30.11.2007 piątek
W nocy trochę pospałam. Mniej męczył mnie brzuszek… przerzucił się na mamę. Zaczął ją bolec mocno żołądek i teraz ona miała problemy ze spaniem:). Jak jej przeszło, to trochę pospała… a potem była zmiana i mnie zaczęły męczyć bączki.
Ale mam dziś gości: Ciocia Dorota z Igą i ciocia Ala. Mama dostała nawet poradnik jak zajmować się takimi maluszkami jak ja. Dobrze, że są instrukcje… obsługi:), bo bez tego ani rusz…
Dziś też wybrałyśmy się na spacer. Tym razem mama do pomocy wykorzystała ciocię Alę:). Ciocia założyła mi już 2 skarpetki, znosiła, wnosiła stelaż wózka i mnie woziła. Smacznie mi się spało więc chyba potrafiła:).
Wieczorem tata wiertarką ostro hałasował w pokoju, bo mocował półeczkę. Mama opatuliła mnie kocykiem, żeby hałas mnie nie wystraszył… ja w tym czasie się wierciłam jak piskorz… i gdy tata zaczął mocno hałasować w połowie wwiertu:) zasnęłam snem sprawiedliwego. Mama śmieje się, że będzie w nocy wiercić dziury, żeby mi się dobrze spało:).
Postęp: mama w czasie kąpania umyła mi włoski.
Jak tata podaje mi witaminę K i D zawsze smakuję to zdziwiona, co to może być… Po spożyciu robię wielkie i zdziwione oczy.
Jutro poznam babcię Stasię.
29.11.2007 czwartek
W nocy znowu bolał mnie brzuszek, rodzice wykorzystali wszystkie metody z poradników i nic… zdesperowani dali mi nawet smoczek (mój pierwszy smoczek). Czy pomógł…? Może trochę. Musimy kombinować. A swoją drogą to uspokajam się i zasypiam w pobliżu piersi mamy.
Wybrałyśmy się z mamą na spacer. Bez większych rewolucji udało nam się zejść ze schodów, ale mama jest z siebie dumna:). Babcia Jasia codziennie dopytuje się co u nas… fajnie, że się tak o nas troszczy.
Franek pomógł mamie wnieść stelaż wózka na II piętro. Serdeczne podziękowania!!!
28.11.2007 środa
Ale sobie w nocy pojadłam. Mama myślała, że jak położy mnie po karmieniu spać… to pośpię… oj myliła się:) około 6:00 dałam jej odetchnąć… pospała do 7:20… akurat na czesanie taty… jak ja się nauczę, to będę robić tacie dobieranego:)
Odwiedziła mnie po raz trzeci położna… mówi, że widać, że ładnie się rozwijam, bez ważenia widać, że przybieram. Pani powiedziała też, że mam ładną skórę i zaleciła mamie spacer. Ciekawe jak mama to wykombinuje… pewnie coś wymyśli, bo ma dużą motywację:)
Ciocia Edyta kupiła mi czerwoną sukienkę. Dziękuję.
A co tam u moich cioć z Ostródy? Jak tam Klaudyno idzie Ci na studiach (wózeczek czeka:)? Jak tam Paulino przed maturą? Trzymam za Was moje kciuki:) Mama zakłada mi na nie skarpetki, bo mam paznokcie co się zowie… Najlepsze są skarpetki luźne z długim ściągaczem… ciężej się ześlizgują, a moja rączka ma swobodę…
Mama to ciągle japoński turysta… chyba zacznę pobierać opłaty za zdjęcie…:) Żartuję…
Mama zabrała mnie dziś na spacer bez taty. Trochę się z tym opierała, bo te schody i tak dalej, ale ładnie jej poszło. Płakałam przed wyjściem, ale to dlatego, że miałam na sobie więcej ubranek… zresztą szybko przestałam.
