Kilka wspomnień z okresu ciąży
SMAKI

I trymestr - dominuje ogórek, pomidor, sałata ze szczególnym akcentem na ogórka. Ogórek to niezwykłość, bo zawsze źle go tolerowałam i jego zapach przypominał koszoną trawę, która wywołuje mdłości. Nie mam żadnych szczególnych zachciewajek. Nawet pewne rzeczy eliminuję, bo śmierdzą niemiłosiernie. Maciek musiał iść spory kawałek ode mnie, gdy jadł chlebek ryżowy, bo śmierdział mi szambem… Jak jadłam sama to mi ten "smród" nie przeszkadzał. Okropnie śmierdziały mi też kebabiarnie, frytkarnie i wszystkie te miejsca, gdzie podawało się fast - food.
II trymestr - nacisk na cebulę na chlebku, pomidora i jabłka. Kanapka była blee, jak nie było na niej cebuli. Przez 3 dni miałam ochotę na ogórki małosolne, ale szybko mi przeszło… nie czuję też obrzydliwych zapachów. Bardzo mnie suszy i najlepsze na to jest mleko wypijane litrami.
III trymestr - chaos. Ogórki, pomidory, sałata, cebula bardzo sporadycznie, ogólnie to są bez smaku. Mam dużą huśtawkę smakową, to na słodycze, by po chwili wcinać coś słonego. Tu istotne są ogórki kiszone, ale tylko domowe, bo te ze sklepu wyglądają jak kupa…
Przez cały okres ciąży mam tak, że jak otworzę oczy rano, to na mus muszę zjeść śniadanie. Sprawiało mi to spory kłopot jak miałam na czczo iść na pobranie krwi. Kilka razy mi się nie udało… choć wyniki było rewelacyjne, więc mimo obciążenia organizm nieźle sobie radził.
Przypomniało mi się, że rano jak leżałam i jeszcze nie czułam głodu to jak świnki szły do korytka na śniadanko i zaczynały chrupać swoje przysmaki mój żołądek krzyczał: jeść! jeść! jeść!:)

SAMOPOCZUCIE
Ogólnie fatalne. Ciągle coś kłuje, łapią skurcze, bóle. Kiedyś zrobiłam zapas no- spy i okazało się, że mogłabym to umieścić w menu jako stały element diety. Jestem/byłam wystraszona, bo nie wiem, czy tak ma być, czy dzieje się coś poważnego. Szczególnie źle znoszę przypadkowe rady osób, które chcą mnie "wesprzeć", a wywołują jeszcze większy chaos. Na szczęście Maciek znalazł na mnie patent. On czyta, ja słucham. Jestem wyjałowiona z wiedzy… ale to w niczym nie przeszkadza.
Huśtawek nastrojów mam stosunkowo mało. Raz jak oglądaliśmy jakiś film, gdzie wiadomo było, że bohater umrze z powodu choroby dostałam ataku płaczu i nie mogłam się uspokoić, ale tak poza tym to prawie constans… Choć może niech wypowie się Maciek.
II i III trymestr to poszukiwanie odpowiedniej pozycji do spania, a co z tym idzie wstęp do bezsenności. Jak rewelacyjnie spało mi się w I okresie (głowa do poduszki i sen kamienny) to teraz śpię po 6 - 7 godzin z przerwami na nocne wędrówki Polaków. Ogólnie to ciesze się, że już ranek, bo nie muszę leżeć i się męczyć.
BOJOWOŚĆ
Zaczęłam mówić to, co myślę… szczególnie w sytuacjach, gdy ktoś nieuważnie jechał wózkiem i prawie mnie taranował w sklepie. Instynkt ochrony brzucha i dziecka stał się bardzo silny. Walczyłam/walczę z palaczami na klatce, którzy zabierają mi cenny tlen jak kulam się po schodach. Zrobiłam raban w sklepie (napisałam mailem skargę do centrali sklepu i sanepidu), gdy pani sprzedała mi nieświeże mięso. Stwierdziłam, że nie pozwolę na trucie mojego dziecka. Bardziej uważam na to, co gotuję i jem. Kiedyś nie przykładałam do tego wagi i czasem miałam lekkie zatrucie, bo czegoś dodałam za dużo, i takie tam. Teraz głęboko zastanawiam się nad tym, czy sok, który leży w lodówce od wczoraj zepsuł się czy nie…
ZAINTERESOWANIA

Mama:
Z lubością zaczytuję się w kryminałach.
Szerokim łukiem omijam książki poradniki o ciąży i macierzyństwie, zwłaszcza, że gazetki są w moim odczuciu dość infantylne i dziwne. Jedyne co mnie interesuje to kalendarz ciąży.
Układanie puzzli - później to utrudnione, bo z powodu rosnącego brzuszka trudno jest schylać się nad kartonem do układania.
Tworzenie stron internetowych.
Szycie (maskotki dla Gai), wyszywanie (pościeli).
Kolor różowy. Tak się od niego odżegnywałam, że nie chcę aby dziecko było landrynkowe, ale jak chodzę po sklepach, to właśnie róże przyciągają moją uwagę.
Tata:
Przegląda fora o wózkach i wszelkich sprzętach dla dzieci (nie ubranka). Robi lub koordynuje wśród znajomych zakupy dziecięce (wózek, łóżeczko, wanienka, materacyk, termometr, kosmetyki, etc).
Przygląda się rodzajom wózków na ulicy. Większość na zwichrowane kółka i skrzypi.
Czyta o ciąży i wszystkich tych rzeczach, które potem w sprawnej papce mi dozuje. Jak idziemy do lekarza to tak błyszczy wiedzą, że lekarz stwierdza, że my już wszystko wiemy. Wtedy Maciek prostuje: ja wiem, ona nie:)!
Jest stałym, codziennym bywalcem, czytelnikiem forum dla dzieci.
Wykupuje mamie domeny, żeby mogła tworzyć strony internetowe:). W tworzenie strony Gajki jest osobiście zaangażowany (muszę się ograniczać ze zdjęciami, bo tata woli bardziej ascetycznie, a mama naciapciane:).





