Dziennik Gai 2007.12

30.12.2007 niedziela

Rodzie nie darowali Klaudynce i pomogli jej zdobyć kolejną odznakę harcerską - zmieniacza pieluszek. Dobrze jej poszło ale nie rozumiem, czemu się tak krzywiła.
Byłam dziś na bardzo długim spacerze, ponad 2 godziny. Podziwiałam park bydgoski.

29.12.2007 sobota

Przyjechała moja siostra Klaudynka (tak to wychodzi wg różnych konotacji rodzinnych). Mama uznała więc, że mam już liczne rodzeństwo, bo jeszcze Paulina, Monika, Paweł. Muszą się tylko zmobilizować, żeby, kiedy już będę latać chodzić ze mną do piaskownicy (niech wtedy mają lepiej swoje wiaderko). Klaudynka usiłowała mi czytać o głoskach zwartoszczelinowych, ale obie się znudziłyśmy, wolę już kąpiele:).

28.12.2007 piątek

Gości, ze ho ho. Mam pluszaka - żyrafo - hipopotama- krowę:)

27.12.2007 po świętach - czwartek

Zapatrzyłam się zafascynowana na aniołka - grzechotkę z maty edukacyjnej. Mama pozawieszała mi tam też trochę innych grzechotek, więc co jakiś czas trącam którąś i przez chwilkę nasłuchuję, co to za dźwięki.
Dostaję swoje pierwsze kartki świąteczne - na kopercie nadawcy dopisują też moje imię. Mama myśli o umieszczeniu mojego imienia na tabliczce przed drzwiami.
Na spacerze byłam dziś z mamą… ale dużo fajnych rzeczy jest na świecie, patrze na to swoimi wielkimi oczyma…
Odwiedziła mnie dziś ciocia Agnieszka - chyba się lubimy, bo ciocia chciała prowadzić ze mną wózek, trzymać mnie na rękach. Nawet nie myślałam o płakaniu… i miło spędzałam sobie czas.
Tata dla żartu częstował mnie paluszkiem… mój języczek na jego widok latał zadowolony.
Tak mi fajnie z tymi rodzicami, że się do nich dużo uśmiecham.
Muszę nadrobić wczorajszy mniejszy apetyt i dziś jem prawie co godzinę. Mama się cieszy, bo nie mam nawału w piersiach.
Ciocia Ania i wujek Krzyś przysłali mi fajny prezent - gryzak i skarpetki… będziemy się stroić:). Dziękuję.
Moim babciom życzę zdrówka, bo albo gardełko/kaszel albo ząbek - wracajcie szybko do zdrowia.

25/26.12.2007 I i II dzień świąt

Każdy dzień jest bogaty w spacery, wiadomo tata w domu i łatwiej latać po schodach z wózkiem. Tata myśli o zakupie nosidełka dla takich maluchów jak ja, żeby mamie było łatwiej spacerować. Tata licytował kilka, ale nie udało się na razie.
Nowe smaki są fajne, nie mam po nich żadnych rewolucji, a drugiego dnia świąt jest mi tak dobrze, że prawie cały czas śpię… rodzice kontrolują czy oddycham, bo to dla nich od dłuższego czasu nowa sytuacja. Tata śmieje się,z ę to po makowcu.
Mama czyta mi trochę przygód "Blondynki na Kubie". Tata twierdzi, że to nie dla mnie, bo jestem brunetką:)
Jestem już tak silna, że podczas kąpieli sama zapieram się rączkami jak tata kąpie mnie w pozycji klęczącej (tylko taka lubię). Ogólnie jak chwycę, to trzymam mocno, tacie wyrwałam nawet garść włosów.
Wieczorem zebrało mi się na rozmowy - rodzice nazywają to gaworzeniem i słuchają z zachwytem.

24.12.2007 Wigilia

Pomagałam mamie robić kartki świąteczne, ale przez większość czasu wolałam się bawić z mamą.
Przed wieczerzą wigilijną poszłam z rodzicami na spacer nad Wisłę. Jaki most samochodowy nocą jest piękny.
Poznałam nowe smaki: barszcz, ryba w cieście. Nawet przypadły mi do gustu.
Wieczorem włączyła mi się marudka i do drugiej nie chciałam spać, o czym nie omieszkałam płaczem poinformować świata.
Od cioci Edyty i wujka Piotra dostałam matę edukacyjną z kurczaczkiem. Probuję zrozumieć o co w niej chodzi, coś tam trzeszczy, świeci, dzwoni… Oj ile nauki:) Dziękuję.