Ogólnie to w dzień też słabo chce mi się spać…
Wieczorkiem poszliśmy jeszcze raz na spacer… mama uczyła się sama znosić wózek. Musiało to dziwnie wyglądać, jak tata przyglądał się jak mama dźwiga gondolę a potem stelaż… ale mama musiała potrenował też schodzenie. Wiadomo obie chcemy chodzić na spacery:). Ciekawe w jakim tempie mamie wyrobią się mięśnie:)…
Miałam dziś kolejnych gości: wujka Harrego z ciocią Anią i nie zapominajmy o cioci Martynce, która pomogą mamie wyjść ze mną na spacer.
27.11.2007 wtorek
Ale byłam spokojna w nocy… te kotleciki w mleku są spoko…
Rano rodzice wybrali się ze mną do lekarza, to była najkrótsza wizyta… pani powiedziała, że jestem ładnym chłopczykiem…:). Hm Gajek to brzmiałoby dziwnie…
Mama coraz lepiej daje sobie radę z ubieraniem. Uwielbia zakładać mi różowy sweterek z kapturem:)…
Nasi sąsiedzi obok, a raczej sąsiad - pierwszy raz zobaczył, że rodzice mają dziecko. Ciekawe co sobie pomyślał.
10:25 śpię, 14:00 śpię, 17:00 wstaję, 3:00 nie śpię, 5:00 nie śpię, 6:00 nie śpię… 7:00 mama śpi…:)
Kąpiel bajeczka, jeszcze popłakuję przy myciu głowy… bo co mam tak od razu przestać?
Tata stara się gdzie się da reklamować moją stronkę.
W sumie to odwiedzili ją łącznie ludzie z różnych kontynentów: dominuje Europa, ale było też wejście z USA i Japonii… Jak na razie systematycznie odwiedzają mnie ludzie z Bydgoszczy, Torunia, Warszawy i oczywiście Wielkiej Wyspy:). Pozdrawiam…
26.11.2007 poniedziałek
Po burzliwej nocy, pełnej wrażeń poszłam spać o 3:00. Ciekawe jak tata da radę w pracy, bo mama odespała to ze mną rano:).
Mama rano poleciała po chlebek, jedyny jej spacer do przyjścia taty z pracy… Mówi, że na dworze było prześlicznie, spotkała swój pierwszy śnieg. Wszystko jej się podobało.
Ciocia Gosia poradziła, żeby mama jadła mięsko gotowane i ziemniaczki, rosołek i makaron, reszta lepiej kiedy indziej… Oj ciężko trafić z jedzonkiem dobrym dla mojego brzuszka, rodzice muszą potrenować, aby trafić w to, co lubię…
Dziś pierwszy raz z mamą jesteśmy same w domku. Żeby się zbytnio nie przerażała robię to, co zwykle: jem i śpię, mama dodatkowo zmienia pieluszki.
Całuski dla taty:)
25.11.2007 niedziela
Co ja mam z tymi rodzicami. Swobodnie nie można pobączkować, bo od razu mają skojarzenia… Mama była smutna, że zjadła coś, co mnie doprowadziło do takiego stanu, ale kiedy puszczałam serię jak z karabinu… śmiałą się z tatą. Zresztą ja też miałam humorek… ważne, że nie bolał mnie brzuszek i smacznie sobie spałam w nocy. Babcia posunęła myśl, że może to być po cebulce…
Teraz sobie leżę z tatą… fajnie mam!!!
Ciekawa jestem tego wujka Kuby… rodzice przeczytali mi wpis do Księgi Gości. Coraz więcej wpisów od mojej rodzinki. Jestem jej bardzo ciekawa.
Miałam dziś gościa - wujka Macieja. Wujek zna się trochę na dzieciach, bo ma dwóch bratanków:).
