maciek wypatrzył wyklutego zęba na górnej szczęce, więc ostatnie zachowanie Gajki mogło być też związane ze wścieklizną zębową.
Gaja bawiła się we fryzjera, uczesała sobie grzywkę i założyła 3 opaski. Potem uczesała mnie mnie i Maćka.
Gaja tak zadomowiła się w ulubionym sklepie, że wczoraj jedną panią (często ją widujemy, więc Gaja ją dosyć dobrze zna) załapała za rękę, kazała jej ukucnąć i… zebrać z podłogi przyklejony brud…
Kilka dni temu Gaja przyłączyła się do biegnącej dwójki starszaków. Starszakom też spodobała się Gajka i biegali z nią, podskakując jak ona. Ciekawe było też, to, że jeden ze starszaków - dziewczynka dotknęła marchewki Gajki, którą miętoliła w ręce i dopytywała co to, patrząc z konsternacją. A my ostatnio na spacerze marchewkujemy, co wywołuje duże zaskoczenie spotkanych osób.