22.12.2007 sobota - 23.12.2007 niedziela

Mama nie pamięta, ale pewnie było fajnie, bo jest też tata.

21.12.2007 piątek

Przyszła ciocia Agnieszka pomóc mamie w wygrzebaniu się na spacer. Mama zauważyła, że gondola ze mną zrobiła się zdecydowanie cięższa, mama ledwo weszła na górę. Tata zważył mnie wieczorem i wyszło, że ważę ok. 580 (ale z pampersem przed zmianą). Cóż z gondolą może być tego około 10 kg + stelaż.

20.12.2007 czwartek

Mama do drugiej (potem to chyba już straciła świadomość:) usypiała mnie smoczkiem, tzn. trzymała go palcem, żeby nie wypadł, bo kiedy to się działo natychmiast włączałam syrenę alarmową. Polubiłam ten mój smoczek.
Dziś odwiedziła mnie ciocia Agnieszka - tak słodko mnie uśpiła, że spałam około godziny. Brzuszek mi już tak nie dokucza. Mama jest szczęśliwa. Tata myśli o zakupie najzwyklejszego fotelika (tak szybko rosnę, że inny niepotrzebny, a samochodu i tak nie mamy) dla dzieci, żeby mama mogła mnie zabierać do kuchni i do drugiego pokoju, podobno w inne strefy klimatyczne:).

19.12.2007 środa

Ostatnio wieczorem pokrzykuję sobie bez przerwy, bo jestem ciekawa jakie metody znajdą rodzice na mój płacz. Dałam im spokój o 2:00. Dobrze, ze tata wziął na dziś dzień opieki, bo poszedłby nieprzytomny do pracy.
Byliśmy na USG (inne dzieci są noszone w nosidełkach, ja wyrosłabym z niego tak szybko, że hej). Prawe bioderko jest ok, lewe do usztywnienia. Z wrażenia sympatycznemu lekarzowi nasikałam na miejsce badania. Tata powiedział: tak trzymać:).
Przez to, ze tata była dziś w domu cały dzień zaliczyłam długi, fajny spacer i dałam rodzicom chwilę oddechu, bo spałam jak aniołek. Ale wieczorem muszą mieć zajęcie:).
Od dziś chodzę z dodatkową pieluszką i mam być rozkraczona jak żaba.

18.12.2007 wtorek

Tak o 3:00 mocno zgłodniałam i co chwilę domagałam się jedzenia do 5:00 rano. Mamie trochę wysiadł kręgosłup, boli ją i ma problem z określonymi wygibasami… więc znoszenie wózka do czasu powrotu sytuacji do normy odpada.
Tak od rana popłakuję z powodu kolki. To lepsza pora niż noc:). Czasem uspokaja mnie, a raczej zaciekawia i na chwile odwraca uwagę, zajączek z dzwonkiem w brzuchu, który dostałam od babci.

17.12.2007 poniedziałek

Obija się ta mama z pisaniem… ale wiem czemu, zajmuje się mną - to nakarmi, przebierze, zmieni pieluszkę, ulula itp, itd.
Mama chwilowo nie ma siły i nastroju na samotne znoszenie wózka i czeka na powrót taty, żeby iść na spacer… a jak już pójdziemy to jest super.

16.12.2007 niedziela

Jak byli goście to musiałam pokazać jak czuję się super i świetnie spałam… jak tylko goście poszli mój brzuszek obudził się ze snu i chciało mu się długo płakać.

15.12.2007 sobota

Jak mama z tatą idą na spacer to każde z nich chce wieźć wózek:).
Fajnie się leży u taty, bo ma długie nogi…
Mama znowu zrobiła przegląd szafy, bo na spacer dała mi śliczny misiowy kombinezonik, w którym tonęłam po wyjściu ze szpital (rodzice ubrali mi inny) a dziś okazał się za krótki. Ale tak to bywa z ubrankami - kurczą się.

14.12.2007 piątek

Nuda… przespałam noc, a mama się cieszy jak mysz do sera:)
Byłyśmy na spacerze i sąsiad z góry (od fajnych 2 piesków) wniósł mamie stelaż na półpiętro.
Ogólnie to cały dzień oczekiwałam od mamy uwagi. Mama jest szczęśliwa bo może sobie pozwolić na luksus zjedzenia jabłka, wcześniej podejrzewała, że po tym boli mnie brzuszek, ale wyszło, że nie.
Kolejne ubranka robią się za małe…

13.12.2007 czwartek

Mama jest zmęczona i słabo pamięta, co się działo. Jedno jest pewne, spałam w nocy!!!