Byłam dziś zdecydowanie spokojniejsza przy kąpieli (ale i tak płakałam) zwłaszcza, gdy mama trzymała mnie za rączki. Mama boi się jeszcze mnie kapać, żebym jej nie wyślizgnęła się z rąk i nie zakrztusiła wodą. Tata ma stabilniejszy i pewniejszy chwyt…
24.11.2007 sobota
W nocy jadłam jak przystało na Smoczycę, ani mi w głowie spać. Po piątym przyssaniu do piersi ulało mi się wszystko, co tak cierpliwie i długo jadłam. Mama i ja byłyśmy całe w mleczku, a raczej w rzecze pełnej mleczka, ale bardzo się po tym uspokoiłam… i zjadłam szósty raz, bo co mam iść spać z pustym żołądkiem:). Niech nikt się nie martwi moim ulewaniem, to normalne u takich maluchów jak ja, mój układ trawienny dopiero się kształtuje. Rodzice zadecydowali o wyeliminowaniu z mojej garderoby najmniejszych śpioszków, bo niby wszystko jest ok, ale jedna noga jest zgięta, bo nie nie ma miejsca.
Tata oczyścił mi rano nosek i od razu lepiej się oddycha.
Fajni ci moi rodzice całują mnie (tata gliga mnie swoimi wąsami, ale lubię to), przytulają. Najlepiej zasypia mi się przy piersi mamy i na brzuszku taty.
Tata śmiał się dziś, że jestem ich eksperymentem… i nakręcą film: Eksperyment II.
Rodzice znowu zabrali mnie na spacer. Smacznie sobie spałam. Byłam nawet w sklepie u "Dziadka Jacka". Tylko na chwilkę, ale zawsze…
Najczęściej uaktywniam się około godziny 16:00. Mama wtedy czyta mi rożne bajeczki. Dziś była bajka lapońska.
Tata tworzy w drugim pokoju półkę na moje rzeczy.
Wieczorkiem puszczam bączki… jak to wieczorkiem. Robienie kupek to duży wysiłek, muszę się nastękać, nawymachiwać rączkami, nóżkami. Mam śmieje się, że w takich sytuacjach wyglądam jakbym szykowała się do jazdy sankami …
23.11.2007 piątek
Z rodzicami byłam u pani doktor. Pani usłyszała, że mam katarek i sapkę. Zaleciła zakup pewnej rurki i sól fizjologiczną w sprayu… ale i tak kicham, kiedy mój nosek zechce, a nie kiedy sól jest w moim nosku. Czasem odkichuję ten zielony katarek… co niepokoi mamę (że go mam). W sumie ta mama to jak na mój gust chodzi zmęczona i w nocy zasypia przy moim karmieniu, ale nie martwice się zjadam tyle ile chcę. Najczęściej przy jednym posiłku wypijam mleczko 5 - 6 razy. Już rodzice wiedzą, że popłakuję, bo jestem głodna, ale dzięki temu rosnę, co cieszy rodziców, panią doktor. Zresztą pani doktor nie szczędziła nade mną zachwytów. Kolejna kontrola mojego zdrówka we wtorek. Pani doktor zaleciła mamie zjadanie witaminek. Słusznie, bo coś ta mama chudnie i taka lata, jakby była na niezniszczalne baterie…
Kąpiel jeszcze jest nie fajna, ale jak tata bierze mnie pod brzuszek momentalnie przestaję płakać.
Rodzice ciągle czytają o różnych szczepionkach. W sumie jest ich tyle, że ho ho… bądź tu mądrym…
Rodziców i mnie (oczywiście!) odwiedziła ciocia Ala z Warszawy, ale się mama nagadała, że potem już bolała ją buzia… wiadomo jak to spotkają się koleżanki, to nagadać się nie mogą:). Mama co chwila jej przerywała i robiła dygresje, że trudno było sobie przypomnieć o czym było na początku… trochę się temu przysłuchiwałam, ale… potem poszłam spać. Dużo rozmawiały o moich narodzinach.
Mama pochwaliła się mną pani z jej ulubionego sklepu. Chyba ją polubię, bo bardzo zachwycała się moim imieniem:).
Tata zmodernizował kuchnię, zawiesił okap, ciekawe jak się sprawdzi.
Jeszcze coś o tacie. Znalazł na forum wątek o dziewczynce, która mieszka w pokoju, gdzie po napaleniu jest 15 stopni… my w domu mamy saunę:0).
Nie mogę się doczekać kiedy poznam swoją rodzinkę. Pewnie są fajni.
22.11.2007 czwartek
W nocy, jak mama nakarmiła mnie 5 razy pod rząd przy jednym posiłku, byłam usatysfakcjonowana i poszłam dalej spać. Tak więc rodzice odkryli, że płaczę, bo w nocy wychodzi ze mnie Smoczyca, która mnie może się najeść… i to, co starcza mi w dzień, zdecydowanie jest za mało w nocy…

Była dziś u mnie położna, powiedziała, że ładnie się rozwijam i rosnę, bo mam już podwójny podbródek:). Na jej gust mogę z rodzicami spokojnie iść na spacer… Rodzice długo nie czekali, było to dla nich wielkie wydarzenie… ja sobie smacznie spałam. Rodzice na pierwszym spacerze szli taka trasą: ulice - Chełmińska, Szeroka, Podmurna (do nowo powstającej Klepki i z powrotem), Królowej Jadwigi, Nowy Rynek, okolice Młyna, Przedzamcze, Szeroka, Chełmińska. Dziś mama wnosiła gondolę ze mną na górę a tata stelaż wózka. Mama musi potrenować.
Teraz sobie słodko śpię na brzuszku taty, a kilka chwil wcześniej mama czytała mi Złotą Kaczkę i Tony Halika. Chętnie słucham. Od Pana Tomka dostałam dziś grzechotkę, która mnie zainteresowała:).
21.11.2007 środa
Mogę lepiej oddychać. Mam jeszcze katarek, ale jest lepiej. Pomogły chyba życzenia zdrowia do cioci Ali.
W nocy okropnie bolał mnie brzuszek. Rodzice robili wszystko, co zalecają podręczniki: masaż brzuszka, nagrzewanie go, przybliżanie nóżek do brzuszka, przytulanie, karmienie (mama nie podawała mi już tej pierwszej laktozy), leżenie na brzuszku. Po kilku godzinach zmagań zasnęłam może ok. 3.00 nad ranem. Miałam okazję pokazać jak płaczę i poćwiczyć płucka. Fajnie, że rodzicom udało się mi pomóc. Rodzice muszą zweryfikować menu mamy, bo było tam coś, co mi zaszkodziło… Mama zacznie też pić herbatkę koperkową. Taki ten mój brzuszek. Podobny do mamy, bo ona też się na niego skarży:).
Chyba rosnę, bo rodzicom wydaje się, że śpioszki są przykrótkie w nóżkach. Niedługo zrobią wielką selekcję. A swoją drogą to fajne mam ubranka.
Jestem coraz bardziej aktywna w ciągu dnia. To już nie ta Gajka, kiedy była ciocia Dorota. Dopominam się uwagi mamy i taty. Mama skończyła mi dziś czytać Kopciuszka. (Chyba jest słabo wyspana:). Byłam nawet zainteresowana.
Mama zachowuje się jak japoński turysta i robi mi codziennie miliony zdjęć:).
Tata poszukuje informacji o szczepionkach… próbuje oddzielić sensowne treści od reklamy i propagandy.
Mama dziś wyszła na spacerek, został ze mną tata. Sprawdza się:). Fajnie się zasypia w jego obecności.
Rodzice zastosowali wczoraj pewne modyfikacje kąpielowe. Na czas jej trwania stawiają promiennik. Wczoraj patrzyłam na niego z wielkim zaciekawieniem. Oczywiście jak rodzice zaczęli mnie rozbierać, instynktownie czułam, co chcą mi zrobić… i zaczęłam wygłaszać swój sprzeciw…
20.11.2007 wtorek
W nocy karmił mnie tata piersią mamy:) Mama spała i nic nie pamięta:).
Mam dokuczliwy katar. Idziemy na 13:00 do lekarza. Położna załatwiła, że wejdziemy z rodzicami do poradni dzieci zdrowych.