12.12.2007 środa

W nocy spałam jak aniołek… ale ta mama mi nie wierzyła i co otwierałam oczy myślała: "Zaraz będzie koncert… " a ja nie miałam ochoty śpiewać…, ćwiczyć płuc…
Już mam swój numer pesel… w Ostródzie:).
Mama wybrała się ze mną na spacer. Nastękała się na tych schodach, ale dała radę. Swoją drogą mamy to siłaczki, bo wiele z nich musi sforsować multum schodów, aby wyjść na spacer. Mrugam do nich uśmiechem, bo wiem, że to nie jest łatwe.

11.12.2007 wtorek

Podobno jak się uśmiecham, to śmieją mi się też oczy…
Zasnęłam sobie koło 2-3:). Tata śmiał się (chyba z rezygnacji, że się wyśpi. Wstaje o 7:00).
W mamie odzywa się zew fryzjera i co patrzy na moje włoski miałaby ochotę je z tyłu wyrównać… dobrze, że tylko o tym myśli a nie wciela tego w czyn:)
Mama wieczorem wyciągnęła tatę na spacer. Biedak był zmęczony, ale chętne/namawiany poszedł:)

10.12.2007 poniedziałek

ładnie spałam, żeby zebrać siły na noc:). Tata myśli nad skonstruowaniem bujawki (tak się mówiło w warmińsko - mazurskim za czasów mamy dzieciństwa) dla mnie, bo to szybko mnie uspokaja.
Mama odkryła, że śpioszki, które czekają, aż przybiorę na wadze stają się ciasnawe… szybko zrobiła przegląd moich ubranek… "Bo ja rosnę i rosnę, latem zimą na wiosnę i niedługo przerosnę, mamę (to na pewno), tatę (lepiej nie) i sosnę (oj to byłoby straszne)…"
Dziś poznałam ciąg dalszy przygód Emila… rączką otwieram kartki… no może stukam i z tego same się przewrócą. Zaczęłam sobie też fajnie gulgać.

9.12.2007 niedziela

W nocy męczył mnie brzuszek. Rodzice przytulali, masowali, cudawiali:) i udało się trochę mi pomoc około 3:00.
Nie wiem jak to się dzieje, ale dzień rozpoczynamy pod wieczór:)… a ten tak szybko się kończy.
Byłam dziś na spacerze… i dobrze mi się spało. Rodzice, żebym nie płakała z przegrzania, ubierali mnie w chłodnym pokoju.
Tata nie będzie przebierał się za Mikołaja, żeby nie straszyć dzieci:)

8.12.2007 sobota

Przespałam dziś całą noc (no tak… coś w międzyczasie jadłam). Rodzice zaczęli podawać mi na gazy infacol i to bardzo pomaga, choć jak mama na to patrzy to wydaje się jej, że podje mi klej do tapet:).
Odwiedziła mnie babcia Jasia, dziadek Władek i Paulina. Potrzymali mnie na rękach, ja się do nich pouśmiechałam, połypałam swoimi ciemnymi oczkami. Było sympatycznie. Nie pomachałam im do pociągu, bo tak zgłodniałam na spacerze, że pod domem załączyłam syrenę alarmową.
Skończyły mi się też malutkie pampersy, teraz używam innej marki… trzeba robić w życiu zmiany:).
Kąpanie jest coraz przyjemniejsze, już nie płaczę… a witaminki połykam zawsze ze zdziwioną minką - Co to?
Rodzice byli ciekawi ile urosłam od ostatniego czasu i po miesiącu (DZIŚ SKOŃCZYŁAM 1 MIESIĄC) zrobili mi porównawcze zdjęcie z tłuczkiem i książką. Trochę mi się urosło:). Miałam też dziś manicure, choć nikt nie chciał pomalować moich fajnych, długich paznokci.

7.12.2007 piątek

Ale mama dziś szczęśliwa, bo sobie pospała… i ja też.
Mama czyta mi dziś Emila ze Smallandii… fajnie się zasypia przy książeczkach.
Jutro skończę miesiąc… będą zdjęcia porównawcze wzrostu z tłuczkiem:)…
Spacerek sobie odpuściłyśmy bo pada.

6.12.2007 czwartek

W nocy spałam od 1:00 do 3:30. Mamie pozwoliłam pospać od 6.30:)… ale i tak nie długo bo byłam rano niespokojna.
Na dworze jest tak ciepło - 8°C, że mama w te pędy wykorzystała pogodę na spacer. Sama poradziła sobie z wózkiem.