Pani dr nic nie wykryła, a ja nie miałam akurat w przychodni kataru. Tata zauważył, że nie zmierzono mi nawet temperatury… Mamy iść w piątek na kontrolę. Choć tata chce poszukać innego specjalisty. Wszystko to jest zakręcone. Dziś ważyłam 3700 z okładem. Przybieram na wadze. A pani dr zaleciła spacer po ok. 2 tygodniach. Sprzeczność informacji jak w szpitalu… każdy mówił mamie coś innego.
Od dziś też figuruję w aktach, mam swój własny akt urodzenia. Dziękuję cioci Eli za pomoc w załatwieniu przez rodziców formalności.
Dla ulgi w oddychaniu mam smarowane pod noskiem maścią majerankową.
Coraz częściej jem.
19.11.2007 poniedziałek

Masz pierwszy rodzinny spacer w wózku. Do Poradni Patologii Noworodka pojechaliśmy taksówką i z powrotem też. Bilirubina jeszcze siedzi, ale pani nie panikowała. Wagę mam na tym samym poziomie, co przy wyjściu ze szpitala, ale panie stwierdziły, że jak była wtedy ważona, mogłam być po karmieniu i przed kupką. Mama potwierdza, że tak. Panie uspokoiły rodziców, że nie wyglądam na niedokarmioną i jak na razie jest dobrze. Następna wizyta na początek grudnia. Ładnie w tej poradni i panie takie sympatyczne. Ogólnie to jestem dzielna, bo mało płakałam, szybko się uspokoiłam. (Po mnie weszło kolejne dzieciątko i bardzo płakało). Tacie idzie lepiej ściąganie mi body z rączek i główki. Przy badanu słuchawkami byłam tak spokojniutka jak dziadek Władek podczas badań…
Rodzice nawet sprawnie wyszli z domu, mieli tylko 5-cio minutowe opóźnienie w stosunku do zaplanowanego czasu.
Panie uznały, że mogę chodzić na spacery, jest to wręcz wskazane, bo jest w miarę ciepło. Rodzice obwieźli mnie więc po powrocie na starówkę trasą: Piekarnia (pani sprzedawczyni wyszła mnie zobaczyć), Szewska, Chełmińska (dookoła naszej kamienicy).
Jestem coraz bardziej aktywna w dzień i w nocy:). Można mi zrobić coraz więcej zdjęć z otwartymi oczkami.
Odwiedziła mnie dziś ciocia Dorota z Martynką… jednak bardzo chciało mi się spać:). Już robiłam zmyłkę, że wstaję, ale zaraz szłam spać. Jak ciocia poszła trochę pojadłam.
Męczy mnie katarek.
Odpadł mi pępuszek.
18.11.2007 niedziela
Mama twierdzi, że marszczę czoło tak jak ona:). Miałam dziś pierwszych gości: Asię i Marcina. Asia nie mgła uwierzyć, że jestem taka malutka…
Rodzicom jest ciężko, jest tyle sytuacji, kiedy mogą mnie skrzywdzić, to bardzo obciąża… A przecież chcą dla mnie jak najlepiej.
Byłam dziś nawet bardzo aktywna w pewnej części dnia. Ogólnie to prawie wcale nie płaczę… no chyba, że przy kąpieli, bo się oswajam z wodą…
Mama czytała mi dziś II część Kopciuszka. Stanęła na tym, że wróżka szykuje mu strój i karocę…
17.11.2007 sobota
Znowu przez dłuższą część nocy popłakiwałam, bo bolał mnie brzuszek. Rodzice już powoli uczą się jak mi ulżyć.
Mama obudziła się o 9:20 rano przerażona, że od 1:00 w nocy mnie nie karmiła. Tata ją uspokoił, że robiła to w nocy, tylko od razu jak dawała mi pierś zasypiała… och ta mama nic nie pamięta. Tata zazdrości jej błyskawicznego snu, bo sam czuwa i się nie wysypia:).
Mama poszła na pierwszy spacer, ile ubranek mi kupiła, musiała chyba odreagować to, że w szpitalu nie miała takiej możliwości.
Tata też robi dużo zakupów dla mnie, szuka pieluszek, spirytusu do pępka, witamin itp.
A ja sobie słodko śpię.
Wczoraj tata odebrał z poczty gazety od cioci Edyty dotyczące pielęgnacji takich kruszynek jak ja. Rodzicom bardzo się podobały. Wszystko w jednym… ciocia Martynka z nich też korzysta i polecała je rodzicom.
Kiedy wysuwam języczek z buźki to daję sygnał, że chcę jeść.
Kiedy się prężę i wyciągam, usta układam w kształt literki "o" to robię kupkę…
Rodzice uczą się mnie, i mojego języka - nieźle im idzie.
Dziś moja pierwsza kąpiel w wykonaniu rodziców, a raczej taty. Trochę płakałam, ale spodobało mi się kiedy tata trzymał mnie pod brzusiem i polewał plecy wodą… niedługo się przyzwyczaję, przecież do tej pory pielęgniarki kąpały mnie pod kranem… więc było to średnio przyjemne…
16.11.2007 piątek
Moja pierwsza kąpiel pod okiem położnej. Płaczę, ale może polubię wodę.
Dziś jem i śpię. Podoba mi się w domku. Słucham Trójki, rodzice o mnie dbają. Jest fajnie.
Mama się trochę martwi, bo b. dużo śpię, musi mnie wręcz budzić na karmienie. Babcia Jasia powiedziała mamie, że ciocia Gosia i chyba Ela też tak długo spały… i żeby się nie martwiła, ale mamy chyba już po to są…
Tata, biedaczek, dużo biega po mieście załatwiając różne sprawy związane ze mną.
Dziś ukazało się moje zdjęcie w Gazecie Wyborczej.
Tata zarejestrował mnie na 19.12.2007 na usg bioderek.
Mama na razie stara się nie używać nic żółtego, żeby nie wywoływać bilirubiny… to przesądy, ale czasem trzeba ich trochę w naszym życiu.
15.11.2007 czwartek
Bilirubina spada więc ok. 15:00 z Dziadem Jacem wracam do domku. Jedzie bardzo ostrożnie, bo ja jestem Skarbem moich rodziców.
Tata mnie przebiera, ubiera. Nieźle sobie radzi. Dużo z nim rozmawiam. Fajny ten tata. Wieczorem dużo płaczę, mam gazy i boli mnie brzuszek. Tata masuje mi brzuszek. Około 1:00 zasypiam. Mama już pada na nos. Jak tata mnie przebierał próbowała mu pomóc, ale zasnęła na mojej poduszce:). Ach ta mama.
12.11.2007 poniedziałek - 14.11.2007 środa
Dni zlewają się w jedno. Mama karmi, naświetla, teraz też plecki. Ja jestem grzeczna i kochana. Tata codziennie nas odwiedza, czasem ukradkiem wdepnie do mnie na chwilę. Moja bilirubina skacze, raz wzrasta, raz spada. Nie wiem kiedy pójdziemy do domu. Mama, żeby wszystkiego dobrze się nauczyć pyta o wszystko. Mi robią badania, mam pokłutą rączkę, ale jestem bardzo dzielna.
Strzelam do mamy, żeby jej nie było smutno, różne fajne minki.
Mamy nową współlokatorkę Małgosię z mamą. Gosia jest prawie tak grzeczna jak ja.
W środę wieczorem zabrali inkubator. Będę spała bez niego, lekarze zaobserwują, jak tam moja bilirubina.
Pierwszy raz mi się ulało. Mam nie zostawia mnie już na chwilkę, bo boi się, żebym się nie udusiła. Kiedy mama idzie coś załatwić, pani Iwonka od Gosi czuwa nade mną. Fajna ta pani Iwonka.