5.12.2007 środa

W nocy budziłam się na karmienie, więc dałam rodzicom pospać. Ale i tak rytuałem jest wstawanie ok.11.00.

4.12.2007 wtorek

Dziś też w nocy nie chciało mi się spać, postękiwałam, byłam co chwilkę głodna. Mama nawet nie jest w stanie określić, czy nie spałą do 3:00 czy budziła się co chwilę. Rano też byłam niespokojna, wstałyśmy o 10:00.
Odwiedziła nas ciocia Dorota z Mikołajem. Mikołaj zaglądał do mnie czy się już obudziłam. Założył mi nawet skarpetkę:) Jak na czwartoklasistę nieźle sobie dał radę. Ciekawe czy za kilka lat będzie chciał nauczyć mnie gry w piłkę… Myślę, że jest w tym dobry i fajnie by było. W czasie ich wizyty nawet się obudziłam i połypałam na swoich gości spod oka.
Mamę trochę nosiło, bo poprzestawiała.
Jak tata wrócił z pracy wyszliśmy na spacer. Mama nie czuła się na silach by dźwigać dziś wózek.
W trakcie obiadu rodziców tak przyssałam się do mleczka, że mama jadła obiad lewą ręką, bo jakby poczekała aż skończę byłby zimny.
Być może w sobotę, przy dobrych wiatrach przyjedzie babcia Jasia z dziadkiem Władkiem.
Byłam też na spacerze. Na mieście są już choinki. W tym roku będą moje pierwsze święta.
Po kąpieli pomyliłam pieluszkę z ręcznikiem, więc rodzice kąpali mnie 2 raz:).

3.12.2007 poniedziałek

Tak w nocy nie wiedziałam, czy jeść, czy się bawić… ale ta mama nie bardzo była skora do zabaw… nie rozumiem, prawie by z tatą zaspała na wizytę u pediatry na 9:45. Mama miała nastawiony budzik, ale jak zadzwonił przestawiła go 20 minut później, jak zadzwonił to go zignorowała i przysnęła.
U pani dr trochę płakałam, ale szybko się uspokoiłam, zwłaszcza gdy przytuliła mnie mama. Przybieram na wadze dzięki mleczku mamy, którego czasem jest aż nadto. Ważę już 4300 g.
Pierwszy raz jechałam dziś autobusem, ale rodzice uznali po 2-3 przystankach, że wysiadają, bo jeden pan kaszlał i nie chcieli mnie narażać. Spacerowaliśmy miejscami, które często rodzice odwiedzali na początku swojej znajomości, mieli więc podróż sentymentalną.
Zauważyłam, że robię się coraz bardziej głodna.

2.12.2007 niedziela

Ale sobie pospałam… nie chciało mi się w nocy imprezować… piłam sobie tylko mleczko. Rodzicom pewnie wydawało się, że śnią… choć nie rozumiem jednego, mogli sobie pospać w nocy, a i tak z łóżek zwlekli się koło 11:00… pewnie i tak za mało mieli snu:).
Dziś pojechała babcia Stasia. Posiedziałam trochę na jej rękach… ale jakoś tak mi zawsze tęskno do rodziców.
Pojechałam swoim fajnym wózkiem klasy S:) odprowadzić babcię na dworzec. Trochę mi było ciężko, bo przed samym wyjściem zachciało mi się jeść. Trochę się dałam nabrać na smoczka, ale taka głupiutka to nie jestem i umiem odróżnić cycka od smoka. Zrobiałm rodzicom za to awanturę… i do domu lecieli biegiem… jak pojadłam to im wybaczyłam:). Niech sobie nie myślą…:). Na dworcu nie bardzo stałam w swojej limuzynie koło babci, bo ludzie kaszleli i prychali, a ja wolę swoje zarazki a nie obce.

1.12.2007 sobota

W nocy imprezowałam do 4:00. Rodzicom średnio się chciało, ale nie mieli wyjścia:). Na koniec zatopiłam się w mleczko i siup spać… Teraz śpię (zbieram siły na noc:). Rodzice widzieli filmik jaki przysłał Dominik z Kasią o tym, co może jeszcze czekać rodziców:) Oj fajny to filmik, gdzie na łóżku wariuje dwójka chłopców:). W sumie rodzice mają mnie zamiar kiedyś do nich zabrać jak podrosnę.
Odwidziała mnie babcia Stasia z Koszalina. Na razie śpię więc ogląda mnie z daleka. Jest 22:00 a ja ciągle śpię:). Babci udało się przez krótki moment potrzymać mnie na rękach. Rodzice są zdziwieni tym, że tyle śpię.