Mam jest już tak zmęczona, że nad ranem ze zdziwieniem zobaczyła, że leżę z nią w jednym łóżku, a przed snem położyła mnie do "łóżeczka", bo obawiała się, że może mnie zgnieść. Mama do tej pory nie wie jak się tam znalazłam:).
Moja bilirubina spadła do 9 z kawałkiem, więc pani doktor (bardzo sympatyczna) powiedziała, że mogę jechać do domu. Mama nie mogła uwierzyć… bo wczoraj jej koleżanka miała wyjść, była już spakowana i lekarze na godzinę przed wyjściem znaleźli u jej dziewczynki (też kudłatej) jakieś schorzenie…
O 15:00 tata z "Dziadem Jacem" samochodem marki citroen berlingo, ciemnogranatowy diesel (moja pierwsza przejażdżka więc warto pamiętać) odwieźli mnie do domu. Na dworze było około 0 stopni.
W domku mocno popłakiwałam i kręciłam się, bo bolał mnie brzuszek, tata szukał w internecie patentów na gazy. Aby mi pomóc przyciskał moje nóżki do brzuszka. Około 1:00 w nocy udało się to opanować… i pospałyśmy do rana. Mama obudziła się o 5:00 i mnie nakarmiła. Ogólnie to śpię… Mama się martwi. Babcia Jasia powiedziała jej, że nie ma czym, bo mama jak była mała tez tak spała. To trochę mamę uspokoiło.
11.11.2007 niedziela
Dziś mamie też smutno, bo jednak zamieszkam na troszkę w inkubatorze. Mama jest przerażona, kiedy rzucam się w nim od ściany do ściany. Okazało się, że to z powodu zbyt wysokiej temperatury, skoczyła do 40 stopni, a optymalna to 30-33. Pielęgniarka pokazała mamie co i jak i poszła sobie. Temperatura miała spadać, a rosła. Mama była przerażona, ale dzielnie się spisała, uratowała mnie. Panie coś naprawiały w inkubatorze i później ja znowu słodko sobie w nim spałam.
Tata tęskni za mną, mama robi mu dużo zdjęć i nakręca filmiki.
Mama coraz lepiej mnie przewija i karmi.
10.11.2007 sobota
Krytyczny dzień dla mamy. Mama myślała, że pójdziemy dziś do domu, ale szykuje się chyba inkubator. Dodatkowo mama ma nawał pokarmu, nie wie jak sobie radzić, podpytuje inne dziewczyny co robić. Tata przywozi kapuchę… a ja dużo śpię. Nowa sąsiadka obok ciągle płacze i je, a ja ciągle śpię i czasem jem… Mama jak spotyka się z tatą, co chwila do mnie przychodzi sprawdzać, czy to ja płaczę, a ja grzecznie sobie śpię.
9.11.2007 piątek
Jestem grzeczna, mało płacze… uczę się jeść, tak jak mama karmić.
Dziś byłyśmy same w pokoju, bo osoba obok źle sie poczuła i musieli jej pomóc.
Mama zasnęła ze mną na łóżku.
8.11.2007 czwartek
Już wiecie, to dzień moich narodzin. Miało to miejsce o 12:50 w szpitalu na Bielanach. Moje narodziny przyjmowała bardzo sympatyczna położna pani Justyna Dehl. Ważyłam 3560 g i mierzyłam 53 centymetry. Przy porodzie był mój tata, który sfilmował mnie i pstrykał zdjęcia zaraz po porodzie. Rodzice byli bardzo wzruszeni. Wszystko odbyło sie bez komplikacji. Dostałam 9 punktów w skali Apgar.
W szpitalu zamieszkałam z mamą w pokoju nr 13. Mama była trochę nieporadna, ale szybko się uczy. O wiele rzeczy podpytała ciocię Kamilę, która kilka sal obok mieszkała ze swoim synkiem Jeremim (mamie bardzo spodobało się to imię).
Jestem śliczna, mam czarne, kudłate włoski i strzelam śmieszne minki.